Więcej

    Grenlandia jest wyspą strategiczną. Gdzie się spotkają potęgi tego świata?

    To, co wydarzyło się w Davos na Światowym Forum Ekonomicznym, pokazuje, że polityka Stanów Zjednoczonych jest w dużej mierze nieprzewidywalna. To stanowi duże wyzwanie dla Polski, Litwy i wszystkich państw na wschodniej flance NATO, ponieważ bardzo mocno zainwestowaliśmy w relacje z USA – mówi dr Damian Szacawa, ekspert od państw nordyckich i regionu Morza Bałtyckiego.

    Czytaj również...

    Jarosław Tomczyk: Dlaczego Grenlandia skupiła na sobie oczy całego świata?

    Damian Szacawa: Chodzi oczywiście o postawę Stanów Zjednoczonych i wywieranie przez nie dużej presji na Danię, sojusznika w NATO. To, w jaki sposób prezydent Donald Trump i przedstawiciele jego administracji, głównie wiceprezydent J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio, podnosili oczekiwania względem Duńczyków – pomijając w zasadzie mieszkańców Grenlandii, jakby w tej sprawie nie mieli nic do powiedzenia – jest czymś, co zszokowało europejskich członków NATO, a z pewnoście ucieszyło Rosję czy Chiny, które obserwują, jak ten zachodni sojusz jest nadwyrężany przez jego filar, czyli USA.

    Dla Władimira Putina to woda na młyn.

    To, co dzieje się w Arktyce, jest ważne dla Rosji, ale Putin (ustami Dmitrija Pieskowa) może mówić, że rozumie interesy Stanów Zjednoczonych dotyczące bezpieczeństwa. Rozumie także i w zasadzie podziela kwestie dotyczące podziału świata na strefy wpływów i chce brać udział w rozmowach na ten temat.

    A Siergiej Ławrow może dodawać, że Krym jest tak samo potrzebny Rosji dla jej bezpieczeństwa jak Grenlandia USA.

    Oczywiście, z takim dość istotnym zastrzeżeniem, że dobrze wiemy, iż Rosja nie potrzebuje żadnych pretekstów, natomiast potrafi doskonale je wykorzystać, by formułować mniej czy bardziej logiczne uzasadnienie dla swoich działań na arenie międzynarodowej.

    Grenlandia-2026-01-31-2-PORTAL
    Grenlandia jest niemal 50 razy większą niż Dania kontynentalna, ponad siedem razy większą niż Polska i 33 razy większą niż Litwa | Fot. Adobe Stock

    Grenlandia faktycznie jest tak bardzo potrzebna Stanom Zjednoczonym? Czy to, co dzisiaj mogą na niej czynić, rzeczywiście jest niewystarczające do realizacji ich żywotnych interesów?

    Na pierwsze pytanie odpowiadam zdecydowanie tak, na drugie – zdecydowanie nie. Wystarczy, że spojrzymy na świat takim, jaki jest, czyli nie na płaską mapę, tylko na globus, i zobaczymy, że Grenlandia, a szerzej mówiąc Arktyka, znajduje się w jego centrum. Mówimy o jej rosnącej roli chociażby ze względu na obserwację zmian klimatu, które zachodzą, i na wnioski, jakie z tego wyciągamy dla polityki klimatycznej i energetycznej.

    Grenlandia jest strategicznie położoną, olbrzymią wyspą, niemal 50 razy większą niż Dania kontynentalna, ponad siedem razy większą niż Polska i 33 razy większą niż Litwa. W czasach zimnej wojny USA, na podstawie porozumienia z 1951 r., umieściły na tej wyspie kilkanaście baz wojskowych, których głównym zadaniem było obserwowanie, co robią w Arktyce Rosjanie, a także śledzenie możliwej trajektorii pocisków balistycznych, gdy zawisła obawa wojny atomowej między tymi dwoma potęgami.

    Wiemy, jak ważną rolę w razie potencjalnej wojny nuklearnej odgrywały sowieckie zasoby na Półwyspie Kolskim czy posiadanie przez ZSRS arktycznej floty podwodnej wyposażonej w pociski zdolne do przenoszenia głowic atomowych, które leciałyby nad Arktyką. To jest ten aspekt bezpieczeństwa, więc USA jak najbardziej są zainteresowane tym, co dzieje się na wyspie, żeby się lepiej chronić. Natomiast obecnie USA, w oparciu o porozumienie z Królestwem Danii z 1951 r. i stosunkowo nową umowę o współpracy, mogą te wszystkie kwestie rozwiązywać.

    Co zatem powoduje, że prezydent Donald Trump jest tak zdeterminowany, by przejąć Grenlandię?

    Wbrew pozorom to nie jest łatwe pytanie. Trump wyraźnie wskazuje na dwa czynniki. Pierwszy – bezpieczeństwo, kwestia rywalizacji USA z innymi potęgami, Rosją, ale przede wszystkim z Chinami. Drugi to kwestia surowców energetycznych i zasobów pierwiastków ziem rzadkich zlokalizowanych na wyspie. No i jest aspekt symboliczny, Trump chce przejść do historii jako najwybitniejszy prezydent USA. W tym roku przypada 250. rocznica ich utworzenia, prezydent ma wizję, że jego kraj kontroluje zachodnią półkulę, więc również Grenlandię, i ten wątek emocjonalny, personalny, jest co najmniej równie istotny jak dwie wcześniej omówione przyczyny.

    Czyli chodzi o dosłowne rozumienie uczynienia Ameryki znów wielką?

    Albo większą, bo to działa na wyobraźnię. Trump często odwołuje się do XIX-wiecznego modelu rozwoju Stanów, czyli zakupów terytoriów. Nie bierze pod uwagę, że Grenlandia jest autonomiczną częścią królestwa Danii, która nie ma żadnego prawa, by ją sprzedać. Na mocy ustawy z 2009 r. o uznaniu narodu grenlandzkiego i jego autonomii wyłącznie od tego narodu zależy, czy przekształci swój kraj w niepodległe państwo. Jest tam opisana cała procedura, jak to może się stać. Na mocy art. 21 decyzje podejmuje naród Grenlandii, a jeżeli tak zdecyduje, zostaną podjęte negocjacje między rządami Grenlandii i Danii w celu urzeczywistnienia tego stanu. Duńczycy wielokrotnie podkreślali, że taką decyzję Grenlandczyków uszanują.

    Grenlandia-2026-01-31-3-PORTAL
    Grenlandia jest autonomiczną częścią królestwa Danii, która nie ma żadnego prawa, by ją sprzedać | Fot. Adobe Stock

    A sami Grenlandczycy tego chcą?

    Dążą do ogłoszenia niepodległości, tylko różnica między partiami reprezentowanymi w parlamencie w Nuuk sprowadza się do tempa, w jakim miałoby się to stać. Obecnie dominująca opcja chce ograniczenia dofinansowania z budżetu duńskiego do Grenlandii i zwiększenia zysków wypracowywanych u siebie.

    Teoretycznie Grenlandczycy mogliby więc w referendum zdecydować o niepodległości, a następnie zwrócić się do USA o przejęcie?

    W długim terminie Stany Zjednoczone mogłyby zrealizować scenariusz, w którym wspomagając Grenlandczyków w uzyskaniu niepodległości, następnie przekonaliby ich do złożenia wniosku o jakąś formę stowarzyszenia z USA. Nigdzie przecież nie padło, że Grenlandia miałaby być kolejnym stanem, co – jak pokazuje przykład Portoryko – wcale takie łatwe nie jest.

    Ale Trump nie chce czekać.

    Ma świadomość, że jego kadencja jest ograniczona, dlatego nie jest zainteresowany takim wbijaniem klina. Ale jego stanowisko względem Grenlandii nie cieszy się wcale wielkim poparciem w USA, nie jest tak, że Amerykanie podzielają jego pogląd. Są liczne głosy sprzeciwu, nie tylko z kręgów Partii Demokratycznej, a już rozwiązanie siłowe popiera według badań raptem ok. 4 proc. społeczeństwa.

    Czytaj więcej: Grenlandia nie do kupienia

    Przejęcie Grenlandii to jest autorski pomysł prezydenta USA?

    To nie jest tak, że Donald Trump teraz sobie przypomniał o Grenlandii. Jeszcze pod koniec swojej pierwszej kadencji rzucił pomysł, by może ją kupić. Mocno zareagowała wtedy premier Danii, którą zresztą nadal jest Mette Frederiksen. Nazwała pomysł absurdalnym. Trump się obraził, odwołał zaplanowana wizytę w Danii, mocno wziął do siebie tę krytykę czy, jak on to czasami określa, kolejny dowód niewdzięczności względem Stanów za wieloletnią opiekę nad państwami europejskimi.

    Grenlandia-2026-01-31-4-PORTAL
    Grenlandia, a szerzej mówiąc Arktyka, to dziś centrum zainteresowania imperiów. Chodzi o położenie i bogactwa naturalne | Fot. Adobe Stock

    A może Donald Trump wcale nie chce całej wyspy, tylko określonych punktów, w których zlokalizuje bazy i będzie wydobywał surowce?

    W przypadku prezydenta Trumpa trzeba oddzielić show od tego, co dla niego z punktu widzenia tego show kluczowe. Trump jest showmanem, świetnie się czuje, skupiając na sobie uwagę, rzuca hasła mijające się z rzeczywistością, ale przyciągające uwagę. Zwracam uwagę choćby na ostatnią wypowiedź dla telewizji Fox News, że Amerykanie nie potrzebowali wojsk NATO-wskich w Afganistanie – nie patrzył na to, ilu żołnierzy tam poległo w odpowiedzi na wezwanie USA na mocy art. 5 traktatu północnoatlantyckiego… Dla niego fakty nie mają znaczenia, takiego jak ich interpretacje i celowe wykorzystywanie różnego rodzaju argumentów.

    Wiemy, że prezydent Trump wprowadza do dyplomacji nowy sposób negocjowania, transakcyjność, którą przenosi z rynku nieruchomości. Zaczyna negocjacje od żądań niemożliwych, być może po to, by dojść do tego, co od początku było jego celem. Ale tego nie wiemy.

    Można byłoby to chyba jednak załatwić normalnie, dyplomatycznie…

    Potrafię sobie wyobrazić, że Stany Zjednoczone zwykłą rozmową, negocjacjami, bez odwoływania się do polityki siły, byłyby w stanie nakłonić Duńczyków i Grenlandczyków do zawarcia korzystnego dla USA porozumienia. Tylko wtedy nie byłoby show i trzeba byłoby pokazać, że USA są państwem traktującym innych po partnersku. Nie byłoby wrażenia, że prezydent wykazał sprawczość, zmuszając innych do zaakceptowania swojej woli. Musiałby pokazać, że toczyły się jakieś dyskusje, które doprowadziły do kompromisowego porozumienia, a prezydent Trump bardzo nie lubi iść na jakikolwiek kompromisy, zwłaszcza z mniejszymi.

    To, co wydarzyło się podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, wydaje się odsuwać groźbę siłowego rozwiązania. Jaki Pan przewiduje rozwój wypadków amerykańsko-duńskich czy nawet szerzej – amerykańsko-europejskich?

    Znamy powiedzenie, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Teraz w centrum zainteresowania są Duńczycy i Grenlandia, ale równie dobrze za parę dni czy miesięcy, nie wiemy dokładnie kiedy, mogą to być inne państwa, które zdaniem prezydenta Trumpa mają niewyrównane rachunki z USA. To, co wydarzyło się w Davos, pokazuje, że polityka Stanów Zjednoczonych jest w dużej mierze nieprzewidywalna i europejskie państwa NATO muszą tę nieprzewidywalność kalkulować.

    W głośnym przemówieniu premier Kanady Mark Carney powiedział, co mogą zrobić państwa małe i średniego rzędu, gdy mocarstwa zaczynają politykę transakcyjną układania świata pod siebie. Albo będą skazane na porażkę w rywalizacji jeden do jednego, co doskonale znamy z naszej części Europy, albo będą budować sojusze przeciw tym największym potęgom. To stanowi duże wyzwanie dla Polski, Litwy i wszystkich państw położonych na wschodniej flance NATO, ponieważ bardzo mocno zainwestowaliśmy w relacje z USA, a teraz widzimy, że to jest kwestia dobrej woli ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych.

    Niby zawsze tak było, w polityce międzynarodowej liczą się interesy, tylko że jeśli mocarstwo, takie jak USA, w ogóle dopuszcza użycie siły zbrojnej w relacjach z sojusznikiem, to znaczy, że sprawy zaszły bardzo daleko, a kolos wcale nie jest taki duży i silny.

    Grenlandia-2026-01-31-5-PORTAL
    W tym roku przypada 250. rocznica utworzenia USA, prezydent Trump ma wizję, że jego kraj kontroluje zachodnią półkulę, więc również Grenlandię | Fot. Official White House Photo by Molly Riley, domena publiczna

    Zakłada Pan, że Trump zawrze jakieś porozumienie z Duńczykami odnośnie do tego, co dla niego najistotniejsze?

    Tak, ale nie wiem, co się w nim znajdzie. Na ile to co będzie negocjowane, wprowadzi nową jakość w stosunkach amerykańsko-duńskich. Na dzisiaj mamy czerwone linie Danii dotyczące suwerenności i nienaruszalności integralności, z drugiej strony – oczekiwania Stanów dotyczące bezpieczeństwa i gospodarki zasobami mineralnymi oraz pytanie: gdzie się spotkają?


    Damian Szacawa

    (ur. w 1981 r.) doktor nauk politycznych, adiunkt w Katedrze Administracji Publicznej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz kierownik Zakładu Bałtyckiego w Instytucie Europy Środkowej. Członek interdyscyplinarnej Grupy Badawczej ds. Europy Nordycko-Bałtyckiej i Arktyki. Autor i współautor licznych publikacji naukowych na temat bezpieczeństwa międzynarodowego.


    Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 04 (12) 31/01-06/02/2026

    Afisze

    Więcej od autora

    Polacy wracają z tarczą! Igrzyska widziane od środka

    – Igrzyska powinny łączyć, niestety, we Włoszech wszyscy są podzieleni, co wynika z faktu, że zawody w poszczególnych dyscyplinach są bardzo rozproszone – mówi Tomasz Kalemba, relacjonujący wszystkie zimowe...

    Dla Iranu nie widać dobrego scenariusza

    Jarosław Tomczyk: Huszang Asadi, irański pisarz emigracyjny, był w styczniu przekonany, że kolejna próba obalenia rządów w Iranie tym razem skończy się powodzeniem. Argumentował, że opozycja w końcu ma...

    Umarł król, niech żyje król!

    „Mogło być jeszcze lepiej” – powiedział chwilę po tym, jak sięgnął po olimpijskie srebro. A przecież nigdy wcześniej nie stał nawet na podium Pucharu Świata, w którym zadebiutował raptem...