To, co się wydarzyło w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 r. w elektrowni jądrowej w niedużym ukraińskim mieście Prypeć, przyspieszyło zapoczątkowane przez Michaiła Gorbaczowa procesy społecznych zmian i skierowało je w innym kierunku, niżeli planowali inicjatorzy.
Zapewne wielu czytelników „Kuriera Wileńskiego” pamięta jeśli nie koniec kwietnia dalekiego już 1986 r., to na pewno początek maja tamtego roku. Sowieckie władze swoim zwyczajem chciały zataić informacje o tym wydarzeniu i dopiero zmuszone presją zachodnich państw, alarmujących o radioaktywnej chmurze znad Ukrainy, przyznały się do katastrofy i zaczęły informować swoich obywateli o niebezpieczeństwie.
Ale zanim to nastąpiło, nic niepodejrzewający mieszkańcy europejskiej części dawnego ZSRS i przede wszystkim terenów położonych w pobliżu elektrowni otrzymali swoją dawkę promieniowania. Szacuje się, że śmierć z powodu awarii w Czarnobylu poniosło około miliona dzieci oraz 2 mln dorosłych.
Kłamstwo i arogancja okazały się nawet mocniejsze w niszczeniu Związku Sowieckiego niżeli sama radiacja. To tradycyjne w podobnych sytuacjach zachowanie sowieckich władz spowodowało pierwsze pęknięcie w gmachu zaufania do systemu sowieckiego u wielu mieszkańców Związku Sowieckiego. Katastrofa rozsadziła nie tylko reaktor, lecz także wiarę w system i państwo.
W tym wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” piszemy o tym, jak mieszkańcy Wileńszczyzny wspominają wydarzenia sprzed 40 lat. Wspomnieniami podzieli się z odbywającymi praktyki w naszej redakcji studentkami Filii Uniwersytetu w Białymstoku w Wilnie – Dianą Wołkanowską i Joanną Pietkiewicz.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” ” Nr 16 (45) 25/04-01/05/2026

