Dożynki — dawna tradycja, która łączy nas ze światem przyrody

Dożynki to dziś przede wszystkim kolorowy festyn, podczas którego cieszymy się ostatnimi dniami lata (jeśli oczywiście pogoda sprzyja). Dożynkowe zwyczaje mają jednak bardzo długą tradycję i jak mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Margarita Czekolis, wyrażają zależność człowieka od sił przyrody.

Czytaj również...

Wyraz wdzięczności za plony

Dożynki to zwyczaj, który łączy Słowian i Bałtów. Może mieć różne nazwy, pewne odmienne elementy, ale zawsze jest wyrazem wdzięczności za plony.

— To obrzęd o wiele starszy niż chrześcijaństwo. Sięga początków naszej kultury i przetrwał do dzisiaj, ponieważ wyraża więź człowieka z przyrodą. Dziś również ją odczuwamy, ale w przeszłości, gdy nie było tak zaawansowanych możliwości technicznych, byliśmy całkowicie zależni od słońca, wody, ziemi. Ludzie nie rozumieli zjawisk przyrody, przyjmowali je jako dar, więc konieczne było wyrażenie za ten dar wdzięczności — mówi nam znawczyni folkloru.

Tradycyjnie dożynki obchodzone były w pierwszy dzień jesieni. Święto poświęcone było tegorocznym zbiorom zbóż. Podczas obchodów dziękowano bogom za plony i proszono o jeszcze lepsze w roku następnym. Dożynkom towarzyszyły różne zwyczaje, które, jak podkreśla Czekolis, przetrwały do dzisiaj jedynie w szczątkowej formie i tylko bardzo nieliczne osoby zdają sobie sprawę z ich pierwotnego znaczenia.

Czytaj więcej: Dożynki 2023 w parku miejskim w Solecznikach [Z GALERIĄ]

Łączność z duchami pola

Jednym z najważniejszych dożynkowych znaków jest oczywiście wieniec.

— Pierwotnie były dwa wieńce, jeden z pierwszych kłosów, a drugi z ostatnich. Te pierwsze ścinały zawsze kobiety. Robiono z nich wianek, ale także pieczono chleb, którym dzielono się nie tylko z ludźmi, ale także z duchami opiekuńczymi pola. Był to wieniec żeński, nazywany „babą” i symbolizował żeński początek życia. Kolejny wieniec, ten z ostatnich kłosów, nazywany był gospodarzem i symbolizował pierwiastek męski — wyjaśnia Margarita Czekolis.

Jak wyjaśnia znawczyni folkloru, ostatnie kłosy zbóż nie były przeznaczone do spożycia, zabierano taki snopek do domu i pozostawał tam przez całą zimę.

— Wynikało to znowu z wszechobecnej wiary w duchy opiekuńcze. Wierzono, że taki duch zamieszkuje na polu przez całą wiosnę i lato, mieszka w zbożu. Żniwa miały zgodnie z tą logiką pozbawiać takiego ducha domu. Trzeba było więc zabrać go ze sobą, by miał gdzie przetrwać zimę i oczywiście by nie zezłościł się na gospodarzy — opowiada rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”.

Dożynkowe wieńce na Wileńszczyźnie najczęściej mają okrągłe kształty
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Tradycja przejęta przez chrześcijaństwo

Dożynki zmieniły swój charakter wraz z nastaniem chrześcijaństwa.

— Nadal wyrażały wdzięczność za plon, który przecież nigdy nie przestał być wynikiem współdziałania człowieka i przyrody. Teraz po prostu tę wdzięczność zaczęto wyrażać nie duchom opiekuńczym, ale chrześcijańskiemu Bogu i Matce Bożej — mówi Czekolis.

Z biegiem czasu bardzo ważny w dożynkowej obrzędowości stał się czynnik społeczny. Już od XVI w. obchodzono to święto z myślą o żniwiarzach w nagrodę za ciężką pracę i zebrane plony. Także dziś dożynki pozostały bardzo ważnym elementem życia społeczności, która czuje się związana z rolnictwem.

Również wieniec dożynkowy zmieniał swoje formy.

— Na Wileńszczyźnie tradycyjny wieniec dożynkowy powinien być okrągły, zrobiony z kłosów zbóż, co wyraźnie nawiązywało do Słońca, któremu nasi przodkowie nadawali ogromne znaczenie. Na Ukrainie będzie natomiast inaczej — podstawa wieńca powinna być trójkątna. Oczywiście nie wynika to tylko z kwestii zwyczajowych, tak jak mówiłam, w naszych tradycjach każdy gest, kształt, kwiat ma znaczenie. Oczywiście niewiele osób je dziś pamięta, ale ja staram się je poznawać i przekazywać, jeśli znajdą się chętni — wyjaśnia twórczyni ludowa.

Tradycja doskonale odnalazła się w warunkach chrześcijaństwa
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Święto lokalnej społeczności

Dziś dożynki, które są przede wszystkim świętem lokalnej społeczności, zmuszają twórców do znacznie większej fantazji, niż w czasach, gdy były obrzędem mającym zapewnić plony.

— Wieniec dożynkowy może być prawdziwym dziełem sztuki ludowej. Dziś w zasadzie nie ma ograniczeń co do formy ani użytych materiałów, zdarzają się więc najrozmaitsze. Można taki wieniec robić przez kilka dni, tygodni, a czasem nawet miesięcy, bo zdarzają się także wieńce, które przewozi się na specjalnych platformach, gdyż są ogromnych rozmiarów — mówi Czekolis.

Dlaczego dożynki pozostają nadal żywe w naszej społeczności, która wydaje się, że już tak bardzo daleko odeszła od czasów troski o zapewnienie sobie przychylności duchów opiekuńczych?

— Po prostu nadal czujemy naszą zależność od przyrody. Nie możemy zerwać więzi ze słońcem, wodą, ziemią. Pomimo wszystkich zdobyczy technicznych jesteśmy od nich zależni. To prawda, która doskonale wpisywała się w wierzenia pogańskie, ale również w chrześcijaństwie była bardzo dobrze czytelna. Po prostu człowiek nie wystarczy sam sobie, nie może uciec od przyrody i uniezależnić się od jej praw — reasumuje nasza rozmówczyni.

Czytaj więcej: Dożynki – najważniejsze święto rejonu wileńskiego


Afisze

Więcej od autora

Między państwem a przedsiębiorcami. A. Radczenko o nowej misji, wyzwaniach i dialogu

Aleksander Radczenko, nowo powołany kontroler sejmowy ds. małej i średniej przedsiębiorczości opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” o pierwszych tygodniach pracy, planach budowania instytucji od zera, relacjach z organizacjami biznesowymi — także polskimi — oraz o tym, dlaczego jego nominacja ma znaczenie symboliczne dla polskiej mniejszości narodowej na Litwie.

Narracja historyczna jest częścią naszej odporności, tak samo jak odporność militarna czy bezpieczeństwo energetyczne

Ilona Lewandowska: Kilka dni temu ukazała się Pani książka „Pora się godzić. Wyzwania dyplomacji historycznej”, która jest nie tylko zapisem pracy ambasadorskiej, lecz także świadectwem czasu, w którym Polska...

Adam Hlebowicz: Czytelnicy „Kuriera Wileńskiego” mogą mieć wpływ na to, kogo opiszemy

„Jeśli macie państwo w pamięci osoby, które Waszym zdaniem powinny być zapisane na tych kartach, posiadacie swoje wspomnienia, relacje innych, ciekawe dokumenty, fotografie, może jakieś większe opracowania czy dzienniki, proszę o kontakt bezpośrednio ze mną” — apeluje do czytelników „Kuriera Wileńskiego” Adam Hlebowicz, inicjator i redaktor serii „Zostali na Wschodzie. Słownik inteligencji polskiej w ZSRS 1945-1991”.