Żegnamy prawdziwego Mistrza… przez największe „M”! Nie pojawiał się za często na okładkach kolorowych czasopism, nie brał udziału w wyścigu o tymczasowe literackie laury i nagrody, niechętnie udzielał wywiadów. Żył w świecie znaczeń, idei, słów i tekstów. Pisarz osobliwy.
Drugiego takiego nie ma i pewnie już nie będzie.
Pisał rzadko, a każda jego książka stawała się wydarzeniem – nie tylko literackim. Był autorem nie dla każdego, na pewno nie dla czytelnika „łykającego” książki, pośpiesznego. Jego twórczość kierowana jest raczej do grona odbiorców skupionych na jakości, a nie na ilości.
To pisarz ascetyczny, piszący powoli, dbający o każde słowo. Elitarny i kameralny. Po przeczytaniu jego książki nie odkłada się gdziekolwiek, nie wciska na półkę pomiędzy inne, lecz trzyma pod ręką, jak Biblię, do której się sięga, aby zaczerpnąć, jak ze skarbnicy mądrości.
Opus magnum: „Traktat o łuskaniu fasoli”
Moją pierwszą książką, która, przyznaję, dość późno i przypadkowo trafiła w moje ręce, był „Traktat o łuskaniu fasoli” (Nagroda Nike 2007). Jest to książka prosta, a jednocześnie skomplikowana. Wciągająca – ale nie wartką akcją, lecz słowem.
To intymny monolog jednego człowieka, starszego już pana, który mieszka w niewielkiej wsi gdzieś na końcu świata. W tej wsi oprócz jego domu stoją właściwie tylko domki letniskowe, nie ma więc tam stałych mieszkańców, dlatego nieczęsto mu się zdarza z kimś rozmawiać. A jak już się ktoś pojawi, kto chciałby słuchać… to snuje dla niego swój monolog (który jako forma wypowiedzi literackiej też może być ciekawy!) i tak od słowa do słowa opowiada całe swoje bujne życie – przy łuskaniu fasoli.
A nie żyło mu się łatwo w PRL-owskiej Polsce, więc z niej wyjechał. Pracował za granicą jako muzyk, grywał w lokalach na saksofonie i tam miał sposobność obserwować zabawowiczów, co też było zasobnią ludzkich losów. Lecz postępujący artretyzm odebrał mu tę pracę, nie mógł grać i wrócił do Polski…
Jednak nie w konkretnych wydarzeniach z życia tkwi siła tej książki, ale we wnioskach, jakie z tych wydarzeń nasz bohater wyciąga. Na podstawie różnych sytuacji, które go spotykały, wyjaśnia uniwersalne prawdy o ludziach, społeczeństwie, o nas samych i wielu innych aspektach życia, z którymi codziennie się stykamy. Zwykle nie mamy czasu się nad tym wszystkim zastanawiać, więc autor robi to za nas, i to w świetnym stylu.
Wiesław Myśliwski, pytany, dlaczego tak często w swoich powieściach wybiera monolog, odpowiadał: „Bo w ten sposób można wyrazić najpełniej prawdę o sobie. Każdy z nas pozostaje dla drugiego istotą niedostępną, nawet jeśli z pozoru znamy się jak łyse konie”.

Kolejne zauroczenie: „Widnokrąg”
Kiedy w 2014 r. zawarłam znajomość z prozą pana Myśliwskiego, wiedziałam, że nastąpi ciąg dalszy. Następną książką, którą przeczytałam, był „Widnokrąg” (chronologicznie napisany wcześniej, Nagroda Nike 1997). Traktuje ona o dorastaniu i nieuchronności przemijania. I jest określana mianem jednej z najważniejszych polskich powieści.
„Nieraz się widziałem, jak te moje rozpięte ręce odrywają mnie od wzgórza, unoszą, wzbijam się ponad schody, ktoś tam wspina się po nich, przykulony, przygarbiony, trzymając się poręczy, a gdy jestem już nad naszym domem, wznoszę się jeszcze wyżej, żeby mnie matka czasem nie zauważyła, choćby po cieniu, jaki rzucam na ziemię, już zostawiam dom nasz poza sobą, lecz na nieszczęście drzwi do naszej sutereny są od strony równiny i z tych drzwi wybiega matka, wiedziona zapewne przeczuciem, bo przecież nie mogła usłyszeć mojego płynącego lotu, i krzyczy za mną w niebo: – Cukier kupiłeś?! A sól?! A chleb?!”.
„Grzegorzowi, synowi mojemu” – bardzo ujęła mnie ta dedykacja na „Widnokręgu”. Jest prosta i widać w niej taką ojcowską czułość. Wiesław Myśliwski napisał powieść o dzieciństwie i życiu na wsi i jest w niej wiele wątków autobiograficznych, bowiem dzieciństwo Piotrka, głównego bohatera, to czas spędzony na wsi w czasie wojny, pasanie krów, mieszkanie w gospodarstwie z dziadkami i wujostwem.
Bardzo ciekawy jest wątek, kiedy Piotr już jako dorosły chłopak, po wojnie, bierze udział w akademii z okazji 70. urodzin „tawariszcza Stalina” w komunistycznym zakładzie, i te sceny, jak zganiano robotników na akademię, jak zakładowy sekretarz partii „pieje peany” o Stalinie…
Poruszająca jest scena, kiedy wujek Piotrka, Władek, chodzi na cmentarz rozmawiać z grobami, a ludzie we wsi mówią, że zgłupiał. Wuj mu tłumaczy: „Myślisz, że może zgłupiałem? Nie zgłupiałem, Pietruś. We wsi tak samo o mnie myślą. Ale nie zgłupiałem. Groby to najmądrzejsza księga. Nie dowiesz się od żywych, co dowiesz się od umarłych”.
Czyż nie jest tak, że jeśli stracimy kogoś bliskiego i kochanego, to chodzimy na cmentarz z nim rozmawiać?
Wiesław Myśliwski napisał tę książkę bardzo prostym językiem, nie ma tam udziwnionych słów, wygibasów językowych, jakie stosuje większość współczesnych pisarzy, ale jest to język, który trafia z ogromną mocą do serca.
Każdy z nas ma swój widnokrąg życia. Choć nie każdy potrafi o nim tak pięknie opowiadać, jak Wiesław Myśliwski.
Uporządkować wspomnienia: „Ostatnie rozdanie”
Jest to powieść, którą sobie bardzo cenię. Wielkość tej powieści zawiera się przede wszystkim w dwóch jej cechach: w przedstawieniu uniwersalnej historii człowieka i w pokazaniu nam, iż zwyczajność zawiera w sobie zwykle to, co najważniejsze.
„Ostatnie rozdanie” jest powieścią zbudowaną wokół przeglądania starego, napęczniałego od zapisków i wizytówek notesu z adresami i telefonami, zniszczonego przez lata używania. Czyż nie jest to bliskie? Jestem przekonana, że niektórzy przez lata trzymają taki notes, który właściwie jest już zbyteczny, ale nie mamy serca się z nim rozstać, bo tam tyle adresów, tyle notatek z ubiegłych lat, tyle tam numerów telefonów osób które odeszły, i nie możemy się z nimi ostatecznie pożegnać, skreślić…
I na podstawie tych notatek, zapisków, bohater Myśliwskiego podejmuje rozpaczliwą próbę poznania samego siebie. Wyznanie, jakie pojawi się po pewnym czasie, swoim dramatyzmem podkreśla ból istnienia wynikły z bezradności względem rozsypanych wspomnień.
„Żyłem, jak żyłem. Bez poczucia podporządkowania się jakiejkolwiek całości. Kawałkami, fragmentami, strzępkami, częstokroć chwilami, można by rzec, na wyrywki, od przypadku do przypadku, jakbym odpływał, przypływał do siebie, odpływał, przypływał”.
Życie głównego bohatera determinowały ciągłe zmiany i ucieczki. Nie potrafił, a może nie chciał się zatrzymać i nauczyć stabilności, przewidywalności, pewności. Cały czas poszukiwał swojego miejsca. Często zmieniał miejsce zamieszkania. Nieustannie nawiązywał nowe kontakty, zarówno te zawodowe, jak i prywatne. I zdarzało mu się zapomnieć, co go łączyło z ludźmi, których w pewnym okresie swojego życia traktował jako ważnych.
Stałym kontaktem w jego życiu były listy od Marii. Przychodziły regularnie przez lata i zawsze docierały tam, gdzie akurat mieszkał. Mężczyzna nie odpowiadał na nie. To trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że między nimi przez cały czas toczył się dialog. Dziś tę specyficzną komunikację stara się odtworzyć. Pozostały – notes i wspomnienia!
I potrzeba, aby to wszystko uporządkować. Może w porządku alfabetycznym, może w kolejności cyfr, dat. Może pomogą listy, na które się nie odpowiedziało, a może rozmowy, jakie kiedyś się przeprowadziło… „Ostatnie rozdanie” to opowieść o tym, że nabieramy świadomości zbyt późno. I o tym, że wiele spraw zaprząta naszą uwagę zbyt wcześnie.
To dramatyczny monolog człowieka, który chciałby odnaleźć siebie w tym, co stracił, a przynajmniej uporządkować to, co w chaosie i przypadkowości porządkować się nie dało.
To powieść, której zbyt szybko się nie przeczyta. Bo nie o jednym, opisywanym z detalami życiu mówi, lecz o życiu w ogóle.

„W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy”
Ta książka stanowi godne zwieńczenie tej jedynej w swoim rodzaju twórczości, jaką zostawia pokoleniom Wiesław Myśliwski. Znajdziemy tu rozmowy z uznanymi krytykami i literaturoznawcami, jak: Wojciech Bonowicz, Michał Nogaś, Andrzej Franaszek czy Justyna Sobolewska.
Przeczytamy tu najsłynniejszy esej autora pt. „Kres kultury chłopskiej”. Myśliwski opowiada nie tylko o „nurcie chłopskim” w literaturze (notabene autor bardzo nie lubił tego sformułowania!), ale także o swoim dzieciństwie, relacji z matką, miłości do żony (jednej jedynej miłości życia, Wacławy, którą poznał w wieku 16 lat), o poglądach na literaturę. Jest to więc zbiór tekstów po części biograficznych, po części zaś filozoficznych.
Książka zawiera przemyślenia i złote myśli pisarza i liczne cytaty. Pan Wiesław pozostawił po sobie prawdziwe perły – takie, które nie tylko się czyta, ale do których się wraca zwłaszcza w ważnych momentach życia.
„W jednym zdaniu może się dużo zmieścić. Może się wszystko zmieścić. Może się całe życie zmieścić” („Traktat o łuskaniu fasoli”).
„Bo też nie ma większej nienawiści, niż zrodzona z bliskości” („Traktat o łuskaniu fasoli”).
„Człowiek wmówił sobie, że ma za krótkie życie, w związku z czym zwykł się tłumaczyć ustawicznym brakiem czasu” („Ostatnie rozdanie”).
„Człowiek najchętniej rozmawia z samym sobą. Według mnie, nawet gdy z kimś rozmawia, w gruncie rzeczy rozmawia z samym sobą” („Widnokrąg”).
Brenda Mazur: Moje wspomnienie o Myśliwskim
Odkąd przeczytałam „Traktat o łuskaniu fasoli”, jestem w ciągłym zauroczeniu jego pisarstwem. Szczęśliwie miałam też sposobność (gdy pracowałam jeszcze w Radiu „Znad Wilii”) przeprowadzić wywiad z Mistrzem dla „Manii czytania” – audycji o książkach, z czego jestem niezmiernie dumna, bo pisarz bardzo rzadko i niechętnie udzielał wywiadów.
I często wracam do wybranych fragmentów z jego książek, które skłaniają mnie do bardzo osobistych refleksji. Jak wielu zapewne czytelników, odnajduję w prozie Myśliwskiego i jego oszczędnych komentarzach obrazy i słowa, które traktuję jakby były „moje”.
Wszystkie (nieliczne) spotkania medialne z Wiesławem Myśliwskim były celebrowane jako wydarzenia intelektualne, tak jak ostatni wywiad z red. Wojciechem Bonowiczem przy okazji 90. urodzin pana Wiesława.
Na pytanie redaktora, czy my, czytając jego książki, możemy się rzeczywiście czegoś dowiedzieć o nim samym, odpowiedział: „Chciałbym, żebyście się nie dowiedzieli. Piszę powieści tak, żeby o mnie było jak najmniej. Owszem, korzystam – bardzo często, nawet zawsze – z własnej biografii. Ale jeśli biorę jakiś fragment mojego życia, to go następnie przekształcam do tego stopnia, że staje się w ogóle niepodobny do tego, co mi się w życiu zdarzyło”.
W tych opowieściach z życia są historie, które będą z pewnością bliskie starszym czytelnikom (ale nie tylko!). Wiesław Myśliwski bardzo często wraca w nich do dzieciństwa spędzonego na wsi. Można pomyśleć, że to mało atrakcyjny temat, a szczególnie dla młodego czytelnika, wychowanego w erze cyfrowej, że tego rodzaju lektura będzie mało interesująca dla współczesnego czytelnika. Lecz okazuje się, że tak nie jest! Jego książki mają ogrom fanów wśród młodzieży, na Facebooku są fan kluby sympatyków jego książek – bo pisze je zwykłym językiem, zrozumiałym dla każdego, i są w nim piękne poetyckie nuty. Język jego powieści to jest mistrzowska klasa.
Czytelnicy wracają do jego zdań jak do rozmowy, która nigdy się nie kończy.
Wiesław Myśliwski
(ur. 25 marca 1932 r. w Dwikozach, zm. 29 marca 2026 r.) polski pisarz, dwukrotny laureat Nagrody Literackiej „Nike”. Odznaczony wieloma odznaczeniami, w tym Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (2012). Był odbiorcą niezliczonych zaszczytów i nagród, w tym Nagrodą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2014) czy tytułu Wielkiego Ambasadora Polszczyzny (2015). Był honorowym obywatelem wielu miast, w tym Miasta Stołecznego Warszawy (2025). Otrzymał doktoraty honoris causa Uniwersytetów: Rzeszowskiego, Opolskiego, Kieleckiego.
Najważniejsze powieści: „Nagi sad” (1967), „Pałac” (1970), „Kamień na kamieniu” (1984), „Widnokrąg” (1996), „Traktat o łuskaniu fasoli” (2006), „Ostatnie rozdanie” (2013), „Ucho igielne” (2019), „W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy” (2022).
Jego utwory przetłumaczono na 26 języków, w tym na litewski. W tłumaczeniu Kazysa Uscili ukazały się „Ucho igielne” (lit. Adatos ausyje), które zostało uznane na Litwie za Przekład Roku 2020 w kategorii literatury pięknej, oraz „Traktat o łuskaniu fasoli” (lit. Traktatas apie pupų kedenimą) – uważany za najlepszą polską książkę wszech czasów na Litwie. Przy tłumaczeniu „Widnokręgu” (lit. Akiratis) współpracował Vytaras Jarutis.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 14 (39) 11-17/04/2026






