Propaganda a prawda
W nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. sowieccy i żydowscy partyzanci dokonali brutalnej pacyfikacji wsi Koniuchy. Dzięki śledztwom i świadectwom żyjących świadków nikt nie ma wątpliwości, że była to zbrodnia przeciwko ludności.
Mimo to, żaden ze zbrodniarzy nie stanął przed wymiarem sprawiedliwości, wielu zostało nagrodzonych za zwycięstwo w „walce z faszyzmem” w Koniuchach. Niektórzy po wojnie publikowali wspomnienia, w których twierdzili, że pokonali wtedy Niemców, którzy w Koniuchach nawet nie stacjonowali, o czym niejednokrotnie pisał przy kolejnych rocznicach „Kurier Wileński”.
W 2004 r., w 60. rocznicę tragedii, na skraju wsi postawiono krzyż z 34 nazwiskami zamordowanych. Inicjatorami byli Solecznicki Oddział Rejonowy ZPL oraz Samorząd Rejonu Solecznickiego.
Mieszkańcy oddali hołd
W dniu 29 stycznia 2026 r. w Koniuchach przy krzyżu upamiętniającym tę tragedię zebrali się mieszkańcy, aby oddać cześć ofiarom. Obecni byli m.in. mer rejonu solecznickiego Zdzisław Palewicz, wicemer rejonu Józef Rybak, minister sprawiedliwości RL Rita Tamašunienė, poseł na Sejm RL Jarosław Narkiewicz, konsul generalny Ambasady RP na Litwie Dariusz Wiśniewski, ks. Józef Aszkiełowicz — który poprowadził modlitwę — harcerze, uczniowie i mieszkańcy.
— Ofiary nie potrzebują zemsty, lecz prawdy, sprawiedliwości i modlitwy. Pamięć pomaga nam wyjaśnić, dlaczego do tego doszło, i wyciągnąć wnioski, aby nigdy więcej się to nie powtórzyło. Dlatego jesteśmy tu i świadczymy prawdę o tej masakrze. Prawda była ukrywana przez 60 lat, jednak pamięć pozostała żywa i zachowała sprawiedliwość. Nasze pokolenie, które słyszało od dziadków i rodziców opowieści o dokonanej zbrodni, wzniosło ten pomnik. (…) Mówię młodym ludziom: czytajcie, interesujcie się naszą historią — tą dobrą i jasną, ale też pouczającą — mówił mer Zdzisław Palewicz.
Konsul generalny Dariusz Wiśniewski zwrócił uwagę, że dziś w rejonie solecznickim ludzie żyją w harmonii i budują przyszłość — co jest ważnym rezultatem historycznych lekcji.
Atak o świcie
W Koniuchach zginęli cywile — głównie kobiety, dzieci i osoby starsze. Wieś została spalona, a sprawcy nigdy nie ponieśli odpowiedzialności. Niektórzy nawet zostali uhonorowani.
Około godziny piątej rano, 29 stycznia 1944 r., 120-150 partyzantów sowieckich różnej narodowości, w dużej części żydowskiej, otoczyło polską wieś Koniuchy w dzisiejszym rejonie solecznickim. Atak przeprowadzono z trzech stron, odcinając jedyny most na rzece i uniemożliwiając mieszkańcom ucieczkę. Zabudowania podpalano pochodniami, a do wybiegających z domów ludzi strzelano.
Zginęło co najmniej 38 osób, według niektórych źródeł — ponad 100. Ofiarami byli wyłącznie cywile: kobiety, dzieci, osoby starsze. Kilkanaście osób zostało rannych. Wieś, licząca ok. 60 zabudowań i ponad 300 mieszkańców, została niemal całkowicie spalona.
Mieszkańcy Koniuchów, wielokrotnie napadani przez partyzantkę sowiecką, utworzyli oddział samoobrony. Jego celem była ochrona przed rabunkami i przemocą. Te działania stały się pretekstem do oskarżenia mieszkańców o współpracę z Niemcami i przeprowadzenia „akcji karnej”.
Masakrę przeżyła m.in. Stanisława Woronis, która w nocy uciekała z dzieckiem na rękach. „Spotkany partyzant nie zrobił mi krzywdy, tylko powiedział, żebym uciekała w stronę rzeki” — wspominała niejednokrotnie kobieta. Pani Woronis żyje do dzisiaj, przyjmując życzenia urodzinowe od władz rejonu solecznickiego. Podkreśla także dziś, że modli się za tego człowieka, który pomógł jej i dziecku ocaleć.
Nie wszyscy zabici zostali pochowani w Koniuchach. Z braku żywych bliskich, ciała grzebano na cmentarzach w Beniakoniach, Solecznikach i Butrymańcach.
Czytaj więcej: Mieszkanka Koniuch Stanisława Woronis uhonorowana Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi

