Więcej

    Polski Teatr „Studio” to część wileńskiej historii. W tym roku świętuje 65-lecie

    Polski Teatr „Studio” w Wilnie został założony w listopadzie 1960 r., wówczas jako Polski Zespół Dramatyczny przy Klubie Pracowników Łączności. Była to pierwsza tego rodzaju polska instytucja artystyczna utworzona po wojnie w Wilnie. W roku jubileuszowym dla teatru o ludziach z nim związanych opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” kierownik artystyczna i reżyser Lila Kiejzik.

    Czytaj również...

    – W listopadzie br. będziemy obchodzili 65 lat działalności naszego teatru. Planujemy festiwal, na który ma przybyć wielu gości z zagranicy. Jubileuszu 60-lecia nie obchodziliśmy uroczyście, ponieważ przypadł na okres pandemii. A więc okrągła data minęła bez obchodów. W tym roku będę chciała podziękować przede wszystkim tym ludziom, z którymi przez całe życie pracowałam – opowiada w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Lila Kiejzik, wybitna reżyserka teatralna, kierowniczka Polskiego Teatru „Studio” w Wilnie.

    Grudzień 2023 r. Srebrny medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” od ministra kultury RP odbiera Lila Kiejzik, brązowy – jej syn i dyrektor Polskiego Teatru „Studio” Edward Kiejzik
    | Fot. Ričardas Grigas

    Wybitni założyciele

    Lila Kiejzik pierwsze kroki na teatralnej scenie zaczęła stawiać, gdy miała 15 lat. Na początku pracowała z panią Janiną Strużanowską, założycielką pierwszego polskiego teatru po wojnie, czyli Polskiego Zespołu Dramatycznego przy Klubie Pracowników Łączności.

    Później Lila Kiejzik poszła na studia reżyserskie, aby całkowicie oddać się teatrowi. To był początek tej niezwykłej przygody. Teatr stał się jej życiowym powołaniem. Miłością do sztuki zaraziła też swojego syna Edwarda, wcześnie wprowadziła go w arkana sztuki teatralnej.

    Kierownik polskiego teatru, pani Janina Strużanowska, z zawodu była lekarką, przedstawicielką polskiej przedwojennej inteligencji wileńskiej. W 1926 r. wyszła za mąż za adiutanta marszałka Józefa Piłsudskiego, generała broni Edmunda Mieczysława Strużanowskiego (mąż po wojnie, w 1945 r., pozostał w Krakowie). W 1960 r. razem z Janiną Pieniążkową zdecydowała się założyć pierwszy polski teatr w powojennym Wilnie.

    W teatrze lekcje dykcji i recytacji odbywały się pod kierunkiem Jerzego Ordy, wyjątkowej postaci polskiej społeczności, archiwisty i przewodnika po Wilnie, „anarchisty w duchu św. Augustyna”, jak brzmi tytuł niedawno zrealizowanego filmu dokumentalnego o nim.

    16 stycznia 1963 r. w Klubie Pracowników Łączności odbył się pierwszy koncert zamknięty, a 18 stycznia – pierwsza premiera. Po śmierci Janiny Strużanowskiej, w roku 1984, kierownictwo artystyczne zespołu przejął Zbigniew Maciejewski, absolwent Uniwersytetu Wileńskiego, a dwa lata później, w 1986 r., kierownikiem zespołu została Lila Kiejzik – z wykształcenia reżyserka i polonistka.

    – W owym czasie zetknęłam się z bardzo miłymi ludźmi, którzy myśleli tak samo, chcieli tego samego i tworzyli jak ja. Przez długie lata swojej działalności teatr wystawił niezliczenie wiele przedstawień na podstawie utworów dramatycznych, poetyckich, muzycznych. Był też organizatorem wielu spotkań z aktorami i reżyserami, organizował warsztaty teatralne. Symbolem naszego teatru jest anioł, którego wizerunek kiedyś stworzył dla nas znany plakacista Rimvydas Kepežinskas. To były ciężkie czasy, kiedy po kryjomu czytaliśmy Norwida, Iłłakowiczówną, „Dziady” i inne utwory, których wówczas czytać nie można było. Potem, gdy sytuacja polityczna się zmieniła, zaczęliśmy to przenosić na scenę. I wystawiliśmy Norwida, Iłłakowiczównę, Mickiewicza, Słowackiego i wiele innych sztuk, a nie wspomnę o literaturze współczesnej – opowiada Lila Kiejzik o pierwszym okresie swojego kierownictwa.

    Czytaj więcej: Lila Kiejzik: Kocham teatr za prawdziwe emocje, które są tylko tu i teraz

    Spektakle Polskiego Teatru Studio” gromadzą pełną widownię, choć zespół wciąż nie ma stałej siedziby. Korzysta z gościny innych sal – powyżej w Klubie Muzycznym „Legendos” w Wilnie
    | Fot. Marian Paluszkiewicz

    Jubileuszowy program wypełniony po brzegi

    Przez lata działalności Polski Teatr „Studio” wystawił niemało premier. Organizuje też trzy międzynarodowe festiwale teatralne: od 1994 r. Wileńskie Spotkania Sceny Polskiej, od 2012 r. – Międzynarodowy Festiwal Monospektakli „MonoWschód”, a od 2020 r. – Międzynarodowy Festiwal Sztuki „Trans/misje Balticum”. Zespół zawsze angażuje się w obchody różnych świąt państwowych, zarówno polskich, jak i litewskich. Stąd niekiedy sięga po teksty o tematyce militarnej.

    – W tym roku mamy piękny jubileusz 65 lat naszego istnienia. Program jest wypełniony po brzegi. Niebawem rozpoczną się Idy Teatralne, czekamy na gości. My też wyjeżdżamy i daleko, i blisko, bo jedziemy do Polski czy do Londynu. Stworzyliśmy też wyjątkowy festiwal. Muszę się nim pochwalić, bo to jedyny festiwal na świecie teatrów polonijnych działających poza granicami polski. Ideowo zapoczątkował go w Krakowie pan Wacław Jankowski, tam odbyły się dwa festiwale i wiedzieliśmy, że już więcej nie będzie. I wtedy pomyślałam, że zabieramy to do Wilna. To się utrzymało. Zjeżdżają się do nas z całego świata Polacy grający po polsku, a mieszkający za granicą. Cieszymy się niezmiernie, że tegoroczne imprezy, w tym Idy Teatralne, odbędą się we współpracy z Centrum Kultury w Rudominie. To bardzo miło, że działalność teatru dzięki współpracy z dyrektor Wioletą Cereszką i CK w Rudominie powraca do rejonu wileńskiego. Na pewno też wzmocnimy współpracę z Niemenczynem i jego oddziałami, realizując tam ciekawe pomysły teatralne. Czeka nas ciekawy rok z festiwalami i wydarzeniami teatralnymi w rejonie wileńskim – wymienia kierownik PTS.

    Polska reżyserka miała zaszczyt pracować z wielkimi twórcami, w tym także z Litwinami, m.in. Vladasem Sipaitisem. Jak wspomina nasza rozmówczyni, w czasach LSRR nie mógł on pracować w litewskich teatrach, ponieważ miał jakieś zatargi z Sowietami.

    – Współpracowała też z nami pani Kazimiera Kymantaitė, wspaniała kobieta, aktorka, reżyserka, która dużo wniosła do naszego teatru. Była Litwinką, ale znała język polski. Największą trudnością w tamtych czasach było to, że mogliśmy grać tylko to, co było dozwolone. Co prawda nigdy nie graliśmy „Rodziny Uljanowych” ani nie kłanialiśmy się rewolucji październikowej, co było wtedy modne. W naszym teatrze tego nie było. Z tego względu nasz teatr nigdy nie był lubiany przez władze w sowieckiej Litwie. Na samym początku było nam bardzo trudno – przyznaje Lila Kiejzik.

    Trudne czasy sowieckie

    Jak wspomina Lila Kiejzik, pani Janina Strużanowska robiła wszystko, żeby w teatrze panowały relacje niemal rodzinne. O sprawach politycznych nie rozmawiało się przy młodzieży. Starsi coś tam wiedzieli, zdawali sobie sprawę, że w zespole są konfidenci, którzy donoszą władzy itp.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    – Pamiętam, kiedy pierwszy raz jechaliśmy do Polski – miałam już 18 lat, bo tylko wtedy można było wyjechać – wieźliśmy sztukę Kazysa Sai pt. „Maniak”. Sztuka traktowała o faszyzmie, ale kiedy przyjechaliśmy do Warszawy i ją zagraliśmy, pytano nas: „A wam pozwolono to wystawiać?”. Widzowie odebrali wszystko tak, jak Saja myślał, czyli właśnie o reżimie sowieckim. Pamiętam też, że nie można było chodzić do kościoła, nie wolno było robić wielu rzeczy. A mimo to w ciągu tych lat było naprawdę bardzo dużo dobrych chwil. Cieszyliśmy się ze współpracy z Alwidą Bajor – w swoim czasie kopnęła mnie nogą i powiedziała: „Lilka, do przodu!”. Pamiętam, jak zabraliśmy się do wystawiania „Dziadów” Mickiewicza. Spektakl zatytułowano „Proces sądowy”. To dla mnie, jako młodego reżysera, było, jak to się mówi, porwanie się z motyką na słońce. Ale daliśmy radę! Na trzydziestolecie naszego teatru wystawiliśmy sztukę o Miłoszu, „Labirynt”. Scenariusz został napisany przez Alwidę Bajor. Kiedy wystawiliśmy sztukę rok później, przyjechał sam Miłosz na przedstawienie i oglądał je z nami. Bardzo mu się podobało – wspomina Lila Kiejzik.

    Pohulanka to teatr zbudowany przez Polaków, za polskie pieniądze. Myślę, że mamy prawo tam grać i pracować – mówi Lila Kiejzik
    | Fot. Marian Paluszkiewicz

    Marzenie o Pohulance

    – Ostatnie lata okazały się dla nas trudne, bo sporo ludzi odeszło z zespołu. Jeżeli coś robi się z miłością, szczerze, a na dodatek przychodzą ludzie, którzy chcą tego samego, co ty, to nie jest trudno. To znaczy, że twój wysiłek jest potrzebny, praca doceniana. Ale jeżeli mielibyśmy to robić bez miłości, to jest to smutne. Najbardziej mnie boli to, że język polski wileński jest dzisiaj tak zniekształcany – żali się Lila Kiejzik.

    Od lat największym marzeniem Polskiego Teatru „Studio” i jego kierowniczki jest posiadanie w Wilnie zawodowej polskiej sceny, najlepiej – oczywiście – na Pohulance, finansowanej z budżetu państwa litewskiego. Po wojnie na Pohulance mieściła się siedziba Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu, potem Teatru Młodzieży, a do jesieni 2022 r. – siedziba Rosyjskiego Teatru Dramatycznego Litwy. Od 2022 r. nosi on nazwę Wileńskiego Teatru Starego. Dla Polaków pozostaje on jednak Teatrem na Pohulance.

    – Chciałoby się więcej grać na Pohulance, to znaczy w tym Starym Teatrze, bo tak został przemianowany. Z przykrością muszę powiedzieć, że obecny pan dyrektor nie jest nam życzliwy czy chętny do współpracy z nami, co smuci, gdyż pokładaliśmy w tym nadzieje. Są tam zapraszane teatry z Polski, ale my też jesteśmy polskim teatrem i też chcemy, i mamy prawo grać na deskach Wileńskiego Teatru Starego. Mamy teatr zawodowy, mamy zawodowych aktorów, więc też powinniśmy móc tworzyć na Pohulance – mówi z żalem Lila Kiejzik.

    Pani Lila nie rozumie, dlaczego obecny dyrektor jest tak nastawiony do jej zespołu. Nasza rozmówczyni przypomina, że zawsze wiązały ich bardzo dobre stosunki z dyrekcją teatru na Pohulance. Nigdy nie odmawiano im, jeżeli tylko chcieli wystawić tam spektakl. Teraz już chodzi i o współpracę, i o wspólną twórczość.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Jak wspomina, gdy przyjeżdżały teatry z Polski, to ich marzeniem było zagrać na deskach właśnie tej sceny, na Pohulance. Przez lata nic nie stało na przeszkodzie, żeby Polski Teatr „Studio” mógł grać na deskach Wileńskiego Teatru Starego. To się zmieniło, gdy dyrektorem została Olga Polewikowa, a niestety, obecnie to trwa, poza wyjątkami, gdy chodzi o wynajem sceny za grube pieniądze.

    – Staraliśmy się zawsze, żeby teatry z Polski czy ze Lwowa mogły wystąpić na Pohulance. Gdy zaś na Litwę przyjeżdżały zespoły z innych państw, to grały na innych scenach, ponieważ nie mają tego sentymentu. Natomiast te teatry polskie, które zachowały pamięć o Pohulance, chciały tam zagrać. I od tego to się zaczęło. Pragniemy móc grać na deskach również naszego wszak teatru, móc mieć tam próby, prowadzić razem działalność, mieć swoją trupę. O tym marzymy. Dla mnie, tak jak dla każdego Polaka na Wileńszczyźnie, Pohulanka to teatr zbudowany przez Polaków, za polskie pieniądze. Myślę, że mamy prawo tam grać i pracować – podkreśla reżyserka.

    Czesław Miłosz podczas swojej wizyty w Wilnie w 1991 r. oglądał przedstawienie „Labirynt” PTS według własnej biografii
    | Fot. arch.

    Prestiż

    Przez dziesięciolecia funkcjonowania Polski Teatr „Studio” zawsze dbał o język polski, o polską literaturę i oczywiście o polski teatr. 26 maja 2023 r., decyzją ministra kultury RL, Polskiemu Teatrowi „Studio” w Wilnie (pod kierownictwem Lili Kiejzik) przyznano status teatru zawodowego. Jest jedynym polskim teatrem zawodowym działającym poza Polską. Wciąż bez sceny i budżetu, ale wierzącym, że to się wkrótce odmieni.

    Czytaj więcej: Stało się: Po 80 latach w Wilnie znów działa polski, zawodowy teatr


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Nr 13 (36) 29/03-04/04/2025

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Tegoroczna grypa nie ustępuje

    Według danych Narodowego Centrum Zdrowia Publicznego (NVSC) ogólna zachorowalność na grypę, ostre infekcje górnych dróg oddechowych i COVID-19 na Litwie w dniach 24-30 marca (13. tydzień tego roku) pozostała...

    Jan Paweł II. Rocznicowe wspomnienia o świętym, papieżu i człowieku

    „Wyjątkowy pontyfikat”Ks. prałat Wojciech Górlicki, proboszcz parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Wilnie:— Pontyfikat Jana Pawła II bez wątpienia był wyjątkowy. Pierwsze, co się rzuca w oczy w...

    Coraz większa równość płci na litewskim rynku pracy

    Dane Służby Zatrudnienia pokazują, że sytuacja powoli ulega zmianie. Coraz mniej jest zawodów, które należą wyłącznie do kobiet lub mężczyzn.— Przez długi czas kobietom trudniej było łączyć pracę z...