Więcej

    Cel mamy jeden i wspólny: aby język polski na Litwie przetrwał

    „Środowisko polskie na Litwie powinno wziąć odpowiedzialność za to, w jaki sposób środki, które im przekazujemy, są wykorzystywane” – mówi Urszula Starakiewicz-Krawczyk, dyrektor Instytutu Rozwoju Języka Polskiego im. św. Maksymiliana Marii Kolbego.

    Czytaj również...

    Antoni Radczenko: Na początek poproszę o kilka słów o Instytucie Rozwoju Języka Polskiego im. św. Maksymiliana Marii Kolbego.

    Urszula Starakiewicz-Krawczyk: Instytut Rozwoju Języka Polskiego jest jednostką nadzorowaną przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, czyli jesteśmy częścią polskiej administracji rządowej. Ustawa stanowi, że instytut jest powołany w celu wspierania rozwoju języka polskiego poza granicami kraju, czyli są to wszelkie działania skierowane do podtrzymania znajomości i rozwijania języka polskiego. To jest ważne nie tylko na Litwie, lecz także w innych miejscach na świecie. Być może w innym charakterze.

    Miała Pani spotkanie ze społecznością polską w Domu Kultury Polskiej. Jakie są Pani wrażenia?

    To nie było moje pierwsze spotkanie. Uważam, że takie spotkania są bardzo ważne, ponieważ lokalna społeczność wie najlepiej, jakie są problemy i jakiego wsparcia potrzebuje. To, co wybrzmiewa na Litwie, to obawa, czy system szkolnictwa polskiego w ogóle przetrwa i czy będzie się rozwijał. Są obiektywne zagrożenia. Mamy trudną sytuację geopolityczną. Sama polityka litewska nie wspiera mniejszości narodowych, w tym mniejszości polskiej. Mamy trudny dialog w tym obszarze. Jest kryzys demograficzny. Po prostu dzieci jest coraz mniej. Cel mamy jeden i wspólny, aby język polski na Litwie przetrwał. Aby przetrwało szkolnictwo pełne, jakie jest tylko na Litwie, czyli od przedszkola do matury w systemie lokalnej edukacji. Podczas spotkania była mowa, jak uczynić polską szkołę bardziej atrakcyjną. Czasem wspólnota lokalna postuluje o pomoc materialną w postaci tablic multimedialnych, komputerów czy nowych mebli. Nie do końca ze wszystkim się zgadzamy. Chcemy uatrakcyjniać polskie szkoły, ale przez takie inicjatywy, jak zielona szkoła, ciekawe materiały edukacyjne czy poprzez bon pierwszaka. Czyli nie poprzez taką bezpośrednią konkurencję materialną ze szkołami litewskimi. Sądzę, że ilekolwiek kupić tablic multimedialnych, to i tak szkoła litewska może mieć o jedną więcej lub jedną salę gimnastyczną więcej. Taka konkurencja byłaby mocną ingerencją w system oświaty kraju. Będziemy jednak robili wszystko, co w naszej mocy, aby polska szkoła na Litwie była nowoczesna, przyjazna, atrakcyjna.

    Rozumiem, że program Bon Pierwszaka będzie kontynuowany? Czy są planowane jakieś zmiany w tej materii?

    Tak długo, jak środowisko polskie na Litwie będzie uważało, że Bon Pierwszaka jest potrzebny, tak długo będziemy ten bon podtrzymywać. To właśnie wspólnota lokalna ma przedstawić swoje priorytety. Środki, którymi jest wspierane szkolnictwo polskie na Litwie, są wysokie. W zeszłym roku bezpośrednio na Litwę na wsparcie szkół przekazaliśmy 5,4 mln zł. Ponadto 30 proc. wydatków na wypoczynek dzieci było skierowane na dzieci z Litwy. Wsparcie jest duże i nie należy oczekiwać, że ono się zwiększy. Raczej się też nie zmniejszy. Teraz tylko trzeba się zastanowić, jak ten tort podzielić. Uważam, że środowisko polskie na Litwie powinno wziąć odpowiedzialność za to, w jaki sposób te środki są wykorzystywane.

    Czy już są jakieś pomysły, jak można uatrakcyjnić polską szkołę na Litwie?

    Tak. Mieliśmy spotkanie w zeszłym roku, zebraliśmy potrzeby. Wdrożyliśmy to w konkursy i mamy pierwsze efekty. Teraz rozmawiamy, co nie zadziałało. Była jedna wspólna refleksja, że było za dużo szkoleń dla nauczycieli, które wypadły w tym samym terminie. Oferta była zbyt bogata i nauczyciele nie byli w stanie z niej skorzystać. Dyrektorzy nie mogli takiej liczby nauczycieli oddelegować, ponieważ ktoś musiał prowadzić lekcje. Tę kwestię na pewno trzeba zracjonalizować. Prezes „Macierzy Szkolnej”, pani Krystyna Dzierżyńska uważa, że najważniejsze dla szkół są podręczniki. To jest jednak zobowiązanie państwa litewskiego, z którego nie do końca się wywiązało. Oczywiście w miarę możliwości wspieramy zakup podręczników. Sama pani Dzierżyńska stwierdziła: „Przestańmy składać wnioski o zakup książek dla szkolnych bibliotek, ponieważ są dosyć dobrze wyposażone”. Poza tym środki na książki można pozyskać z innych źródeł.

    Wspomniała Pani, że dialog ze stroną litewską nie jest łatwy. Na czym polega ta trudność?

    Nie do końca jest to mój poziom. To jest poziom stricte polityczny. Nie jestem politykiem, jestem dyrektorem agencji wykonawczej. Wykonuję strategię rządu i staram się wyegzekwować politykę rządu. Niemniej, w zeszłym roku była bardzo dobra wizyta minister Joanny Muchy, w trakcie której powstał pomysł powołania polsko-litewskiej grupy roboczej ds. edukacyjnych, na której na bieżąco byłyby omawiane problemy. Czasem te problemy są natury materialnej, czasem natury stricte organizacyjnej. Niestety, grupa nie powstała chyba ze względu na zawirowania polityczne na Litwie. Będziemy dążyli, aby ta grupa powstała, abyśmy mogli rozmawiać na poziomie roboczym o tym, jak te praktyczne problemy rozwiązywać.

    Pani zaapelowała do litewskich Polaków, aby wzięli odpowiedzialność za to, jak środki z Polski mają być rozdysponowane. To kto, oprócz „Macierzy Szkolnej”, jest lub może zostać partnerem instytutu?

    „Macierz Szkolna” na Litwie zrzesza wszystkie polskie szkoły, dlatego dla nas jest naturalnym partnerem i przede wszystkim z tym partnerem chcemy rozmawiać.. Pewną optymalizacją są rozmowy z organizacjami pośredniczącymi w przekazywaniu środków z Polski na Litwę, które mają wieloletnie kontakty tutaj. One są też bardzo ważnymi partnerami. Słuchamy ich opinii. Wczoraj w panelu uczestniczyła pani Renata Cytacka, prezes Forum Rodziców Szkół Polskich Rejonu Solecznickiego. Jeśli pojawi się kolejne grono, które będzie chciało z nami rozmawiać, to oczywiście jesteśmy otwarci.

    Instytut wspiera inicjatywy na całym świecie. Czy są jakieś rozwiązania w innych krajach, które można zaadaptować na Litwie, i czy litewskie doświadczenia można wykorzystać w innych częściach świata?

    Sytuacja w każdym kraju ma swoją specyfikę. Każdy kraj ma inne otoczenie prawne i kulturowe. Porównywalną z litewskimi Polakami społecznością polską jest wspólnota polska na Zaolziu w Czechach. To, co mi u nich się podoba, to że konsekwentnie od lat organizują zieloną szkołę dla wszystkich dzieci po klasie siódmej. Zielona szkoła to taki zwyczajowy wyjazd do Polski na okres mniej więcej 10 dni. To jest takie narzędzie motywacyjne. Często rodzice wysyłają dzieci do szkół polskich ze względu właśnie na zieloną szkołę. Na Litwie, niestety, zielona szkoła nie powstała. Z Litwy jest dużo wyjazdów do Polski, ale te wyjazdy są stricte wycieczkami. Nie są powiązane systemowo i z tego powodu to tak dobrze nie działa. Co mogłabym polecić innym krajom z doświadczeń litewskich? Podoba mi się, że wszystkie szkoły są zrzeszone w jednej „Macierzy Szkolnej”. To dobrze, ponieważ jest to organizacja, z którą można rozmawiać i która ma potencjał do koordynowania działań w całym kraju. Ma też potencjał informowania o potrzebach.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 12 (34) 28/03-03/04/2026

    Afisze

    Więcej od autora