0
W języku też chodzi o komfort użytkownika

Zapisując wileńską polszczyznę, zachowujemy nasze dziedzictwo, czyli to, co w pewnym momencie może przestać istnieć Fot. Marian Paluszkiewicz

Wielojęzyczność wileńskich Polaków świadczy o ich wielokulturowości, różnych postawach tożsamościowych i kulturowych. W każdym języku jest utkwiony niepowtarzalny obraz świata – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” prof. Krystyna Rutkowska, polonistka z Uniwersytetu Wileńskiego.


*Od ponad 20 lat bada Pani regionalizmy na Wileńszczyźnie. Z Pani obserwacjami podczas międzynarodowej konferencji w Chorwacji ostatnio mogli się zapoznać lingwiści z całej Europy.

Tak. To była konferencja, która zrzesza naukowców, przede wszystkim slawistów, z 15 państw Unii Europejskiej. Była to kolejna sesja Komisji Socjolingwistycznej afiliowanej przy Międzynarodowym Komitecie Slawistów. Jedną z form jej działalności są konferencje, które odbywają się w różnych krajach. W tym roku była w Rijece, za rok będzie w Warszawie, a potem w Wilnie. Znamy już tytuł konferencji wileńskiej: „Pogranicza Słowiańszczyzny na przełomie wieków XX i XXI. Język – kultura – tożsamość”. Będziemy dyskutowali o tym, co jest dla nas w Wilnie bardzo ważne.

*Czego dotyczyła konferencja w Rijece?

Spotkanie było poświęcone generacji internetu. Mówiliśmy o tym, jak internet wpływa na rozwój języka. Czy mass media w jakiś sposób rozwijają, przekształcają język. Wystąpienia były przeróżne. Moje dotyczyło języka wileńskich blogerów.

*Jaka jest wileńska blogosfera i czym żyje?

Pierwszym blogiem, który później przeniósł się na Facebooka, byli „Pulaki z Wilni”, zaraz pojawił się opozycyjny – „Polacy z Wilna”. Ta opozycyjność wyrażała się już w samej nazwie, ponieważ pierwszy jest pisany regionalną polszczyzną, drugi – polszczyzną ogólną. Oprócz tego są fanpage’e „U siebie w Wilnie”, „Wileńszczyzna Today” i blog „Inna Wileńszczyzna jest możliwa”. Dwa pierwsze projekty prezentują bardzo radykalne poglądy. Natomiast blog „Inna Wileńszczyzna jest możliwa” stawiał na współpracę z Litwinami, a nie uważał, że – w przeciwieństwie do „U siebie w Wilnie” czy „Wileńszczyzna Today” – jesteśmy u siebie w domu, nie postrzegamy pozytywnie innych mieszkańców Wilna. Oprócz tego mówiłam o grupach „Wilno” i „Wielkie Księstwo Litewskie”. Prowadzą one bardzo piękną działalność. Grupa „Wilno” dba przede wszystkim o każdy ślad w Wilnie, który ma swoją historię. Jej członkowie zakładają, że z obrazków i wspomnień rozwinie się dyskusja i wspólna narracja. Jest tu wiele bardzo wartościowej treści. Z kolei grupa „Wielkie Księstwo Litewskie” zrzesza przede wszystkim naukowców, którzy publikują informacje o konferencjach, wydaniach naukowych. Ich działalność nazwałabym po części oświeceniową. Jak widać po nazwach powyższych grup i blogów, cały czas chcemy mówić o nas, o naszej tożsamości.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wilno szuka swojej tożsamości

*Co jako językoznawczynię zwróciło Pani uwagę?

Szczególna moja uwaga była skupiona na „Pulakach z Wilni” z tego powodu, że platforma była prowadzona w naszym miejscowym języku wileńskim. Autor strony pisze, że to „jedyne miejsce w wirtualnej przestrzeni polskiej mniejszości na Litwie, gdzie nie ma podziału na poglądy polityczne, wyznanie religijne, orientację seksualną. Tutaj nikt nie obrzuca się błotem, brak jest dyskusji na tematy polityczne, a jeśli już, to nie ma podziału na dobrych i złych. Doskonale się ze sobą bawimy, wykorzystując przy tym walory języka wileńskiego, jak również jego braki. To, co nas łączy, to przede wszystkim dystans do nas samych”. Piękne deklaracje – i myślę, że w większej części spełnione. Dzisiaj ta strona ma prawie 8 tys. odbiorców, co świadczy o jej popularności, a także o zapotrzebowaniu na takiego rodzaju przestrzeń. Zafascynowały mnie też odbiór i reakcje, czyli ogromna liczba polubień i komentarzy. Na jedno wyrażenie od razu pojawiały się odpowiedzi uzupełniające i budujące wokół niego sprawnie całe pola leksykalno-semantyczne. Spodobała mi się też różnorodność gatunkowa, czyli memy, demotywatory i komiksy, a także anegdoty, zasłyszane dialogi, słownik wyrazów wileńskich. Co ważne, działalność „Pulaków z Wilni” wychodziła poza internet. Ci ludzie spotykali się, organizowali koncerty, akcje charytatywne. To było fenomenalne – przychodzić i mówić w tym języku bez skrępowania. Zastanawiam się, czy dałoby się to odrodzić, ponieważ od kilku lat strona nie prowadzi działalności.
Muszę się też przyznać, że kiedy zaczęłam pracować nad tym materiałem i otworzyłam bloga „Pulaki z Wilni”, to przez dwa pierwsze wieczory po prostu się głośno śmiałam, co rzadko mi się zdarza. Cieszyłam się, że w taki piękny sposób zostały ujęte te nasze wileńskie wyrazy. Cieszyło też piękne, ironiczne i jednocześnie filozoficzne spojrzenie na nas samych, na naszą wyjątkową tożsamość.

*Jakie były opinie Pani kolegów lingwistów na temat wileńskiej polszczyzny?

Byłam bardzo ciekawa ich zdania, a mianowicie czy taki język w internecie podbudowuje naszą tożsamość. Koledzy potwierdzili, że taka forma jest możliwa, świadczy o tym przede wszystkim dialogowość, zapotrzebowanie na tego rodzaju wypowiedzi. Ponadto dla badaczy języka to świetny materiał, nad którym można pracować. Zapisując ten język, zachowujemy nasze dziedzictwo, czyli to, co w pewnym momencie może przestać istnieć. Taki sposób zachowywania materiału mówionego, podsłuchanego ma ogromną wartość. To po prostu dokumentacja dziedzictwa.

*Powiedziała Pani kiedyś, że nie da się skodyfikować wileńskiej polszczyzny na kształt gwary śląskiej. Dlaczego?

Ślązacy uważają, że nie mieli przerwanej tradycji swojego języka. Mają gramatykę. Ponadto ich język funkcjonuje w obu odmianach, potocznej i oficjalnej. Wydawane są gazety w tym języku. Udało im się zachować podstawę.
Język polski, którym posługujemy się na Wileńszczyźnie, ukształtował się na odmianie kulturalnej. Przenikały do niego różne zapożyczenia: białoruskie, rosyjskie, litewskie, więc nawet trudno byłoby to skodyfikować. Nie mamy też gramatyki. Mamy słowniki, ale są to słowniki gwarowe.
Uważam, że nie musimy oczyszczać naszego języka, dlatego że żyje on własnym życiem. Jest barwny i piękny. Nie zatrzymuje się rzeki w biegu, więc nie możemy więzić języka. Odpowiada on naszym zapotrzebowaniom. Kiedyś zapytałam moich studentów: „Dlaczego na wykładach możecie mówić piękną polszczyzną ogólną, a na korytarzach używacie wszystkich słów, jakie znacie w różnych językach?”. Odpowiedzieli mi, że tak jest im wygodniej. Mają rację. Chodzi o komfort. Ten język będzie się zmieniał jeszcze bardziej, szczególnie język młodzieży, która sobie pozwala na wiele wtrąceń. Na pewno wtrącenia rosyjskie zamienią lituanizmy i anglicyzmy. Oczywiście, poprawność językowa jest bardzo ważna i odmianę ogólną należy opanować. Ale mówiąc o naszej wielojęzyczności, mówimy o wielokulturowości, o różnych postawach tożsamościowych i kulturowych. W każdym języku jest utkwiony niepowtarzalny obraz świata.

CZYTAJ WIĘCEJ: Międzynarodowa Konferencja polskich naukowców w Wilnie

*Czy naleciałości, wtrącenia nie wpłyną na asymilację i zanik języka polskiego na Wileńszczyźnie?

Na Litwie są polskie szkoły, teatry, zespoły, harcerstwo, media. Polacy są bardzo aktywni, dlatego jestem spokojna. Przetrwaliśmy czasy sowieckie. Nie sądzę, że stosowanie zapożyczeń wpłynie na naszą tożsamość. Na przestrzeni dziejów do języka polskiego, litewskiego czy rosyjskiego masowo przenikały zapożyczenia z języka francuskiego. Dzisiaj w języku polskim jest bardzo dużo anglicyzmów, ale czy tożsamość Polaka jest zagrożona? Czy stanie się on jutro Anglikiem, bo używa wielu angielskich słów? Myślę, że nie.


Prof. Krystyna Rutkowska jest doktorem nauk humanistycznych. We współpracy z Uniwersytetem Warszawskim prowadzi badania gwar polskich na Litwie. Pracuje w Centrum Polonistycznym Uniwersytetu Wileńskiego.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 39(189); 05-11/10/2019

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.