Więcej

    Wielki Post jest przede wszystkim czasem słuchania Słowa

    W tym roku Popielec przypada 14 lutego. Środa Popielcowa to dzień, którym rozpoczynamy Wielki Post. O znaczeniu Popielca i o tym, jak powinniśmy przeżywać Wielki Post, Czytelnikom „Kuriera Wileńskiego” opowiada ks. Karol Godlewski, doktorant studiów teologicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

    Czytaj również...

    Już same wielkopostne czytania pokażą, że ten szczególny czas łaski wisi na dwóch zawiasach: jednym z nich jest ukazany na samym początku Postu „deszcz Słowa”, który spada z nieba, od Boga, by nawodnić i użyźnić glebę mojego serca (por. Iz 55, 10–11). Drugi zawias to odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych w czasie Wigilii Paschalnej, a więc powrót tej „spadającej z nieba” łaski Słowa, które uzdolniło mnie do dania Bogu odpowiedzi. Przez cały Wielki Post słucham Słowa o Bogu, który jest dobrym Ojcem, by na koniec, w czasie najważniejszej liturgii w ciągu roku, powiedzieć Mu: tak, chcę być Twoim dzieckiem i nazywać Cię „Abba”! – mówi ks. Karol Godlewski, doktorant studiów teologicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, kapłan archidiecezji białostockiej.

    Duszpasterz zaznacza, że warto zatem u jego progu zapytać się, czy ja w ogóle mam świadomość, po co mam słuchać tego Słowa. Pytanie jest zasadne, gdyż nierzadko słyszy się stwierdzenia, w myśl których Słowo Boże jest w stosunku do sakramentów i modlitwy czymś drugorzędnym. Gdybyśmy zapytali, co jest najważniejsze w praktyce wiary chrześcijańskiej, bez ryzyka błędu można założyć, że większość odpowiedzi koncentrowałaby się wokół dwóch spraw – najważniejsze to się pomodlić (czytaj: odmówić jakieś modlitwy) i pójść do kościoła. Niestety, sprzeczna z wyraźną prośbą papieża Franciszka, zawartą w adhortacji „Evangelii gaudium”, praktyka niegłoszenia homilii w dni powszednie w wielu parafiach albo dyspensowanie się od niej w pierwsze niedziele miesiąca, kiedy po mszy św. odbywa się jeszcze adoracja eucharystyczna, tylko potwierdza powyższą tezę. 

    – Powróćmy jednak do pytania: Po co Słowo Boże? Po co go słuchać, po co je czytać, komentować, głosić? Czy nie wystarczy odmówienie modlitwy i skorzystanie z sakramentów? Odpowiedź brzmi: tak, wystarczy. Tylko że zarówno nasze zwracanie się do Boga, jak i posługa sakramentalna Kościoła mają za fundament Słowo Boże – mówi ks. Karol Godlewski. 

    Czytaj więcej: Popielcowy Dzień Zakochanych

    Historia Zbawienia 

    – Modlitwa chrześcijańska żadną miarą nie jest pogańskim „zagadywaniem Boga”, ale własną odpowiedzią na Słowo Boże – zwraca uwagę duszpasterz. – Posłużę się przywołanym na początku obrazem z Księgi Izajasza, modlitwa to moment „powrotu” Słowa, które padło na moje serce, do nieba, w postaci mojego uwielbienia, dziękczynienia, przeproszenia lub prośby. Oczywiście, mogą one być wyrażone za pomocą rozmaitych formuł modlitewnych, które notabene również są w swojej treści bardzo biblijne.

    Sakrament zaś św. Augustyn nazywał „widzialnym Słowem”. Znaczy to, że w znaku sakramentalnym (np. w chrzcielnym polaniu wodą, w rozgrzeszeniu, w bierzmowaniu, w namaszczeniu chorego, a nade wszystko w Komunii Świętej) spełniają się wszystkie te obietnice, które Bóg w Piśmie Świętym złożył odnośnie do tego zakresu życia chrześcijańskiego, którego dotyka dany sakrament. Wszystkie słowa Biblii o usynowieniu, dziecięctwie Bożym, zdolności zwracania się do Boga „Ojcze” wydarzają się we chrzcie. Wszystkie słowa o naprawieniu przez Boga tego, co psuje mój ludzki grzech, i o uwolnieniu mnie spod jego panowania, wydarzają się w rozgrzeszeniu. Cała nauka Biblii o obecności Ducha Świętego Pocieszyciela i o Jego darach i charyzmatach wydarza się w bierzmowaniu. Wszystkie te momenty Ewangelii, w których Jezus towarzyszył cierpiącym i chorym, wydarzają się w sakramencie namaszczenia. Zaś cała historia biblijna człowieka, który dzięki mieszkającej w nim łasce Boga, zdolny jest stać się nowym stworzeniem i przeżyć swoją historię jako Historię Zbawienia, może się wydarzać w znaku każdej przyjętej Komunii Świętej. Słowo Boże bowiem w liturgii ma moc „wydarzyć się w naszych uszach” (por. Łk 4, tłum. ks. R. Popowskiego), a więc w chwili, kiedy jest słuchane i z wiarą przyjmowane w sakramentalnym znaku.

    Owszem, sakramenty są na mocy zasady ex opere operato ważne przez sam fakt zaistnienia tzw. materii i formy sakramentalnej (np. przez wypowiedzenie przez kapłana słów przeistoczenia nad chlebem i winem), natomiast skutki w życiu przyjmującego te sakramenty odnoszą w miarę wiary, z jaką on je przyjmuje (jest to zasada ex opere operantis). Wiara zaś, jak powie autor Listu do Hebrajczyków, „rodzi się za słuchania, a tym, co się słyszy, jest Słowo Boże”. Dlatego też liturgia każdego sakramentu w swojej pierwszej części zawiera czytanie tekstów biblijnych i bardzo wyraźną zachętę do wyjaśnienia ich w formie homilii. Homilia ta ma być aktualizacją usłyszanego tekstu biblijnego do kontekstu życia osób przyjmujących sakrament, wyjaśnieniem, w jaki sposób to Słowo może „stać się ciałem” w ich życiu. Ma to być wydarzenie podobne do tego, które opisał prorok Nehemiasz w rozdziale 8: czytanie Słowa Bożego z objaśnieniem, tak by lud „rozumiał czytanie”, a na koniec odpowiedział z wiarą „amen, amen!”, a więc „niech mi się tak stanie!”. Zadaniem homilisty jest wzbudzenie jak największej wiary w słuchaczach Słowa. Wiary w to, że Bóg jest obecny właśnie „tu i teraz”, w tej celebrze, i może również sprawić w życiu ich uczestników to, co opisują biblijne księgi. Homilista ma doprowadzić do tego, by słowo „amen”, wypowiadane po homilii, było przedłużone o te „amen”, które lud wypowiada przyjmując dany sakrament. By między jednym a drugim była ciągłość, świadomość, że słuchane i głoszone Słowo właśnie się wydarza! – apeluje ks. Karol Godlewski.

    Jeśli mamy możliwość uczestniczenia w liturgii z tak głoszoną homilią, to Bogu dzięki. Jednak słuchanie głoszonego Słowa nigdy nie zastąpi osobistego, medytacyjnego z Nim spotkania. To spotkanie zaś jest szczególnie istotne w życiu tych osób, które nie mają możliwości słuchania homilii, np. na mszach w tygodniu. Doskonałą zatem praktyką na Wielki Post, w który wchodzimy, będzie półgodzinne spotkanie modlitewne z tym tekstem Pisma Świętego, który będzie odczytywany na liturgii, na którą się wybieramy (perykopy bez problemu możemy znaleźć w internecie). Spotkanie, które ma za cel pokazanie nam, czego oczekujemy po liturgii, na którą idziemy. Jakie wydarzenie biblijne czy ewangeliczne chcemy, by stało się faktem także w naszym życiu. A wszystko po to, by z wielkim pragnieniem i wiarą na przyjmowany sakrament powiedzieć „amen”. Bo, jak pisała św. Hildegarda z Bingen, często brak odpowiedzi ze strony Boga jest spowodowany brakiem pytania i pragnienia ze strony człowieka.

    – Skoro z okazji Środy Popielcowej powiedzieliśmy już, jak ważne jest słuchanie Słowa, warto zatrzymać się także przy tym Słowie, które dostajemy na ten dzień, w którym na nasze głowy przyjmujemy znak popiołu, rozpoczynając tym samym czterdziestodniowy okres przygotowania do Paschy. Te Słowo to odczytywany jako I czytanie tekst z Księgi Proroka Joela. Zatrzymajmy się przy trzech szalenie ważnych w naszym przeżywaniu okresu pokuty sprawach, o których mówi ten tekst – zaznacza duszpasterz.

    „Całe serce”

    Modlitwa brewiarzowa na Wielki Post proponuje niemal codzienne pochylanie się nad Księgą Wyjścia. A to po to, aby uświadomić, że moje czterdzieści dni to jakby miniatura czterdziestu lat wędrówki Izraelitów od ziemi niewoli do ziemi obiecanej. „Wyjście” z Egiptu jednak było możliwe dopiero wówczas, gdy udało się Bogu „zebrać” niesforny lud na jednym miejscu. Podobnie moje „wyjście” od grzechu do łaski, od ciemności do światła i od śmierci do życia będzie możliwe, gdy pozwolę Bogu „zebrać” się na jednym miejscu. Co mamy „zbierać”? To, z czego się składamy, a więc ciało, duszę i umysł – „na jednym miejscu”. Pomaga mi w tym post, który niejako poskramia ciało i umysł, by nie uciekały i nie przeciwstawiały się duszy. Wtedy mam szansę na to, by poddać darowi wielkopostnego „wyjścia” moje „całe serce” – wszystko to, co mnie stanowi.

    Czytaj więcej: Wielki Post to czas pokuty i miłosierdzia

    „Ofiara”

    Joel nawołuje do postu po to, by zyskać przychylność Boga. A to z kolei w tym celu, by umożliwił On złożenie sobie ofiary. Podobnie Izraelici, jako motywację swojego wyjścia z Egiptu podawali chęć „złożenia ofiary Bogu na świętej górze”. Mój Wielki Post to również czas składania Bogu duchowych ofiar. Jednak łudzi się ten, kto myśli, że jego ofiarą będą dobre, wielkopostne uczynki lub też praktyki pobożne. To wszystko dobre i piękne, ale nie moje – jest to owoc mojego posłuszeństwa Duchowi Świętemu, a gdy chcę ów owoc Bogu dać, jestem podobny do dziecka, które prosi o wyższe kieszonkowe po to, by móc kupić mamie czy tacie prezent. Jest to postawa urocza, ale Bóg w tym Poście czeka na coś absolutnie „mojego” – autorskiego. Co to takiego? Grzech. Tylko grzech jest mój, wykonany bez Bożej pomocy. To grzech składam w ofierze Bogu w każdej mszy świętej wraz ze znakiem chleba – „owocu ziemi i pracy rąk ludzkich”. Grzech jest owocem tego, co we mnie ziemskie, jeszcze nieprzebóstwione, a także pracy moich rąk – mojej „bez-Bożności”, pracy bez Boga.

    Co Bóg czyni z tą ofiarą? Dojmująco pisze o tym św. Paweł w II czytaniu – Bóg „grzechem czyni Tego, który nie zna grzechu”. Przyjmując symbolizujący grzech dar chleba, Bóg przeistacza go w Ciało swego Syna, który na ołtarzu w momencie przeistoczenia – rozdzielenia Ciała i Krwi – umiera, właśnie jako mój grzech, by wraz z moim życiem zmartwychwstać i oddać mi to zmartwychwstałe życie w Komunii Świętej i zapytać: „bierzesz?”. Daj Boże, bym zawsze odpowiadał „amen”, tak Panie, biorę!

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    „Zgromadzenie”

    Niezmiernie ważny owoc Postu opisuje Joel w kolejnej z zachęt – „niech oblubieniec wyjdzie ze swego pokoju, a oblubienica ze swojej komnaty”. Mogę w tym okresie ulegać pokusie zamykania się z Jezusem – moim Oblubieńcem – w mojej komnacie duchowości, w której jest mi dobrze, i do której – co najgorsze – nie dopuszczam nikogo innego. Tymczasem Słowo bardzo jasno poleca mi: „wyjdź!”. Wyjdź, by zobaczyć lud, który współtworzysz – starców, dzieci i niemowlęta, a więc tych, którzy mogą mnie potrzebować, a często sami nigdy o to nie po proszą, bo np. – jak niemowlęta – nie umieją jeszcze prosić. Słowo zaprasza mnie do jałmużny – odpowiadania na potrzeby mojego ludu przede wszystkim darem ze swojego serca, w którym chcę – jak zachęca papież Franciszek – robić miejsce dla setek „imion i twarzy”. A wtedy mój post będzie postem miłym Panu, a mnie uczyni szczęśliwszym.


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 06 (17) 10-23/02/2024

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Coraz więcej Ukraińców wraca do kraju: „Mieszkańców nie da się złamać”

    — Nie zważając na ciągłe ataki wojsk rosyjskich na infrastrukturę energetyczną, saldo migracji na/z Ukrainy wciąż schyla się w stronę powrotów, a nie wyjazdów. To bardzo cieszy. Według statystyk ukraińskiej Straży Granicznej w styczniu wyjechało z Ukrainy o 67...

    Rolnicy: wczesny wysiew wcale nie oznacza wcześniejszych plonów

    Jak zauważa w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Jonas Sviderskis, dyrektor generalny Związku Przedsiębiorstw Rolniczych, z praktycznego punktu widzenia nie ma to większego sensu, ponieważ na początku kwietnia gleba nie jest jeszcze wygrzana do odpowiedniej temperatury i w drugiej połowie...

    Rheinmetall zbuduje fabrykę na Litwie. Armonaitė: „To historyczny moment dla nas”

    Dokument podpisali minister gospodarki i innowacji Aušrinė Armonaitė, minister ochrony kraju Laurynas Kasčiūnas oraz Maximilian Froch, dyrektor ds. rozwoju międzynarodowych programów strategicznych Rheinmetall. Największa inwestycja obronna w historii Litwy — To historyczny moment dla naszego kraju. Właśnie podpisaliśmy protokół ustaleń. Oznacza...

    W tym roku kleszcze atakują wcześniej

    — Z powodu ocieplenia klimatu kleszcze stają się aktywne coraz wcześniej. Przypadki boreliozy, jak i kleszczowego zapalenia mózgu są rejestrowane przez cały rok. Niestety z każdym rokiem zwiększa się też liczba zakażeń — mówi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Milda Žygutienė, główna specjalistka Wydziału Zarządzania Chorobami Zakaźnymi Narodowego Centrum Zdrowia Publicznego. Czytaj...