Rosja odrzuca plan pokojowy
Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow faktycznie odrzucił 20-punktowy plan pokojowy opracowany przez delegacje USA i Ukrainy pod koniec grudnia 2025 r. Plan miał stanowić podstawę trójstronnych negocjacji z udziałem Kijowa, Waszyngtonu i Moskwy.
„Wszystkie późniejsze wersje są wynikiem próby zignorowania amerykańskiej inicjatywy przez Zełenskiego i Europę. Teraz machają jakimś »dokumentem« zawierającym 20 punktów, którego nikt nam oficjalnie ani nieoficjalnie nie przekazał” — powiedział Ławrow, cytowany przez „Kyiv Independent”. Wcześniej mówił, że propozycje są „ciekawym punktem wejścia do rozmów”. Ta teza już jest nieaktualna.
Szef rosyjskiej dyplomacji twierdzi, że przed spotkaniem prezydentów na Alasce w sierpniu 2025 r. specjalny wysłannik USA Steve Witkoff przekazał Moskwie dokument, który „odpowiadał rzeczywistej sytuacji” na polu bitwy, i że wówczas obie strony określiły „realne perspektywy oparte na inicjatywie amerykańskiej”. Według Ławrowa to one miały „otworzyć drogę do pokoju”.
„Kyiv Independent” przypomina, że Ławrow już trzeci dzień z rzędu krytykuje Stany Zjednoczone. W dniu 9 lutego oskarżył administrację Donalda Trumpa o nieprzestrzeganie rzekomych porozumień zawartych w Anchorage, przewidujących, że Ukraina bez walki odda cały region Donbasu. Biały Dom nie potwierdził istnienia takich porozumień.
W wywiadzie dla państwowej telewizji NTV, wyemitowanym 10 lutego, Ławrow ostrzegł, że negocjacje są dalekie od zakończenia i nie należy „zbyt entuzjastycznie oceniać” postępów. W tym samym czasie prezydent Trump i członkowie jego administracji powtarzają, że strony są bliżej porozumienia niż kiedykolwiek wcześniej.
Trump żąda, Kijów nie chce powtórki Budapesztu
Według „Financial Times” prezydent Zełenski zamierza 24 lutego, w czwartą rocznicę rosyjskiej inwazji, ogłosić plan wyborów prezydenckich i referendum w sprawie porozumienia pokojowego. Trump miał zagrozić Kijowowi wycofaniem gwarancji bezpieczeństwa, jeżeli wybory i referendum nie odbędą się do 15 maja.
„Jeśli Rosjanie codziennie zabijają ludzi, to jak można ogłaszać lub poważnie rozważać przeprowadzenie wyborów w najbliższych tygodniach? Nikt nie jest przeciwny wyborom, ale musi być zapewnione bezpieczeństwo” — oświadczyło źródło w Biurze Prezydenta Ukrainy, cytowane przez agencję Ukrinform.
Olha Ajwazowska z organizacji pozarządowej „Opora” zwróciła uwagę, że poparcie dla przeprowadzenia wyborów w trakcie gorącej fazy wojny wynosi na Ukrainie około 10 proc.
„Aby utracić gwarancje bezpieczeństwa, trzeba je najpierw otrzymać. Mam nadzieję, że doświadczenie Budapesztu czegoś nas jednak nauczyło” — napisała na Facebooku.
Litwa nie zmienia stanowiska
Tymczasem szef litewskiej dyplomacji Kęstutis Budrys zdecydowanie odrzucił możliwość złagodzenia sankcji wobec Białorusi.
„Sankcje zostały nałożone z powodu naruszeń praw człowieka, pomocy w agresji wobec Ukrainy, pomocy Rosji w popełnianiu zbrodni wojennych, porywaniu dzieci i indoktrynacji. Dopóki to się nie zmieni, nie ma podstaw, aby mówić o zmianie sankcji i jakimkolwiek złagodzeniu. Wręcz przeciwnie — Litwa rozszerzyła sankcje wobec Białorusi” — podkreślił Budrys w rozmowie z portalem „Lrytas”.
Czytaj więcej: Ukraina krwawi, ale nie pozostaje dłużna. Rosja rozważa „porozumienie pokojowe”

