166
Polska/ MSZ: ubolewamy, że nie było litewskiej reakcji na polskie gesty

Polski MSZ ubolewa, że przyjazne gesty wykonywane w ostatnich latach nie spotkały się z adekwatną reakcją litewską. Resort zapowiada podjęcie działań dyplomatycznych w sprawie polskiej mniejszości na Litwie.

“Nie możemy akceptować braku poszanowania mniejszości polskiej na Litwie” – czytamy w oficjalnym stanowisku polskiego resortu spraw zagranicznych sformułowanym w piątek w odpowiedzi na pytania PAP dotyczące stosunków na linii Wilno-Warszawa.

W ostatnim czasie w mediach pojawiały się informacje, że Polska, niezadowolona z działań Wilna m.in. w sprawie naszej mniejszości, ochładza stosunki z Litwą. W czwartek tamtejsze MSZ zarzuciło polskim urzędnikom szerzenie błędnej informacji właśnie w sprawie sytuacji polskiej mniejszości, a także Orlen Lietuva.

“MSZ RP z rosnącym zaniepokojeniem i troską obserwuje rozwój sytuacji w stosunkach między Polską i Litwą. Wypowiedzi partnerów litewskich wzbudzające nieufność wobec polskiej mniejszości na Litwie uważamy za wysoce niefortunne i kontrproduktywne dla rozwoju dobrosąsiedzkich stosunków” – napisał resort w oświadczeniu dla PAP.

“Ubolewamy, że przyjazne gesty wykonywane w ostatnich latach przez stronę polską nie spotkały się z adekwatną reakcją strony litewskiej” – dodało ministerstwo.

MSZ zadeklarowało jednak, że Polska chce nadal “rozwijać wzajemne stosunki w duchu zrozumienia, zaufania i poszanowania praw obywateli, w ramach demokratycznych standardów obowiązujących w państwach członkowskich UE”.

Resort zaznaczył przy tym, że Polska nie może akceptować braku poszanowania mniejszości polskiej na Litwie. Zwraca też uwagę, że katalog naruszanych lub niezrealizowanych przez władze litewskie praw Polaków, którzy są lojalnymi obywatelami Litwy, pozostaje od lat niezmieniony.

MSZ wskazuje, że nadal nie zostały rozwiązane sprawy: zwrotu ziemi w Wilnie i na Wileńszczyźnie, utrzymania statusu oświaty polskojęzycznej, pisowni imion i nazwisk przedstawicieli mniejszości w dokumentach osobistych, czy dwujęzycznej pisowni nazw ulic w miejscach, w których większość stanowią przedstawiciele mniejszości polskiej.

“MSZ RP dokonuje analizy zaistniałej sytuacji. Oczekujemy od partnerów litewskich odpowiedzialnego podejścia do tych kwestii, w celu wypracowania konstruktywnych rozwiązań. W najbliższym czasie zostaną podjęte stosowne działania dyplomatyczne” – konkluduje ministerstwo.

Ambasador Polski na Litwie Janusz Skolimowski mówił w poniedziałkowym wywiadzie dla “Lietuvos Żinios”, że “bliższym kontaktom obu krajów przeszkadzają nierozstrzygnięte od lat problemy”. Przypomniał, że “Litwa nadal nie realizuje podjętych zobowiązań dotyczących polskiej mniejszości narodowej” i wymienił problem zwrotu ziemi na Wileńszczyźnie, zamieszkiwanej w większości przez Polaków, problem związany z polską oświatą na Litwie, pisownią nazwisk polskich oraz z używaniem polskich nazw ulic i miejscowości.

Odnosząc się do rafinerii w Możejkach, której właścicielem jest PKN Orlen, Skolimowski zaznaczył, że “pozostaje kilka możliwych scenariuszy przyszłości” tego przedsiębiorstwa, poczynając “od utrzymania aktualnej sytuacji właścicielskiej i dalszej budowy wartości litewskiej spółki po częściową lub całkowitą sprzedaż”.

Piątkowy “European Voice” ocenił, że relacje między Polską a Litwą są najgorsze w Europie. “Dlaczego? Polacy twierdzą, że Litwini to nacjonaliści, a Litwini, że Polacy to aroganci” – wskazuje tygodnik. Pisze też, że minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nie odwiedzi Litwy, dopóki nie pozwoli ona polskiej mniejszości na używanie polskich znaków alfabetu w oficjalnych dokumentach, takich jak paszporty.

“European Voice” twierdzi też, że Polska jest wściekła z powodu sposobu traktowania przez władze litewskie Możejek, których właścicielem jest PKN Orlen. “Uważają, że kupili rafinerię, by pomóc Litwie uniezależnić się od Rosji. Teraz żałują” – pisze tygodnik.

PAP

166 odpowiedzi to Polska/ MSZ: ubolewamy, że nie było litewskiej reakcji na polskie gesty

  1. Ja mówi:

    Najwyższy czas.

  2. połaniec mówi:

    No cóż wreszcie reakcja polskich czynników wydaje się być adekwatna. Lepiej późno niż wcale. Bo momentami przypomina to sytuację w stosunkach chińsko – sowieckich czyli… 267 chińskie poważne ostrzeżenie ……

  3. pytania mówi:

    Nierozumiem. W Polsce jeżeli mniejszość narodowa stanowi 20% mniejszości może mieć tablice i dwujęzyczność. A Polacy na Litwie ubiegają się jeżeli ich jest powyżej 50%. Gdzie Kmicic? Polacy powini ubiegać się o podwójne tablice również w rejonach trockim, szyrwinskim i święciańskim.

  4. pytania mówi:

    W Wilnie też

  5. Czesław57 mówi:

    w 1,5h od zamieszczenia informacji na onecie jest już grubo ponad 200 wpisów, szkoda tylko, że niektórzy – zamiast skupić się na sytucji Polaków na Wileńszczyźnie, wolą kręcić się w kółko wokół swych partyjnych zagrywek..

  6. wiem mówi:

    Czesław, Polacy gdy obudzą się to już ich nic niepowstrzyma.

  7. piast mówi:

    Novolilitevscy nacjonalisci są oburzeni dlaczego Polacy Litevscy nie poddaja sie lituanizacji… dlaczego nie znikną tak jak Polacy z Laudy i Kowienszczyzny i innych okolic. Wywołuje to wścieklośc róznego rodzaju nacjonalistów jak Garszava Lancbergis i setki innych. Ale największą winę za taki stan rzeczy ponosi Sejmas ktory z uporem lamie prawa UE, nie przestrzega podpisanych umow miedzynarodowych z Polską. Nie uchwala ustaw do ktorych uchwalenia jest zobowiązany. Nowolitvini muszą zrozumieć że czasy Smetony i innych mu podobnych mineły bezpowrotnie a na wybryki Litevskie patrzy cała Polska. Postępowanie Litevskie jest irracjonalne: mają wybór albo współpraca i przyjaźń z PL przy poszanowaniu praw mniejszości, albo terror moralny wobec współobywateli mowiących po polsku / na co PL nie może pozwolić / i dryfowanie w stronę Azji

  8. Łukasz mówi:

    Pozdrowienia z Zielonej Góry rodacy !

  9. Adam81w mówi:

    Czy przestaną wreszcie łamać prawa naszych rodaków z Litwy?

  10. artur mówi:

    Rząd Tuska napuszcza Polaków na Litwinów chcąc odwrócić uwagę od dziury budżetowej i podnoszenia podatków. No ale wiadomo w jakiej armii dziadka miał Tusk.

  11. Jan mówi:

    Do artura:Od pilnowania P.Tuska i martwiącej cię dziury budżetowej jest w Polsce inny polityk.Przeciwnie niż na Litwie,opozycja jest opozycją a nie malowanym obrazkiem.Co do pochodzenia rodziny p.Tuska to powinieneś być zadowolony bo wg.twoich zapatrywań powinno szybko dojść do zbliżenia rządu RP i RL,a tu klapa.Nie wszyscy wyciągają naukę z historii.Przypomnij sobie “armię litewskich kalesoniarzy” u bram Wilna.Gdyby była odwrotna strona medalu zapewne nasi wylądowaliby w Ponarach.To też pozytywny znak z polskiej strony.

  12. elpopo mówi:

    Ty też miałeś dziadka w pewnej formacji co walcząc dzielnie z bronią w ręku strzelała do cywilów postawionych na brzegów pewnego dołu… nie wstyd ci? A może Tusk ponosi odpowiedzialność za dziadka a ty nie? Ja zauważyłem, że Polacy ponoszą winę za grzech pierworodny, a twój dziadek wykonywał tylko rozkazy. Kali ukraść krowa dobrze, kalemu ukraść krowa źle… Brak gównianego litewskiego napisu na autobusie Puńsk-Szczecin źle, brak polskojezycznych napisów na Wileńszczyźnie dobrze… Kto jak kto ale ja na twoim miejscu gęby dziadkiem Tuska sobie bym nie wycierał. A to, cała nagonka na Litwinów to jakiś temat zastępczy i odwracajacy uwagę od spraw gospodarczych to oczywiście się z toba zgodze, ale czy ten ruch jest bezpodstawny? Litwini oddali ziemię, a Polska mówi, że nie oddali? Litwini nie wlepiają mandatów za napisy po polsku, a Polska twierdzi, że wlepiają? Litwini nie rozebrali torów dla Orlenu, a Polska twierdzi, że rozebrali? Śmieszny jesteś. Prawda jest że ten problem powinien byc rozwiazany 15 lat temu, a przynajmniej po wejsciu Litwy do UE, a nie teraz.

  13. elpopo mówi:

    A i jeszcze jedno. Polska bardzo dobrze postapiła wspierajac Litwę w wejściu do UE. Teraz nie musi sobie za bardzo rak brudzić. UE wymusi pewne sprawy na Litwie sama. Wlepiajac odpowiednie kary i naciski na zmiane tuch czy innych przepisów niezgodnych z prawem unijnym. Gdyby Polska zaczęła robić nagonke przed stąpieniem Litwy do UE to nie wiadomo czym mogło by sie to skończyć, ale zerwanie stosunków dyplomatycznych i krwawe starcia połączone z fizyczną eksterminacją Polaków na Litwie były by nawet możliwe. Teraz Litwa nie ma wyjścia. Trzeba tylko cisnąć UE, żeby ta cisnęła Litwe. A to, że Litwini nie bedą lubić bardziej Polaków? Bardziej się nie lubić nie da, więc to nie ma żadnego znaczenia. Nikogo nie można zmusić do lubienia tego czy owego. Ja swojej bratowej też nie lubię, ale od jakiegoś czasu nie okazuję wrogości bo musze, bo mi sie to opłaca, bo racjonalnie myslę. Też wolę o sobie przeczytać, że jestem ch*j i sku****l a nie frajer. Polska dała tyłka, że rok po wstapieniu Litwy do UE nie zaczęła nagonki. Tyle powinno normalnemu krajowi starczyć na rozwiazanie wspólnych problemów. Gdyby Polska nie miała złudzeń już byśmy mieli to za sobą.

  14. marek mówi:

    artur

    Proszę sobie darować tanią propagandę.
    To właśnie usilna antypolska działalność władz litewskich, dyskryminująca własnych obywateli, odmawiająca im podstawowych praw przysługujących mniejszościom i zmierzająca do ich wynarodowienia, wywołała negatywne reakcje względem państwa litewskiego. Najpierw u bezpośrednio zainteresowanych, tj. Polaków wileńskich, a potem w miarę nagłaśniania tematu wśród Polaków w RP.
    Litewscy szowiniści mogą sobie pogratulować sukcesu w postaci zmiany nastawienia Polaków w stosunku do Litwy. Dzisiaj dzięki nagłośnieniu tematu, istotna część Polaków w RP postrzega Litwę jako kraj nieprzyjazny polskości i wodzący za nos polskie władze.
    Tak więc reakcja jest zupełnie odwrotna, to nie Rząd Tuska napuszcza Polaków na Litwinów, tylko strona litewska spowodowała negatywne reakcje w polskim społeczeństwie, których polskie władze nie mogą już ignorować.

    Niech jeszcze szowiniści litewscy przeforsują parę swoich pomysłów, typu ograniczenie polskiej oświaty, zmiany w podziale terytorialnym, niech dalej blokują wprowadzenie w życie postanowień traktatu polsko- litewskiego, a może się okazać, że władze litewskie, same bez ingerencji z zewnątrz nie są w stanie zagwarantować przestrzegania podstawowych praw, części swoich obywateli.
    A wtedy wspólnota międzynarodowa będzie musiała rozważyć jakie zastosować prawne rozwiązania, które w dostateczny sposób zapobiegną dyskryminacji ze względu na przynależność etniczną i uniemożliwią depolonizację Wileńszczyzny.
    Takich rozwiązań nie trzeba wymyślać, można skorzystać z całej ich palety poczynając od Górnej Adygi i Wysp Alandzkich, poprzez Baskonię, a na Kosowie kończąc.

  15. artur mówi:

    Więc jeżeli Litwini odmawiają Ci podstawowych praw, to się wyprowadź w końcu do Polski, gdzie Twoje prawa będą przestrzegane i dodatkowo jeszcze zarobki Ci wzrosną, bo ponoć w Suvalkai u brata Polaka są wyższe pensje niż w Vilniusie u wrednego Lietuvisa. W czym problem? Po co siedzieć tam gdzie cię gnębią?
    Rozumiałbym ciebie i Twoje żale gdyby trwał jeszcze ZSRR albo Landsbergis i Garsva zabraliby Ci paszport i przypalowali na łące w Salcininkai jak krowę. Ale przecież jesteśmy w UE, granicy nie ma, można w każdej chwili się wyprowadzić. Po co więc tam siedzieć, gdzie Cię nie chcą?

    Na Twoje miejsce przybędą Litwini z Punskasa i będzie w końcu spokój.

  16. zybedeusz mówi:

    A czemu niby mam się wyprowadzać z domu, w którym mieszkam od wieków? Bo się jakimś przybłędom to nie podoba? Bo jaśnie pana Litwina ze złotymi zębami po Żydzie drażni, jak mówię po polsku i “nie chce mnie tutaj”? Czy może to jego problem?
    Potrafisz to wyjaśnić?

  17. artur mówi:

    Tak samo są np. Polacy którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii, ale są miejsca gdzie ich nie chcą i oni wracają do Polski albo się wyprowadzają do Norwegii, Szwecji itp. Czy tak nie możesz Ty zrobić?
    Przecież jeżeli wyprowadzisz się z Salcininkai do Suvalkai to chyba Garsva nie będzie stał na granicy w Lazdijai i zawracał samochodów Polaków jadących na cmentarz w Salcininkai w celu zapalenia świeczki na grobach przodków.

  18. artur mówi:

    Sam stwierdziłeś że na Litwie jest Ci źle. Więc jeżeli nie chcesz się wyprowadzać, to znaczy że jest Ci tam dobrze.

  19. artur mówi:

    Wam się wydaje, że ciągle trwa ZSRR albo że na granicy w Lazdijai są kilometrowe kolejki albo stoi Garsva i zawraca wszystkie samochody z literkami PL na rejestracji.

    Jesteśmy w UE, granicy nie ma, można sobie jeździć z Suvalkai do Salcininkai chocby co tydzień i odwiedzać groby przodków czy strony rodziców.

    Garsva nie stoi w Lazdijai a Landsbergis nie stoi w Kalvarija. Ponoć widziano Karotkasa w Sangrudzie, ale to niepewna informacja.

  20. elpopo mówi:

    arturku, ale to my byśmy chcieli abyś się wyprowadził wreszcie z Wilna na Żmudź bo widzę, że ci na Wileńszczyźnie z Polakami nie wygodnie. Przecież Tomaszewski nie trzyma cię i nie prosi abyś został. Nawet paszportu ci nie trzeba. Po prostu nie będziesz musiał jeździć na święta do rodziny, ani na groby swieczki zapalić czy słuchac tych ochydnych słowiańskich języków. Ja wiem, że propaganda z mózgu wodę ci zrobiła i jest mi cię zal. Kradzione nie tuczy. takie mamy przysłaowie w Polsce.

  21. artur mówi:

    Tu moje miasto, wieś, pole czy droga
    Tu moje życie i moja rodzina

    Groby mych przodków, wiara w mego Boga

    Tutaj się Polska kończy i zaczyna

    Niech mi nie mówią ci wielcy mądrale

    Ta oszukańcza łże-koalicja

    Że wiedzą lepiej od narodu co to znaczy,

    niewola, chleba brak i wieczna banicja

  22. elpopo mówi:

    ładny wiersz, co chciałes nim wyrazić?

  23. obywatel mówi:

    elopo: Mu się poplątało, ale wiersz jak ulał pasuje rdzennym mieszkańcom Wileńszczyzny, a nie dla ostatnich przybyszy

  24. obywatel mówi:

    elpopo

  25. artur mówi:

    Niewola na Litwie? Garsva was upalował i nie wypuszcza?
    Chleba brak? Pensje niższe niż u brata w Suvalkiai?
    Banicja? A może was wygnali i Landsbergis stoi w Lazdijai i nie puszcza na groby przodków?

  26. artur mówi:

    A przepraszam, Landsbergis stoi w Kalvarija, a Karotkas w Sangrudzie.

    A w Vistytis Songaiła.

  27. Żeligowski mówi:

    a co mają one powiedzieć, skoro to oczywista oczywistość, paser zawsze zostanie paserem!!!

  28. elpopo mówi:

    Tak dokładnie, stoi tam Landsbergis z Garszwą i nie wypuszczaja, tak słyszałem.

  29. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Artur : Ty nikogo nie wyganiaj z Litwy, bo i tak nie wygonisz. Za krótkie twoje rączki, za mały rozumek. Ty lepiej sam wyp…dalaj, gdzie cię oczy poniosą. Tam, gdzie nie będziesz musiał oglądać Polaków.

  30. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    No coz pozdrawiam was prowokatorzy. Wasze ciagle oczernianie Litwy poskutkowalo tym, ze tym razem rzad Litwy wam nie odpuszczy i skonczy sie to cacanie sie z bezczelnymi rzadaniami

    http://www.delfi.lt/news/daily/lithuania/vlandsbergis-lenkiskuose-rajonuose-kartais-vykdomas-mazas-teroras.d?id=37811375

  31. elpopo mówi:

    I tak nie wiem co tam pisze bo po żmudzku ja nie abla, ale już się boję.

  32. elpopo mówi:

    Jak popatrzyłem na gebę Landsbergisa w tym linku to myslę, że będzie wojna. Poszukam zaraz czy przypadkiem nasz MSZ nie dostał ultimatum. 🙂

  33. piast mówi:

    Nacjonlistów Novolitevskich trawi jakaś nieuleczalna choroba skrzyżowanie choroby psychicznej z masochizmem politycznym.
    Wszystko robią aby dopalić Polakom… wpadli w obłęd i są niereformowali nie wiadomo czym sie to skończy skoro tak nienawidzą Polakow. Przecież nękanie sądowne Obywatela wolnego i rzekomo demokratycznego Państwa jakim jest RL tylko za to że obok napisu litevskiewgo w autobusie napisał nazwę miejscowości dokąd jedzie po polsku a pasażerami są praktycznie sami Polacy to jest obłęd i faszyzm!!!! Jak Wam nie wstyd Novolitvini???????

  34. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    piast: poplacz sie Eryce Steinbach na temat “obledu i faszyzmu”, pewnie ci bedzie wspolczula…

  35. zozen mówi:

    Tego starego kozła to nawet we własnej partii nie bardzo słuchają. Bo od lat 20 nic nowego nie wymyślił i ciągle te same bzdury gada. W Polsce słodkim głosikiem mówi jedno a w Wilnie zupełnie coś innego.

  36. zozen mówi:

    a z tym wyganianiem to typowo litewskie podejście. W kraju źle się dzieje, no to ludzie zamiast coś robić – uciekają z kraju.
    A ja nie chcę wyjeżdżać, po prostu trzeba zmienić parę rzeczy które się nie podobają.

  37. Ja mówi:

    do Artur:
    “Tak samo są np. Polacy którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii”

    Wcale nie “tak samo”. Polacy mieszkający na Wyspach Brytyjskich, jak sam zauważyłeś, WYJECHALI TAM. Tymczasem Polacy mieszkający na Litwie nigdzie nie wyjeżdżali. Oni się na niej urodzili, podobnie jak ich rodzice, dziadkowie i pradziadkowie. Litwa jest dla nich domem, tak samo jak dla Litwinów i tak samo jak Litwini mają prawo używać w niej swojego języka ojczystego. O żadnym “wyjeździe” nie ma mowy, bo niby dlaczego ktoś ma porzucać kraj, w którym jego rodzina mieszka od pokoleń? Bo ty i jeszcze paru “zdrowych nacjonalistów” doznaje “wstrząsu”, gdy widzi tablicę z nazwą ulicy w dwóch językach? Nie bądź śmieszny.

  38. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Komentarz usunięty. [1]

  39. artur mówi:

    Polacy mieszkający na Wileńszczyźnie też tu przyjechali, kilkaset lat temu.

  40. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Komentarz usunięty. [2]

  41. elpopo mówi:

    A litwini kiedy tu przybyli? Przed neandertalczykami? Litewski Panas Bógas ich akurat tam stworzył? Wszyscy indoeuropejczycy przybyli z Azji – bliskiego wschodu. Wczesniej czy później. Mnie nie obrazisz nazywając mnie Białorusem. Bo i ja i on jestesmy słowianami.

  42. Ja mówi:

    do Artur: istnieje “drobna” różnica między kimś, kto przyjechał do danego kraju 5, czy 6 lat temu, a kimś, kto mieszka w tym kraju od urodzenia, podobnie jak jego przodkowie. Ten pierwszy człowiek jest imigrantem, który powinien dostosować się do obyczajów panujących w danym kraju, ten drugi jest natomiast rdzennym mieszkańcem. Nie udawaj, że tego nie rozumiesz.

    do “Polskie słonie…”: po pierwsze podaj źródło, z którego wziąłeś dane o tych 70 tysiącach ludzi. Po drugie, nawet jeśli te dane są prawdziwe, to i tak 70 tysięcy osób stanowi mniej niż 1/3 ogólnej liczby Polaków mieszkających na Litwie. I po trzecie nie ty decydujesz o tym kto jest Polakiem. To nie twój, ani nie “zdrowych nacjonalistów” interes. Jeśli ktoś chce zapisywać swoje nazwisko po polsku, to powinien mieć do tego prawo. Jeśli większość mieszkańców jakiejś miejscowości na Litwie mówi po polsku, to powinni mieć prawo do wywieszenia tablic z polską nazwą tej miejscowości obok tablicy z nazwą w języku litewskim. Tak trudno zrozumieć, że wolny człowiek chce sam decydować o tym jakim językiem mówi i nie zostawiać decyzji w tej sprawie jakiemuś urzędnikowi?

  43. elpopo mówi:

    A jeszcze jedno. Nie możecie sobie pogadać o tym na fajce w socjalnym? Tylko musicie akurat te bzdety tutaj pisać. Panowie oficerowie…

  44. Ja mówi:

    do Elpopo: dokładnie. Ludzie wywodzą się z Afryki, więc skoro niektórzy zrównują litewskich Polaków z Polakami na Wyspach, czy innymi “świeżymi” imigrantami, bo przyjechali tu kilkaset lat temu ( swoją drogą mogliby się zdecydować, czy Polacy na Litwie są imigrantami, czy spolonizowanymi Litwinami ), to zgodnie z tą “logiką” powinni kazać ludziom z Europy, Azji, Australii czy obu Ameryk “wracać” do Kenii, Etiopii lub RPA, a resztę świata zostawić potomkom mamutów.

  45. zozen mówi:

    Ad 40 ale debili zatrudniają w tej bezpiece. Jakie po wojnie opustoszałe kołchozy? Kołchozy zaczęły powstawać po wojnie.
    I radzę pojeździć po Białorusi i pozwiedzać stare cmentarze (a to Litwini zwiedzają tylko stacje benzynowe i sklepy monopolowe). Tam pochowani do lat 60-tych mają napisy po polsku, a potem już po rosyjsku.
    Przeprowadzono tam taką depolonizację, jaką teraz chcecie na Wileńszczyźnie zrobić. Tylko czasy inne.

  46. Albert mówi:

    na delfi są dwa artykuly, ukazujące wybitne “mysli” wybitnego wojownika o “wolnosc” profesora Landsbergisa. w pierwszym, profesor raczy powiedziec, za Litwini na Wilenszczyznie stanowią mniejszosc etniczną i to jej prawa są naruszane i muszą byc chronione, ze jest stosowany teror ze strony Polakow, a szczegolnie wobec tych mieszkancow Wilenszczyzny, ktorzy chcą oddac dzieci do litewskich szkol. no i ostatnio nowy argument – Wilenszczyzna nie wykorzystuje atutu bliskosci stolicy i jest ekonomicznie zacofana, co jest wylącznie winą AWPL.
    w drugim artykule, Landsbergis dając upust niechęci wobec dwujęzycznych tabliczek, straszy Rosją – jezeli juz dyskutujecie o dwujėzycznych tabliczkach, to nie zapomnijcie cyrylicy.
    p.s. užylbym mocniejszych slow, ale się wstrzymam, bo publicznie klnąc nie ladnie. no i na (wykropkowane) nie warto zwracac uwagi. ciekawe, jakie ordery i odznaczenia otrzymal ow wybitny wojownik o “wolnosc” ze strony RP?
    Artur: proponowac autochtonom wyjazd ze swego miejsca zamieszkania jest po prostu wielkim chamstwem i bezczelnoscią. jezeli ty tego nie rozumiesz, to mnie cię szkoda – tyle lat odsiedziec w szkole plus jakies studia, a nie nauczono podstawowych pojęc demokracji. taki to poziom litewskiego systemu nauczania…

  47. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    zozen: to ze w czasy grabieznego panowania Polski na Litwie wschodniej i Bialorusi zachodniej nie pozwolano pisac nie polsku niczego, nawet wpisow na cmentarzach wiemy od dawna. Wiec co chciales przez to udowodnic? Ze RPII byla nieludzka wobec mniejszosci narodowych?

  48. elpopo mówi:

    Ja nie miałbym serca wyganiac opolskich Niemców z ich ojcowizn. Nie mam pretensji do Ślazaków, że chcieliby przedwojennej autonomi. Nie twierdzę, że Polacy na Litwie powinni ją mieć. Wystarczyło tylko pokazać europejskość i oddać ziemie prawowitym włascicielom. Przecież z tej Wileńszczyzny sporo ludzi wyjechało do Polski. Ziemia po nich została. Tak samo po Żydach. Wystarczyło dac ziemie, dac nazwiska i język oraz samorządność bez autonomi. Jeśli zabrakłoby ziemi do zwrotu na żmudzi to ludzka przyzwoitość nakazywała by zapytać się Polskę z którą już się podpisało układ, czy miała by coś przeciwko osiedlaniu Żmudzinów czy innych Auksztotów na terenach bez roszczeń. Polska taka zgodę mimo naruszenia postanowień traktatu by wydała. jak widać znajomośc jezyka polskiego u panów oficerów nie wpływa zasadniczo na ich litewskość, więc gdzie tu strach. Tylko, że spirala nienawiści się nakreca. zapóźno już chyba na inne stosunki.

  49. zozen mówi:

    słoniu masz problemy ze zrozumieniem tekstu czytanego? W latach 40-50-60 na Białorusi panowała grabieżna Polska? Puknij się w czoło, tam byli twoi ulubieni sowieci.

  50. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    elpopo: Litwa miala sie pytac ZEZWOLENIA u Polski w sprawach reprywatyzacji ziemi?! Za kogo wy siebie uwazacie? Moze czas wrocic z tych oblok na ziemie i skonczyc z ta perfidna mania wyzszosci?

    o “samorzadzie bez autonomii” to chyba jakis kawal? Przeciez juz teraz JEST samorzadnosc i taka, ze Litwini sa przesladowani we wlasnym panstwie! Czy wam by sie chcialo, zeby Litwini po prostu znikali w nocy i nikt nie zadawalby zadnych pytan? Takiej wam brakuje “samorzadnosci”?

  51. Jan mówi:

    II Repatracja Polaków z Wileńszczyzny i woj.Grodzieńskiego została wstrzymana przez sowieckich politruków oraz ich litewskich i białoruskich przydupasów którzy z przerażeniem stwierdzili że na w/w terenach oprócz Polaków praktycznie nikt więcej nie mieszka.Kto do cholery będzie obrabiał ziemię w Socjalistycznej Litewskiej Republice Kraju Rad i Białoruskiej? Kto będzie pracował w fabrykach? Z kąd fachowcy.I skończyło się łączenie z krajem.

  52. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Wyraz “skąd” pisze sie wlasnie tak, jak napisalem. To tak, nawiasem, dla niektorych “Kulturtraegerow”, ktorym nadal marzy sie kolonizacja “dzikiego wschodu”.

  53. elpopo mówi:

    Nierozumiesz pewnych rzeczy. Litwa podpisała traktat z Polską (który notorycznie łamie). Jest tam w tym traktacie o nierozmywanie struktury narodowościowej w obu naszych państwach w tych miejscach w których ta mniejszość tworzy zwarty obszar. Mogła oczywiście Litwa takiego traktatu nie podpisywać, ale go podpisała, a to znaczy, że rozdawanie ziemi na tym obszarze jest niezgodne z tym traktatem. Każdy osiedlony przez rząd Litwin rozmywa strukturę narodowściową. Każdy wysiedlony siłą z tego terenu też. Litwa jak widać podpisuje traktaty aby ich nie przestrzegać. Że ty tych spraw nie rozumiesz to się dziwię. Ja będąc uczciwym nie łamałbym tego traktatu, ale go zrenegocjował właśnie w kwesti pozostawionej ziemi, ale po oddaniu tego co miejscowym się należy. No ale ja jestem Polakiem, a nie Litwinem. ja rozumiem co podpisuje moje państwo, a Litwini maja traktaty w dupie. Nie licz na to, że litwini “osaczeni” w Polskim piekle bedą znikac w nocy. Mentalność Wilniuków jak zauważyłem jest bardzo spokojna. Jak się zapytałem kiedyś czy dochodzi do rękoczynów na dyskotekach między Polkami a Litwinami to dostałem odpowiedź że właściwie to nie. Gdyby na miejscy Wilniuków mieli byście chociażby chłopaków z mojego osiedla, którzy po dyskotekach mordobili sie zawsze i wszedzie z chłopakami z innego osiedla to rzeczywiście mogli byście miec i piekło i zabójstwa. Ale nie słyszałem o takich incydentach na Litwie, więc daj z tym spokój.

  54. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    elpopo: tylko nie trzeba o tym trakracie, ok? Bo jak przesiedlac do malutkiego Punsku kilka dziesiatkow straznikow-Polakow (i ze ciekawiej – do budynku, ktory prywatnie, na wlasne pieniadze wybudowali miejscowi), to was traktak nie obowiazuje. Takzez nie obowiazuje, kiedy na sile zamykacie szkolki z litewskim wykladowym, ze raptem poza Punskiem tylko 2 zostalo z najmniej 10 jeszcze w roku 2000. To tez Kalego nie obowiazuje. Jak i finansowanie litewskiego gimnazjum w Sejnach. Alez jak trzeba oceniach polska oswiate – to co tam, Litwa niewatpliwie NAJGORSZA, duzo gorzej niz Bialorus (2 (DWIE) szkoly) lub Lotwa, gdzie tez 2 szkoly, w ktorych wszystko jest PO LOTEWSKU, tylko jest dodatkowy przedmiot – polski jezyk. Tylko glupia Litwa utrzymuje rozlegla siec polskich szkol, karmi tego samego zmija, ktory pozniej Litwinom w rejonie wilenskiem truje zycie przyslowiowo i doslownie, hamujac prawowitym wlascicielom budowe domow. Ale nie, to wy najbardziej pokrzywdzeni. Dobrze, ze nasz rzad w koncu to ujrzal i zabierze sie za to czynnie. Pierwszym krokiem to bedzie odebranie samorzadom prawa wydawac zezwolenia na budowe. To dopiero sie zobaczy, ile Litwinow tak naprawde chce mieszkac wokol stolicy. Wtedy i pogdamy o “zwartym skupisku”. Bardzo sie oplaca wlasnych Litwinow i Ukraincow po wojnie rozproszyc po calej Polsce (np. wywozki do Wielkopolski i gdanskiego), a pozniej pouczac, ze jak gdzie mieszkaja mniejszosci – to przysluguja im przywileje, przeciez swych mniejszosci juz sie pozbyliscie, nie prawdaz? Jednych wygnaliscie, drugich rozproszyliscie, a teraz mozna krzewic V kolumne na Litwie?

  55. Ja mówi:

    do “Polskie słonie…”: cóż, masz rację, że Jan “zrobił byka” i to dużego, pisząc “z kąd”, zamiast “skąd”. Problem w tym, że jesteś ostatnią osobą na tym forum, która ma prawo go poprawiać, bo sam piszesz po polsku jak półanalfabeta.

    PS. Wciąż czekam na źródło rewelacji o 70 tysiącach Białorusinów, którzy za czasów ZSRR zostali przesiedleni na Litwę, by udawać Polaków.

  56. piast mówi:

    Słoń pisząc na tym forum rzeczywiście zachowuje się jak słoń w składzie porcelany.. wszystko miażdzy i depcze. Żadne argumenty do niego nie przemawiaja jest po prostu zdrowym nacjonalistą. Chcialbym mu jedynie przypomnieć czego go Szanownego Pana nie nauczyli w szkole że Polacy mieszkający na Wileńszczyżnie to prawdziwi Litvini polskojęzyczni którzy przyjeli ostatni urządowy jezyk WLK. Przed językiem polskim była łacina a wczesniej starobiałoruski. I dlatego właśnie Polacy i Bialorusini mieszkający na Wileńszczyżnie mogą o sobie mowić że są Litwinami / Starolitwinami / Natomiast napływowa ludność z połnocnej Litvy posługująca sie językiem litevskim / odpolszczonym/ z elementami pisowni języka czeskiego to nowi osadnicy którzy powinni uszanować zastane prawa język i zwyczaje Starolitwinów.

  57. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Ja: alez wyscie prymitywni – pouczacie obcokrajowca, ktory dal sobie trud nauczyc sie waszego okropnego jezyku, ze jest “polanalfabeta”? Rzeczywiscie polska buta i mania wyzszosci nie ma granic. Kiedy tys sie nauczysz litewskiego chociaz na 10% tego, jak ja znam polski, to dopiero bedziesz mi doganial, “poltoranalfabeto”

  58. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    piast: prawdziwi polskojezyczni Litwini w swej wiekszosci wyjechali do Polski po IIWS, a buraki bialoruskie, kolonizatorzy z lat 60tych, maja sie niejako do autochtonow, wiec nie zastepuj tematu!

  59. Kmicic mówi:

    Czas by podatki placone przez Polaków służyły im i ich dobru, a nie były wykorzystywane przeciw płatnikom.

  60. piast mówi:

    i co ciekawe zapewne Witold jak i cała dynastia Jagiellonow nie rozmawiała w języku litevskim tylko starobialoruskim.Jezyk litevski nigdy nie był językiem urzedowym w WKL. Cudem przetrwał. Niemała w tym zasługa wielu Polakow jak chociażby Kraszewskiego.Cała elita polityczna WKL: rozmawiala po bialorusku lub po polsku. Jezyk litevski z małymi wyjatkami to jezyk chłopów litevskich i dwujęzycznej drobnej szlachty. W tej sutuacji język polski ma święte prawo do bytności na Litwie. Przecież to nie język jakichs okupantow ale język urzedowy Państwa Litewskiego jakim było WKL

  61. Kmicic mówi:

    Wszystkie prawa należne rdzennej mniejszości narodowej Polacy otrzymają. Proponował bym przybyszom z głębokiej Litwy , aby wykazali minimum kultury i goszcżąc u gospodarzy zachowywali się uprzejmie. Dla dobra Litwy. Do Pytanie 3:
    Oczywiście ,że wymogiem jest 10- 15% ludności, aby nie tylko były dwujęzyczne napisy , ale i wszelkie inne prawa. Litwa przecież nie powinna być gorsza od Republiki Czeskiej.
    Ten węzeł dopiera zacznie się rozwiązywać , gdy zaistnieje PEŁNA symetria w prawach obu mniejszości.Żadna ze stron nie może czuć się POKRZYWDZONA. Takie uczucie będzie zawsze zarzewiem do tworzenia się konfliktów.
    Powtarzam, pełen parytet.Pozdrawiam 🙂

    Pozdrawiam

  62. obywatel mówi:

    Do litewskiego słonia:
    Praca Piotra Eberhardta “Między Rosją a Niemcami”. Warszawa 1996.
    Według spisu ludności LSRR z roku 1959 (zatem już po zakończeniu drugiej repatriacji Polaków z Wileńszczyzny do Polski 1945-1948 objęła 197 tys. (w tym z Wilna – 107,6 tys.) oraz kolejnej z lat 1956-1959 wyjechało do Polski 46,6 tys. osób narodowości polskiej.
    Na Litwie mieszkało 230,1 tys. Polaków, co stanowiło 8,5% ogółu ludności.
    Białorusinów naliczono wówczas 30,3 tys., co dawało 1,1% ogółu ludności (s.56).
    W latach 1970,1979 i 1980 sytuacja przedstawiała się następująco: Polaków w roku 1970 było 240,2 tys (7,7% ogółu), w roku 1979 było 247,0 tys.(7,3% ogółu)…
    Białorusinów w roku 1980 było 63,2 tys. (1,7% ogółu).
    Powyższe dane autor zaczerpnął z opracowania “Nasielenije SSSR. Statisticzeskij sbornik” Moskwa 1988.
    Wynika z tego, że liczba Białorusinów na Litwie w okresie 1959-1980 zwiększyła się procentowo (z 1,1% do 1,7%) a także liczbowo (o 32,9 tys.)
    Liczba Polaków w tymże okresie zmniejszyła się w ujęciu procentowym z 8,5% do 7,0%
    Dopiero spis sowiecki z 1959 r., któremu trudno było zarzucić propolskie nastawienie, wykazał w rejonie wileńskim 80,3% Polaków, a w Solecznickim 85,2%.
    Póżniejszy napływ ludności litewskiej i procesy asymilacyjne doprowadziły do tego, że w 1989 r. w rejonie wileńskim udział ludności polskiej obniżył się do 63,5%, a w solecznickim do 79,6% (op.cit.s.57).

  63. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Witold mial matke Zmudzinke, i z Jogaila rozmawial po litewsku (o tym sa wzmianki w chronikach) – ale nawet jakbysmy tego nie wiedzieli i co mialoby byc z tego, co to ma udowodnic? Jak slowacki nigdy nie byl urzedowym przed XX wiekiem, czy to znaczy, ze Slowacy nie maja prawa uzywac wlasnego jezyka, maja nadal korzystac z wegierskiego? Lotewski, estonski, finski, norweski – jest cala kupa jezykow, ktore staly sie panstwowymi dopiero w XX wieku. I co z tego? Kto dal WAM prawo regulowac w jakim jezyku maja pisac Litwini WE WLASNYM panstwie? A moze tak Niemcy i Austria wprowadza niemiecki na terenie Polski? Przeciez 123 lata znaczna czesc obecnej Polski miala niemiecki jako urzedowy. Nie chce sie wam, a czemu? Powiesz, ze to cos innego – a czemu? Ani w Danzig, ani w Stettin, ani w Breslau czy Kattowitz to nie byl zaden jezyk okupantow. Szlachta miejscowa sama germanizowala sie na Dolnym Slasku i Pomorzu. A jezeli mowimy o Allenstein czy Eulau – to z calym szacunkiem, ale to NIGDY nie byly polskie ziemie. Mieszkali tam Prusowie, pozniej Niemcy. Jakie prawo macie do tych terenow?

  64. Ja mówi:

    do “Polskie słonie…”: OK, skoro pogadałeś już sobie o polskiej bucie i o moim prymitywizmie, to może podasz w końcu źródła, o które Cię proszę? A jeśli chodzi o moją uwagę, to nie napisałem, że jesteś półanalfabetą. Napisałem, że piszesz po polsku jak półanalfabeta. To pewna różnica. Rozumiem, że jesteś obcokrajowcem i z pewnością darowałbym sobie tę uwagę, gdybyś wcześniej sam nie poprawiał w arogancki sposób Jana, który ( o ile dobrze pamiętam ) jest dysortografem. Mógłbyś raczej odnieść się do treści jego komentarza, choć nie dziwi mnie, że tego nie zrobiłeś. Jest dla Ciebie zbyt niewygodna.

  65. Ja mówi:

    “Kto dal WAM prawo regulowac w jakim jezyku maja pisac Litwini WE WLASNYM panstwie?”

    A kto chce tu coś “regulować”? Kto chce zabronić Litwinom pisania po litewsku? To są jakieś brednie, Polakom tak zależy na polonizacji Litwinów jak na kolonizacji Marsa. Nikt w Polsce nie chce, by Litwini porzucali swój język. Chodzi jedynie o to, by litewscy Polacy mogli we własnym paszporcie zapisać własne nazwisko we własnym języku. Chodzi o to, by żadna Inspekcja Języka Państwowego nie nakładała kar pieniężnych na ludzi, którzy na swoim prywatnym domu, czy sklepie wywieszą szyld z napisem w języku polskim, czy w dowolnym innym języku. To nie jest żadna “polonizacja”, to są podstawowe prawa człowieka: prawo do własności i prawo do posługiwania się ojczystym językiem. W niczym nie narusza to praw państwa litewskiego, nie zagraża jego niepodległości, ani nie zagraża pozycji języka litewskiego jako urzędowego.

  66. piast mówi:

    Do 63 Nikt Wam nie będzie narzucał języka w jakim chcecie mówic. jesteście Litwinami rozmawiajcie po litevsku. Nawet możecie przyjąć język Zulusow w demokracji macie takie prawo. Lecz nie możecie w brutalny sposób niszczyc mniejszość ktora rozmawia po polsku obojetnie czy są to spolonizowani Litvini czy Bialorusini, czy tez Polacy. Przeciez mniejszość polskojęzyczna nie domaga sie aby w Kownie lub gdzie indziej gdzie praktycznie niema Polaków/ czy też polskojezycznych Litvinow /wprowadzać jezyk polski.

  67. Ja mówi:

    Zapomniałem dopisać w poprzednim komentarzu:

    “Jakie prawo macie do tych terenow?”

    Takie samo jak Litwini do Wilna, czy Kłajpedy. Po prostu na mocy decyzji Wielkiej Trójki, podjętej na konferencji poczdamskiej przyłączono te tereny do Polski, a później państwo niemieckie zawarło z Polską traktaty, w których uznało decyzje poczdamskie, potwierdziło nowe granice i tym samym zrzekło się tych terytoriów na korzyść RP. Nie rozumiem dlaczego mamy wywodzić prawo danego państwa do jakiegoś obszaru z przynależności tego obszaru w średniowieczu, albo z tego jakim językiem posługiwał się kilkaset lat temu jego władca.

  68. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    piast: nikt “nie bedzie nam narzucal”? A jak to ma wygladac wasz “jezyk pomocniczy”? Ze przyjde do samorzadu wilenskiego i pani bedzie my darla oczy, jak smiem rozmawiac z nia po litewsku? Bo juz teraz jest niedaleko tego. Czemu “dwujezycznosc” Polacy wylacznie rozumieja jako obowiazek dla Litwinow uczyc sie polskiego, ale ze sami moga sobie darowac litewski? Cala ta gadanina o “autochtonicznosc” bialoruskich burakow i “wynocha do swej Zmudzi” (z ktora nie mam ZADNEGO zwiazku w ogole) przeciez ma na celi tylko jedno – zmusic Litwinow we wlasnym panstwie, we wlasnej stolicy mowic w jezyku obcym, nie prawdaz? I jak mamy do tego sie odnosic?

    p.s. I czy mozna o tym “niszczeniu”, bo na ile sie orientuje jest ponad 100 szkol z jezykiem polskim, Litwa jedynym krajem poza Polska, gdzie od zlobka do uniwersytetu mozna wylacznie po polsku sie uczyc. W koncu Polacy maja nawet wlasna partie i swobode dzialania (i przesladowania Litwinow) w dwoch samorzadach. I wy to nazywacie “niszczeniem polskiej mniejszosci”???? Czy wasza arogancja i bezczelnosc nie zna granic?

  69. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Ja: w Klaipedzie Litwini stanowili 2/3 mieszkancow. A ile waszych bylo w Allenstein i okolicach?

  70. Ja mówi:

    “w Klaipedzie Litwini stanowili 2/3 mieszkancow”

    Doprawdy? Kiedy? Chyba po II wojnie światowej, bo w 1925 roku 41,9% mieszkańców okręgu Kłajpedy określało się jako Niemcy, 27,1% jako “Kłajpedzianie” ( Memellandish ) i tylko 26,6% jako Litwini. Jeżeli uznamy “Kłajpedzian” za Litwinów, to okaże się, że Litwini stanowili w Kłajpedzie większość, ale dużo mniejszą niż 2/3 mieszkańców. Poza tym w tej sytuacji musielibyśmy uznać polskojęzycznych Warmiaków i Mazurów za Polaków, a wtedy okazałoby się, że Polacy stanowili w okolicach “Allenstein” zdecydowaną większość ludności. A skoro już tak Cię ciekawi ilu Polaków było w tym, czy innym mieście, to może napiszesz ilu Litwinów było w Wilnie? Zapewniam Cię, że niezbyt wielu. Tyle jeśli chodzi o kwestię “kto ma większe historyczne prawo do jakiegoś terenu”. Kwestię bez większego znaczenia, bo dzisiejsze granice są nienaruszalne i nikt rozsądny nie chce ich zmiany.

    “A jak to ma wygladac wasz „jezyk pomocniczy”? Ze przyjde do samorzadu wilenskiego i pani bedzie my darla oczy, jak smiem rozmawiac z nia po litewsku?”

    “Język pomocniczy” oznacza, że w urzędach rejonów, w których większość mieszkańców stanowią Polacy, język polski będzie mógł być używany OPRÓCZ języka litewskiego. OPRÓCZ, a nie zamiast. Poza tym język pomocniczy to drugorzędna kwestia. Powiedz lepiej dlaczego litewski Polak nie może we własnym paszporcie zapisać własnego nazwiska w swoim własnym języku? Dlaczego kobieta, która na swoim PRYWATNYM sklepie ( nie na urzędzie, nie na obiekcie publicznym, lecz na budynku będącym jej własnością ) wywiesiła szyld z dwujęzycznym napisem, jest za to karana grzywną? No i oczywiście podaj źródło informacji o 70 tysiącach Białorusinów, przesiedlonych na Litwę przez sowietów, by udawali Polaków.

  71. a to już smieszne mówi:

    Vidoq stał się Polskim słoniem

  72. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Klaipedzianie to byli Litwini-Luteranie, zadnej tu sensacji. Odczuwali odrebnosc od Litwinow “Duzej Litwy”, bo ci byli Katolikami.

    A na temat Litwinow w Wilnie, to trudno powiedziec ilu ich bylo, bo zaden spis tego nie ustalal do samego 1959 roku. Pierwszy spis carskiej Rosji nie pytal o narodowosc, tylko o “jezyk ojczysty”, wiec klasyfikacja osob dwujezycznych byla na sumieniu spisowcow.

    Z tym “oprocz” to mi ubawiles. Byles chociaz raz w samorzadzie wilenskiem? Tam juz czas blagac o “jezyk pomocniczy litewski”, zeby chociaz cos mozna bylo zalatwic OPROCZ niz lamana ruso-polszczyzna. Jezyk litewski juz teraz jest tam ignorowany, strach pomyslec co sie stanie, jak wprowadzi sie tam ustawowo nagonke na litewski.

  73. Adam81w mówi:

    15. Czemu Polak ma się wyprowadzać z własnej ziemi????? Co za paranoja nowolitewska!!!! Jesteśmy u siebie i będziemy u siebie.

  74. artur mówi:

    Wy żyjecie ciągle czasami sowieckimi, jak były kołchozy i kilometrowe kolejki na granicach.

  75. artur mówi:

    Teraz zarówno Polska jak i Lietuva są w UE i nie ma przeszkód żeby mieszkać w Suvalkiai a przyjeżdżać do Salcininkai na groby przodków. Tak samo ludzie mieszkają w Varsuva-Kabatai i przyjeżdżają na groby przodków do Suvalkai, różnica jest taka że z Suvalkai do Salcininkai jest droga lepsza niż do Varsuva, nawet wliczając to że w Lazdijai stoi Garsva.

  76. Ja mówi:

    “Klaipedzianie to byli Litwini-Luteranie, zadnej tu sensacji. Odczuwali odrebnosc od Litwinow „Duzej Litwy”, bo ci byli Katolikami”

    To bardzo dziwne, bo luteranie stanowili 95% mieszkańców Kłajpedy. To oznacza, że przynajmniej część Litwinów określająca się jako “Litwini” musiała być tego wyznania. Więc jak to w końcu było: jedni luterańscy Litwini odczuwali odrębność od katolickich Litwinów i określali się z tego powodu jako “Kłajpedzianie”, a drudzy takiej odrębności nie odczuwali, pomimo tej samej różnicy wyznania? To trochę naciągane. Ale w porządku, uznajmy, że “Kłajpedzianie” byli zgermanizowanymi Litwinami. W takim razie Warmiacy i Mazurzy byli Polakami ( nawet niezgermanizowanymi ). Polacy stanowili więc większość mieszkańców w okolicach Olsztyna. Masz już odpowiedź na swoje pytanie. Ja natomiast nie uzyskałem odpowiedzi na moje pytanie o źródło rewelacji na temat 70 tysięcy Białorusinów. Jeżeli w dalszym ciągu będziesz uchylał się od jej udzielenia, to uznam ją za zmyśloną i poproszę admina o usunięcie komentarzy nr 38 i 40.

    “A na temat Litwinow w Wilnie, to trudno powiedziec ilu ich bylo, bo zaden spis tego nie ustalal do samego 1959 roku”

    Ta, jasne. Spis z 1959 roku był pierwszym, który wykazywał, że Litwini są największą grupą narodowościową w Wilnie ( choć wciąż nie bezwzględną większością ), więc należy uznać go za jedynie słuszny i wiarygodne, odmawiając jednocześnie słuszności i wiarygodności wszystkim poprzednim. Żenujące.

    “Jezyk litewski juz teraz jest tam ignorowany, strach pomyslec co sie stanie, jak wprowadzi sie tam ustawowo nagonke na litewski”

    A czy ktoś chce wprowadzać taką nagonkę? Pierwsze słyszę. Dziwi mnie, że ubawiło Cię słowo “oprócz”. Czy jest w nim coś śmiesznego? A może nie rozumiesz jego znaczenia? W takim razie wyjaśniam, że wprowadzenie polskiego języka pomocniczego na Wileńszczyźnie oznacza, że w rejonie wileńskim będzie tak, jak dziś jest w gminie Puńsk. Będzie można posługiwać się w urzędzie dwoma językami: litewskim i polskim. Mówisz, że już tak jest? W takim razie ustawa o języku pomocniczym będzie tylko potwierdzeniem i legalizacją stanu faktycznego. W żadnym wypadku nie będzie oznaczała rozpoczęcia oficjalnej “nagonki” na język litewski. Na razie można odnieść wrażenie, że nagonka jest prowadzona na język polski, o czym może przekonać się kobieta, która została ukarana za to, że na swoim własnym, prywatnym sklepie, pod dużym napisem w języku litewskim umieściła mniejszy, w języku polskim.

  77. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Ja: ta dyskusja jest bez sensu, jak nie odpowiesz na pytanie – czy byles osobiscie kiedykolwiek w samorzadzie wilenskiego. Czy zalatwiales tam sprawy? Tak czy nie? Sytuacji jak w Punsku napewno nie bedzie, bo Polacy w Punsku nie sa szykanowani. I Litwini nie zachowuja sie tak, ze sa bezkarni i wyroki sadowe dla nich nic nie znacza

  78. Ja mówi:

    Pomimo tego, że kilka razy powtórzyłem swoją prośbę o podanie źródeł, nie zrobiłeś tego, więc uznaję, że wymyśliłeś informację o 70 tysiącach Białorusinów, osiedlonych przez władze sowieckie na Wileńszczyźnie i udających Polaków. Zgodnie z zapowiedzią poproszę admina, by usunął komentarze nr 38 i 40. Ten drugi za naruszanie zasad netykiety, ten pierwszy za netykietę i obrażanie wileńskich Polaków ( nazywanie części z nich “sowieckimi gastarbajterami” ).

  79. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    ja – mozecie cenzurowac wszystkie wypowiedzi “niezgodne z linia partii”, to nic nie zmieni. Proces sie zaczal, zbyt dlugo pluliscie do twarzy Litwinow.

  80. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Słoniu : Takie sądy jak wy macie są nic nie warte. Nie każdy wyrok sądowy zasługuje na uznanie i szacunek. W ZSRR za Stalina oraz w tamtym czasie we wszystkich innych państwach komunistycznych też działały sądy. Jakie to jednak były sądy ? W hitlerowskiej III Rzeszy funkcjonowały podobne sądy.
    Sądy powinny przestrzegać podstawowych norm prawnych i etyczych. Tylko wtedy zasługują na szacunek. Sądy, które zabraniają ludziom wywieszać napisów w ich własnym języku, są sądami tylko z nazwy.
    No, ale jakie państwo, takie sądy. Cóż zrobić ?

  81. Ja mówi:

    do “Polskie słonie…”: nikt by Cię nie cenzurował, gdybyś wskazał jakiekolwiek źródło ( choćby jedno i ) podawanych przez siebie informacji, o co byłeś kilka razy proszony.

  82. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Słoniu : Jeszcze jedno . Jaki to mianowicie proces się zaczął ? Czy nie przypadkiem proces wdrażania norm prawa międzynarodowego na Litwie ? Za słabi, drogi słoniku, jesteście, żeby nam skutecznie podskoczyć. Pożyjesz trochę dłużej, to sam zobaczysz. Dwujęzyczne napisy na każdej ulicy w Wilnie zobaczysz!

  83. Agatka mówi:

    Vidoq-słoń, Olsztyn był polski od pokoju toruńskiego 1466 tak jak i cała Warmia z Malborkiem,Elblągiem i Lidzbarkiem Warmińskim więc nie kompromituj się już więcej.Kończ na dzisiaj i do domu.A jutro na zakupy do Suwałk.Tylko uważaj żebyś się nie udławił polskim kurczakiem.Teraz czas na nocną zmianę: Vytau gdzie jesteś leniu? do roboty!!!

  84. piast mówi:

    Zaślepienie nacjonalistów Nowolitewskich jest takie ze nie przekona ich żaden argument. Po prostu wyssali z mlekiem matki nienawiść do Polski i wszystkiego co z Polską jest związane. Może przyjdzie opamiętanie że plują na jedynego realnego przyjaciela którego mogą mieć. Słoniu Polska to nie wróg Litvy. Polska jej Życzy wszystkiego najlepszego. Nikt nie dybie na Wilno. Granice sa święte . Są rachunki krzywd z dwóch stron ale rozdrapywanie ran / wychowanie mlodego pokolenia w duchu skrajnie antypolskim/ i ignorowanie podstawowych praw ludności polskojęzycznej może doprowadzic do nieszczęscia. Miało to już miejsce w czasie II wojny światowej a gdyby się miało powtórzyć to widze wielkie nieszczęście dla Litvinów i Polaków. Kto nawołuje do waśni narodowościowych / tu nawet nie występuja różnice narodowościowe tylko językowe / jest katem i oszustem własnego narodu

  85. Jerzy mówi:

    DO polskie slonie”NIe wie Pan/i ilu Litwinow bylo na terenach wlaczonych do Litwy na mocy litewsko-radzieckiego ukladu o wzajemnej pomocy z 10.10 1939 r. z odniesieniem sie do wczesniejszego traktatu tych panstw z12.07.1920/testy wWnieszniaja politika SSRR tom.4 Moskwa 1946 s.456-457/Uzyskany przez Litwe obszar wynosil 6880 km/2i cale terytorum zwiekszylo sie o 13%Za L.Sabaliunas,Lithuania s.277 ludnosc przylaczonego terenu miala liczyc433 tys mieszkancow.Lecz w wyniku naplywu ucodzcow wojennych liczbe te sie szacuje nawet do 549 tys.mieszkancow. Przytaczajacy te ostatnia liczbe autor litewski Leonas Sabaliunas okresla podzial narodowosciowy: w tys. Litwini 31,3 ;Zydzi 107.6 ;Niemcy 1,1 ;Polacy 321,7 ;Bialorusini 75,2 ;Rosjanie 9,9 ;inni 2,1.Prosze tez siegnac do “Lietuvos Aidas” z 17.10.1939.A zatem ludnosc litewska stanowila tylko 5.5% ogolu mieszkancow . Tutaj wyraznie widac jak Litwa dolaczyla do paktu Ribetrob-Molotow.Przeszkadzaja Polacy zamieszkujce te tereny od wiekow ale za bardzo kochacie moskali i tak za”Musu Vilnius” z 11. 10.1939 w nadzwyczajnym numerze prof. Fabionas Kemesis pisal” Wschodni Nasz sasiad Wielka Rosja zwrocila nam stolice i Kraj Wilenski…pragniemy biskiego i przyjaznego sasiedztwa z ZSRR”.W odezwie z 27.10.1939 spoleczenstwa litewskiego do Wilnian pisano m.innmi pisano “przycodzimy bracia nie ciemiezyc lecz kochac,na Litwie nie ma zwyczaju przesladowac za wiare i mowe itp “.Jak wygladalo powitanie przez Wilnian to prosze zapoznac sie z publikacja por.H.Stehle,Die Ostpolitik des Vatikans 1917-1945 str.221,Munchen-Zurich 1975.I tak szanowny PANIE/NI mogbym przytaczac tony materialow historycznych i arhiwalnych pomijajac o opracowania polskie jak polacy byli traktowani od 1939 roku do 1990 i widac jak teraz demokratyczna Litwa wywiazuje sie z zawartych umow miedzymarodowych. Niektore dysputy w stylu “Polen-raus” to tak jabym czytal przemowienia Hitlera,Gebelsa i innych nadludzi.Ci Panowie tez wysiedlali i mowili raus a a co z tego wyniklo to prosze dokladnie przyswoic sobie te wiedze historyczna. Stara zasada ,z koniem nigdy nie nalezy sie kopac[dlatego ja nie przewiduje dalszej debaty.Szacunek dla prowadzacych rzeczowa dyskusje.Ps.Sloniu ! zanim wygonisz Polakow z Litwy wytlumacz im oparciu jakie przepisy prawa litewskiego konfiskowano majatki Soltanow.’Tyszkiewiczow i dziesiatki innych ,jak zabierano wlascicielom w Wilnie przedsiebiorstwa np.”Jodemke” fabryke pretworow miesnych,”Wilenke” mechaniczna trzepalnie iczesalnie lnu.Ci -okradzeni z majatku i dorobku pokolen nie wszyscy do dzisiaj doczekali sie rekompensaty za szkody jakie im uczyniono.A warto to wyjasnic do konca.

  86. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Komentarz usunięty. [3]

  87. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    Jerzy: a z jakiej racji zaliczasz tymczasowych uchodzcow, co do Wilna mieli tyle samo co piernik do wiatraka do mieszkancow? Aby odsetek Polakow byl ladniejszy? Alez jestescie zaklamani…

  88. Drogowiec mówi:

    Z tego co słyszałem, to na przyszły tydzień zwołane zostało posiedzenie szefostwa Inspekcji Transportu Drogowego w sprawie katasrofalnego stanu litewski ciezarowek jadących przez Polskę, które stanowia zagrożenie dla ruchu drogowego.
    Dokładne kontrole ogumienia, tachorafów, stanu technicznego jak rownież ważenie każdego litewskiego TIR-a moze spowodować paraliż litewskiego transportu i bankructwa wielu firm transportowych, ktore nie przestrzegają polskich przepisów o ruchu drogowym.

  89. renoir mówi:

    słoń z ssaugumy: to dziwne, bo jak z nimi rozmawiam, to wydaje się, że może 1% przyjechało na Wileńszczyznę w czasie ZSRR, a ile litwinów najechało do nas nieproszonych, łatwo sprawdzić w roczniku statystycznym!

  90. Schengen mówi:

    Drogowiec: zamknąć granicę dla tirów litewskich albo niech bulą za rozjeżdżone przez nich drogi.

  91. Drogowiec mówi:

    Schengen
    Nie mozna zamknąć granicy, ale można skoncentrować siły i środki na całej długości drogi ktajowej E-8, tak abu żaden litewski TIR nie przejachał bez ważenia i konytoli. Taryfikator kar jest do kilkunastu tysiecy za przekroczenie.
    A jesli jest przekroczenie, to dokumenty w depozyt, TIR na parking i do momentu kiedy nie wpłyna pieniądze na konto nie zostana usuniete usterki nie ma prawa wyruszyc w dalszą drogę.

  92. Schengen mówi:

    Drogowiec: właśnie eskaluje się epidemia antypolska na “litwie”, a tu już Główny Inspektor Sanitarny może poprosić władze centralne o zamknięcie tymczasowe granicy z lt.

  93. Jan mówi:

    Do słonia:Post 57: Obcokrajowiec który dał sobie trud nauczenia naszego okropnego języka – widać musiałeś/był ci potrzebny,bo samo nic z niczego się nie dzieje.Nie chcę kolonizacji dzikiego wschodu.Chcę tylko wykonania podpisanych umów międzyrządowych przez Litwę 20 lat temu.I jeszcze jedno. Kilkaset lat temu w obronie Litwinów przed Krzyżakami i Moskalami kultura na wschodnie tereny dotarła wraz z naszymi przodkami.Jest tam od dawna.Jej ślady są tam do dzisjaj.

  94. artur mówi:

    Polityka Tuskowa = polityka w stylu Putina. Zamykanie granicy ż Litwą ze względów sanitarnych = zamykanie granicy przez Rosję na polskie mięso. Widać że przykład dziadka działa na wnuka.

    Ciekawe czy wnuk zołnierza wehrmachtu rozpyli mgłę nad Okęciem jak Grybauskaite będzie leciała do Warszawy 11 listopada.

  95. pšv mówi:

    Nieco nie na temat. O litewskim wrodzonym (nie)poczuciu humoru. Ostatni nick “Vidoq-a” miał nawiązywać do kawału z czasów ZSRR, kpiącego z sowieckiej tradycji wyszukiwania pierwszeństwa we wszystkich dziedzinach (radio Popow zamiast Marconiego, kolej Czerepanow a nie jakiś tam anglik i t.d.). Mówiono więc, że w trakcie konferencji naukowej o słoniach tytuł głównego referatu brzmiał “ZSRR- ojczyzna słoni”, referat kolegi (na przykład) z Bułgarii nosił tytuł “Bułgarski słoń najwierniejszym przyjacielem słonia sowieckiego”, no a referat n.p. Litwina nazywał się “Litewska podrasa słonia sowieckiego- kolejnym triumfem radzieckiej nauki”.

    Vidoczysko chciało samym nick’iem ośmiać kontrreferentów, możliwie ono nawet ćwiczyło z miesiąc przed lustrem “firmowy” krzywy uśmiech Landsbergisa.

  96. Połaniec mówi:

    22 września 1944 r. PKWN podpisał układ z rządem Litewskiej SSR dotyczący ewakuacji obywateli polskich z terytorium Litewskiej SSR i ludności litewskiej z terytorium Polski. Samym przesiedleniem zajmował się pełnomocnik. Na Wileńszczyźnie działały rejonowe urzędy pełnomocnika ds. ewakuacji. Urząd w Jaszunach obejmował m.in. gminy: Jaszuny, Soleczniki Wielkie, Dziewieniszki i Turgiele, urząd w Oranach – gm. Ejszyszki, urząd w Olkienikach – gm. Ejszyszki i Soleczniki Wielkie, a urząd w Szumsku – gm. Turgiele.
    Ewakuacja odbywał się transportem kolejowym stąd lokalizacja urzędów ewakuacyjnych przy stacjach kolejowych. W lutym 1945 roku, w Jałcie zapadła decyzja o przesiedleniu Polaków na zachód. 7 kwietnia 1945 roku do wyjazdu z Wileńszczyzny zapisanych było 333,5 tys. osób. Jednocześnie Sowieci zarządzili „rozkułaczenie”, czyli grabież i rabunek na wsiach Wileńszczyzny. Początkowo dotyczyło to gospodarstw większych 30 – 50 hektarowych, potem przyszła kolej na te mniejsze 8 – 10 ha. Na terenach gmin jaszuńskiej i turgielskiej duże nasilenie tej akcji wystąpiło już w marcu 1945r. Jednocześnie wzmagał się opór przeciwko przesiedlaniu ludności polskiej. 17 marca w obawie przed partyzantami uciekł z Ejszyszek pełnomocnik ds. ewakuacji ludności polskiej. Liczne były akcje zbrojnego podziemia na urzędy administracji i siedziby tworzących się władz kołchozowych. W obawie przed dalszym wzrostem terroru ze strony władz sowieckich coraz więcej Polaków decydowało się na ekspatriację. Między styczniem a końcem kwietnia 1945 roku na wyjazd na zachód w jednym tylko punkcie w Jaszunach zapisało się 29 706 osób – jednak wskutek szykan ze strony administracji i milicji wyjechało znacznie mniej. Wg oficjalnych danych, do 1 listopada 1946 r. do wyjazdu zapisało się w Jaszunach 33 552 osoby, jednak wyjechało tylko 7 565. Z tego Polacy stanowili 7 021 osób, Żydzi 470, a 114 osób było innej narodowości.
    W urzędzie w Jaszunach pracowało od 3 do 19 osób, w zależności od natężenia wyjazdów. Ze stacji odjechało 20 transportów z ekspatriantami. Odprawiono z Jaszun około 7 400 osób, ale aż 78% zarejestrowanych nie wyjechało (ludność rolnicza). Władze miejscowe, litewsko-sowieckie utrudniały maksymalnie rejestrację, były trudności z udowodnieniem obywatelstwa pomimo wydawania przez parafie właściwych metryk, okazywania nakazów płatniczych, aktów kupna ziemi, kwitów i zaświadczeń mobilizacyjnych polskich komisji poborowych sprzed 1939 roku. Również urzędnicy gminni nie wykazywali chęci wydawania poświadczeń. Niektóre urzędy gmin żądały zastępstwa do uprawiania pozostawianej ziemi.
    Osoby zarejestrowane do wyjazdu często nie zgłaszały się do transportu np. z powodu niemożności opłacenia wyimaginowanych podatków, braku zwolnienia z pracy (zwłaszcza leśnicy), odebrania dowodu tożsamości, karty ewakuacyjnej rzekomo w celu sprawdzenia przez milicje i NKWD, brak wymeldowania z list mobilizacyjnych). W archiwum zachowało się podanie jednej z mieszkanek okolic Jaszun wystosowane do pełnomocnika:1
    „O zgrozo, okazuje się, że nie otrzymam pieczęci gminnej aż opłacę 25 l mleka bo wiozę do Polski krowę. Moi rodzice, których chciałabym zabrać ze sobą muszą opłacić 125 l mleka, 30 jaj, 12 kg mięsa i 122 kg nasion od hektara ziemi. Na te wymienione podatki nie mieliśmy żadnych nakazów, dopiero, gdy zaczęliśmy się starać o wyjazd powiadomiono nas o tym. Moglibyśmy pojechać dopiero w maju, bo wtedy będziemy mogli opłacić mleko dla rządu i zabrać trawy dla inwentarza na przewóz. Zapasów nie mamy, ponieważ z zostały zniszczone wszystkie łąki i częściowo zboże przez krowy i konie pędzone przez nasz region z Niemiec do Związku Radzieckiego. Mieli nam coś zwrócić, ale nic nie dali, a teraz jeszcze żądają. Męża nie mam, bo jest wywieziony do Rosji.”
    W Olkienikach wiele osób zrezygnowało z wyjazdu, bo oto wiosną Litwini postanowili, że wywieźć można tylko 1 konia, 1 krowę i 1 świnię niezależnie od posiadanego majątku deklarowanego w karcie ewakuacyjnej. Litwini też odmawiali rejestracji osobom z gminy ejszyskiej a zdarzył się też wypadek mordu na 4 Polakach z Olity, którzy chcieli się zarejestrować na wyjazd2. Sowiecko – litewskie władze gminy Turgiele nie chciały wydawać potrzebnych dokumentów, również sołtysi prowadzili złą robotę, odradzając zapisywanie się na ewakuacje do polski. Zdarzały się przypadki pobić zapisanych na wyjazd, a sprawcami tego byli funkcjonariusze milicji. W turgielskim urzędzie gminy odbierano karty ewakuacyjne, które często były niszczone. Jeśli dołoży się do tego powszechne trudności z zapewnieniem odpowiedniej liczby wagonów, niekiedy długie oczekiwanie na możliwość odprawienia transportu to nie należy się dziwić, że na Wileńszczyźnie pozostało tak wielu Polaków.

    http://www.soleczniki.pl

  97. Grzesiek mówi:

    Stefan Meller o negocjacjach polsko-litewskich w 1993 roku. Z książki „Świat według Mellera. Życie i polityka: ku przyszłości”

    – Michał Komar: Opowiedz teraz o rozmowach z Litwą.

    Stefan Meller: Trafiłem na początek niezwykle skomplikowanych prawnie i niełatwych emocjonalnie rokowań polsko-litewskich. Prof. Skubiszewski zaproponował mi, żebym był odpowiedzialny za wszystkie historyczne uwarunkowania traktatu. Strasznie to było trudne, również psychologicznie. Zrobił mi miniwykład na temat sposobu walki o ten traktat polsko-litewski, mechanizmów jego ewentualnego powstawania, tego, co będzie ważne, co nieważne, co będzie trudne.

    – A co uważał za najtrudniejsze?

    Sytuację mniejszości polskiej na Litwie, możliwość odzyskiwania dóbr, pisownię nazwisk – to wszystko, co irytowało niezwykle Polaków na Litwie. W walce o te przywileje można posługiwać się orężem urzędniczo-administracyjnym, przepisami, konwencjami międzynarodowymi itp. Natomiast naprawdę trudna wydawała się walka o świadomość historyczną i tożsamość narodową. Właśnie tym wszystkim, co powinno było zostać zawarte w introdukcji historycznej, miałem się zająć. Był to teren najeżony minami: w żadnym przypadku nie mogliśmy sięgnąć do międzywojnia i formułować jakichkolwiek oskarżeń czy przerzucać się winami, ale trzeba było walczyć o swoje.

    – Przypomnij te najważniejsze kontrowersyjne tematy naszej najnowszej historii.

    Wyprawa Żeligowskiego. Widziana przez nas jako uzasadniona próba przyłączania fragmentów Wielkiego Księstwa Litewskiego do Korony II Rzeczypospolitej, a przez Litwinów oceniana jako bezwzględna, brutalna agresja wobec Litwy. W okresie międzywojennym funkcjonowało hasło “Wodzu, prowadź na Kowno!”, czyli wezwanie do rozszerzenia polskiego terytorium w głąb Litwy, zerwanie stosunków międzypaństwowych itp. A jednocześnie sam problem Wilna. Wilna, które dla nas jest miastem arcypolskim, a dla Litwinów zabraną im stolicą. I do tego elementy wojny bratobójczej po 1939 r.

    – A jakie zagrożenia wiązały się z zerwaniem rozmów?

    Perspektywa była taka: jeśli się nie dogadamy w sprawie introdukcji historycznej, to nie będzie traktatu. Czyli, krótko mówiąc, objawimy światu, że nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych trudnych spraw z naszej wspólnej przeszłości. Państwa członkowskie Unii, które przeszły olbrzymią drogę od momentu założenia Wspólnoty, uznałyby nas za narody niedojrzałe. To zresztą jest problem, z którym borykamy się nadal: przez dziesięciolecia byliśmy poza głównym nurtem cywilizacyjnym Europy. W tym czasie państwa członkowskie Unii stworzyły rozległe możliwości uczenia się nowego rodzaju współżycia między państwami, społeczeństwami i regionami.
    Możliwe fiasko rozmów polsko-litewskich byłoby więc olbrzymią komplikacją, zwłaszcza że trwała już wojna na Bałkanach, która z miejsca podzieliła Europę w sposób nieco perwersyjny: jedni wspierali Serbów, inni Chorwatów – czy to z powodów politycznych, czy czasami wyznaniowych, czy kulturowych. Każdy chciał mieć swój przyczółek. Tylko Słowenia natychmiast wycofała się z tego układu i poszła własną drogą; widać dzisiaj, jak Słoweńcy fantastycznie się odnaleźli – teraz są niewątpliwie w czołówce nowo przyjętych do Unii. Ale między Chorwacją, Serbią i Bośnią trwała krwawa wojna, która z jednej strony szła w kierunku Albanii, a z drugiej strony wrzała tuż obok Węgier, Włoch i Austrii, czyli Europy Środkowej. Dlatego stara Europa tak bardzo była zatroskana stanem relacji polsko-litewskich, polsko-niemieckich, polsko-ukraińskich; jeśli na Bałkanach doszło do krwawego konfliktu, to przecież zasadne były obawy o ułożenie stosunków między nami a naszymi sąsiadami.
    Pamiętam dyskusję na temat cmentarzy polskich na Litwie, przede wszystkim nekropolii wojennych. Każdy z nas miał świadomość, że w czasie wojny zdarzyły się tu, zresztą po obydwu stronach, straszne rzeczy, doszło do wielu tragedii. Delegacja litewska była bardzo zróżnicowana: od światłych Europejczyków do zakompleksionych, nienawistnych nacjonalistów. I właśnie od jednego z nich usłyszeliśmy w trakcie dyskusji o opiece nad grobami akowców: “Czy wy jesteście skłonni zajmować się kultywowaniem cmentarzy, gdzie leżą gestapowcy?!”. Nie wytrzymałem, przerwałem obrady. Wstałem i powiedziałem: “Panie ministrze, proszę, żeby przerwać i nie słuchać podobnych wypowiedzi”.
    Takie incydenty przeżywaliśmy dość często. Ale nauczyłem się przy tym czegoś, czego nie dowiesz się ani na studiach, ani w żadnej innej pracy – niezależnie od stopnia wrażliwości, a także agresji przejawianej przez naszych rozmówców, uświadomiłem sobie, że jesteśmy delegacją dużego kraju, któremu się powiodło. Który przynajmniej od 1956 r. szedł trochę inną drogą, nie był częścią Związku Sowieckiego, a Polacy nie byli systematycznie prześladowani. Tymczasem nasi rozmówcy tkwili w poczuciu historycznej krzywdy – najpierw trafili na Polaków, potem byli Niemcy, potem chwila niepodległości, później Sowieci, Niemcy i znów Sowieci…
    Musieliśmy więc walczyć o swoje postulaty – o pisownię polskich nazwisk, o prawa polskiej mniejszości, o możliwość odzyskiwania dóbr – ale staraliśmy się, mimo wszystkich incydentów, rozmawiać z pozycji mądrego, silniejszego partnera, który uważnie i z szacunkiem słucha przedstawianych argumentów i stara się je zrozumieć.
    Na marginesie: w trakcie naszych rokowań z Litwinami ministrem spraw zagranicznych był Povilas Gylys – dosyć twardy w rozmowach, ale bez niechęci wobec nas. Spotkałem go potem w Paryżu, poszliśmy na kawę czy na wino, w każdym razie rozmawialiśmy swobodnie. Nagle okazało się, że włada świetną polszczyzną. Opowiedział mi fascynującą i tragiczną zarazem historię swojej litewsko-polskiej rodziny Gylysów-Gilów, rozdartej konfliktem narodowościowym. Członkowie tej rodziny w czasie ostatniej wojny brali udział w bratobójczych walkach.
    Wracam do naszych rokowań – to były ciężkie rozmowy, zresztą do dzisiaj wiele rzeczy jest jeszcze niezałatwionych – w dalszym ciągu nie ma tych decyzji, jak by miało wyglądać odzyskiwanie dóbr przez chłopów pochodzenia polskiego, obywateli litewskich; pisownia nazwisk. To są rzeczy mocno drażniące; widać, że nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za rozwiązanie tych problemów.
    Te ciągłe wyjazdy do Wilna, co tydzień lub dwa, czasem samolotem, a czasem samochodem, były urzekające; ja zresztą nigdy tu wcześniej nie byłem. Kiedy zobaczyłem Wilno po raz pierwszy, było wzruszające, pełne wspaniałych skojarzeń, ale strasznie zapuszczone. Do dzisiaj pamiętam chwilę, kiedy pierwszy raz przekraczałem most na Niemnie i zobaczyłem tę rzekę, z wielkimi drzewami rosnącymi na brzegu, dającymi taki cień, że rzeka wydawała się czarna.
    Dopiero kiedy pojechałem na uroczystości z okazji dziesięciolecia traktatu polsko-litewskiego, bodajże trzy lata temu, zobaczyłem odnowione, przepiękne Wilno.
    Powoli zbliżaliśmy się do końca rozmów. Litwini naciskali na mnie i na całą delegację, żeby potępić akcję gen. Żeligowskiego. Ja chciałem tego uniknąć z dwóch powodów. Po pierwsze, nie byłem przekonany, czy warto robić z Żeligowskiego element polityki państwa, bo to jednak była akcja trochę partyzancka. Po wtóre, logika spraw prowadziłaby mnie do tego, że gdybym hipotetycznie zgodził się na Żeligowskiego, to musiałbym znaleźć inny jakiś moment w historii, gdzie z kolei oni by się nie zgadzali. To by się ciągnęło w nieskończoność.
    Kiedy wszystko było już właściwie gotowe do podpisania traktatu, zimą 1993 r. do Polski przyjechała delegacja litewska na najwyższym szczeblu; na czele stał chyba marszałek sejmu Ceslovas Juršenas, prywatnie bardzo miły człowiek. Minister Skubiszewski siedział u siebie w gabinecie z kierownictwem resortu. Ja byłem z Litwinami. Dochodzi do momentu kluczowego, kiedy Juršenas nagle powiada, trochę zażenowany, że w preambule powinna się znaleźć wzmianka o Wilnie.

    – Próbowałeś dowiedzieć się, o co właściwie chodziło?

    Tak. Dość szczera odpowiedź Juršenasa wprawiła mnie w osłupienie. Oni naprawdę bali się, że w Polsce zapanują nastroje wojownicze i że niepowstrzymywani już dłużej przez Rosjan wkroczymy na Litwę i wyciągniemy ręce po Wilno. Tak sądziła duża część litewskiej opinii publicznej, przez dziesięciolecia żyjącej w oderwaniu od historii, karmionej sowiecką papką, ale bardzo podatnej na hasła nacjonalistyczne. To był, rzecz jasna, absurd: istniały wprawdzie małe grupki działające w duchu ziomkostw, ale Polacy sami zbyt dużo przeszli – ze zmianą granic, z całym doświadczeniem pojałtańskim, powojennym – żeby takie rzeczy ktokolwiek rozpatrywał na serio.

    – Polityka sowiecka była nastawiona na rozbudzanie takich emocji.

    Niewykluczone. Nie mam na ten temat żadnej wiedzy, ale przecież wiemy, jak manipulowano niektórymi działaczami środowisk polskich, którzy byli po prostu głęboko skorumpowanymi aparatczykami sowieckimi. Pracowali w pocie czoła, aby siać niezgodę między mniejszością polską a Litwinami.
    Trudno mi jednak było przypuszczać, żeby tego typu argumentów używał Juršenas, człowiek światły i mało skłonny do instrumentalnego traktowania takich problemów. On wyrażał prawdziwe obawy dużej części swoich rodaków. Nie wiedziałem, co zrobić – moi szefowie byli w gabinecie ministra Skubiszewskiego. To jeden z takich momentów, kiedy trzeba wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności. Przecież nie mogłem zostawić gościa samego i lecieć z pytaniem “co robić?” do zwierzchności.
    Pomyślałem wtedy, że powinienem zdobyć się na otwartość. Zacząłem mu tłumaczyć, że słuchałem jego argumentacji ze zdumieniem, bo jestem przekonany, że w Polsce nie ma takich nastrojów, ale rozumiem jego stanowisko. Mam świadomość, że tę sprawę trzeba jakoś załatwić, bo inaczej z trudem wynegocjowany traktat zamieni się w kupę makulatury. Ale nie mogłem przecież zaproponować wpisania do preambuły gwarancji, że Polska nigdy nie napadnie na Litwę i nie odbierze Wilna. Powiedziałem Juršenasowi, że jeśli w preambule znajdzie się cokolwiek na temat Wilna, to takie sformułowanie musi mieć swoją wewnętrzną symetrię. Krótko mówiąc, w pewnym momencie pojawiła mi się w głowie formuła, która w ostatecznym kształcie brzmiała następująco: “uroczyście potwierdzając wzajemnie integralność, dziś i w przyszłości, swoich aktualnych terytoriów ze stolicami w Warszawie i w Wilnie…”.
    W rozumieniu prawa międzynarodowego było to sformułowanie aberracyjne, wyłącznie ideowo-propagandowe, ale nasz gość zareagował z entuzjazmem. Wyszedł na chwilę, aby skontaktować się z Wilnem – ja zresztą także zastrzegłem, że muszę mieć akceptację mojego kierownictwa.
    Kiedy Juršenas wrócił pogodny i zakomunikował mi, że jego strona akceptuje to sformułowanie, z duszą na ramieniu poszedłem do ministra Skubiszewskiego. Szef, jeden z wybitniejszych specjalistów z dziedziny prawa międzynarodowego w Polsce, przeczytał, spojrzał na mnie jak na wariata i spytał z niedowierzaniem: – Czy pan wie, co oznacza takie sformułowanie?
    Wiem – odpowiedziałem – nie zamierzam pana przekonywać, że to sensowne, ale przecież tu nie chodzi o aspekt prawny. Oni mówią, że bez tego w ogóle nie dojdzie do podpisania traktatu!
    Zapadła cisza, minister Skubiszewski po jakimś czasie wziął słuchawkę (a była już głęboka noc) i zadzwonił do pani premier Suchockiej. Czekałem w napięciu na koniec tej rozmowy. Był zaskakujący. – Czy jest pan bardzo zmęczony? – spytał szef. – Bo ja tak. Chyba przydałaby się nam lampka koniaku…
    Jeszcze nigdy koniak nie smakował mi tak bardzo. Czułem, że kupił pomysł. To znaczy, że idzie w szaleństwo, niezgodne z jego świadomością zawodową. Powiedział: – Jeszcze jutro muszę odbyć kilka rozmów (chyba chodziło o Wałęsę), może im pan wstępnie powiedzieć, że jutro będą decyzje. Wróciłem do gości.
    Czas na puentę. Minęło kilkanaście miesięcy, byłem już wiceministrem. Jechałem do Wilna, prezydent Wałęsa dał mi list do prezydenta Algirdasa Brazauskasa, wiozłem jeszcze korespondencję do premiera Adolfasa Šleževieiusa. Okazało się, że obydwaj są właśnie w Pałandze. Pojechałem więc do nich. Podróż była przepiękna, po świetnych szosach (to były przecież wojenne szlaki sowieckie). Niestety, z racji mojej funkcji Litwini dołożyli mi asystę dwóch policyjnych motocyklistów, którzy bardzo brutalnie torowali drogę naszemu samochodowi. Musiałem interweniować, żeby przestali kopać w drzwi tych samochodów, które nie dość szybko ustępowały nam miejsca.
    Po oficjalnym wręczeniu listów siedliśmy sobie, już mniej oficjalnie, nawet nie przy wódeczce, tylko przy pysznej litewskiej nalewce “999”. Brazauskas wrócił w rozmowie do traktatu – wiedział, że to ja wymyśliłem formułę o Wilnie i Warszawie. – Panie prezydencie – powiedziałem – czy ma pan świadomość, że to jest wstawka o charakterze ideologicznym, która miała uspokoić waszą opinię publiczną, ale w sensie prawnym jest to gniot? Gdyby pójść tropem tego sformułowania, to mogłoby się okazać, że teoretycznie przeniesienie przez was stolicy w Wilna do Trok wymagałoby zgody polskiego Sejmu. Mamy tu zresztą symetrię, bo podobny pomysł zrodzony w Polsce (np. powrót ze stolicą do Krakowa) wymagałby również waszej zgody. Nasza sytuacja jest łatwiejsza, bo akurat w sprawie Warszawy nie mamy z wami żadnych kłopotów… Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiedział: – No, no, to się jeszcze okaże.
    Ta historyjka ładnie pokazuje to, co ważne w dyplomacji: splot spraw oficjalnych, załatwianych zazwyczaj wedle sztywnego kanonu obowiązującego na całym świecie, i najzupełniej prywatnych sympatii. W tej pracy spotyka się ludzi takich sobie, ale równie często trafia się na fascynujących rozmówców, z którymi można przegadać całe godziny nie tylko o sprawach czysto służbowych.

  98. smutny mówi:

    hej wszyscy słonie i nie słonie, nie emocjonujcie się tak.
    Czy nie wiecie, że
    Rabin Owadia Josef, duchowy przywódca partii Szas wchodzącej w skład koalicji rządzącej Izraelem oznajmił, że “goje rodzą się po to, by służyć Żydom”. – Po co goje są tak naprawdę potrzebni? Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie – zapowiedział rabin podczas przemówienia w synagodze. Potem porównał osoby, które nie są Żydami do… zwierząt pociągowych

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.