1
Duch tradycji na pisankach malowany

W dworze Jeleńskich w Glinciszkach artystka ludowa Margaryta Czekolis uczyła młodzież z Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Podbrzeziu sztuki malowania pisanek woskiem

„Człowiek jest jak drzewo, któremu do przetrwania potrzebne są zdrowe korzenie, inaczej drzewo – nawet to najbardziej potężne – uschnie i umrze. Tradycje naszych przodków są właśnie naszymi korzeniami. Dlatego warto pofatygować się od czasu do czasu i zrobić coś dla zachowania swoich korzeni, tradycji” – sądzi artystka ludowa, mistrzyni ceramiki i zielarka, Margaryta Czekolis z Glinciszek, w rejonie wileńskim.

Już około dwóch dekad znawczyni dawnych rzemiosł organizuje dla młodzieży, rodzin i po prostu entuzjastów sztuki ludowej, warsztaty twórcze w Glinciszkach i Niemenczynie. Ich uczestnicy uczą się „przyjaźnić” z gliną, papierem, słomą oraz różnymi formami twórczości naszych przodków, które niestety powoli odchodzą w zapomnienie. W okresie przedwielkanocnym pani Margaryta organizuje również warsztaty malowania jajek i wykonywania świątecznych ozdób.
„Kurier Wileński” odwiedził mistrzynię właśnie podczas jednego z takich zajęć we dworze Jeleńskich w Glinciszkach. Artystka ludowa uczyła wówczas młodzież z Gimnazjum im. św. Stanisława Kostki w Podbrzeziu sztuki malowania pisanek woskiem.
Uczniowie 7 klasy przybyli na warsztaty pod opieką pedagog Ireny Macewicz, która również chętnie się uczyła oryginalnej techniki zdobienia pisanek.

Zestaw potrzebny do malowania jajek woskiem, trzeba przyznać, był prosty. Ale wyniki pracy – bardzo miłe dla oka. Grupka 15 osób korzystała jedynie z pszczelego wosku, ołówków, szpilek o zaokrąglonej główce, kilku słoiczków z roztworem zwykłych farb kupionych w sklepie oraz – oczywiście – zawczasu ugotowanych jajek. Najlepiej, jak zdradziła pani Margaryta, korzystać z jaj o białej skorupie, gdyż właśnie takie zostaną pokryte farbą najlepiej. Mistrzyni podzieliła się też swoją receptą, która pozwala uratować jajka przed popękaniem podczas gotowania.
– Wszystko jest bardzo proste, trzeba tylko się nie spieszyć. Żeby jajka nie popękały, należy je wyjąć z lodówki mniej więcej na dobę przed gotowaniem. Jeżeli od razu wyjęte z chłodu włożymy do wrzątku, skorupa nie wytrzyma ogromnego skoku temperatury i pęknie. Radzę także podczas gotowania wsypać do garnka łyżkę soli i gotować na małym ogniu – wyjaśniła Margaryta Czekolis.

Uczestnicy lekcji podczas malowania pisanek korzystali z ołówków, do których zostały wbite szpilki o okrągłej główce. Trzymając taki przyrząd w ręce, maczali główkę szpilki w wosku, który został nagrzany i roztopiony w puszce po napoju. Wosk musiał być cały czas na tyle mocno zagrzany, żeby można było bez problemu malować nim jajko. Różnorodne wzory według własnego uznania młodzież wykonywała przy pomocy kropeczek i kresek – stopniowo jajka zostały ozdobione ślicznymi ornamentami, przypominającymi słońce, kwiaty, drzewa, wodę i inne elementy przyrody.

Na koniec warsztatów – zdjęcie przy własnoręcznie malowanych pisankach na pamiątkę

W trakcie pracy mistrzyni ludowa dzieliła się z uczestnikami warsztatów różnymi ciekawostkami na temat tradycji dziadów i pradziadów. Wszystkich zaciekawiła dawna legenda, tłumacząca, dlaczego z okazji Wielkanocy malujemy właśnie jajka oraz dlaczego tradycyjne pisanki mają czerwoną barwę.
– Legenda głosi, że za pojawienie się tej tradycji musimy dziękować Marii Magdalenie, która idąc na rynek z koszem pełnym jajek, poszła najpierw grób Pana Jezusa, który okazał się pusty. Pobiegła wówczas na miejski plac, żeby podzielić się nowiną z mieszkańcami i powiedzieć, że Jezus zmartwychwstał. Została jednak natychmiast wyśmiana, nikt nie chciał jej wierzyć. Ludzie zaczęli nawet drwić mówiąc, że ożywienie zmarłego jest tak samo prawdopodobne jak to, że jajka w jej koszu staną się czerwone – opowiadała pani Margaryta, zanurzając malowane woskiem jajko w słoiczku z ostudzonym roztworem czerwonej farby.

Znawczyni dawnych rzemiosł, uśmiechając się dodała, że wkrótce jajka w koszu Marii Magdaleny się zaczerwieniły, zaś barwa ta tradycyjnie symbolizuje odnowienie i życie. Po chwili artystka wyjęła ze słoiczka czerwoną już pisankę z woskowymi wzorami słońca.

Malowane woskiem jajko może mieć nawet kilka kolorów. Taki efekt uzyskuje się, stopniowo nanosząc część woskowego wzoru, następnie nurzając jajko w farbie, później następuje malowanie kolejnego wzoru woskiem. Następnie – jajko znów jest zanurzane w roztworze innego koloru niż był poprzednio. Ostatecznie uzyskujemy niespodziewany efekt i intensywną barwę, na której widnieje śliczny ornament.
– Jednym z najważniejszych i najbardziej dawnych elementów w ludowym wzornictwie jest właśnie symbol Słońca. Nasi przodkowie, którzy jeszcze nie wiedzieli, co to jest elektryczność, byli bardzo zależni od naszej gwiazdy. Ich dzień zaczynał się wraz ze wschodem, a kończył wraz z zachodem słońca. Nic więc dziwnego, że dawni ludzie zaczęli ubóstwiać Słońce, składać mu jakieś ofiary i modlić się o to, żeby nie brakowało ani światła, ani ciepła, od którego zależał urodzaj na ich polach. Symbole na pisankach mają więc bardzo głębokie znaczenie – wyjaśnia Margaryta Czekolis.

Warto zaznaczyć, że chrześcijańska tradycja zdobienia jajek tak naprawdę ma pogańskie korzenie i sięga aż 5 000 lat wstecz. Najstarsze malowane jajko pochodzi z Mezopotamii. Do Europy zwyczaj malowania pisanek przynieśli Persowie.
– Ludzie chętnie dawali pisanki swoim bliskim. Natomiast wzory na jajkach miały oznaczać to, czego życzymy osobie, której wręczamy prezent. Pisanki są więc taką pradawną formą pocztówek – tłumaczy mistrzyni.

Z biegiem czasu pisanki zostały włączone do elementów symboliki wielkanocnej. Oznaczają one rodzącą się do życia przyrodę i nadzieję, jaką czerpią chrześcijanie z wiary w Zmartwychwstanie Chrystusa.

Jak zaznaczyła pani Margaryta, różne kolory pisanek można uzyskać, nie tylko korzystając z kupowanej farby, ale też za pomocą materiałów naturalnych.
– Kiedyś, gdy ludzie chcieli widzieć więcej barw na pisankach, wykorzystywali w tym celu to, co dawała im przyroda. Na przykład wywar z siana pozwalał malować pisanki na kolor żółty czy żółtozielony. Kąpane w wywarze z korzeni ziela świętojańskiego lub kory kruszyny jajka uzyskiwały barwę czerwoną. Piękny brązowoczarny kolor pozwalała uzyskać kora dębowa. Liście brzozy ubarwiały jajka na zielony kolor – wymienia znana na Wileńszczyźnie zielarka.

Jak dodaje, do dziś mieszkańcy chętnie korzystają z łuski cebulowej. Malowanie łuską nie jest trudne oraz pomaga uzyskać piękny kolor czerwony czy brązowy. Następnie na jajkach barwionych w łupinkach cebuli można za pomocą igły, skalpela czy nożyczek wydrapać delikatne, eleganckie wzory.
– Łuska cebulowa jest jednak prawdopodobnie jedynym naturalnym barwnikiem, który przetrwał do dziś, bo korzystanie ze sklepowej farby jest łatwe i szybkie. Zresztą, taka chemia to swoisty kompromis i może znaleźć miejsce na naszym stole. Najważniejsze, żeby ludzie nie „rozleniwili się” aż do korzystania z nalepek na jajka i nie skusili się kupowaniem świątecznych ozdób wyprodukowanych gdzieś w Chinach. Takie nalepki i chińskie drobiazgi są absolutnym kiczem, nie mają „duszy” i nie mogą stworzyć prawdziwej świątecznej atmosfery, bo w zasadzie nic nie znaczą – wyjaśnia pani Margaryta.

Jak podkreśla, podczas szykowania się do Wielkanocy najważniejsze jest nie wymalowanie setki pisanek, ale bliski kontakt z rodziną, zwrócenie się ku budzącej się przyrodzie i zapomnienie przynajmniej na jeden wieczór o telewizji i smartfonie. Zdaniem rozmówczyni, właśnie wspólne zajęcie się jakimiś robótkami pomaga wzmacniać rodzinne więzi.

Na jajkach barwionych w łupinkach cebuli można wydrapać delikatne, miłe dla oka i serca, eleganckie wzory

Z tego też powodu Margaryta Czekolis niedawno rozpoczęła serię zajęć „Soboty z rodziną”, podczas których zbierają się na warsztatach całe rodziny i kilka pokoleń razem się uczy dawnych rzemiosł.
– Rozmawiają ze sobą, na nowo siebie odnajdują, jest jakiś kontakt i właśnie to podczas takich zajęć jest najważniejsze. Dziecko widzi babcię, która dekoruje jajko tak, jak robiła to w dzieciństwie i robi to świetnie, bo ręka „nie zapomina”. Babcia, która nie wie, co to takiego internet i po co są potrzebne tablety, podczas rodzinnych zajęć „rośnie” w oczach wnuków, bo pokazuje, że potrafi znacznie więcej, niż od niej się spodziewano – wyjaśnia pani Margaryta.

Artystka ludowa sądzi, że najgorzej jest, gdy starając się zaoszczędzić swój czas, przyczyniamy się do zaniknięcia tradycji.
– Jasna sprawa, że tempo życia jest bardzo szybkie, dużo pracujemy, żeby budować sobie godną codzienność i przyszłość dla dzieci. Dlatego kupienie nalepki na jajko czy jakiejś taniej chińskiej dekoracji wydaje się na pierwszy rzut oka zrozumiałe. Jednak musimy pamiętać, że człowiek jest jak drzewo, dla którego przetrwania potrzebne są zdrowe korzenie, inaczej drzewo – nawet to najbardziej potężne i mocne – uschnie i umrze. Tradycje naszych przodków są właśnie naszymi korzeniami – mówi Margaryta Czekolis.

Młodzież coraz bardziej interesuje się tradycjami, przychodzi na zajęcia i pragnie stworzyć coś własnymi rękami.
– Najpierw uczą się sami, potem dzielą się swoimi nawykami z rodzicami, przyjaciółmi. Najwspanialsze są chyba te chwile, gdy po latach byli uczniowie przychodzą tutaj wraz ze swoimi dziećmi. Pokazują jakiś dzbanek, który kiedyś wykonali własnoręcznie, wzruszają się i szczycą tym, że mogą się pochwalić przed swoją pociechą. Tak żyje tradycja – mówi mistrzyni ludowa.

Fot. Marian Paluszkiewicz

 

Jedna odpowiedź do Duch tradycji na pisankach malowany

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.