Kartonowe postaci, kocyki na podłodze, pełen komfort i głos narratora. Tak wygląda „Spotkanie z książką” organizowane przez Koło Naukowe Studentów Pedagogiki im. Janusza Korczaka działające przy Filii Uniwersytetu w Białymstoku w Wilnie.
Czytelna formuła
Co dwa tygodnie studenci zapraszają uczniów ze szkół polskich w Wilnie, żeby w niecodzienny sposób przybliżyć im literaturę. Inicjatywa działa od jesieni ubiegłego roku i zdążyła już zebrać pierwsze owoce. Przy okazji rozmowy z jednym ze studentów wyłania się obraz całkiem prężnie działającej braci studenckiej.
Pomysł „Spotkań” zrodził się przypadkowo. Koło powstało na początku roku akademickiego, gdy studenci pedagogiki — kierunku wtedy jeszcze bez własnej organizacji naukowej — postanowili nadrobić zaległości wobec innych kierunków. Studenci podzielili się na trzy sekcje: historii pedagogiki, literacką i artystyczną. Wkrótce okazało się, że dwie ostatnie naturalnie się uzupełniają — i właśnie z ich współpracy wyrosły „Spotkania z książką”.
— Wpadliśmy na pomysł, żeby zapraszać do nas dzieci, bo pamiętamy z czasów szkolnych, że wycieczki w każdym wieku są ciekawsze niż siedzenie w swoich murach — mówi w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Kazimierz Liplański, student pedagogiki i jeden z inicjatorów projektu.
— No i przy okazji jest promocja uniwersytetu — nie oszukujmy się, ostatnio UwB miał niezbyt dobrą reputację, a teraz jest nowy budynek. Możemy to potraktować jako okazję, aby pewne sprawy przedstawić od nowa. Przy okazji też pokazujemy dzieciom, jakie uczelniane życie ich czeka i jak może wyglądać — opowiada.
Pierwsza na ogień trafiła „Mickiewiczówka”
Pierwsze zaproszenie trafiło do II klasy Liceum im. Adama Mickiewicza w Wilnie. Gmachy obu instytucji mieszczą się zaledwie pięć minut od siebie piechotą.
— Na początku było dużo stresu i to wcale nie u dzieci — ktoś ma tremę głośnego czytania, ktoś zastanawiał się, jak dzieci zareagują, czy uda się je opanować. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Z tych wszystkich strachów i doświadczeń teraz staramy się wyciągać naukowe wnioski — badamy nasze zachowanie i zachowanie dzieci, robimy ankiety, analizujemy — opowiada rozmówca.
Samo spotkanie trwa około półtorej godziny i przebiega według stałego scenariusza. Po wycieczce po uczelni dzieci trafiają do sali, gdzie na podłodze czekają kocyki i poduszki. Po przedstawieniu następuje dyskusja językowa, omówienie morału i czas na gry ruchowe — niektóre zainspirowane popularnymi serialami, aby nie było całkiem „książkowo”.
— Po każdym czytaniu musi być wyraźny morał. W części językowej pytamy dzieci, czy wszystko zrozumiały — mówią, jak to dzieci, że oczywiście tak, a potem pytamy, co to jest krzesło bujane. I wtedy zaczyna się rozmowa — śmieje się Liplański.
To praca studentów i akademików
Opiekunem koła studenckiego jest dr Danuta Narbut, ale studenci mogą liczyć także na wsparcie doc. Henryki Sokołowskiej.
— Pani Henryka podpowiada nam, jak dostosować realia bajki do wileńskich — na przykład centrum handlowe z „Misia Paddingtona” zastąpiliśmy Akropolisem. Jesteśmy wdzięczni naszym, nazwijmy, patronom. Pani Henryka nie tylko podpowiada przy adaptacji bajki, co i gdzie można zmienić, ale też pracuje z nami nad wymową tekstu, nad fonetyką i wyrazistością. Można powiedzieć, że jak niektórzy mają absolutny słuch muzyczny, tak pani Henryka ma swój wyjątkowy „słuch literacki” — opisuje współpracę Kazimierz Liplański.
Dowiadujemy się też, że koło pedagogiki należy do najaktywniejszych w filii UwB. Do tego stopnia, że aż chcą do nich dołączyć studenci innych kierunków. Tutaj jednak studenci jeszcze szukają formuły, aby całość „miała ręce i nogi”. Obecnie koło liczy 36 studentów.



