Ilona Lewandowska: Co dla Ciebie znaczy otrzymanie Nagrody im. Zigmasa Gaidamavičiusa‑Gėlė i jak ten gest wpłynął na Twoje myślenie o własnej twórczości?
Alina Borzenkaitė: To dla mnie bardzo miłe wyróżnienie. Był taki okres, kiedy myślałam, że moje teksty nie mają żadnej wartości. Wiele razy chciałam przestać pisać, bo wydawało mi się, że nic dobrego nie potrafię stworzyć. Teraz chyba łatwiej i bardziej naturalnie akceptuję siebie jako osobę piszącą.
Rok temu „Undinės žvejoja” istniały jedynie jako „dość wątpliwy” rękopis. Jak wyglądała droga od tamtego etapu do nagrodzonej książki?
Rękopis powstawał przez wiele lat. Z czasem zaczęłam usuwać coraz więcej tekstów, ale nadal nie wiedziałam, czy książka w ogóle zostanie wydana. Kiedy okazało się, że tak, usunęłam jeszcze więcej wierszy i zaczęłam myśleć o koncepcji całej książki, żeby teksty tworzyły spójną całość. Przenosiłam je między rozdziałami. Zaskoczyło mnie, jak szybko i łatwo przebiegła współpraca z redaktorem książki, Gintarasem Grajauskasem. Okładkę narysowała moja przyjaciółka Agnė Čirbulėnaitė. Potem książka została złożona, wydrukowana i trafiła do czytelników. Teraz żyje już własnym życiem.
Mówisz bardzo dobrze po polsku, to chyba Twój język ojczysty? Jakie były Twoje pierwsze próby pisania poezji: powstawały po litewsku, po polsku, a może w obu językach?
Moja historia jest trochę bardziej skomplikowana. Rodzina mamy pochodzi z Wileńszczyzny, ale rodzina taty ma bardziej ukraińskie korzenie, dlatego obok polskiego językiem codziennym w domu był rosyjski jako język zrozumiały dla wszystkich. Chodziłam do polsko-rosyjskiego gimnazjum, ale trafiłam do klasy rosyjskiej, przez to moje pierwsze próby poetyckie były właśnie po rosyjsku. Polski znałam wtedy głównie w mowie, a nie od strony gramatycznej. Próbowałam też trochę pisać po polsku, ale nikomu tego nie pokazywałam. Na studiach zaczęłam pisać już tylko po litewsku, a jednocześnie bardziej interesować się swoim polskim dziedzictwem. Obecnie piszę tylko po litewsku. W innych językach jakoś mi się nie udaje, choć czasem myślę, że bardzo chciałabym pisać także po polsku. Polski jest dziś językiem, którym rozmawiam z rodzicami. Prowadzę też po polsku wycieczki. Korzystam z niego również podczas studiów doktoranckich, ponieważ wiele potrzebnych mi źródeł historycznych jest właśnie po polsku. Część treści w mediach społecznościowych także śledzę po polsku. To jest język, który obok litewskiego i angielskiego używam właściwie codziennie.
W Twoich tekstach pojawiają się baśnie, tradycje i etnograficzne święta. Co Cię w tych tematach najbardziej pociąga?
Te tematy fascynują mnie od dzieciństwa. Syrenki, czarownice, duchy lasu i różne mityczne istoty zawsze były moimi ulubionymi bohaterami opowieści. Bardzo interesowały mnie też tradycje ludowe, na przykład związane z nocą świętojańską. Mam wrażenie, że jest w nich jakaś magia, która pozwala spojrzeć na codzienność inaczej i nadaje zwykłym rzeczom głębsze znaczenie. Poza tym fascynuje mnie to, że wiele dawnych wierzeń i zwyczajów przetrwało do dziś. Lubię szukać takich śladów przeszłości i obserwować, jak dawne historie nadal wpływają na naszą wyobraźnię.
Jesteś mediewistką i badaczką dziedzictwa. Jak Twoje akademickie doświadczenie wpływa na język, obrazowanie i konstrukcję wierszy?
Myślę, że bez tego moje teksty albo w ogóle by nie powstały, albo byłyby zupełnie inne. Rzadko piszę bardzo osobiste wiersze o uczuciach czy własnych przeżyciach. Ważniejsza jest dla mnie obserwacja otoczenia, kontekst historyczny i różne artefakty, które mogę wpleść w tekst. Tego nauczyły mnie historia i ochrona dziedzictwa. Bez tego pisanie nie byłoby dla mnie tak interesujące.
Jak łączysz poezję z pracą naukową i zawodową? Co jest ważniejsze, z czym się bardziej identyfikujesz?
Przez długi czas postrzegałam to jako pewien konflikt. Wydawało mi się, że można być albo dobrą badaczką, albo dobrą poetką, a połączenie tych dwóch ról nie jest takie proste. Dlatego wciąż trochę się miotam między jednym a drugim — przez jakiś czas całkowicie pochłania mnie historia i ochrona dziedzictwa, a potem wracam do twórczości. Łatwiej jest mi mówić o sobie jako o historyczce czy badaczce dziedzictwa niż jako o poetce. Nauka i praca są częścią mojej codzienności, czymś, nad czym mam większą kontrolę. Z pisaniem jest inaczej. Jak już wspominałam, twórczość pojawia się wtedy, kiedy sama tego chce. Nie da się jej zaplanować ani zmusić do przyjścia.
Wspomniałaś, że podczas tegorocznej „Wiosny poezji” („Poezijos pavasaris”) wydarzyło się bardzo wiele. Jakie były dla Ciebie najważniejsze momenty?
To był pierwszy „Poezijos pavasaris”, podczas którego miałam już w rękach własną książkę, nagrodzoną wspomnianą wcześniej nagrodą. Laureaci Nagrody im. Zigmasa Gaidamavičiusa-Gėlė sadzą drzewo w Parku Poetów w Serejkach. Moje było już pięćdziesiątym drzewem. Kiedy zobaczyłam ten park, byłam pod ogromnym wrażeniem. Niektóre drzewa są już bardzo duże, a najstarsze ma około pięćdziesięciu lat. Trudno uwierzyć, że stałam się częścią tej historii. Otrzymałam też nagrodę podczas czytań przy pomniku Žemaitė, które od dawna bardzo lubię. Te chwile były dla mnie ważne.

Posadziłaś swoje drzewo w Parku Poetów — i od razu imienne. Jak przeżyłaś ten symboliczny gest i czy czujesz, że włącza Cię on w pewną tradycję poetycką?
Poczułam, że w pewnym sensie stałam się częścią historii poezji. A park z każdym nowym drzewem staje się coraz bardziej zielony. Było też zabawnie, bo zupełnie nie umiałam sadzić drzew. Kopałam kiedyś ziemniaki, więc przynajmniej wiedziałam, jak trzymać łopatę. Ale jako historyczka miałam poczucie, że uczestniczę w czymś w rodzaju żywej kroniki.
Jak odbierasz reakcje publiczności na swoje wiersze? Czy podczas tegorocznych czytań coś szczególnie Cię zaskoczyło?
Największą radość sprawia mi to, kiedy moje teksty wywołują uśmiech. Szczególnie zapamiętałam sytuację w Szawlach. Po spotkaniu podeszła do mnie pewna pani, kupiła książkę i podarowała mi mały ręcznie wykonany obrazek z ceramicznym kwiatem, który wcześniej kupiła na jarmarku. W takich chwilach naprawdę cieszę się, że wyciągnęłam kiedyś swoje teksty z szuflady i odważyłam się je pokazać innym.
Jak wyobrażasz sobie dalszy los książki i swoją drogę poetycką po tym sukcesie?
Szczerze mówiąc, nie wiem. Zawsze mówię, że pisanie jest jak osobny duch, który nie zawsze przychodzi. Nie piszę wtedy, kiedy chcę, tylko wtedy, kiedy pojawia się inspiracja. Staram się do tego nie przywiązywać. Może już nic więcej nie napiszę, a może pojawią się nowe pomysły.
Jak postrzegasz głos swojego pokolenia poetów? Co Was łączy, a co odróżnia?
Myślę, że przede wszystkim jest to głos wolności. Wolności od schematów i pełnej swobody wyrażania siebie. Każdy tworzy na własny sposób. Dziś istnieje wiele dróg dla poezji — tradycyjne festiwale, slam poetycki czy nawet media społecznościowe.


