Więcej

    Pozytywnie rozmodlona siostra Gaudia Skass

    Gaudia Skass, zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, z klasztoru w krakowskich Łagiewnikach, jest siostrą niezwykłą. Pochodzi z Warszawy, gdzie ukończyła studia na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych, lecz to nie była jej droga. Po studiach zdecydowała, że wstąpi do zakonu, by głosić Boże Miłosierdzie. I dziś czyni to z całą mocą, przebijając się ze Słowem Bożym w mediach.

    Czytaj również...

    Specjalnie dla „Kuriera Wileńskiego” s. Gaudia Skass opowiada o wierze, powołaniu, życiu w zakonie i interpretacji „Dzienniczka” św. Faustyny. O różnicach między mentalnością starszego i młodego pokolenia sióstr zakonnych, o przyczynach spadku powołań oraz o tym, co najistotniejsze w życiu konsekrowanym.

    Brenda Mazur: Jak wyglądała u Siostry droga do powołania? Czy to był jakiś długi proces dojrzewania, czy to spadło na Siostrę jak grom z jasnego nieba? Pierwsza ścieżka kierowała przecież na drogę artystyczną.

    S. Gaudia Skass: To była kilkuletnia droga dojrzewania do tego, że Pan Bóg zaprasza mnie do czegoś więcej. Było w tym i zmaganie, i fascynacja. Choć ukończyłam Akademię Sztuk Pięknych, a dziś w klasztorze nie maluję na co dzień obrazów, z czasem zrozumiałam, że bycie artystą, bycie twórcą to coś więcej niż wykonywanie wyuczonego zawodu. Artystą jest się przede wszystkim w sercu. To tam zachodzi proces twórczy, a to, co później możemy widzieć na zewnątrz – obserwować i podziwiać jako dzieła różnych artystów w różnych dziedzinach sztuki – jest jedynie zewnętrznym wyrazem tego, co noszą w sobie. Oczywiście ten zewnętrzny wyraz bywa fascynujący, piękny i inspirujący, ale najważniejsze jest serce artysty, tak jak zresztą serce każdego człowieka jest ważniejsze niż to, co robi.

    Mam w sobie wielką wdzięczność do Boga, który przez całą drogę mojego życia zakonnego zapraszał mnie do wielu bardzo twórczych przestrzeni działalności. Dziś moja twórczość skupia się głównie wokół słowa, ale i ono często ubierane jest w oprawę plastyczną. Działalność medialna – tworzenie kanału na YouTubie oraz przestrzeni na Instagramie i Facebooku i w innych wymiarach głoszenia – wymaga często konkretnej oprawy wizualnej. W tych obszarach również mogę wykorzystywać dary plastyczne, które Bóg mi dał.

    Gaudia-2026-02-07-4-PORTAL
    Długo próbowałam Panu Bogu udowodnić, że mogę Mu służyć jako osoba świecka, malować dla Niego. Tylko że On mnie zaprosił do czegoś innego | Fot. archiwum prywatne

    Przybrała Siostra bardzo nietypowe imię – Gaudia. Dlaczego właśnie takie?

    W naszym zgromadzeniu propozycje imion zakonnych rozeznaje się na etapie postulatu, który dla mnie był pierwszym rokiem życia w klasztorze. W tym czasie jednym z bardzo mocnych poruszeń w moim sercu było wezwanie, które usłyszałam podczas Liturgii podczas Adwentu: „Gaudete!” (Radujcie się!).

    Już wcześniej zobaczyłam w sobie silne pragnienie, by ludzie odkrywali szczęście życia blisko Boga, by pragnęli poznawać Go lepiej, spędzać z Nim czas. Bliska relacja z Nim daje tak głęboką radość, jakiej nic na tym świecie dać nie może! Ta radość nie zależy od okoliczności zewnętrznych. Wszystko dookoła może się walić, ale bliska relacja z Bogiem daje człowiekowi siłę, by przejść przez wszystkie burze życiowe „krokiem baletnicy” – z lekkością i radością. Imię Gaudia pochodzi z łaciny i oznacza radość w liczbie mnogiej, bo w Bogu wszystko co dobre jest w liczbie mnogiej, nieskończenie mnogiej!

    Czy są duże różnice w podejściu do życia zakonnego dzisiaj i kiedyś? Na ile młode dziewczyny przychodzące do klasztoru w ostatnich latach są inne w porównaniu z tymi, powiedzmy, sprzed 20 lat?

    Dzisiejsze młode kobiety w całym pięknie swojej wrażliwości są często bardziej kruche psychicznie, emocjonalnie, a także fizycznie. Zmagają się też z większą trudnością w podejmowaniu decyzji na całe życie. Życie zakonne bywa dla nich bardziej wymagające niż dla dziewczyn sprzed 20 lat, które często były życiowo bardziej zahartowane. Jednocześnie zauważam, że młode kobiety przychodzące dziś do klasztoru często mają bardzo autentyczne, osobiste pragnienie Boga, i to bardzo cieszy.

    Powołań jest mniej. Co jest przyczyną tego spadku? Czy to, że młodym dziewczynom jest trudniej podjąć tę decyzję i oderwać się od tego bogatego w dobra materialne życia, gdzie jest przesyt wszelkich atrakcji, ogromu możliwości rozwoju i wszelkich innych bodźców społecznych?

    Przyczyn jest wiele. Pierwszą bardzo oczywistą jest po prostu spadek demograficzny. Jest mniej dzieci, jest też więcej jedynaków, na których skupia się ogrom oczekiwań ze strony całej rodziny.

    W ostatnich latach zmienił się też znacząco kontekst kulturowy, w którym dorastają młode kobiety. Żyjemy w czasie silnego kultu jednostki, indywidualizmu, samorealizacji i samorozwoju. Współczesna kultura bardzo mocno podkreśla niezależność, autonomię, wolność wyboru i realizowanie własnych pragnień. Emancypacja kobiet, choć w wielu aspektach słuszna i potrzebna, bywa przedstawiana w sposób, który stawia życie zakonne w opozycji do szczęścia, rozwoju czy spełnienia.

    Życie oparte na posłuszeństwie, ubóstwie i czystości bywa postrzegane jako bolesna czy wręcz niemożliwa do podjęcia rezygnacja z siebie, a nie jako droga pięknej miłości. Nie bez znaczenia jest również kryzys duchowości i wiary. Gdy Bóg jest spychany na margines życia społecznego, rodzinnego i kulturowego, młodym ludziom – także młodym kobietom – bardzo trudno jest wejść w osobistą, pogłębioną relację z Nim. A to właśnie na drodze takiej relacji rodzą się najgłębsze pytania o sens życia i najodważniejsze pragnienia serca, między innymi pragnienie relacji „na wyłączność” z Panem Bogiem oraz służby Jemu i ludziom poprzez konsekrację zakonną.

    Życie zakonne nie przestało być drogą piękną i sensowną, ale stało się drogą znacznie trudniejszą do odkrycia i przyjęcia w świecie, który proponuje zupełnie inne wartości.

    Niedawno ukazała się książka autorstwa Moniki Białkowskiej „Siostry. O nadużyciach w żeńskich klasztorach”. Są to rozmowy z kobietami, które zrezygnowały z życia zakonnego lub zostały, delikatnie mówiąc, poproszone o opuszczenie klasztoru. Proszę powiedzieć, jak częste są to przypadki i z czego wynikają?

    Przypadki odejść z życia zakonnego nie są zjawiskiem nowym, ale w ostatnich latach stają się bardziej widoczne, częściej eksponowane. Najwięcej odejść ma miejsce na etapie formacji początkowej – postulatu, nowicjatu oraz ślubów czasowych. I to jest zupełnie normalne. To są etapy poświęcone na pogłębione rozeznawanie, poznawanie siebie samej i tej specyficznej drogi życia w zgromadzeniu zakonnym. Odejścia na tym etapie są często po prostu głębszym rozeznaniem woli Boga, Jego zaproszenia i obdarowania.

    Mniej więcej połowa osób rozpoczynających formację rozeznaje inną drogę życia. Na szczęście jednak, wiele z tych osób głęboko docenia czas spędzony w zgromadzeniach, do których niegdyś wstąpili. Widzą, jak bardzo dojrzeli, zarówno w sferze ludzkiej, jak i duchowej. Doceniają też często wykształcenie, które zdobyli podczas formacji zakonnej. Przyczyny tych odejść są złożone i każda historia jest inna. Kończy się pewien etap, a zaczyna kolejny. Najważniejsze, by każdy z tych etapów był przeżywany blisko Boga.

    Gaudia-2026-02-07-3-PORTAL
    Dziedzictwo Świętej Faustyny poszerzyło wyrazy apostolskiego zaangażowania sióstr w służbę ludziom, którzy potrzebują Bożego miłosierdzia | Fot. archiwum prywatne

    Jest Siostra bardzo ładną kobietą i z pewnością spotkała się z takimi słowami: „Dlaczego taka superdziewczyna oddaje swoje życie za kraty”. Słyszy się też: „Kościół jest umoczony w zło tego świata, a Boga można wielbić poza Kościołem”. Co Siostra wówczas odpowiada?

    Sama długo próbowałam Panu Bogu udowodnić, że mogę Mu służyć jako osoba świecka, że mogę założyć piękną rodzinę, malować dla Niego, ewangelizować – wszystko to robić jako osoba żyjąca w świecie. I to byłaby piękna droga. Tylko że On mnie zaprosił do czegoś innego. To tajemnica powołania. Nie dziwię się, że wielu tego nie rozumie. Mnie samej nie było łatwo. W Ewangelii św. Mateusza, w rozdziale 19, w którym Jezus tłumaczy dobrowolną bezżenność, swoją wypowiedź kończy słowami: „Kto może pojąć, niech pojmuje!”. Myślę więc, że nie każdy może to pojąć. I to jest okay.

    Co z punktu widzenia Siostry jest najistotniejsze w życiu konsekrowanym?

    Odpowiem cytując moją Świętą Siostrę Faustynę: miłość, miłość i jeszcze raz miłość. Całkowicie się z nią zgadzam. To jest zresztą najważniejsze na każdej drodze życia, w każdym powołaniu.

    Największym przymiotem Boga jest Boże Miłosierdzie, Jego bezgraniczna miłość i gotowość do przebaczania. Również siostry czynicie wiele w kontynuacji Jego dzieła. Proszę opowiedzieć, jak funkcjonuje Wasze Zgromadzenie. Wiem, że początkiem działalności było powstanie (dzięki inicjatywie założycielki) tzw. domów miłosierdzia, które były schronieniem dla dziewcząt moralnie upadłych.

    Tak, początki naszego zgromadzenia skupiają się wokół domów miłosierdzia – miejsc przy naszych klasztorach, które były bezpieczną przestrzenią dla kobiet zranionych życiem, często odrzucanych, zagubionych, potrzebujących nowego początku. I choć świat bardzo się zmienił od 1862 r., gdy zgromadzenie było założone, my nadal prowadzimy domy miłosierdzia, pomagając często bardzo poranionym przez życie dziewczętom i kobietom. Domy te, co do istoty, są takie same, ale oczywiście zewnętrzne formy funkcjonowania są teraz bardzo różne, niż były na początku.

    To, co pozostaje niezmienne, to serce naszej misji, to nasz zachwyt Jezusem miłosiernym i pragnienie, by robić wszystko, co w naszej mocy, by On był bardziej obecny w naszym poranionym świecie. W naszym zgromadzeniu żyjemy przekonaniem, że miłosierdzie nie jest teorią, ale bardzo konkretnym czynem miłości, dlatego staramy się uobecniać je na wiele sposobów: przez czyn, słowo i modlitwę. Jezus sam powiedział naszej Świętej Siostrze Faustynie, że pełnia miłosierdzia realizuje się właśnie w tych trzech wymiarach – w czynie, w słowie i w modlitwie.

    A papież Jan Paweł II prosił nas, byśmy nie zaniedbywały żadnego z tych trzech wymiarów apostolatu. Podczas pielgrzymki do Łagiewnik mówił do nas, że współczesny człowiek potrzebuje naszego głoszenia miłosierdzia, potrzebuje naszych dzieł miłosierdzia i potrzebuje naszej modlitwy o miłosierdzie. Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiły na mnie właśnie te jego słowa, zanim jeszcze wstąpiłam do tego zgromadzenia. Nagle zobaczyłam, jak ważną misję w tym świecie mają do spełnienia siostry, te siostry. Poczułam, jak w moim sercu rozpala się ogień, by być częścią tej ważnej misji!

    Dziedzictwo Świętej Faustyny poszerzyło wyrazy apostolskiego zaangażowania sióstr w służbę ludziom, którzy potrzebują Bożego miłosierdzia. Dziś poza prowadzeniem domów miłosierdzia jesteśmy też mocno obecne w apostolacie głoszenia światu orędzia, które Jezusa przekazał naszej świętej. Głosimy prelekcje, rekolekcje, spotykamy się z ludźmi z różnych kultur i środowisk, prowadzimy formację duchową w różnych językach, jeździmy po całym świecie, a także, dzięki zaangażowaniu w media społecznościowe, możemy docierać do najdalszych zakątków z orędziem wielkiej nadziei, które przekazał nam Jezus!

    Nasze Wilno (przez Płock) z krakowskimi Łagiewnikami łączy właśnie sławna dziś na cały świat św. Faustyna Kowalska. Kraków stał się miejscem je j pochówku, tu mieszkała w ostatnich latach życia, tu zmarła i jest pochowana w waszym klasztorze. Czy jest ona taką duchową przywódczynią dla sióstr?

    Siostry często mówią, że jest ich bliską przyjaciółką. Jest naszą starszą siostrą, która nas bardzo mocno wspiera i inspiruje. Kochamy ją gorąco! Gdyby nie ona, pewnie większość z nas nie wstąpiłaby właśnie do tego zgromadzenia.

    Gaudia-2026-02-07-2-PORTAL
    Siostry ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach | Fot. archiwum prywatne

    Siostra Faustyna i jej nieodłączny „Dzienniczek”, w którym opisuje swoją nieskończoną miłość do Jezusa! Na podstawie jej opisów został namalowany obraz, którego oryginał mamy w Wilnie. Jak Siostra patrzy na ten obraz? Zapewne jako absolwentka ASP może wyczytać z wizerunku Chrystusa Miłosiernego znacznie więcej.

    Miałam tę radość być w Wilnie i zobaczyć pierwszy obraz, który został namalowany na podstawie wizji siostry Faustyny. To nowe sanktuarium, które powstało w waszym mieście, jest naprawdę pięknie zaprojektowane. Bardzo mi się podoba jego świetlistość, minimalizm, skoncentrowanie na obrazie Jezusa Miłosiernego, a w trakcie adoracji – na Jego eucharystycznej obecności. Ten szczególny obraz Jezusa jest dla mnie przede wszystkim ikoną, w której symbolikę zagłębiam się z pasją, bo to właśnie symbole na tym obrazie są najważniejsze – to one przybliżają nas do Boga, opowiadając o Jego wielkim miłosierdziu. Na ten temat nagrałam mój pierwszy, bardzo dla mnie ważny i osobisty podcast – „Zbliżenia”.

    Czytaj więcej: 90. rocznica objawień św. s. Faustyny Kowalskiej

    „Dzienniczek” s. Faustyny – nie jest to literatura łatwa, książka do pochłonięcia. Niektórzy wręcz nie mogą przebrnąć przez nią. Jak my, wierni, mamy czytać siostrę Faustynę?

    Dla niektórych jest łatwa. Może to kwestia jakiejś szczególnej łaski? Ale to prawda, że dla większości jest to wymagająca lektura, dlatego też wraz z moimi siostrami i licznymi gośćmi nagrywam podcast „Zeszyty Miłości Pełne”, w którym wspólnie tą niezwykle piękną i ważną książkę komentujemy i wyjaśniamy.

    Zazwyczaj siostry są cichutkie i pokorne, ale Siostra jest głośna i radosna. Jest rozpoznawalna w mediach i ma wielu fanów. Utworzyła siostra na YouTubie kanał „Blisko Rahamim”, prowadzi „Zeszyty Miłości Pełne”. Skąd u Siostry tyle entuzjazmu?

    To taki stereotyp sióstr. Jest wiele sióstr radosnych, a pokora wcale nie wyraża się poprzez bycie cichym, a po prostu prawdziwym. Życie w prawdzie to jest pokora. A entuzjazm jest darem od Ducha Świętego. U mnie jest dość widoczny, u innych bywa bardziej skryty, ale gdy spojrzysz głęboko w oczy, to widać, że w sercu płonie ogień miłości Boga i drugiego człowieka – to najważniejsze. A wszystko to jest darem. Wszystko, co mam jest darem, niczym niezasłużoną łaską od mojego Boga.

    Siostra z wielką czułością i autentycznością dzieli się osobistymi przemyśleniami o tęsknocie za Bogiem, o niebie, o życiu wiecznym. Ludzie do Siostry piszą i są to bardzo bliskie relacje. Co one siostrze dają?

    Jestem Bogu bardzo wdzięczna za to, że na tym etapie mojej drogi widzę dużo owoców mojej posługi. Cieszę się ogromnie, że mogę być częścią tej przestrzeni medialnej, którą Miłosierny się tak posługuje, którą ludzie pokochali, w której odnajdują wiele pomocnych treści. Każdy dzień tej posługi umacnia we mnie przekonanie, że jesteśmy wszyscy jedną wielką rodziną – mamy jednego Ojca, wszyscy zaś dla siebie jesteśmy braćmi i siostrami. Potrzebujemy siebie nawzajem i jesteśmy jeden za drugiego odpowiedzialni. Obyśmy tłumnie wszyscy razem weszli do Nieba! Tego pragnie Serce Ojca. Tego pragnę i ja. Bardzo.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 05 (15) 07-13/02/2026

    Afisze

    Więcej od autora

    Polka, której żywiołem stała się zimna Grenlandia

    Brenda Mazur: Kamilo, zanim dojdziemy do tego, jak się znalazłaś w tym pięknym, ale surowym kraju, opowiedz o swojej drodze. Jesteś Poznanianką z urodzenia, tam zdobyłaś solidne wykształcenie, potem...

    Rozmawiamy z obywatelką Litwy w Warszawie, poetką Olgą Ozarenkovą. „Poezja jest jak EKG serca”

    Brenda Mazur: Od kiedy Pani pisze i co było impulsem do pokochania poezji?Olga Ozarenkova: Mimo że moja poezja „wyszła niedawno na światło dzienne”, to tak naprawdę ja piszę od...