Wydany w ekstremalnych warunkach numer „Kuriera Wileńskiego” po 13 stycznia informował Czytelników o relacjach naocznych świadków. Pisał o niektórych sprawach, których dziś już nawet nie pamiętamy.
Wydany w warunkach ekstremalnych
Numer po przerwie, aż 16 stycznia, wydany został z pomocą kolegów po fachu z innych redakcji, z redakcji litewskich.
„W tych tragicznych dniach łupem żołdaka padła również nasza redakcja. Zmuszeni byliśmy wyjść ze swoich miejsc pracy tak, jak staliśmy. We wspólnym wydaniu wygnanych gazet — »Laiswa Lietuwa« (pisownia oryginalna, wtedy i w okresie sowieckim dominowała taka praktyka redakcyjna — przyp.red.) — wypowiedzieliśmy w swoim ojczystym języku własne stanowisko” — dowiadywali się Czytelnicy „Kuriera Wileńskiego” w 1991 roku.
„Nie gniewaj się, Czytelniku”
Redakcja zwróciła też uwagę, że numer powstawał w ekstremalnych warunkach, prosi o wyrozumiałość za niedociągnięcia.
„Pracę rozpoczęliśmy na pustym miejscu: bez listów Twoich, bez owego słowa Twego, bez już przygotowanych i złożonych do druku materiałów, bez notatek redakcyjnych i niezbędnej literatury. Nie gniewaj się więc, że nie dotrzymaliśmy zobowiązań wobec Ciebie, Czytelniku. Nie gniewaj się, że nie dość precyzyjne będzie to nasze wydanie, może nawet nie dość operatywne. Pracujemy w warunkach ekstremalnych, w miejscu nieprzystosowanym do wydawania dziennika. Życzliwie przygarnęli nas drukarze całkiem innej bazy poligraficznej, biorąc na swoje barki ogromny trud” — czytamy.
„Nie gniewaj się też, nasz Prenumeratorze, jeśli dostarczenie Twojej gazety może również szwankować. A jeśli ją otrzymasz, przekaż ją sąsiadowi, znajomemu, który jej nie otrzymał. Wkrótce postaramy się podać adres, na który będziesz mógł do nas napisać. Dziś — numer żałobny, stworzony sercem i bólem naszych kolegów” — przekazywali dziennikarze „KW”.
W numerze znajdziemy oświadczenie polskiej frakcji, która wstawiła się za niepodległą Litwą. Jest też oświadczenie Jana Sienkiewicza, prezesa ówczesnego Związku Polaków na Litwie. A także list posłów mniejszości narodowych do narodów świata i przewodniczącego parlamentu Litwy, Vytautasa Landsbergisa.
Czytaj, jak przebiegała noc 13 stycznia godzina po godzinie: Jak gąsienice przegrały z pragnieniem wolności
Relacje świadków
W numerze znalazły się relacje naocznych świadków, dziennikarzy, którzy byli wtedy na miejscu. To m.in. artykuł „Noc przemocy” Jerzego Surwiły, a także zbiór relacji mieszkańców, którzy widzieli wydarzenia na własne oczy — w zbiorze pt. „Z mojej ulicy” Haliny Jotkiałło. Relacje świadków zebrała także Łucja Brzozowska.
Relację pożegnania ofiar przygotowała Helena Gładkowska.
„Zapewne znajdą się też tacy, którzy mimo tej tragedii powiedzą, opętańcy, ale będą to na pewno głosy nieliczne. Bo każdy, kto przeżył tę straszną noc — odczuł to jednoznacznie” — pisała w swojej relacji Gładkowska.
O misji lekarzy, którzy bez ustanku przyjmowali ofiary, pisała Lucyna Dowdo. Dowiadujemy się, że szpitale w obliczu napięć były świadome, że może dojść do eskalacji. Nawet przewidywali, że Sowieci użyją broni. W związku z tym po cichu lekarze wcześniej przygotowali szpitale, w zgodzie z zasadą, że w medycynie należy przewidywać kryzysy. Jednak skutki nocy przerosły ich oczekiwania.
Czytaj także: Litewski Donbas 13 stycznia 1991 roku
„Ruch w nocy był jak za dnia”
Barbara Znajdziłowska pisała, że już rano 12 stycznia brakowało w mieście chleba. Były sygnały, że zanosi się na coś większego. Zaostrzyła się sytuacja, więc ludzie wykupili wszelkie zapasy, co spowodowało niedobory, ale też dlatego, że w mieście wzrosło zapotrzebowanie na chleb — do stolicy zjechały tłumy obrońców republiki.
„Ruch w nocy był jak za dnia” — relacjonuje.
Gazeta w dalszym ciągu relacjonowała, co się dzieje w organach republiki — o tym, co w parlamencie, w rządzie, w instytucjach, pisała Jadwiga Bielawska.
Dalej dowiadujemy się, co świat wie o pogwałconej przez Rosję Litwie…

