Więcej

    Rocznica powstania, które Rosja tłumiła aż do swojego wypędzenia z Litwy

    Mija 163. rocznica powstania styczniowego, ale jeszcze nie „litewska” — na Litwie powstanie wybuchło trochę później. Symbole represji zniknęły dopiero z wyjściem Rosji. Z Rosją wyszedł też pomnik Murawjowa i Katarzyny II, który był symbolem wiernych Rosji Polaków — „kataryniarzy”.

    Czytaj również...

    Powstanie styczniowe można analizować z trzech stron: jako wydarzenie, jako ciągłość idei — wraz z trój-jedynym herbem — oraz jako represje, które wręcz jeszcze bardziej pobudziły świadomość narodową wśród ludów byłej Rzeczypospolitej.

    Na Placu Katedralnym w Wilnie w 1904 r. odsłonięto pomnik carycy Katarzyny II. Uczestnicy odsłonięcia zostali nazwani „kataryniarzami”.
    Na Placu Katedralnym w Wilnie w 1904 r. odsłonięto pomnik carycy Katarzyny II. Uczestnicy odsłonięcia zostali nazwani „kataryniarzami” | Fot. domena publiczna, opr. red.

    Powstanie jako katalizator

    Nie byłoby przesadą napisać, że dla Litwy powstanie styczniowe miało skutki sięgające dalej niż dla Polski. Nie chodzi tylko o represje, jakie nałożył carat, ale też przyspieszenie klarowania się nowoczesnych narodów: litewskiego i białoruskiego.

    Powstanie obaliło rosyjskie kłamstwo, jakoby w 1795 r., po III rozbiorze Polski i Litwy, Rosja po prostu „odzyskała starorosyjskie ziemie”. Ani Polacy, ani Litwini nie czuli się częścią „iskonno russkoj ziemli”, czyli rdzennie rosyjskiej ziemi, powstanie styczniowe nie było awanturą marginalnych grup, lecz zrywem szerokich warstw społecznych.

    Sama idea powstania była przez Rosję znienawidzona, represje trwały ponad 40 lat po zakończeniu zrywu. Aby jeszcze bardziej zademonstrować swoją dominację na podbitej ziemi, Rosjanie zdecydowali się odsłonić w Wilnie na 100-lecie rozbiorów pomnik carycy Katarzyny II. Tej, która za te rozbiory była odpowiedzialna.

    Carat ostatecznie spóźnił się z realizacją pomnika o 10 lat, ale udało się znaleźć kilku — chociaż nie tak wielu — Polaków i Litwinów, którzy stawili się potulnie na odsłonięcie pomnika carycy Katarzyny II w Wilnie. Tacy „kataryniarze” nie cieszyli się wtedy sympatią społeczeństwa. Niestety „kataryniarze” wśród Polaków na Litwie są do dzisiaj — czyli ludzie usłużni wobec wszystkiego co rosyjskie.

    Polski i litewski miały być w cyrylicy

    Jednak tuż po powstaniu Rosja próbowała w 1864 r. związać język polski z cyrylicą, ale po roku odpuściła, elementarz do cyrylicy języka polskiego wycofano. Za to na Litwie aż do początku XX w. obowiązywał tzw. zakaz prasy i pisma.

    To znaczy po litewsku można było pisać tylko w cyrylicy. Miało to odwrotny efekt — litewskie piśmiennictwo nabrało rozpędu, jeszcze silniej związało się z łacińską literą, powstał wyjątkowy dla naszego regionu zawód „księgonosza”, czyli przemytnika zakazanych pism i gazet.

    W czasie powstania styczniowego gazetę swoją wydawał Konstanty Kalinowski, który pisał łacińskimi literami po białorusku, wzywał chłopów, by bronili swojej wolności, także gospodarczej. Do dziś jest bohaterem Białorusinów, dlatego też od 2019 r. jego miejsce pochówku na Rossie stało się miejscem kultu.

    Psychologia powstania styczniowego

    Warto przyjrzeć się psychologii powstania. Wtedy, w 1863 r., mijało 68 lat od początku rosyjskiej okupacji. Praktycznie już nie żyli ci, którzy pamiętali jeszcze wolną Polskę i Litwę.

    Zryw, dla jednych bohaterski, dla drugich szaleńczy, zapisał się w historii wszystkich narodów Rzeczpospolitej Obojga Narodów — w historii Polaków, Litwinów, Białorusinów i po części Ukraińców. Miał wpływ na wszystkie dziedziny życia społecznego, w tym literaturę — uczniowie w szkołach polskich na Litwie do dzisiaj czytają okołopowstaniową powieść „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, starsi uczniowie poznają trudną w odbiorze „Wierną rzekę” Stefana Żeromskiego. Zresztą ta pierwsza pisała, że powstanie było najważniejszym wydarzeniem, które ukształtowało jej życie. Przywoływano wspomnienia nauczycielki Okińczycowej, Kieniewicza — a to przecież nazwiska wciąż występujące na Litwie.

    Warto zauważyć, że faktycznie idea była bardzo trwała, bo wyjątkowy herb, wtedy wręcz obrazoburczy — przedstawiający na jednej tarczy litewską pogoń, polskiego orła i Michała Archanioła jako patrona Rusi — jest przywoływany do dzisiaj.

    Mówi się nawet, że sam Piłsudski uważał, że odzyskanie niepodległości 1918 r. było po prostu kontynuacją powstania styczniowego.

    Gdy Polska odzyskała niepodległość, z polecenia marszałka Józefa Piłsudskiego żyjącym jeszcze powstańcom styczniowym nadano mundury i specjalne odznaki. Mówił, że teraz wita ich jako żołnierzy, „ojców i kolegów”.

    Dyplomata II Rzeczypospolitej Jan Gawroński wspominał, że u niego tylko dziadek niemal stuletni opowiadał mu o powstaniu, jako świadek naoczny. Wspominał, że „on jeden mi o rodzinie mówił, bo moi rodzice — w imię jakiegoś nowomodnego demokratyzmu przesadnie rozumianego — woleli tę przeszłość rodzinną ignorować, chcąc chronić mnie może od dumy rodowej”.

    Wileński sędzia i ziemianin Stanisław Mianowski z kolei pisał, że dzięki żywym wciąż wspomnieniom o powstaniu w jego rodzinie dominował duch patriotyzmu. Wspominał pomnik Murawjowa w Wilnie jako okaz brzydoty.

    Czytaj więcej: Pomniki wileńskie, czyli Wilno w pomnikach

    II wojna światowa nie skreśliła powstania

    Powstanie styczniowe nie przestało też „żyć” wraz z wybuchem II wojny światowej. Jeszcze niedawno, w 2017 r., u podnóża Góry Giedymina w Wilnie odkryto szczątki 20 powstańców, w tym Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego. Niestety nie znaleziono ks. Stanisława Iszory, znamienitej postaci. Powstańcy ci byli przez Rosjan zabijani na Placu Łukiskim, który istnieje w zmienionej formie do dzisiaj.

    Powstańców Rosjanie pochowali potajemnie — tak, aby nikt nie odnalazł ich szczątków, dlatego było to możliwe dopiero w niepodległej Litwie.

    W 2019 r. powstańców złożono w Kaplicy Powstańców na wileńskiej Rossie. Udział wzięli prezydent Litwy Gitanas Nausėda, prezydent Polski Andrzej Duda, wicepremierzy Ukrainy i Białorusi (łukaszenkowskiej, wtedy relacje były jeszcze tonowane, choć napięte), minister kultury Łotwy, premier RP Mateusz Morawiecki, wicemarszałkowie obu izb polskiego parlamentu. To pokazuje rangę wydarzenia.

    Nie obeszło się bez kontrowersji. Pojawiały się głosy, że tabliczki mają być tylko po litewsku. Ostatecznie udało się obronić trójjęzycznego napisu: po litewsku, po polsku i po białorusku. Za takim wariantem optował w ramach wileńskiego ruchu Lokys potomek Adama Mickiewicza, Roman Gorecki-Mickiewicz, który, swoją drogą, walczył też o wielojęzyczną (a nie tylko litewską) tabliczkę przy pomniku Adama Mickiewicza w Wilnie.

    Afisze

    Więcej od autora

    Miejsce dla kultury i schron: dzięki Wilnu w Dnieprze otwarto teatr-bunkier

    Dzięki pomocy Wilna w Dnieprze, który jest stale ostrzeliwany przez Rosjan, otwarto teatr dostosowany do czasu wojny. Teatr-bunkier będzie mógł wystawiać przedstawienia, a w czasie bombardowania służyć za schron.

    Restrukturyzacja ILTE: ma być „poduszką lądowania”

    Ministerstwo Finansów przedstawiło we wtorek 3 lutego plan restrukturyzacji krajowego banku rozwoju ILTE, zgodnie z którym ILTE stanie się nowoczesnym i elastycznym narzędziem stymulacji gospodarczej, zdolnym do reagowania na wyzwania gospodarcze w momentach, gdy będzie to najbardziej potrzebne — w okresach spowolnienia, kryzysów lub zmian strukturalnych.