„Olza Pro”: młode stowarzyszenie, które wiele dokonało. „Chcemy zadbać o miejsca, które zanikają”

Rozmowa o opiece nad kulturą polską na Morawach i Śląsku z Markiem Koniecznym, prezesem Stowarzyszenia „Olza Pro” w Republice Czeskiej.

Czytaj również...

Leszek Wątróbski: Wasze Stowarzyszenie „Olza Pro” założone zostało w końcu 2021 r. 

Marek Konieczny: Dokładnie 22 grudnia. Jesteśmy stowarzyszeniem pozarządowym — non profit. Zrzeszamy wszystkich obywateli, którzy chcą aktywnie rozwijać swoje otoczenie, zgodnie z naszym statutem w granicach prawa Republiki Czeskiej. Chcemy zadbać o miejsca, które zanikają. Przykładem tego jest cmentarz ewangelicki w starej Karwinie. Myśleliśmy początkowo, by założyć Towarzystwo Miłośników Karwiny, które miałoby pielęgnować zanikające miejsca związane z polskością. Taka nazwa ograniczałaby nas terytorialnie wyłącznie do Karwiny. A takich miejsc na całym Zaolziu jest dużo, dużo więcej. Tak więc zaczęło się od cmentarza i ogólnie Karwiny, ale wychodzimy dziś ze swoją działalnością szerzej, na cały region Śląska Cieszyńskiego i nie tylko. Nasza polska historia na Zaolziu, nasza narodowa przeszłość, zapisana jest na pomnikach, krzyżach, polskich nekropoliach, budynkach i tablicach. Przez całe lata poznawaliśmy takie miejsca w Polsce podczas licznych wyjazdów. Uważamy, że nadszedł czas zmienić sposób wspierania polskości i pokazać nowy kierunek. Opiekujemy się więc tymi miejscami, odnawiamy je, remontujemy, upamiętniamy oraz poszukujemy nowych dokumentów w archiwach. Dzięki tej pracy, na polskich miejscach pamięci, zbudowaliśmy silny i ideowy wolontariat zrzeszony w różnych środowiskach. 

Pomysł Waszego Stowarzyszenia zrodził się w głowach kilku polskich zaolziańskich działaczy… 

… którym na sercu leżało zachowanie śladów polskiej historii tych ziem. I choć każdy z nich od dawna działał na rzecz polskiej mniejszości na terenie Republiki Czeskiej, zdecydowali się na renowację cmentarzy, pomników, tablic pamiątkowych — miejsc, które przypominają polskość tych ziem. 

Wszystko to zaczęło się w październiku 2017 r.… 

… kiedy to grupka ochotników po raz pierwszy zorganizowała akcję społeczną, której celem było uporządkowanie starej, opuszczonej i zrujnowanej nekropolii ewangelickiej w dawnej kolonii Meksyk w Karwinie. Prace porządkowe na cmentarzu prowadzili jeszcze niezrzeszeni ochotnicy, a inicjatorami było kilku miłośników regionu znających się z Beerclubu – Braci Kuflowej na Zaolziu – organizacji, której działalność może się raczej kojarzyć jedynie z wysuszaniem kolejnych szklanic piwa w doborowym, męskim gronie.

Oni chcieli ratować przed ostatecznym zniszczeniem tę pamiątkę karwińskich i śląsko-cieszyńskich luteranów, będącą pamiątką polskości, albowiem większość napisów na nagrobkach była właśnie po polsku. I nadal regularnie bywają tam wiosną i jesienią brygady, które zapalają znicze i porządkuję teren cmentarny. 

Do stowarzyszenia należy ok. 20 aktywnych członków
| Fot. arch. pryw.

Głównym celem Waszego Stowarzyszenia jest… 

… pielęgnowanie bogatej kultury i historii Polski na Zaolziu. Chcemy ją zachować dla potomnych. Historia ta jest niesamowita. Te właśnie, zapomniane i pomijane, fragmenty naszej lokalnej historii chcemy przywracać, zachowywać i archiwizować dla przyszłych pokoleń. 

Skąd wzięła się nazwa Waszego Stowarzyszenia? 

Jest wiele powodów, dla których wybraliśmy tę nazwę. Początkowo myśleliśmy, aby nazwać je zwyczajnie — Zaolzie. Doszliśmy jednak do wniosku, że nie chcemy skupiać się wyłącznie na Zaolziu, ale na całym Śląsku Cieszyńskim i jego historii. Wybraliśmy więc rzekę Olzę, która jest kręgosłupem naszego terenu. Jest też granicą pomiędzy Czechami i Polską. Uważaliśmy, że jest to najbardziej odpowiednia dla nas nazwa. Do nazwy rzeki Olza dodaliśmy jeszcze słowo pro, które ma wiele znaczeń — np. z łaciny znaczy, że jesteśmy profesjonalni. Najważniejsza jest przecież opieka nad kulturą polską na Morawach i Śląsku. 

Jak realizujecie Wasze cele? 

Są tego różne formy. Jedną z nich są żywe działania w terenie. Tworzymy brygady na ewangelickim cmentarzu w Karwinie-Meksyku. Cmentarz został zniszczony z powodu tzw. szkód górniczych w zaolziańskiej Karwinie. To był cmentarz zapomniany i popadający w ruinę pomnik polskości tamtych terenów. Przy jego porządkowaniu na przestrzeni lat pracowało kilkaset osób. Oprócz ludzi z Karwiny i okolic pracowali podczas brygad m.in. ludzie z Ostrawy, Brna, Pragi, Katowic, Łodzi czy Warszawy. Ta część miasta, Karwina 2 Doły (Kopalnie), była zupełnie zapomniana. Dawniej wydobywało się tam węgiel. Cmentarz miał zostać zalany razem z polskimi nagrobkami. Szczątki zmarłych zostały przeniesione na sąsiedni cmentarz komunalny w Karwinie Kopalniach, obok kościoła św. Piotra z Alkantary. I stał się cud: zostały odnalezione ruiny cmentarza. Jego sprzątanie zaczęło się od koszenia trawy, wycinki uszkodzonych drzew i odnowienia kaplicy cmentarnej. Pomagali nam w tym historycy z Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą „Polonika”. 

Dużo więcej jest natomiast sympatyków i wolontariuszy, którzy wspierają stowarzyszenie. Na zdjęciu — cmentarz Karwina Meksyk
| Fot. Beata Tyrna, zwrot.cz

Jak liczne jest Wasze Stowarzyszenie? 

Należy do niego ok. 20 zapisanych i aktywnych członków. Dużo więcej jest natomiast sympatyków i wolontariuszy, którzy nas wspierają. Zdecydowaną większość naszego Stowarzyszenia stanowią osoby w wieku 30+ i pochodzenia z Karwiny i okolic. Tam też skupiamy większość naszej działalności. Ja jestem najmłodszym członkiem naszego stowarzyszenia. Pełnię jednocześnie funkcję jego prezesa. Koledzy długo mnie namawiali, zanim się na to zgodziłem. Nasze działania realizowane są w długiej perspektywie. Realizujemy duże projekty, które wymagają czasu i nie są gotowe za miesiąc czy dwa. Blisko i dobrze współpracujemy z Kongresem Polaków w RC, PZKO oraz ze wspomnianym wcześniej Instytutem „Polonika” i kilkoma fundacjami w Polsce — np. Świetlik z Bydgoszczy, która wraz z lokalną społecznością porządkowała polskie cmentarze i ocaliła od zapomnienia niejedną mogiłę. Młodzi z Bydgoszczy przyjeżdżają do nas regularnie i poszerzają swoją wiedzę o Zaolziu. Odwiedzają nas również studenci UKSW z Warszawy i dokumentują tutejsze cmentarze. Zaolzie jest podzielone na dwie części: górale i dolanie, czyli góry i kopalnie.

Jest dużo materiału o tych pierwszych, a o tych drugich zdecydowanie mniej. Staramy się więc pielęgnować i kultywować kulturę dolan, czyli ludzi pracujących, ale nie zapominamy także o reszcie terenu Zaolzia. Mamy nawet kilku górników w naszym stowarzyszeniu. Przygotowujemy np. śpiewnik gwary górniczej w wersji polskiej, czeskiej i gwarowej, ale nie wiemy, kiedy to skończymy. 

Jakie jeszcze projekty realizuje Wasze Stowarzyszenie? 

Pracujemy teraz nad dużym projektem ze Stowarzyszeniem „Odra-Niemen”oraz Kongresem Polaków w RC. Robimy filmiki edukacyjne dla polskiej młodzieży w Polsce, aby przekazać im wiedzę o Zaolziu. Pierwszy filmik zrobiliśmy o Polskim Klubie Sportowym „Polonia Karwina” (istniejącym w latach 1919–1952) zrzeszającym Polaków z terytorium Zaolzia, w ramach którego funkcjonowało dziewięć sekcji sportowych. Kolejny filmik zrobiliśmy o Scenie Polskiej Teatru Cieszyńskiego czy o drewnianym kościele w Gutach pw. Bożego Ciała w Gutach, który był jednym z najstarszych drewnianych kościołów na Zaolziu (wzniesionym w XVI w.). Świątynia ta spłonęła doszczętnie w nocy w sierpniu 2017 r., a następnie została odbudowana. Są liczne miejsca, które chcemy pokazać polskiej młodzieży w Warszawie czy Gdańsku i wysłać link do wielu szkół w Polsce i organizacji harcerskich. Chcemy w ten sposób pomóc w edukacji młodzieży w Polsce, że na Zaolziu są Polacy od dziada pradziada. Często bowiem spotykamy się w Polsce ze zdziwieniem, że wiedzą o Polakach na Litwie czy Ukrainie, a nie wiedzą o nas. Chcemy, aby młodzież polska przyjeżdżała do nas. Kontaktu bezpośredniego przecież nic nie zastąpi. Kiedy jeszcze działałem w harcerstwie, to jeździliśmy z „paczkami pamięci” na Litwę. I pamiętam, że dla obdarowywanych najważniejsze jednak było samo spotkanie i rozmowa z nami. Spędzaliśmy z nimi długie godziny, tak aby mogli porozmawiać po polsku. Coś podobnego robimy teraz tutaj. 

Wasi członkowie prowadzili również wykłady w Wilnie o Polakach na Zaolziu… 

…razem z dr. Józkiem Szymeczkiem — wiceprezesem Kongresu Polaków, który krótko zaprezentował słuchaczom działania Polaków na naszym terenie. Robimy też szkolenia u nas na Zaolziu dla szerokiej publiczności wspólnie z Instytutem „Polonika” z Warszawy. Aby ludzie wiedzieli, jak dbać o polskie groby. Aby nagrobki były czyszczone w miarę regularnie, tak aby nie znikały z nich polskie symbole – takie jak np. orzeł. Mamy dziś wreszcie wiele innych ciekawych projektów. Jedną z nich jest sprawa związana z ochroną prawną pomników ofiar w Żywocicach. Tam planowana jest budowa obwodnicy. Proponujemy więc, aby puścić ją obok pomników albo godnie je przenieść. W Żywocicach 6 sierpnia 1944 r. funkcjonariusze niemieckiego Gestapo zastrzelili 36 niewinnych mężczyzn: 28 Polaków i 8 Czechów — mieszkańców Żywocic i okolicznych wiosek. Była to największa zbrodnia wojenna na Śląsku Cieszyńskim. Rozstrzelani to cywile niezaangażowani w partyzantkę, a zwykli mieszkańcy Żywocic, Suchej Dolnej i Górnej oraz Cierlicka Dolnego. Wywlekano ich o świcie z ich domów i rozstrzeliwano nieopodal, często na oczach dzieci. Wielu też zastrzelono, gdy wracali z nocnej zmiany w kopalni. Ofiary upamiętnia ustawiony w centrum Żywocic pomnik autorstwa Franciszka Świdra przedstawiający kobietę z dzieckiem na ręku. To symbol wdowy z osieroconym dzieckiem. Co roku też, w sobotę najbliższą rocznicy tragedii pod pomnikiem w Żywocicach, organizowane są uroczystości wspomnieniowe mające uczcić pamięć ofiar i przypominać tę tragiczną historię.

Wszystkie nasze działania archiwizujemy. Niedawno dokończyliśmy projekt archiwizacji o różnych miejscach znaczących dla Polaków w Karwinie, gdzie przed laty Polacy stanowili większość. Byli tam również Niemcy, Czesi, Żydzi i wszyscy mieszkali obok siebie w dużej zgodzie, praktycznie od czasów austro-węgierskich do wybuchu II wojny światowej. Były też polskie i niemieckie domy i kopalnie. 

Organizujecie też wydarzenia patriotyczne… 

Od czterech lat organizujemy dużą imprezę Dzień polski, która dziś nazywa się Polska majówka. Maj to przecież miesiąc, w którym Polska obchodzi swoje wielkie święta: Konstytucja 3 Maja, Dzień Flagi czy Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Jest to impreza edukacyjna i jednocześnie zabawowa, organizowana była dwa razy w Karwinie i ostatnie dwa lata w Czeskim Cieszynie. Sprowadzamy zazwyczaj na nią znanych muzyków z Polski albo z Zaolzia, historyków z Warszawy, Krakowa, Torunia oraz kombatantów AK. 

Czego my, Polacy, możemy się nauczyć od Czechów, a oni od nas? 

Jesteśmy do siebie bardzo podobni pod wieloma względami. Polacy mogą się uczyć od Czechów humoru. Wielu moich znajomych z Polski uwielbia czeski humor. Czesi potrafią żartować praktycznie ze wszystkiego. Czesi zaś mogą się uczyć od nas Polaków przedsiębiorczości. Polacy są bardziej agresywni i pomysłowi w prowadzeniu biznesu. Czesi są natomiast bardziej zachowawczy i ostrożni. Takie mam przynajmniej spostrzeżenia z naszych terenów przygranicznych. 

Z pastorem Romanem Brzeziną z parafii w Boguminie
| Fot. arch. pryw.

Czego mogę życzyć Panu i całemu Stowarzyszenie „Olza Pro”? 

Trudno powiedzieć czego życzyć, to każdy sam musi pomyśleć, czego życzyć innym. Osobiście mam nadzieję, że uda nam się wraz z naszymi wolontariuszami, którzy są niesamowici, zorganizować jak najwięcej wydarzeń, brygad, stworzyć dużo materiałów edukacyjnych oraz odnowić jak najwięcej ważnych polskich miejsc czy też spotkać się z jak najszerszym wachlarzem ludzi i środowisk z całego świata. Jesteśmy otwarci i aktywni do działania. W dzisiejszym świecie technologii praktycznie nie istnieje dla nas problem z dystansem, pomysłami czy językiem. Ze wszystkim sobie damy radę z uśmiechem.

Afisze

Więcej od autora

„To była moja najpiękniejsza misja”. O polskiej edukacji i tożsamości w Gruzji

„To były czasy wręcz dramatyczne (...). Jednocześnie byłam młodą matką, z dala od Polski, bez możliwości kontaktu z rodziną — na rozmowę telefoniczną z Polską czekało się czasem kilka dni” — wspomina lata 90. w Gruzji Małgorzata Pawlak, założycielka Polskiego Centrum Edukacyjnego w Gruzji, z którą rozmawiamy o polskiej edukacji, pamięci i tożsamości.

Artysta, który słuchał kamienia. Wystawa poświęcona Mieczysławowi Paszkiewiczowi w Warszawie

Nie każda wystawa potrafi zatrzymać widza ciszą. Nie każda zaprasza do uważnego patrzenia — nie tylko na obrazy, lecz na los człowieka, który je stworzył. Wystawa poświęcona Mieczysławowi Paszkiewiczowi w Muzeum Niepodległości w Warszawie jest właśnie takim doświadczeniem: spokojnym, a zarazem przejmującym. To opowieść o artyście, który przeszedł przez piekło XX w. i nie utracił wiary w sens piękna. Nad merytorycznym i artystycznym kształtem ekspozycji czuwali kuratorzy wystawy: Jacek Konik oraz Małgorzata Karolina Piekarska. Był autorem 17 książek i licznych artykułów naukowych, a także członkiem prestiżowych towarzystw naukowych i literackich.

Między tradycją, konfliktem a jubileuszem: 45-lecie Hajnowskich Dni Muzyki Cerkiewnej

Hajnówka przez dziesięciolecia była miejscem szczególnym na mapie polskiej kultury muzycznej. To właśnie tam, na pograniczu tradycji, religii i kultur, narodził się Międzynarodowy Festiwal Muzyki Cerkiewnej, który z czasem wyrósł na jedno z najważniejszych wydarzeń artystycznych poświęconych duchowemu dziedzictwu Kościoła prawosławnego w Europie. Jego historia to jednak nie tylko pasmo sukcesów artystycznych i prestiżu, lecz także opowieść o napięciach, sporach o niezależność oraz dramatycznym rozdarciu, którego skutkiem było przeniesienie festiwalu do Białegostoku.