Więcej

    Globalne ocieplenie to fakt, jednak ekstremalne mrozy nadal mogą nas zaskoczyć

    Wstępne dane meteorologiczne wskazują, że tegoroczny styczeń na Litwie może być najzimniejszy od 16 lat, informuje nasz dziennik meteorolog Gytis Valaika. Dla porównania, grudzień w ciągu ostatnich 25 lat należał do ciepłych — w ubiegłym roku był czwartym najcieplejszym grudniem w historii obserwacji meteorologicznych.

    Czytaj również...

    — Styczeń natomiast pokazuje, że ekstremalne zimno nadal może nas zaskoczyć, mimo globalnego ocieplenia — zauważa w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Gytis Valaika.

    Eksperci podkreślają, że fala zimna wcale nie przeczy zmianom klimatu. Obecne mrozy mają charakter regionalny i są efektem specyficznych procesów atmosferycznych, takich jak fragmentacja wiru polarnego. Wir polarny rozdziela się na mniejsze części, a zimna część wędruje w kierunku południowym, przynosząc niskie temperatury. Warto zauważyć, że w tym samym czasie region Arktyki jest cieplejszy niż powinien być, co pokazuje, że nie możemy oceniać zmian klimatu na podstawie jednej, lokalnej fali mrozów.

    Ostatnie dni pokażą

    Jeśli potwierdzą się wstępne dane, będzie to drugi najzimniejszy styczeń XXI w. w naszym regionie. Najzimniejszy styczeń XXI w. odnotowano w 2010 r., który był tylko nieznacznie bardziej mroźny niż obecny. Do końca miesiąca pozostaje jeszcze kilka dni, a prognozy wskazują, że od czwartku zrobi się jeszcze zimniej, więc istnieje możliwość, że tegoroczny styczeń zapisze się w historii jako najzimniejszy w tym stuleciu.

    — Jeżeli chodzi o nadchodzący weekend, mieszkańców Litwy czekają mroźne dni. Wstępnie prognozuje się temperatury miejscami sięgające -25, -26 stopni Celsjusza, jednak pogoda będzie słoneczna, co może nieco łagodzić odczuwanie chłodu — zaznacza Gytis Valaika.

    Ten styczeń przypomina, że choć globalne ocieplenie jest faktem, wciąż mogą występować ekstremalne zjawiska pogodowe, a regiony w Europie Środkowej i Wschodniej muszą być przygotowane na ostre, zimowe warunki.

    Morze Bałtyckie — zamarzanie coraz rzadsze

    Morze Bałtyckie w ciągu ostatnich 300 lat całkowicie zamarzło około 20 razy, najczęściej w wyniku wyjątkowo surowych zim, na przykład w latach 1940, 1948 i 1956. W historii zdarzały się przypadki, gdy lód sięgał brzegów Danii. Jednak z powodu globalnego ocieplenia prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zjawiska obecnie jest znacznie mniejsze.

    — Aby cała, w tym centralna część Morza Bałtyckiego pokryła się lodem, jest to naprawdę rzadkie zjawisko i wymagałoby znacznie surowszej zimy niż obecnie panująca. Takie ekstremalne sytuacje zdarzały się już w przeszłości w naszym regionie, ale są wyjątkowo rzadkie i zależne od wielu czynników klimatycznych — mówi meteorolog.

    Ekspert wyjaśnia, że nie wystarczy, aby niskie temperatury panowały tylko w krajach bałtyckich. Aby Morze Bałtyckie zamarzło w całości lub w znaczącej części, mróz musi obejmować również Szwecję, Niemcy i Danię — cały region musi być objęty długotrwałymi mrozami. W przeciwnym razie ciepła woda z południowych i zachodnich części morza uniemożliwia powstanie solidnej pokrywy lodowej.

    Obecnie najniższe temperatury kumulują się głównie we wschodniej części Bałtyku, co oznacza, że zamarzają jedynie przybrzeżne obszary, zatoki i mniejsze zalewy. Centralne i południowe części morza pozostają w dużej mierze wolne od lodu.

    — Ostatni raz, gdy Morze Bałtyckie zamarzło na tyle intensywnie, że z mostu w Połądze nie było widać wody, miał miejsce około 15 lat temu. Od tamtego czasu nie zdarzyła się zima na tyle silna, aby pozwolić na powstanie choćby częściowej pokrywy lodowej w rejonie środkowego Bałtyku. To pokazuje, jak rzadkie i wyjątkowe są takie zjawiska — mówi Gytis Valaika.

    Czytaj więcej: Mroźna zima pozostanie z nami na dłużej

    Afisze

    Więcej od autora

    Rekordowy skok w produkcji prądu. Eksperci: Litwa coraz bliżej energetycznej samodzielności

    Jeszcze kilkanaście lat temu Litwa była jednym z najbardziej uzależnionych od importu energii elektrycznej państw w regionie. Dziś ten obraz zmienia się w zawrotnym tempie. Miniony rok przyniósł rekordowy skok w krajowej produkcji prądu (aż o 25 proc.) i wyraźnie przybliżył Litwę do historycznego celu: pełnego pokrycia własnego zapotrzebowania na energię elektryczną.