Jadą trójkolorowe wozy do Polski po… kiełb-aaa-sy!

195

„Jadą wozy kolorowe tabor-aaa-mi!” — tak niegdyś śpiewała (i zaśpiewa mam nadzieję jeszcze) w Wilnie Maryla Rodowicz. Słuchając madonny polskiej muzyki w życiu bym nie pomyślał, że będzie pasowała jak ulał do dzisiejszego komentarza.

Od lat mieszkańcy Litwy „pielgrzymują” do Polski po niemal trzykrotnie tańszą tam żywność. A każdy, który po raz pierwszy wracał z pełnym bagażnikiem, nie krył oburzenia: „A dlaczego u nas tak drogo?!”. Odpowiedź jest prosta jak drut: bo w Polsce VAT na artykuły spożywcze jest pięcio-, a u nas aż 21-procentowy.
Tegoroczny ubiegły długi weekend rozpoczął się 11 marca — Dniem Odzyskania Niepodległości — i… „świętowaniem” taborami zakupowymi. „Skandal!” — zawyli co poniektórzy hurapatrioci, a rządzący wreszcie poszli po rozum do głowy i postanowili wznieść tamę, a raczej obniżyć poziom wody we własnym stawie.
Bowiem i oni nie mogą już więcej z bólem w sercu patrzeć na te poniżające, niepatriotyczne swoich wyborców cotygodniowe „wycieczki” do Polski.
W Sejmie ruszył więc proces obniżenia VAT-u do „piątki” na żywność, żeby litewskie euro nie karmiło polskiego budżetu.
No wreszcie! Może więc nie będzie takiego wstydu, jak np. kiedy mer przygranicznych Łoździej przed miesiącem zasłynął z tego, że zabronił „polskich zakupów” swoim urzędnikom. Którzy — jak i inni normalni obywatele — pędzili do tanich „biedronek”, swoje „maximy” szerokim łukiem omijając. Mer tak się ośmieszył, że nawet na rodzimym najwyższym poziomie politycznym przypomniano, że jesteśmy w Unii i możemy po czekoladę jechać choćby i do Szwajcarii.
Co prawda ów mer potem próbował swój wizerunek poprawić… rozdając 11 marca udającym się do Polski trójkolorowe chorągiewki.
No, a jak wynika z dotychcasowej pracy litewskich instytucji, „cud”, czyli spadek cen na żywność, może nastąpić nie wcześniej niż w roku przyszłym.
Tak więc jeszcze długo litewskie auto-pociągi będą kursowały w ruchu wahadłowym, czyli w te i z powrotem, po polską kiełbasę.
Smacznego!