40
Nad Wisińczą. Szlakami polskiej szlachty

We dworku i dookoła ostatnio dużo się zmieniło, z tej strony rosły kiedyś piwonie Fot. Teresa Markiewicz

Rzeczka Wisińcza, zagubiona wśród rosnącej nad jej korytem olszyny, ma długość około 50 kilometrów. Jej bystry nurt śpieszy do Solczy, potem wody jej płyną Mereczanką przez Puszczę Rudnicką i wpadają do Niemna.

W czystych wodach, w których niegdyś było pod dostatkiem różnorodnych ryb i raków, gnieździło się także mnóstwo ptaków, rzeka służyła wodopojem dla zwierzyny leśnej, często tu odbywały się także łowy, na które zjeżdżała się polska szlachta, mieszkająca w dworkach nad brzegami rzeczki. Niektóre z tych dworków przetrwały wojny i kołchozy. Były to świetne czasy rozwoju i rozkwitu na terenach niegdyś Rzeczypospolitej, a teraz są przypomnieniem dziejów historii.

Premier Andrius Kubilius, odwiedzając rejon solecznicki, na terenie którego płynie Wisińcza, mówił, że rzeczka nadaje się na spływy kajakowe.
Nie tak odległe są czasy, gdy rodziny zamożnej szlachty polskiej w tych stronach przyjaźniły się i utrzymywały ścisłe kontakty towarzyskie. Nad Wisińczą, nieopodal Solecznik, gnieździły się od pokoleń rodziny Mianowskich, następnie Platerów w Małych Solecznikach, Wędziagolskich w Joworowie, Stanisława oraz Jadwigi Brzozowskich w Gaściewiczach, a także Stefana Cierpińskiego w Anuliszkach. Ich majątki graniczyły i tworzyły piękny widok terenu wzdłuż koryta rzeki, która płynie prawie prostopadle do szosy Lidzkiej na północny wschód od Małych Solecznik.

Było to towarzystwo ludzi twórczych i wielce wykształconych, oddanych szerzeniu polskości, wspieraniu i niesieniu pomocy zwykłym ludziom, efektywnie prowadzące swoje majątki i dające ludziom pracę.

Od prawej — pani Jadwiga, dorosły Adam i pan Stanisław Brzozowscy w gronie domowników i przyjaciół... Fot. archiwum

Do państwa Stanisława i Jadwigi Brzozowskich należał majątek Gaściewicze z leśniczówką Straszki i częścią folwarku Rogiszki. Brzozowscy mieszkali w Gaściewiczach (obecnie po litewsku Gaščionys). Wychowywali jedynaka Adasia, mieli też wychowankę Marię. W dworku państwa Brzozowskich poza nianią i kucharką nie było obcych ludzi. Państwo nie trzymało parobków, a środkami dochodów była ziemia oddawana w dzierżawę, młyn i tartak. Ludzie, którzy dzierżawili ziemię u pana, zwykle mieszkali tuż obok dworku w domu nad brzegiem rzeki, nieopodal stał młyn, był most przez rzekę. Sam dworek był wybudowany na wzniesieniu, dookoła otoczony alejkami białych bzów. Była prześliczna altana. Dworek tonął w zieleni młodych klonów, brzóz i lip, wzdłuż brukowanych dróg, prowadzących do Małych Solecznik i przez wieś Jackany do Anuliszek. W tamtych czasach zwykle drogi po obu stronach zasadzone były lipami albo, jak w przypadku u państwa Mianowskich w Małych Solecznikach, topolami. Te topole jeszcze przed kilkoma laty stały niczym twierdze na wyjeździe do byłego majątku dziedziców pełnego w swoim czasie uroku i godnego podziwu, jednakże zostały wypiłowane w toku prac przy wyrębie lasów, poszerzaniu drogi przy budowie tartaku pod leśniczówką Straszki.

Od 1824 r. dwór w Małych Solecznikach wraz z folwarkami Wodaginie i Trokienie należał do Mianowskich i był rodzinnym gniazdem Mikołaja Mianowskiego, profesora Uniwersytetu Wileńskiego, kierownika katedry i rektora Wileńskiej Akademii Medyczno-Chirurgicznej. Małe Soleczniki nad Wisińczą przed Mianowskimi — to posiadłość Hlebowiczów i Chodkiewiczów. Nabywcy majątku, Mianowscy, bardzo lubili majątek i dbali o niego. Gromadzono w nim dzieła sztuki, był bogaty księgozbiór, prowadzono rodzinne archiwum. Dla społeczności małosolecznickiej po pożarze, który strawił kościół parafialny pw. św. Jerzego, Mianowscy odbudowali świątynię w 1834 r. Na cmentarzu przy kościele spoczywają ich prochy — śp. Mikołaja, jego żony i synów — Aleksandra oraz Konstantego. Groby rodziny Mianowskich odnowiono w 2006 r. na uroczystość 100-lecia parafii.

Właściciele majątku Gaściewicze Brzozowscy z synem Adamem na schodach swego dworu. Od prawej — Adaś, pani Jadwiga, wychowanka Maria, niania i kucharka oraz pan Stanisław fot. archiwum

Niefortunny zbieg okoliczności doprowadził dworek Mianowskich do licytacji i w 1933 r. zmienił się jego właściciel. Od Zygmunta Mianowskiego nabył go arystokrata, hrabia Stanisław Plater-Zyberk. Kupił i osiadł w nabytym majątku, nie stroniąc od hojnych sąsiadów, prowadził bogate życie towarzyskie. Często bywał w Gaściewiczach, nie pomijał również Anuliszek.

W toku działań wojennych  z winy niemieckich żołnierzy dwór Platerów spłonął. Natomiast dwory Brzozowskich i Cierpińskich ocalały. W Gaściewiczach spalił się tylko młyn i dom, w którym mieszkały rodziny dzierżawiące ziemię — dom ostrzelali niemieccy żołnierze. Tu przebiegała linia frontu podczas II wojny światowej.

Janina Ozarowska-Paszkiewicz, podczas wojny kilkuletnia dziewczynka, mieszkająca z rodzicami Stanisławą i Janem Ozarowskimi w Gaściewiczach (jej rodzice dzierżawili ziemię pana) pamięta te czasy. Opowiedziała, że Stanisława i Jadwigę Brzozowskich, właścicieli Gaściewicz, już w starszym wieku schorowanych ludzi, sowieci wywieźli gdzieś za Ural, jeszcze w 1941 r. Wywieźli także ich wychowankę Marię, tylko panicz Adam ocalał od wywózki.

— Odjeżdżając pani Jadwiga bardzo płakała, płakał i pan Brzozowski, dla wszystkich takie rozstanie sprawiło wiele smutku. Pan i pani do ostatniej chwili nic nie wiedzieli o tym, co się dzieje z ich synem… — przypomina wydarzenia sprzed dziesięcioleci wilnianka Janina. Z nutką żalu w głosie opowiada, że z natury pani była zrównoważoną i bardzo miłą osobą, pięknie grała na fortepianie, a w salonie u Brzozowskich było mnóstwo obrazów i wielu gości. A pan miał chorą nogę i był inwalidą, ale był zawsze opanowany.

— Wtedy wszyscy rozumieli, że nie było sensu uciekać, że wszędzie jest to samo, że to jest nieuniknione i wcześniej czy później przyjadą po nich „budy” sowieckie i wywiozą, więc gdy „buda” przyjechała, Brzozowscy już mieli spakowane rzeczy — kontynuuje opowiadanie starsza pani.

Po pewnym czasie do Gaściewicz do Jana Ozarowskiego, ojca rozmówczyni, nadszedł list od Jadwigi Brzozowskiej, w którym pani pisała z pewną ironią, że jest im bardzo tam dobrze, że „…i tańczą, i śpiewają za Uralem…

Przy wejściu do salonu Brzozowscy z synem i gościem dworu (od lewej) Fot. archiwum

Tylko bardzo martwią się o Adasia, nie wiedzą, dokąd go wiatry zaniosły”. Jak powiedziała córka adresata, „ojciec bał się nawet rozgłaszać, że otrzymał list od pani z Gaściewicz. Groziło to wtedy więzieniem, więc nie odpisał, ale list zachował i dopiero po kilku dziesięcioleciach opowiedział o liście z łagru…”.

Stanisław Brzozowski więziony był w łagrze Nr 47 w Gari (Siewieurałłagier w obwodzie swierdłowskim). Zmarł w 1942 r. Kobiety w łagrach były więzione oddzielnie od mężczyzn, więc o losie pani Jadwigi trudno jest coś opowiedzieć.

W 1989 r. panicz — Adam Brzozowski — odwiedził Gaściewicze i sąsiadów ze wsi Jackany. „Był bardzo zmieszany. Niewiele pytał, tylko rozglądał się po izbie, jakby coś chciał odnaleźć. Być może myślał, że chronimy jakieś pamiątki z dworku… Powiedział tylko, że mieszka w Szczecinie, jest żonaty i ma dzieci” — przypomniała „Kurierowi” Janina Łatwisówna opowiadania swej matki śp. Stanisławy Ozarowskiej-Łatwis. Panicz odwiedził także rodzinę Bohdziunów, rozmawiał z Heleną, córką repatrianta Józefa Bohdziuna, który sam schronienie od wywózki znalazł w Elblągu, tam jest pochowany z żoną i synami. „Nie wiadomo, o czym rozmawiali” — wspominał wnuk śp. Józefa, Stanisław z Elbląga, który w owym czasie gościł u swej matki, śp. Heleny w Jackanach. Gaściewicze, jakie zastał pan dziedzic miały już inne oblicze i inne wymiary, zniekształcone były naleciałościami kołchozów…

Po wojnie, w czasach organizowania kołchozów, dworek Brzozowskich częściowo stał się siedzibą, kwaterą nowych gospodarzy — przewodniczących kołchozu „Bojownik”, których po wojnie kierowano w te polskie strony „naprowadzać porządek”. Pierwszymi przybyszami do pańskiego dworu, którzy zamieszkali tu jako lokatorzy, była rodzina Toni (z Witebska) i Władisława Sinkiewicza (z Kowna). Małżeństwo, które podczas wojny walczyło z Niemcami, zostało skierowane na dalszą walkę… Antanina była sanitariuszką na froncie. Mieszkali w skrzydle domu od strony rzeki. Następnie zajął kilka pokoi kolejny przewodniczący kołchozu Edmund Winogrodskij z żoną Tatianą z Ukrainy. Tylko Feliks Iwanowski nie życzył sobie mieszkać na cudzym kącie i wybudował swój dom, za co zyskał wielki szacunek u rdzennych mieszkańców tych okolic.

Przestronne pokoje dworskie zmieściły także zarząd kołchozu, bibliotekę, a w salonie, w którym już nie było ani obrazów, ani fortepianu, utworzono klub dla młodzieży i zebrań, przyjeżdżało kino… Kołchoz korzystał ze wszystkich dóbr wywiezionego za Ural pana Brzozowskiego — z zabudowań gospodarczych, obory, stajni, chlewa, spichrzy, z gumna…

Większa część dworku została sprywatyzowana przez Władisława Sinkiewicza. Dotychczas dworek zmieniał lokatorów. Mieszkali tu tylko czasowo młodzi specjaliści, zasadniczo budowali własne domy i wyjeżdżali z Gaściewicz. Wielodzietnej rodzinie Sinkiewiczów bardzo przydała się dodatkowa powierzchnia mieszkaniowa. Jej dzieciom i wnukom wystarczyło tu miejsca, zresztą nigdy i nie szukali czegoś lepszego. Za wyjątkiem tylko młodszego syna Anatolija, który ożenił się i mieszka z rodziną w Wilnie. Przed kilkoma laty kupił u byłej lokatorki część powierzchni mieszkaniowej i w skrzydle od strony rzeki utworzył daczę. Kupił także kawałek ziemi, a własność ogrodził wysokim drucianym płotem. Mieszka tu na stałe Wasilij, syn, wnukowie Sinkiewiczów z rodzinami. Zięć śp. Sinkiewicza, Nikołaj Sierik, ojciec dziewięciorga dzieci, jest z Czernigowa (Ukraina), jednakże zakorzenił się tu i nigdy nie chciał wrócić do ojczyzny…

Wokół dworu jeszcze rosną stare lipy pamiętające sylwetki państwa Brzozowskich, jednakże klony zostały wyrąbane, ponieważ, jak opowiadali mieszkańcy Gaściewicz, klony nadawały się na parkiet dla przybyłego przed laty w te strony specjalisty i głównego energetyka gospodarstwa, który pozwolił sobie z kolonów zrobić podłogę w swoim domu. A brzozy, które rosły na wzgórzu, były wiosną bogate w sok, a więc lokatorzy popijali soczek, aż brzozy wyschły…

Romek Sawicki obawia się, że bobrze żeremia zniszczą Straszki i zatopią jego dom Fot. Teresa Markiewicz

Mieszka w Gaściewiczach Romuald Sawicki, syn stolarza Stanisława i Stanisławy, im wtedy także groziła wywózka, gdyż mieli chutor Skibałuczkę… Romuald ukończył Moskiewską Szkołę Malarstwa i większą cześć swego życia pracował jako nauczyciel rysunków i kreślenia w szkołach rejonu solecznickiego. Dzisiaj jest pracownikiem Samorządowego Centrum Kultury Rejonu w Solecznikach, do pracy dojeżdża autobusem. Maluje obrazy i uczestniczy w międzynarodowych plenerach „Ściana Wschodnia”, a w wolnych chwilach własnoręcznie remontuje skromny swój domek nad rzeką. Opowiedział „Kurierowi”, że odwiedzają go siostry Lusia i Teresa, one z rodzinami mieszkają w Ventspilsie na Łotwie, a najczęściej odwiedza go siostra Stanisława z Kiejdź spod Jaszun, bo ma najbliżej. Cieszy mieszkańca Gaściewicz to, że miejscowość budzi się z letargu. Syn lekarza z Solecznik kupił tu działkę i buduje dom, prowadzi hodowlę owiec Zygmunt Bie riozkin. W Gaściewiczach działa cech stolarski, bezczynnie stoi tartak — pozostałości po kołchozie, które w swoim czasie zostały sprywatyzowane przez ostatniego przewodniczącego kołchozu „Za mir”, Pawła Griaznowa, głównego księgowego oraz mieszkańca Solecznik Giennadija Tracewskiego.

Analogiczne skutki poniósł majątek Stefana Cierpińskiego, z różnicą tylko w tym, że w Anuliszkach w latach Litwy radzieckiej był sowchoz, a w niepodległej — w ten sam sposób, sowchozowe mienie sprywatyzowano…  Rodzina Stefana Cierpińskiego, lekarza i ziemianina z Anuliszek, nie uniknęła wywózki. Zachował się dworek, ale ze zmianami, które narzuciła mu społeczność sowchozowa, ponieważ ta społeczność kwaterowała tu przez długie dziesięciolecia. Mieszkali tu przeważnie Rosjanie, „bieżency” (uciekinierzy), wśród nich Dubkowie, Smolakowie i in.

Lekarz Stefan Cierpiński prowadził gospodarstwo, hodowlę krów mlecznych, zorganizował w majątku Spółdzielnię Producentów Nabiału. Produkcję sprzedawał do Wilna. Wody rzeczki Wisińczy wykorzystał do zasilania stawów, w których hodował ryby.

Nad stawami gromadziło się ptactwo wodne. W swym majątku miał „leczebnię” i nieodpłatnie przyjmował pacjentów, w tym z okolicznych wsi. Widoczne jeszcze są suche doły porośnięte krzakami i trawą…  Sowieckie „czystki” zmuszały do ucieczki nawet tych ludzi, którym nie groziły wywózki na Syberię lub do „szacht” (kopalń) Ukrainy.

40 odpowiedzi to Nad Wisińczą. Szlakami polskiej szlachty

  1. Maur mówi:

    Dobry artykuł.

    Jak KW zamieści jeszcze zwiastuny z tygodniowym wyprzedzeniem, bedzie to dobry krok do zwiększenia poczytności gazety.
    Jeden z wielu niezbędnych, oczywiście…

  2. Zbigniew mówi:

    Pani Tereso “szachta” to kopalnia a nie huta

  3. Znad Solczy mówi:

    Jeszcze jeden dobry artykuł, wyciągujący z zapomnienia naszą lokalną historię

  4. Bardzostarypielgrzym mówi:

    Premier Kubilius to pewnie tak samo mądry jak TuSSk i lubi kajaki, zna się na tym. Choć pochodzi z Wilna, a nie z Kaszub, to dzielnie odwiedza wioski i doradza – prawie jak Łukaszenka…

  5. Jurgis mówi:

    Tak wyglądało życie ziemiaństwa ,szlachty folwarcznej, która tworzyła specjalny typ człowieka ,patrioty,pracowitego,pomagającego ludziom,działającego często społecznie i szerzącego oświatę na terenach wiejskich.
    Po wejściu bolszewików uznano ich za wyzyskiwaczy,kułaków i wrogów ludu mimo że dysponowali niewielka powierzchnią ziemi czasami w granicach 5-8 ha i sami na niej pracowali.Masowo wywożono ich na Syberię i niewielu z nich powróciło.Ci co jakoś przetrwali mieli wybór opuszczenie ojcowizny
    lub łagry i wywózki.

  6. Kmicic mówi:

    historia domaga się prawdy:

  7. Kmicic mówi:

    cd.5:

  8. józef III mówi:

    tysiące i jeszcze raz tysiące takich polskich losów …

  9. Paweł1 mówi:

    No to wystarczy tej martyrologii.
    Stanisław Plater-Zyberk. Rotmistrz w 13 p.uł. Wileńskich. W czasie wojny d-ca szwadronu przy 3 brygadzie „Szczerbca” ps. „Wisling”
    Poniżej fragmenty książek G. Cydzika „Ułani, ułani” i S Mianowskiego „Świat który odszedł – Wspomnienia Wilnianina”, oraz kilka zdjęć ze ślubu siostry Stanisława Plater – Zyberka, Marii.
    http://platerak.republika.pl/stanislaw.html

    http://www.audiovis.nac.gov.pl/obraz/117301:1/

  10. pani mówi:

    Jurgis pisze “… życie ziemiaństwa ,szlachty folwarcznej, która tworzyła specjalny typ człowieka ,patrioty,pracowitego,pomagającego ludziom,działającego często społecznie i szerzącego oświatę na terenach wiejskich…” Moze nie wszyscy, daleko nie wszyscy byli TACY szlachetni, lecz to byl ideal, kanon tworzacy ow “…specjalny typ człowieka ,patrioty,pracowitego,pomagającego ludziom,działającego często społecznie …” przez stolecia. Jak zesz tesknie do takiego zycia. Jak wielkie byly zludzenia ze po odzyskaniu dobr ojczystych i macierzystych do rodzin wroci ten Duch Szlachetstwa laczacy ludzi w jedna Duza Rodzine … w ktorej przy stole zawsze sie czeka na kogos kto moze przybyc. Symbolicznie zaznaczamy ten kanon humanistycznych i numanitarnych postaw w Wilgilie Bozego Narodzenia …

  11. Paweł1 mówi:

    Tytułem uzupełnienia informacji z artykułu, fragment znanej pewnie książki „Dwadzieścia młodych lat w Wilnie” K.M. Mianowskiego o Trokieniach i rodzinie Mianowskich.
    http://www.pogon.lt/Fundacja/Biblioteka/Mianowski.html

  12. pani mówi:

    Dziekuje SZ.P. Pawle. Bardzo wartosciowa ksiazka. Powinna byc w kilku egzemplarzach we wszystkich polskich bibliotekach Wilna, A zwlaszcza w siedzibie szlacheckiej. Zlota warte wpomnisnienia o obyczajowosci. Kilka perelek historyczno-antropologicznych zauwazylam, lecz zanotowalam jedna – o wzorcach: “…na wzór dworu …”.

  13. Powiłas mówi:

    do Paweł 11
    “No to wystarczy tej martyrologii”
    Po co ten ton pouczania.
    Linki są dla osób,które nie wiedza nic o Ponarach a jeszcze mniej o najsilniejszej Wilenskiej AK w skali
    podziemnej Polski.Większość opinii publicznej wie tylko o Katyniu i to ostatnio w wymiarze propagandowo politycznym.

  14. Paweł1 mówi:

    Trzej bracia Wędziagolscy, urodzeni w Jaworowie. Trudno powiedzieć który z nich był bardziej znany, który bardziej zasłużył się sprawom publicznym.
    –Paweł znany architekt, wykładowca, przedstawiciel polskiego neoklasycyzmu. Jego syn Michał również architekt, był jednym ze współautorów układu urbanistycznego Nowej Huty.
    –Bronisław oficer armii carskiej, później w dywizji Żeligowskiego i armii gen. Hallera, polityk, poseł na sejm.
    –Karol postać nietuzinkowa, w młodości związany z radykalnymi, socjalistycznymi org. rosyjskimi, później kontrrewolucjonista. W latach 1917 –20 w samym centrum wydarzeń, które zmieniły świat. W pewnym momencie znalazł się po drugiej stronie barykady niż jego starszy brat Bronisław. Oto fragment rozmowy, którą wówczas odbyli „Jeśli was będą wieszać, lub kupami rozstrzeliwać – ja ciebie ratuje, jeśli wy nas – ty mnie. Zgoda? To znaczy, miły bracie, rodzinna jaworowska siuchta”
    Poniżej link do obszernego fragmentu „Pamiętnika” autorstwa Karola wydanego w 1972 r. w Londynie.
    http://www.pogon.lt/biblioteka-wilenska/346-pamietniki.html

  15. ben mówi:

    Gwoli uzupełnienia:
    Na początku 1989 r. Pamiętniki K. Wędziagolskiego wydało podziemne Wydawnictwo Gryf. Było to pierwsze wydanie “krajowe”. 🙂
    Co do samego artykułu. Troszeczkę nieadekwatny tytuł do jego treści, a i treść niezbyt uporządkowana (Oprócz zauważonego błędu przez Zbigniewa, znajduje się w nim kilka logicznych, np. “Były to świetne czasy rozwoju i rozkwitu na terenach niegdyś Rzeczypospolitej, a teraz są przypomnieniem dziejów historii”.
    Smutne jest natomiast to, co zaledwie zostało w tym artykule zasygnalizowane: najczęściej majątki tych, których wywieziono, rozkradane i zajmowane były przez Polaków. I mam nadzieję, że wreszcie ktoś tu na łamach KW ten problem poruszy.

  16. tosiek mówi:

    @ ben 15
    “I mam nadzieję, że wreszcie ktoś tu na łamach KW ten problem poruszy.”

    Ja poruszę.Jaka to różnica czy majątek kupiony został od ruskiej władzy przez Polaka czy przez Rosjanina? I czy Polacy mieli wpływ,wtedy,na to czy kupcem był Polak czy Rosjanin?

  17. ben mówi:

    do tosiek:
    Znowu kłopoty ze zrozumieniem czytanego tekstu? 🙂

  18. Advena mówi:

    Mam pytanie do autorki artykułu, czy ma dodatkową informację na temat drobnej szlachty zagrodowej zamieszkałej przed II W. Ś. na wysokości ujścia reczki Kernawki do Wisińczy?

  19. Ryszard mówi:

    Ciekawy artykół. Proszę tylko o uważniejszą redakcję “… tworzyły piękny widok terenu wzdłuż koryta rzeki, która płynie w górę …”
    Na Litwie prawa fizyki również obowiązują.

  20. Kmicic mówi:

    do Ryszard 19;
    Pewnie chodzi o perespektywę.
    A swoją drogą to prawa fizyki na Wileńszczyznie obowiązują wedle wyobrażni, – patrz cudnie niebieskie koryta rzek – ulic na wileńskiej starówce w obrazach Bluja, czy lotne skojarzenia u Ławrynowicza. – To ten słynny Genius L Wilna i tych ziem, o którym pięknie pisze pani.

  21. połaniec mówi:

    To kolejny sympatyczny przyczynek do dziejów ziemi solecznickiej. Oto pasjonująca historia – ile takich miejsc i zdarzeń bezpowrotnie utraciliśmy.

    Wkroczenie sowietów na te obszary rozpoczęło niespotykaną dewastację obiektów kultury materialnej. Znikały wsie, dworki, pałace, zamki, znikały kapliczki, przydrożne krzyże, cmentarze, znikały drogi, zabudowania, studnie przydomowe, ogrody,- sowiecki walec niszczył wszystko…. Wreszcie znikali ludzie. Za tym wszystkim kryły się ludzkie dramaty, wywózki, eksterminacja, upodlenie i … kreowanie sowieckiej rzeczywistości.
    Przez miniony okres tylko rejonie solecznickim zniknęło z powierzchni ziemi niemal dwieście wsi, zaścianków, okolic, osad młyńskich, leśniczówek i gajówek, karczem, słowem miejsc gdzie zamieszkiwali i przebywali ludzie.
    W tym okresie nie powstał żaden nowy kościół, odbudowano, ale już w innym miejscu kościół w Solecznikach, zniknęło z powierzchni ziemi wiele cmentarzy wiejskich przede wszystkim takich rodzinnych…. Zostały zniszczone lub zdewastowane ziemiańskie dworki, stawy rybne, jazy, młyny, zabudowania gospodarcze nie tylko folwarczne, wycięto kolejne obszary leśne. Na stale zainstalowano w Puszczy Rudnickiej poligon wojskowy, gdzie wg naocznych świadków doszło do bezpowrotnych przekształceń w krajobrazie.
    Pojawiły się za to nowe Leniny, Staliny i Mołotowy, pojawiły się pomniki tych, co walczyli za sowiecką „właść” i niekiedy oddali życie, ale do dziś nie wiadomo gdzie spoczywają polscy partyzanci, często bezimienni bohaterowie tych ziem. Ich bliscy zostali zesłani do syberyjskich łagrów bądź zmuszeni do wyjazdu do obecnej Polski.
    Wkraczający sowieci dopuszczali się grabieży i morderstw, zanim jeszcze przyszło osławione NKWD. Tak zniknęła niema cała warstwa ziemiańska, czyli ludzi wykształconych, na ogół majętnych. Co nie zniszczono w latach 1939 – 1941 zostało unicestwione w po 1944 roku. Sowiecka władza nigdy nie wybacza – dlatego konsekwentnie ścigano „wrogów ludu” i ich dzieci.
    Kiedy zniszczono warstwę ziemiańska, zabrano się za średniaków czyli rozkułaczanie, potem przyszła kolej na tych biedniejszych. Wszystkich starano zapędzić do kołchozów i sowchozów. Nieważne, że budowanych na ruinach dawnych folwarków, zaścianków… o tym bezsensie i beznadziejności sowietskoj własti napisano już wiele.
    Tereny rejonu solecznickiego dosięgły kolejne tragedie: pacyfikacja wsi Koniuchy i Niewoniańce przez sowiecko-żydowską partyzantkę, pacyfikacja wsi Gajdzie i Gumby przez hitlerowców, zagłada ejszyskich, dziewieniskich i jaszuńskich Żydów, pacyfikacja i spalenie Wielkich Solecznik przez cofające się wojska niemieckie, pacyfikacje wsi i ludności przez oddziały NKWD, wreszcie ekspatriacja..
    Nie powinien nikogo dziwić fakt, że w 1989 roku pewien pracownik kołchozu „Kolesninkai” – Koleśniki na wieść o upadku Związku Sowieckiego i ogłoszeniu ustawy o gospodarstwach chłopskich w Litewskiej SRS, wydzielił pośród kołchozowych pól 1-ha działkę, będącą kiedyś częścią jego własności i ogrodził drutem kolczastym i powiedział, że to jest moje!!! Ci ludzie zbyt długo byli poniewierani, zbyt dużo wycierpieli, wielu nie doczekało wolności…
    Czy jest coś takiego jak pamięć zbiorowa?

  22. pani mówi:

    W.S. Polancu. Sukcesywnie z wielkim zaangazowaniem odbudowujesz nasza pamiec zbiorowa. Gdy czytalam twoj post o dewastacjach w oczach mialam powilenskie tereny BSSR. Czy bywales w sowieckich czasach na Bialorusi? Tam dopiero wymienione przez ciebie gradacje dewastacji dawnych krajobrazow az po kazarmowy (armiejski) porzadek byly nazbyt jaskrawe. Pozdrawiam, dziekuje za wytrwala prace i zapraszam do promowania idei utworzenia polskiej instytucji historycznej w Wilnie. Mysle na poczatek mozemy sprobowac zarejestrowac w jednym miejscu pare pozarzadowych (spolecznych) polskich organizacji: szlacheckich, turystycznych, kresowych krajoznawczych. Co sadzisz?

  23. Jurgis mówi:

    do 21 połaniec i 22 pani
    Z wielką przyjemnością przeczytałem
    te dwie wypowiedzi. To cenne aby móc ocalić od zapomnienia nie tak dawne wydarzenia z tych stron.Moje uznanie.

  24. dobrze mówi:

    dobry artykul

  25. Połaniec mówi:

    to Pani: myślę, że dobry pomysł. Podobne stowarzyszenia już istnieją – tylko nikt nie chce wziąć na siebie tej biurokratycznej organizacyjnej mitręgi. Kiedyś szefowałem jednemu z takich stowarzyszeń – dziś już mam inne plany ale rozważyłbym przystąpienie do takiego.
    zapraszam na http://www.soleczniki.pl

  26. Tutejszy mówi:

    Do Połaniec. Jak to dobrze, że są ludzie, którzy troszczą się o zachowanie pamięci o losach Ziemi Solecznickiej.

  27. Paweł1 mówi:

    Sprawdziłem czym zajmował się w Sejmie Bronisław Wędziagolski, poseł PSL Wyzwolenie/ dla niezorientowanych partia po lewej stronie sceny politycznej/
    Zainteresowały mnie interpelacje dotyczące drobnych dzierżawców z Rękanciszek, nad którymi najpierw znęcało się dowództwo 13 p.uł i 85 p.p , a później pozbawiono ich tych dzierżaw. Z mapy wprawdzie wynika że tuż obok był plac ćwiczeń i strzelnica, czyżby znęcanie się polegało na głośnym strzelaniu ?

    Jest również interpelacja dotycząca Małych Solecznik „Interpelacja p. Wędziagolskiego i tow. z klubu Z. P. S. L. “Wyzwolenie” i “Jedność Ludowa” [PSL] do p. Ministra Reform Rolnych w sprawie nabycia folwarku Kamienicy, własności Krystyny Tomaszewskiej przez gospodarzy wsi Piepie, gm. małosolicznickiej, ziemi wileńskiej

    Poniżej link do Biblioteki sejmowej i interpelacji / może nie otworzyć się/
    http://bs.sejm.gov.pl/F/NETP9QV1EAYRGUCVNSQNPDRRDUG154KXQFK4UJJS9CDJU3S8X2-06539?func=find-b&request=W%C4%99dziagolski&find_code=WRD&adjacent=Y&filter_code_1=WBZ&filter_request_1=&filter_code_2=WFM&filter_request_2=

  28. pani mówi:

    >Połaniec, Grudzień 19, 2011 at 20:23 Wirtualnie bywam w Solecznikach. Bardzo misie podobaja. Wlsnie takie – godne w swoim dziedzictwie. Nizko sie klaniam, skladam zyczenia Bozenarodzeniowe. By pomysly sie ziszczyly, dobrej druzyny do wspolpracy, zdrowia i dalszej owocnej! Czesc owej mitregi mogla bym wziasc.

  29. Paweł1 mówi:

    Autorka ze zrozumiałych względów pisze jedynie o świecie ziemian, ale tuż obok były inne światy. Światy te żyły ze sobą we względnej symbiozie. Głód ziemi na wsi, reforma rolna i stosunek do niej ziemian, tę względność podkreśla.

    Niewiele pisze się o osadnikach wojskowych na Wileńszczyźnie, a przecież w dawnym woj. Wileńskim było ponad 300 osad, w pow. wileńsko – trockim jest ich ponad 100. Zainteresowałem się tym kiedy głośną stała się sprawa Wiktora Glińskiego / syna osadnika wojskowego z miejsc. Głębokie na Wileńszczyźnie i jego brawurowej ucieczki z Syberii /. A sprawa osadników wojskowych jest niezmiernie ciekawa. Propaganda ze wszystkich stron kreowała ich negatywny obraz. Komuniści nazywali ich „czarną gwardią Piłsudskiego”, ziemianie cyt. „I ziemianie i chłopi krzywym okiem patrzali na osadników wojskowych, którzy w znacznej części byli nierobami korzystającymi z różnych pożyczek i ulg” – cyt. z książki M Pawlikowskiego „Wojna i sezon”/ autor był dziennikarzem w wileńskim „Słowie”
    A osadnicy często wysadzani w gołym polu, bez dachu nad głową i możliwości obrobienia tej ziemi. Radzili sobie różnie, ale nie wzmocnili żywiołu polskiego na Kresach, jak zakładali autorzy tego projektu.
    Wspomnę jeszcze o kilku prominentnych osadnikach: J. Piłsudski –Pikieliszki, Aleksander Prystor – Borki koło Mickun, ppłk. Jerzy Dąbrowski – Mazuryszki w ówczesnej parafii Suderwie pod Wilnem / w 1939 r. d-ca 110 Rezerwowego Pułku Ułanów, jego zastępcą był Henryk Dobrzański – „Hubal”

    Ponizej link do art. Władysława Kamińskiego – osadnika wojskowego z Wileńszczyzny /1937 r/
    http://www.osadnicy.org/006_17-21_osadnicy_o_sobie.pdf

  30. pani mówi:

    W miedzywojniu wladze litewskie po swojej stronie owczesnych granic rowniez osadzali zolnierzy czesto na parcelowanych ziemianskich majtkch. Wydaje sie ze lituanizacja przez osadnikow postepowala sprawnie. Wczesniej carskie wladze osadzali wlasnych osadnikow wojennych. A jeszcze o wiele wczesniej – w sredniowieczu litewscy ksiazeta w charakterze takich osadnikow na wazniejszych szlakach osadzali Tatarow. Ciekawostka jest ze wsrod dzisiejszych aktywnych litewskich nacjonalistow niemalo jest osob familijnie zwiazanych z Tatarami ktorzt zenili sie z Litwinkamii sie nawracali.

  31. Kmicic mówi:

    do pani 30:
    Tatarów i ich potomków z Polkami również charakteryzowała wierność dla Rzeczypospolitej.Wielka wierność..

  32. Paweł1 mówi:

    Do pani, Grudzień 21, 2011 at 21:27 –

    I masz rację, takie osiedlenia to dawna tradycja. Po II wojnie światowej najsłynniejsza osada to Platerówka, gdzie osadzono zdemobilizowanych żołnierzy Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater / film “Rzeczpospolita babska”/
    Poniżej link do kilku interesujących artykułów na ten temat.
    http://www.transodra-online.net/pl/node/1409

  33. pani mówi:

    Pawle jesli bywasz w Wilnie zwroc uwage na geometrie i topografie ulic. Na starych planach wilna ukladaja sie one, chyba mozna powiedziec, w “kare”. Przypuszczam iz tak w sredniowieczu Tatarzy rozkladali tu swoje obozy. Tez na bylym przedmiesciu Lukiszskim, gdzie w czasach nowozytnych byl meczet. Wydaje sie ze byly nie tylko skupiska lecz i pojedyncze osady w kluczowych miejscach. Wowczas to dochodzilo do malzenstw z katoliczkami i w katolickich rodzinach spotykane sa nazwiska tatarskiej badz tureckiej prowinnencji.

  34. genetyczny patriota mówi:

    Znajomość Litwinów z Tatarami sięga początków państwowości litewskiej. Witolda tradycja uczyniła twórcą osadnictwa tatarskiego na Litwie, a jego panowanie miało być najświetniejszym okresem w dziejach litewskich Tatarów.
    Powstawały osady wojskowe, które miały bronić znaczniejszych grodów, w tym Wilna, traktów i granic z Zakonem Krzyżackim, a Tatarzy zrównani byli w prawach z bojarami litewskimi /oczywiście nie należy zapominać o brańcach, darowywanych bojarom, ale była to już inna kategoria ludności/
    To co należałoby chyba tutaj odnotować to fakt, że Tatarzy którzy trafili do Polski szybko asymilowali się, porzucając swoją wiarę i język, natomiast w WKL ze względu na znacznie większą tolerancję, pozostawali przy swojej wierze i obyczajach.

    Poniżej linki do dwu niewielkich prac traktujących o tatarskiej osadzie Łukiszki pod Wilnem, w tym najstarszy plan umocnień Wilna Fryderyka Getkanta.
    http://pbc.biaman.pl/Content/1939/201938.pdf

    http://kpbc.umk.pl/dlibra/plain-content?id=32237

  35. pani mówi:

    Dziwi mnie uporczywosc pewnych przekazow istniejacym wbrew dawno publikowanym zrodlom mowiacym o tatarskich obozach pod Wilnem lezacych jeszcze z czasow Giedymina. Pisali o tym, jasne, krzyzacy. Chyba ten fakt jest emocjonalnym powodem niecheci polskich i litewskich historykow do wziecia na warsztat relacji. Niezrozumiale dziwolagi profesjonalistow.

  36. pani mówi:

    Sorry za bledy. Juz ktory raz zwracam na to uwage i – a ni reakcji. Furia.

  37. Paweł1 mówi:

    Do genetyczny patriota, Grudzień 25, 2011 at 17:25 –

    Witold, bitwa pod Grunwaldem, to głównie mit założycielski litewskich Tatarów, chociaż Witoldowi przyznać należy z podchodził bardziej systemowo do osadnictwa tatarskiego. Najstarsze informacje o Tatarach na Litwie pochodzą z 1324 r. z roczników zakonu franciszkanów.
    Tatarzy pomimo posiadania przywilejów społecznych i ekonomicznych nie posiadali podstawowych przywilejów politycznych /aż do XIX w /przynależnych stanowi szlacheckiemu.
    Z tolerancja też różnie bywało / Zygmunt III – gorliwy katolik i prześladowania innowierców /

    Do pani, Grudzień 24, 2011 at 21:34 –

    Nie wszyscy Tatarzy przybyli na tereny Litwy z kobietami i ten brak kobiet zaowocował związkami z miejscowymi, tym bardziej że Koran nie zabraniał im tego. Wielu konwersji można by się pewnie doszukać w nazwiskach Tatarów, którzy przecież często przyjmowali nazwiska swoich chrześcijańskich żon.

    Z pisaniem po polsku idzie Ci coraz lepiej, nie masz się czym martwić.

  38. Pileanna mówi:

    Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam wszystkie komentarze,są nawet ciekawe.Pochodzę z Ziemi Solecznickiej,urodziłam się w niewielkiej wsi Budojcie,która leży -2km od M.Solecznik(Mianowscy)(Tadeusz Góra),10 km.od W.Solecznik(Wagner).4km.od Jaworowa(Wędziagolscy),8km.od Republiki(Rzeczypospolitej)Pawlowskiej,10 km od Jaszun(Sniadeccy,Balińscy),12 km.od Taboryszek(bł.ks.Sopoćko).Dopiero 1 listopada zaczęlam intensywnie o tym myśleć i zastanawiać się,co zrobić z tym wspaniałym “fantem”,a właściwie Darem od losu.Mam już małe plany.Cieszę się,że żyję w XXI wieku,w dobie internetu.Tam mieszkałam do 1980 roku,obecnie mieszkam w Polsce.Gdy Ziemia Solecznicka była pod okupacją sowiecką,nie wiedziałam prawie nic,trochę z opowieści moich rodziców,ale byłam dzieckiem i nie przywiązywałam większej wagi do tych informacji.A teraz jest już za póżno,wszyscy odeszli do Krainy…A szkoda…miałabym do nich tysiące pytań.Jaka strata..Latem wyruszam z aparatem,będę zadawała te pytania dla wszystkich…może usłyszę coś ciekawego.

  39. nieznane mówi:

    “Niefortunny zbieg okoliczności doprowadził dworek Mianowskich do licytacji i w 1933 r. zmienił się jego właściciel.” Ciekawe jaki to przypadek był niefortunny według historii. Prawda była taka, że słynny lekarz Mianowski miał ziemie w Wilnie i przeprowadził się do Wilna z rodziną. Nie wiem ile miał dzieci. Na pewno dwoje syna i córkę ( córka to moja prapraprababcia ), kiedy chcieli sprzedać dwór i wrócili z dokumentami własności na rodziców majątek. Sąsiedzi i tamtejszy zarządca dworu otruł syna Mianowskich, a córka z dzieckiem uciekła do Wilna. W Wilnie wytoczyła proces zabójcą, a kiedy wróciła do majątku z synem zamordowanego domagając się sprawiedliwości policjant carski zastrzelił tego syna, a kobietę dotkliwie pobił i zagroził żeby nigdy tam nie wracali. Z tego co wiem majątek nigdy nie został sprzedany, bo akty własności, dokumenty sądowe z procesu i jeszcze inne ciekawe dokumenty dotyczące ziem po Mianowskich na Wileńszczyźnie leżą u mojego dziadka w pudełku po czekoladkach na szafie. A tą historię słyszał od swojego ojca i babci jako przestrogę, żeby tam nie wracać. Nigdy tam nie wrócili. Nie wiem, czy inni spadkobiercy tam wracali, domyślam się, że było więcej dzieci po Mianowskich, bo mamy w dokumentach metryczki chrztu jakichś dzieci, które nie są w naszej linii. Dodam, że dziadek ma 85 lat, a najstarszy dokument jaki u niego znalazłam jest z 1836 roku :)))

  40. AZA mówi:

    Ciekawe, moja rodzina też wywodzi się z Małych Solecznik, ale o tym co Pan pisze nigdy nie słyszałam.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.