O tym, jak wygląda realna pomoc, jaką niosą wolontariusze organizacji „Lietuva gyvūnams” (pol. „Litwa zwierzętom”), z jej koordynatorką wolontariatu, Loretą Mankauskienė rozmawia Ilona Lewandowska.
Ilona Lewandowska: Jakie są główne cele organizacji „Lietuva gyvūnams”? Czym różnicie się od tradycyjnych schronisk?
Loreta Mankauskienė: „Lietuva gyvūnams” nie jest schroniskiem — ani fizycznie, ani ideowo. Nasza działalność jest znacznie szersza. Głównym celem jest walka z nielegalnymi hodowlami oraz wszelkimi formami okrutnego traktowania zwierząt. Zajmujemy się zwierzętami rannymi, porzuconymi, skrajnie zaniedbanymi, a także tymi, które zostały skonfiskowane przez instytucje państwowe. Dbamy o ich zdrowie, bezpieczeństwo i dalszy dobrostan, aż do znalezienia odpowiedzialnych opiekunów.
Organizacja opiera się niemal w całości na wolontariuszach działających we wszystkich dziesięciu okręgach Litwy. To ludzie, którzy nie tylko kochają zwierzęta, ale też aktywnie walczą o ich prawa.
Dlaczego samo schronisko nie wystarcza, by rozwiązać problemy związane z dobrostanem zwierząt?
Schroniska wykonują ogromną pracę, ale ich zadania są inne. My działamy na styku interwencji i opieki. Współpracujemy z Państwową Służbą Żywności i Weterynarii (VMVT), reagujemy na zgłoszenia, uczestniczymy w kontrolach, przejmujemy zwierzęta odebrane właścicielom. Zapewniamy im opiekę w trakcie postępowań, a po decyzjach sądu — prowadzimy cały proces adopcyjny. Najczęstsze przypadki, z którymi się spotykamy, to skrajne zaniedbanie: zwierzęta trzymane w zamknięciu bez możliwości ruchu, bez jedzenia, bez wody, w brudzie, w bólu. Często trafiają do nas psy i koty z poważnymi problemami zdrowotnymi, które wymagają natychmiastowej hospitalizacji.
Celem naszych wolontariuszy jest kierowanie uratowanych zwierząt nie do schronisk, ale bezpośrednio do tymczasowych lub stałych domów. Dlaczego jest to ważne? W takich wypadkach uratowane zwierzęta poznają od pierwszych dni nowego życia ciepło domowego ogniska, ludzką miłość i troskę. W takim otoczeniu zwierzęta znacznie szybciej się adaptują, doświadczają mniejszego stresu, mogą odpocząć i szybciej wrócić do zdrowia — zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie.

Jakie zwierzęta najczęściej trafiają pod waszą opiekę?
Przede wszystkim zwierzęta domowe — psy i koty. Ale otrzymujemy również zgłoszenia dotyczące zwierząt dzikich. W takich przypadkach instruujemy zgłaszających, jak powinni postępować i kierujemy ich do odpowiednich instytucji. Naszym zadaniem jest przede wszystkim reagowanie tam, gdzie dochodzi do przemocy lub zaniedbania.
Jak wygląda proces pomocy — od pierwszego zgłoszenia do leczenia lub adopcji?
To proces wymagający ogromnych zasobów emocjonalnych i fizycznych. Jeśli zgłoszenie dotyczy przemocy lub oczywistych problemów zdrowotnych, reagujemy natychmiast. Jedziemy na miejsce, rozmawiamy z właścicielem, próbujemy doprowadzić do poprawy warunków. Jeśli to niemożliwe — wzywamy funkcjonariuszy.
Po odebraniu zwierzęcia przewozimy je do kliniki. Tam przeprowadzany jest wstępny przegląd, często konieczna jest hospitalizacja, badania, operacje. Dopiero po ustabilizowaniu stanu zdrowia zwierzę trafia do domu tymczasowego, gdzie uczy się życia z człowiekiem. To kluczowy etap — zwierzęta po traumach potrzebują czasu, by zaufać.
Czy zauważacie zmiany w liczbie zgłoszeń?
Niestety — tak. Liczba zgłoszeń rośnie. W 2025 r. pod naszą opiekę trafiło 229 zwierząt, z czego 63 pochodziły z nielegalnych hodowli. 139 znalazło nowe domy. 89 wciąż czeka w domach tymczasowych. Jedno zwierzę — mimo wysiłków — nie przeżyło.
Widzimy też wzrost przypadków okrutnego traktowania. Jednocześnie rośnie wrażliwość ludzi — częściej reagują, częściej zgłaszają, częściej proszą o wskazówki. To daje nadzieję.
Jakie zmiany prawne lub edukacyjne są, Pani zdaniem, konieczne?
Prawo i edukacja muszą działać razem. Potrzebujemy surowszych i konsekwentnie stosowanych kar za znęcanie się nad zwierzętami. Potrzebujemy jasnych standardów dotyczących opieki, hodowli, warunków utrzymania. I — co równie ważne — intensywniejszej kontroli.
Ale bez edukacji nic się nie zmieni. Dzieci i młodzież muszą rozumieć, że zwierzę to nie rzecz. Że cierpi, czuje, potrzebuje. Same przepisy nie wystarczą — musimy zmieniać postawy.

Co może zrobić zwykły człowiek, gdy widzi cierpiące zwierzę?
Przede wszystkim — nie być obojętnym. Chciałabym zaprosić wszystkich ludzi, aby patrzyli bardziej sercem i dostrzegali tych, którzy nie mogą zadbać o siebie sami. Którzy całkowicie zależą od naszego podejścia i naszych działań. Którzy latami czekają na pomoc… inni nigdy jej nie doczekają. Odchodzą po cichu, w cierpieniu, niekochani i niepotrzebni… Każdy może zmienić los choć jednego zwierzęcia. Naprawdę każdy. Wystarczy patrzeć sercem.
Zapraszam również do współpracy z naszą organizacją. Nie otrzymujemy finansowania państwowego — działamy wyłącznie dzięki darczyńcom. Można przekazać 1,2 proc. podatku, można adoptować zwierzę, można zostać domem tymczasowym. To ogromna pomoc — zwierzęta po traumach uczą się w takich domach nowych umiejętności, stają się bardziej otwarte, łatwiej znajdują stałych opiekunów.






