Dostosować się do sytuacji i wytycznych rządu

76
Ogłoszenie kwarantanny z powodu epidemii koronawirusa pokrzyżowało plany wielu przedsiębiorcom i instytucjom Fot. ELTA

Ogłoszenie kwarantanny z powodu epidemii koronawirusa pokrzyżowało plany wielu przedsiębiorcom i instytucjom. Na razie trudno ocenić straty finansowe, ale na pewno będą dotkliwe. Nie patrząc na ciężką sytuację, instytucje kulturalne „nie składają broni” i są gotowe dostosować się do istniejących warunków. Przykładowo, Polskie Studio Teatralne chce uruchomić własny kanał na YouTube, aby widzowie mieli możliwość oglądania spektakli online.

Przed kilkoma dniami na Facebooku pojawił się apel: „Jeśli macie bilety na koncerty, występy lub spektakle, które zostały odwołane z powodu Covid 19, to apelujemy o rozpatrzenie możliwości ofiarowania tych pieniędzy tym instytucjom, teatrom i artystom, a nie żądania zwrotu pieniędzy. Tysiące artystów i organizacji artystycznych z trudem przejdzie przez ten katastroficzny okres i jakikolwiek wasz wkład pomoże im w przetrwaniu” – czytamy w apelu.

Spektakle na YouTube

Polskie Studio Teatralne „Teatr Studio” na pewno nie zawiesi swej działalności. Chociaż zgodnie z wytycznymi rządu oraz samorządu stołecznego odwołało tradycyjną imprezę, Idy Teatralne.
– Pamiętamy o widzach i teatrze. Teatr dostosuje się do istniejącej sytuacji i będzie funkcjonował w takich warunkach, jakie obecnie mamy. Na pewno założymy swój kanał na YouTube, gdzie zamieścimy nagrania naszych spektakli – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Edward Kiejzik z Polskiego Studia Teatralnego.
W swym archiwum teatr posiada nagrania kilku spektakli. W najbliższym czasie widzowie będą mogli zobaczyć online takie przedstawienia, jak: „Kopciuszek”, „Tu mówi Szwejk”, „Próba kabaretu. Raz jeszcze Osiecka”, „Zapiski oficera Armii Czerwonej” i „Na wileńskiej ulicy”. Edward Kiejzik dodał, że będzie próbował porozumieć się z redakcją Wilnoteki, aby udostępnić również inne nagrania z imprez organizowanych przez polski teatr w Wilnie.
Teatr pracuje również nad nowymi pomysłami.
– Myślimy o naszych najmłodszych widzach. Jednak musi opaść pierwsza fala kryzysu. Musimy zaczekać z tydzień i później ruszymy z jakimś dziecięcym projektem. Obecnie zastanawiamy się nad szczegółami i formą. Być może coś wykombinujemy na Dzień Teatru, który przypada 27 marca. Mamy sporo pomysłów, ale zobaczymy, jak uda się z ich realizacją. Część z nich potrzebuje dodatkowych nakładów ludzkich i finansowych, a z tym teraz może być problem” – informuje Kiejzik.

Artur Ludkowski Fot. Marian Paluszkiewicz

Działająca recepcja i nieczynna restauracja

Dom Kultury Polskiej w Wilnie również dostosowuje się do kwarantanny.
– Nasza placówka w pełni dostosuje się do wytycznych rządu. Do 30 marca nie będzie działała restauracja oraz są odwołane wszelkie imprezy masowe. Restauracja być może będzie tylko przygotowywała jedzenie na wynos. Nie zamykamy tylko hotelu – zaznacza w rozmowie z naszym dziennikiem Artur Ludkowski, dyrektor Domu Kultury Polskiej.
Ze względu na swą specyfikę DKP nie jest w stanie na 100 proc. zawiesić swojego funkcjonowania.
– Mamy tak zwaną część administracyjną, czyli biura różnych organizacji i podmiotów, jak na przykład Wilnoteki, czy „Macierzy Szkolnej”, dlatego recepcja będzie działała, aby ludzie mogli dotrzeć do swych biur. Ograniczamy jednak pracę recepcji. Dotychczas działała całodobowo, a teraz będzie funkcjonowała w godz. 8.00 do 20.00 lub 21.00 – tłumaczy Ludkowski.
Podobnie, jak inne tego typu instytucje, jest problem z pracownikami.
– Jeśli chodzi o samą administrację DKP, to część osób pracuje, część jest na urlopach, natomiast część osób zatrudnionych w naszej placówce będzie otrzymywało 40 proc. podstawowego wynagrodzenia. Rząd zobowiązał się do pokrycia części kosztów. Rozumiemy, że ludzie muszą zachować pracę. To są plany tylko na krótką perspektywę. Jeśli epidemia wydłuży się, to wówczas będziemy ponownie analizowali sytuację – mówi dyrektor DKP.

Apel do pracodawców

W poniedziałek rząd ogłosił projekt wsparcia biznesu na czas kwarantanny, która na razie ma potrwać do końca marca. Rząd na walkę ze skutkami koronawirusa w gospodarce zamierza przeznaczyć 2,5 mld euro. Premier Saulius Skvernelis zaapelował do pracodawców, aby wykazali się solidarnością i nie zwalniali pracowników.
„Plan jest ambitny i żeby był maksymalnie skuteczny, potrzebuje wsparcia i solidarności od wszystkich. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby zachować miejsca pracy i wynagrodzenia mieszkańców. Bardzo uważnie obserwujemy wkład biznesu społecznie odpowiedzialnego. Dzisiaj mamy dobrą okazję do okazania troski własnym pracownikom” – mówił dziennikarzom szef litewskiego rządu.
Premier zwrócił się do przedsiębiorców, aby skorzystali z pomocy państwowej.
„Apeluję o niekorzystanie z najłatwiejszych rozwiązań, czyli zmniejszania miejsc pracy i zwalniania pracowników, ale z narzędzi rekompensujących straty, które zostały dzisiaj przyjęte. Trzeba zachować miejsca pracy. Pracownicy, którzy pracują w warunkach kwarantanny, muszą otrzymywać dodatki finansowe” – podkreślił Skvernelis.
Tymczasem przewodniczący zarządu Banku Litwy, Vitas Vasiliauskas, poinformował, że gospodarka Litwy na pewno odnotuje spadek.
„Zakładamy, że jest to problem tymczasowy i dlatego przeliczyliśmy jeszcze raz wszystkie wskaźniki ekonomiczne. Sądzimy, że gospodarka odnotuje spadek na mniej więcej 1,2 proc.” – oświadczył w poniedziałek ekonomista.
Vasiliauskas podkreślił, że obliczenia zostały dokonane w minioną sobotę, kiedy jeszcze nie był wiadomy plan rządu w zakresie gospodarki.