Niemcy chcieli wywieźć 10 proc. mieszkańców Litwy na roboty przymusowe

18 lipca 1943 r. Niemcy zażądali deportacji jednej dziesiątej ludności Litwy na roboty przymusowe do Niemiec. Żądanie to nie zostało zrealizowane. — Łapanie ludzi spowodowało prawdziwy chaos ekonomiczny. Ludność miast masowo uciekała, wiele zakładów przestało działać — mówi „Kurierowi Wileńskiemu” dr Vitalija Stravinskienė, historyk z Instytutu Historii Litwy.

Czytaj również...

Żądania okupantów

W czasie II wojny światowej praca przymusowa w Niemczech była jednym z głównych zagrożeń dla ludności terytoriów podbitych przez III Rzeszę. Wywózki do Niemiec miały charakter zaplanowanych akcji. Udział pracowników przymusowych stanowił czwartą część siły roboczej w Niemczech, a większość niemieckich fabryk wykorzystywała niewolniczą pracę więźniów.

Na Litwie największą akcję masowych wywózek na roboty miała miejsce w lipcu 1943 r. Okupantom nie udało się jej jednak zrealizować. — Niemcy planowali zebrać do prac przymusowych 10 proc. ludności Litwy, czyli 270-280 tys. W miastach odbywały się łapanki, ludzie czuli się nieustanie zagrożeni, więc uciekali, nie stawiali się w swoich miejscach pracy. W efekcie nastąpił całkowity chaos. Ostatecznie cywilna władza niemiecka zdecydowała, że do prac w Niemczech będzie dostarczone 30 tys. osób. Także te plany zostały zrealizowane tylko w 50 proc., bo na roboty do Niemiec wywieziono ok. 14 tys. — mówi historyk.

Tak wielkie żądania okupantów miały być nie tylko odpowiedzią na rosnące stale potrzeby gospodarcze III Rzeszy, ale również formą represji. — W pierwszej fazie wywózek wywożono przede wszystkim Polaków. Antylitewską tendencję w ramach wywózek na roboty przymusowe można zauważyć po roku 1943, kiedy Litwini zbojkotowali ideę stworzenia litewskiego batalionu SS. Wówczas w ramach represji do KL Stutthof z Wilna wywieziono kilkudziesięciu inteligentów litewskich, jak również zwiększono liczbę robotników do prac przymusowych dla Litwy i okręgów z ludnością litewską — mówi historyk.

Niemiecki plakat propagandowy z punktu werbunkowego na roboty do Niemiec przy ulicy Nowy Świat: „Chodźmy na roboty rolne do Niemiec. Zgłoś się natychmiast u Twojego wójta”, ok. 1940 r.
| Fot. NAC

Polaków wywożono wcześniej

Nie była to pierwsza akcja zbierania robotników przymusowych do III Rzeszy. Inne, choć okupanci nie zakładali tak ogromnych mas wywiezionych, okazywały się być bardziej skuteczne w praktyce.

— Pierwszy plan realizowany był w 1942 r. Wówczas na Litwie trzeba było zebrać 37 tys. osób do pracy w Niemczach. Plan zbierania przymusowych robotników był rozdzielony na cztery okręgi. Największą liczbę wyznaczono dla Wilna. Miasto miało zebrać 10 tys. osób. Do porównania: w Kownie trzeba było zebrać ok. 3 tys., w Szawlach — 400, w Poniewieżu — 500. Trzeba przyznać, że wyznaczony wówczas plan miał antypolskie cechy. Został on zrealizowany w 85 proc. Z Litwy wywieziono ok. 13 tys. osób — wyjaśnia rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Rok później, w czerwcu, przystąpiono do realizacji kolejnego planu. — Tym razem władze okupacyjne zażądały zebrania 40 tys. robotników: dla okręgu wileńskiego — 7,1 tys., dla kowieńskiego — ok. 13 tys., dla szawelskiego — ok. 12 tys., dla poniewieskiego — 8,5 tys. osób. W okręgu wileńskim plan zrealizowany był mniej niż w 50 proc. Z Wilna wywieziono 3 tys. osób. Do pracy w Niemczech trafiło wówczas najwięcej ludzi z powiatów wiejskich, czyli Święcian, Oszmian, Świru — mówi historyk.

Ostatnia duża akcja łapania robotników do prac przypadła na pierwszą połowę 1944 r. — Wówczas Niemcy zażądali 100 tys. robotników. Największy nacisk kładziony był na przesiedlonych do Litwy uchodźców z Rosji i Białorusi, ale żądano i miejscowej ludności. Z okręgu wileńskiego wywieziono 16,5 tys. osób. Ilu wśród nich było mieszkańców Wilna? Nie wiadomo. Z Litwy wywieziono wówczas ok. 52 tys. osób. Szacuje się, że z Wilna do prac przymusowych w latach 1942-1944 wywieziono 10-12 tys. Osób. To byli Polacy, Rosjanie, Litwini — mówi Vitalija Stravinskienė.

Czytaj więcej: Stravinskienė: Procesów demograficznych nie dało się wyreżyserować nawet w Związku Sowieckim

Zagraniczne pracownice z więzienia Stadelheim w fabryce należącej do firmy AGFA produkującej aparaty fotograficzne
| Fot. wikipedia

Polacy – masowo wywożeni i dyskryminowani

Warto zauważyć, że Polacy należeli do najliczniejszych grup robotników przymusowych w III Rzeszy. Według różnych szacunków, do końca wojny wywieziono od 2,5 do 3,5 mln osób posiadających w 1939 r. polskie obywatelstwo. Łącznie na potrzeby niemieckiej gospodarki pracowało około 12 mln robotników cudzoziemskich z całej okupowanej Europy.

Sytuacja robotników przymusowych z różnych krajów nie była taka sama. Zarządzenia niemieckie szczególnie dyskryminowały Polaków i obywateli ZSRS, a ich pozycja była gorsza niż robotników z innych państw. Nie zawierano z nimi żadnych umów o pracę i nie chroniły ich żadne przepisy. Polacy nie mieli również prawa wyboru ani zmiany miejsca pracy, od 1942 r. nie mieli urlopów a czas pracy ustalał ich pracodawca. Oznaczało to, że robotnicy zatrudnieni w rolnictwie mogli pracować przez cały tydzień od wczesnych godzin rannych do późnego wieczora, także w niedziele i święta. Pracodawcy nie byli również zobowiązani do zapewnienia zabezpieczenia pracowników przed utratą życia lub zdrowia, ochronie nie podlegały kobiety w ciąży. Polska młodzież pracowała w takich samych warunkach i wymiarze czasu co dorośli, ale za niższe wynagrodzenie. W 1992 r. i po 2001 r. rząd niemiecki przekazał na jednorazowe wypłaty dla byłych polskich robotników przymusowych i niewolniczych sumę ok. 2,3 mld marek. Stanowi ona symboliczną rekompensatę za doznane przez nich krzywdy.


Afisze

Więcej od autora

Między państwem a przedsiębiorcami. A. Radczenko o nowej misji, wyzwaniach i dialogu

Aleksander Radczenko, nowo powołany kontroler sejmowy ds. małej i średniej przedsiębiorczości opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” o pierwszych tygodniach pracy, planach budowania instytucji od zera, relacjach z organizacjami biznesowymi — także polskimi — oraz o tym, dlaczego jego nominacja ma znaczenie symboliczne dla polskiej mniejszości narodowej na Litwie.

Narracja historyczna jest częścią naszej odporności, tak samo jak odporność militarna czy bezpieczeństwo energetyczne

Ilona Lewandowska: Kilka dni temu ukazała się Pani książka „Pora się godzić. Wyzwania dyplomacji historycznej”, która jest nie tylko zapisem pracy ambasadorskiej, lecz także świadectwem czasu, w którym Polska...

Adam Hlebowicz: Czytelnicy „Kuriera Wileńskiego” mogą mieć wpływ na to, kogo opiszemy

„Jeśli macie państwo w pamięci osoby, które Waszym zdaniem powinny być zapisane na tych kartach, posiadacie swoje wspomnienia, relacje innych, ciekawe dokumenty, fotografie, może jakieś większe opracowania czy dzienniki, proszę o kontakt bezpośrednio ze mną” — apeluje do czytelników „Kuriera Wileńskiego” Adam Hlebowicz, inicjator i redaktor serii „Zostali na Wschodzie. Słownik inteligencji polskiej w ZSRS 1945-1991”.