Warto zwrócić uwagę na nazwę — po raz pierwszy światowa federacja pozwoliła na organizację imprezy nie miastu, a regionowi. Władze województwa bardzo intensywnie wykorzystały mistrzostwa do promocji regionu i sportu. Jedną z inicjatyw towarzyszących mistrzostwom było 50 Sztafet Mistrzostwa Świata, czyli 50 wydarzeń w całym regionie. 24 mln wydatkowane z budżetu województwa na mistrzostwa zwróci się z pewnością w postaci większego zainteresowania całym regionem.
Światowe mistrzostwa indoor
Halowe Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce (ang. World Athletics Indoor Championships) rozgrywane są co dwa lata od 1985 r. Polska uczestniczy w nich od początku i po raz drugi jest gospodarzem (wcześniej Sopot 2014). Po raz pierwszy w historii mistrzostw rywalizowały sztafety mieszane 4×400 m. Finał 400 m rozegrano w dwóch czteroosobowych seriach i, mam nadzieję, że po raz ostatni. Postanowiono tak, aby uniknąć biegów na skrajnie wewnętrznych torach. Medale w tej konkurencji zostały przyznane na podstawie porównania czasów z obu biegów. To zły pomysł, bo zwycięstwo nie przypada w bezpośredniej walce najlepszych zawodników. Tak się zdarzyło w biegu pań: pierwszą serię wygrała polska biegaczka Natalia Bukowiecka i musiała w emocjach czekać na wyniki drugiej, jak się okazało — szybszej serii — i ostatecznie polska zawodniczka zdobyła tylko lub aż srebrny medal. Znając waleczność i finisz Polki w bezpośredniej rywalizacji, mogła zdobyć złoto.
Dzięki uzyskaniu minimum i miejscom na listach światowych do udziału w zawodach zakwalifikowało się 674 zawodniczek i zawodników ze 118 państw, którzy startowali w 27 konkurencjach. Polska reprezentacja liczyła 32 osoby, większą ekipę przysłały tylko Stany Zjednoczone (60); Litwę reprezentowały dwie lekkoatletki.
Czytaj więcej: Spotkanie z legendarną polską lekkoatletką
Sukces umiarkowany, bo spodziewano się więcej
Do tegorocznych HMŚ w Toruniu polscy sportowcy w tej imprezie wywalczyli 38 medali — 5 złotych, 15 srebrnych i 18 brązowych. Najwięcej medali dla Polski zdobyła Justyna Święty-Ersetic (4 w sztafecie 4×400, w tym 3 srebrne i 1 brązowy), po jednym złotym, jednym srebrnym i jednym brązowym wywalczyli Adam Kszczot (w biegu na 800 m) oraz Piotr Rysiukiewicz (w sztafecie 4×400 m). Najwięcej medali (5) Polacy wywalczyli w 1999 r. (1 złoty, 2 srebrne i 2 brązowe) oraz w 2018 r. (2 złote, 2 srebrne i 1 brązowy).
Mistrzostwa w Toruniu powiększyły polski dorobek medalowy o 4 krążki: złoty Jakuba Szymańskiego (60 m ppł.), srebrny Natalii Bukowieckiej (400 m), brązowe Pii Skrzyszowskiej (60 ppł. okraszone rekordem Polski) i sztafety mieszanej 4×400 m (Kajetan Duszyński, Anna Gryc, Marcin Karolewski, Justyna Święty-Ersetic), która w biegu zajęła 4. miejsce, ale po dyskwalifikacji Jamajki przesunęła się na trzecie.
Miejsca punktowane (4-6): czwarte – sztafeta kobiet 4×400 m, Adrianna Sułek-Schubert (pięciobój); piąte – Maria Żodzik (skok wzwyż); szóste – Ewa Swoboda (60 m), Klaudia Kazimierska (1 500 m), Paulina Ligarska (pięciobój).
Jak na gospodarza zawodów, któremu pomagają przysłowiowe ściany, dorobek medalowy nieco rozczarowuje. Nie zawiedli zdobywcy medali w konkurencjach indywidualnych, zawiodły sztafety. Medal w sztafecie mieszanej trafił się dość szczęśliwie, natomiast w ostatniej konkurencji zawodów, sztafecie kobiet, Polki dobiegły na miejscu czwartym. Co by było, gdyby na ostatniej zmianie pobiegła najlepsza z Polek Natalia Bukowiecka? Tego się już nie dowiemy, ale wydaje się, że niezwykle doświadczona Justyna Święty-Ersetic, która pobiegła na ostatniej zmianie, mówiąc kolokwialnie — „nie dowiozła”.
Z pewnością rozczarowaniem dla polskich widzów był także brak na podium Marii Żodzik. Polska skoczkini wzwyż pochodzenia białoruskiego (od 2024 r. z obywatelstwem polskim), srebrna medalistka Mistrzostw Świata na otwartym stadionie (Tokio 2025) zajęła w Toruniu piąte miejsce z rezultatem 196 cm, cztery centymetry gorszym od jej rekordu życiowego. Liczono także na więcej ze strony Ewy Swobody i obu pięcioboistek.
Klasyfikacja medalowa
1. USA (5 złotych, 7 srebrnych, 6 brązowych, razem: 18); 2. Wielka Brytania (4/0/0 razem: 4); 3. Włochy (3/2/0, razem: 5); 4. Portugalia (2/1/0, razem: 3); 4. Ukraina (2/1/0, razem: 3); 6. Hiszpania (1/2/2, razem: 5); 7. Holandia (1/2/1, razem: 4); 8. Belgia (1/2/0, razem: 3); 9. Polska (1/1/2, razem: 4); 10. Szwajcaria (1/1/1, razem: 3); Medale zdobyło 28 państw.
Nagrody pieniężne
Według stawek ustalonych przez World Athletics dla HMŚ 2026 medaliści i finaliści mogą liczyć na wypłaty:
1. miejsce (złoto): 40 tys. dolarów; 2. miejsce (srebro): 20 tys. dolarów; 3. miejsce (brąz): 10 tys. dolarów; 4. miejsce: 8 tys. dolarów; 5. miejsce: 6 tys. dolarów; 6. miejsce: 4 tys. dolarów.
Za pobicie rekordu świata podczas zawodów przewidziana jest dodatkowa premia w wysokości 50 tys. dolarów. W Toruniu premia przypadła szwajcarskiemu siedmioboiście Simonowi Ehammerowi i płotkarce Devynne Charlton (Bahama). Do kolejnej próby pobicia rekordu świata nie podszedł szwedzki mistrz tyczki Armand Duplantis, choć miał ku temu okazję po zapewnieniu sobie zwycięstwa. Czyżby premia była za mało motywująca?
Na polskich medalistów czekają także nagrody ministra sportu uregulowane ustawą odnoszącą się w przeliczeniu do najniższego wynagrodzenia w Polsce (obecnie 4 806 zł brutto). Złoty medal to jego 6,39-krotność (ok. 30 tys. zł), srebro i brąz to odpowiednio: ok. 23 tys. i 17 tys. zł.
Litwa na lekkoatletycznych mistrzostwach pod dachem
Reprezentanci Litwy startują w światowym czempionacie halowym od 1993 r. Do tej pory zdobyli dwa brązowe medale dzięki wybitnej wieloboistce, dwukrotnej medalistce olimpijskiej w siedmioboju — Austra Skujytė stanęła na podium w Budapeszcie (2004) i Stambule (2012) w pięcioboju. Zmagania wieloboistek na otwartym stadionie różnią się zestawem konkurencji: pod dachem nie ma biegu na 200 m i z oczywistych względów rzutu oszczepem, a bieg na 100 m ppł. ze stadionu jest skrócony do 60 m. Poza tym w obu wielobojach: skok wzwyż, skok w dal, pchnięcie kulą i finałowy bieg na 800 m.
W Toruniu honoru wieloboistek litewskich broniła 26-letnia Beatričė Juškevičiūtė, rekordzistka Litwy w biegu na 100 m ppł., 14. zawodniczka w światowym rankingu siedmioboistek. Zawody rozpoczynały się od jej koronnej dyscypliny, czyli 60 ppł. Litwinka uzyskała 4. czas. Potem był bardzo nieudany skok wzwyż (12 na 13 startujących), ale w pchnięciu kulą pobiła rekord sezonu i zajęła ponownie 4. miejsce. W wieczornej części zawodów zajęła 11. miejsce w skoku w dal i 10. w biegu na 800 m, co dało jej w ostatecznej w klasyfikacji miejsce 9. (zawody ukończyło 11 zawodniczek).
Druga Litwinka, Gabija Galvydytė, startowała w biegu na 1 500 m. Zajęła 18. miejsce w eliminacjach (na 20 startujących) i nie zakwalifikowała się do finału.
Sukces w Toruniu a przyszłość polskiej lekkoatletyki
Lekkoatletyka jest najbardziej medalodajną dyscypliną w polskim sporcie olimpijskim. Po wystrzale na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio w 2021 r. (9 medali, w tym 4 złote!) zostało już jedynie wspomnienie. Igrzyska w Paryżu to tylko jeden medal brązowy Natalii Bukowieckiej (d. Kaczmarek), a z mistrzostw świata w Tokio (2025) przywieźliśmy tylko, nieoczekiwany zresztą, srebrny medal Marii Żodzik.
Halowe mistrzostwa świata, choć nie są tak prestiżowymi zawodami jak mistrzostwa na otwartym stadionie ze względu na słabsze obsady w większości konkurencji oraz ich liczbę (27 przy 49 na stadionie), to jednak mają znaczenie. Zawody w Toruniu nie napawają optymizmem na przyszłość. Mamy wąską grupę zawodniczek i zawodników, którzy przy sprzyjających okolicznościach mogą powalczyć na świecie o medale i miejsca finałowe. Polska była kiedyś potęgą w tej dyscyplinie, niektórzy pamiętają czasy wunderteamu, kiedy Polacy rywalizowali z powodzeniem nie tylko w Europie, ale także na świecie. Polska lekkoatletyka musi poważnie zastanowić się nad swoją przyszłością, jeśli nie chce żyć tylko przeszłością.


