140. rocznica urodzin admirała, Polaka z wyboru: kim był Józef Unrug?

Urodził się w rodzinie pochodzenia niemieckiego i do końca życia mówił z silnym akcentem. Kiedy jako dowódca polskiej Floty i Obrony Wybrzeża trafił do niewoli, namawiano go do przejścia na stronę Rzeszy. Kontradmirał Józef Unrug odpowiedział krótko: „1 września 1939 r. zapomniałem, jak się mówi po niemiecku”.

Czytaj również...

Specjalna wystawa

Wernisaż wystawy „Admirał Józef Unrug, dowódca i wychowawca” odbył się w centrum Szczecina, na placu Zgody (15 października 2024). Jego organizatorem było Oddziałowe Biuro Edukacji Narodowej IPN, w imieniu którego wszystkich przybyłych powitał Krzysztof Męciński, dyrektor szczecińskiego oddziału IPN. Przemawiał również prof. Jaromir Mysłowski z Politechniki Morskiej w Szczecinie. Po wystawie oprowadzał Maciej Frycz pracownik szczecińskiego IPN i jej kurator. Była to szczecińska premiera wystawy, choć wcześniej, w ostatni weekend czerwca — w święto Marynarki Wojennej, była ona prezentowana w Świnoujściu.

Wystawa powstała w związku z 140. rocznicą urodzin dowódcy Floty Marynarki Wojennej adm. Józefa Unruga. Był on, obok komandora Bogumiła Nowotnego (oficera austro-węgierskiej i polskiej marynarki wojennej, pułkownika Marynarki Wojennej i pierwszego jej dowódcy) i admirała Kazimierza Porębskiego (wiceadmirała Marynarki Wojennej w latach 1919–1925) — jednym z najważniejszych ojców Polskiej Marynarki Wojennej. Celem wystawy było przypomnienie tej postaci w Szczecinie, mieście tak bardzo związanym z gospodarką morską i polskim morzem. Admirał był bowiem jedną z najważniejszych osób w historii Polski i ludzi morza. Był przecież dowódcą i wychowawcą, oficerem, wielkim patriotą i wychowawcą pokoleń marynarzy, współtwórcą polskiej Marynarki Wojennej.

Flaga admirała

Na wystawie znalazło się ok. stu niepublikowanych dotąd nigdzie zdjęć otrzymanych od jego najbliższej rodziny mieszkającej we Francji. Niestety wiedza o zasługach i życiorysie admirała jest ciągle mało spopularyzowana w polskim społeczeństwie. Na wystawie znalazł się wyjątkowy eksponat, pochodzący z Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni. Była to ocalała, osobista flaga admirała Józefa Unruga. Została zabezpieczona przez Fryderyka Walkowsa, szypra Rybołówstwa Morskiego podczas walk w obronie polskiego wybrzeża w roku 1939 i przechowana przez cały okres wojny. Flaga trafia, u schyłku lat siedemdziesiątych, za sprawą jego rodziny, w ręce ówczesnego dyrektora muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni, gdzie jest eksponowana do dnia dzisiejszego. Efektem działań szczecińskiego oddziału IPN, prowadzonych na użytek tego projektu, było wytłoczenie okolicznościowego znaczka z motywem repliki flagi.

Jeśli zaś chodzi o lokalne akcenty szczecińskie, to należałoby uznać pierwsze upamiętnienie admirała jeszcze w okresie PRL. Odnosi się to do wydanego z inicjatywy szczecińskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Archeologicznego i Numizmatycznego okolicznościowego medalu z wizerunkiem admirała Józefa Unruga. Medal ten został wybity dwustronnie w dwóch nakładach po 500 sztuk. Jego pomysłodawcą był Franciszek Łuczko, wieloletni prezes szczecińskiego oddziału tego towarzystwa, zaś jego projektantką była medalierka i projektantka polskich monet Stanisława Wątróbska-Frindt. Medal został wydany w roku 1985.

Przybyłych na wernisaż powitał Krzysztof Męciński, dyrektor szczecińskiego oddziału IPN
| Fot. Leszek Wątróbski

Wybrał polskość

Przyszły kontradmirał urodził się 7 października 1884 r., jako Joseph von Unruh, na terenie Brandenburgii. Jego ojciec był generałem majorem pruskiej gwardii, jednak rodzinne Prusy darzył dużą niechęcią. Aby służyć w armii, przyjął jednak niemiecką wersję zapisu swojego nazwiska. Mając świadomość polskich korzeni, zdecydował się wychować swoich synów w polskiej kulturze i w oparciu o tradycje patriotyczne. Po przejściu na emeryturę w 1870 r. ostatecznie zerwał z niemieckością, nabył majątek na terenie Wielkopolski i zamieszkał tam wraz z rodziną.

Józefa ciągnęło jednak do morza. Ówczesna cesarska marynarka niemiecka była nie bez racji uznawana za jedną z najlepszych na świecie, a doświadczenie tam zdobyte miało w przyszłości zaprocentować. W roku 1923 niespodziewanie zrezygnował ze służby, tłumacząc tę decyzję problemami zdrowotnymi. Tak naprawdę przyczyną był konflikt personalny w armii. Zajął się swoim majątkiem, gdzie zadbał o wprowadzenie szeregu nowinek technicznych i usprawnienie produkcji rolnej. Nie wytrzymał jednak długo, a jego kariera nabrała rozpędu w 1925 r., kiedy mianowano go dowódcą polskiej Floty. Siedem lat później został awansowany na stopień kontradmirała.

Wiadomość o powrocie Rzeczpospolitej na mapę Europy przyjął z radością. W 1919 r. zgłosił się do polskiego dowództwa, deklarując gotowość służby. Doświadczenie i zdobyta wiedza przeważyły nad słabą znajomością języka. Potwierdzeniem woli zaangażowania na rzecz ojczyzny był zakup pierwszej pływającej jednostki, niemieckiego parowca „Wotan”. Niemcy odmówili sprzedaży rządowi w Warszawie, więc Unrug kupił go za własne pieniądze i podarował Polsce do patrolowania Bałtyku. To właśnie ten statek, pod nazwą ORP „Pomorzanin” — stanowił zalążek tworzącej się floty. Po latach wspominał: „Byłem wtedy po raz pierwszy i ostatni w swej karierze właścicielem okrętu wojennego”.

W sierpniu 1939 r. ogłoszono powszechną mobilizację. Unrugowi powierzono stanowisko dowódcy Floty i Obrony Wybrzeża podległego bezpośrednio naczelnemu wodzowi. Kontradmirał nie miał złudzeń i doskonale zdawał sobie sprawę z różnicy potencjałów militarnych. Przewaga przeciwnika była dziesięciokrotna, o czym zresztą informował dobrze poinformowany wywiad. Rozumiał, że Polska nie ma szans w konfrontacji z Niemcami. Dlatego też zaproponował wdrożenie planu „Pekin” — czyli ewakuację trzech niszczycieli do Wielkiej Brytanii w obliczu nadchodzącej wojny. Pomysł wycofania dywizjonu kontrtorpedowców podyktowany był przekonaniem o wysokim ryzyku niepotrzebnego zniszczenia cennych okrętów, które mogłyby się przydać w dalszej fazie wojny. Unrug miał rację. Niszczyciele „Burza”, „Błyskawica” i „Grom” odegrały ważną rolę w późniejszych walkach przeciwko agresorowi. Kiedy polska armia kapitulowała we wrześniu 1939 r. na kolejnych odcinkach, Półwysep Helski, dobrze ufortyfikowany dzięki staraniom Unruga, bronił się zaciekle ponad miesiąc. W czasie walk kontradmirał bezwzględnie przestrzegał konwencji międzynarodowych i nie zgadzał się na torpedowanie nieuzbrojonych statków. Ostatecznie jego załoga skapitulowała 2 października 1939 r.

Po wystawie oprowadzał Maciej Frycz pracownik szczecińskiego IPN i jej kurator
| Fot. Leszek Wątróbski

Afisze

Więcej od autora

„Dyneburg jest sercem polskości na Łotwie” — rozmowa z Mariuszem Podgórskim, Konsulem RP w Rydze

Leszek Wątróbski: Spotykamy się w Dyneburgu. Jak często w czasie swojej kadencji przyjeżdżał Pan do tego miasta?

Serce Szczecina bije pod platanami

Jasne Błonia im. Jana Pawła II w Szczecinie — to tutaj, w otoczeniu malowniczych, wiekowych platanów, po raz kolejny rozkwitła niezwykła energia. Choć majowe słońce i cień drzew przyciągają tu codziennie spacerowiczów, niedziela 31 maja 2026 r. była dniem zupełnie wyjątkowym. To właśnie wtedy zielone serce miasta zamieniło się w tętniące życiem centrum inspiracji, współpracy i społecznej solidarności za sprawą Wielkiego Pikniku Pasji, stanowiącego uroczysty finał XIX Tygodnia Inicjatyw Pozarządowych. Warto doprecyzować jedno małe organizacyjne zamieszanie w liczbach, które mogło umknąć niejednemu obserwatorowi: podczas gdy całe miasto świętowało XIX Tydzień Inicjatyw Pozarządowych, same Szczecińskie Spotkania Organizacji Pozarządowych POD PLATANAMI (czyli wspomniany Piknik Pasji) doczekały się już swojej imponującej XXIV edycji Wielkiego Pikniku Pasji. To niemal ćwierć wieku budowania tradycji, która na stałe wpisała się w krajobraz Szczecina.