Przypomnijmy: rosyjska historiografia „wojną ojczyźnianą” nazywa okres od złamania przez Hitlera paktu ze Stalinem i zaatakowanie w 1941 roku Związku Sowieckiego do zdobycia przez Sowietów Berlina w 1945 r. Ta wojna trwała 1 418 dni, co jest dla dzisiejszej historiografii rosyjskiej — szczególnie od dojścia do władzy Putina na początku tysiąclecia — liczbą niemal świętą.
Polacy i Litwini ginęli jako „straty ZSRS”
ZSRS w tym czasie straciło wg różnych szacunków ok. 12 milionów, z czego kilka milionów zostało zabitych przez samych Sowietów. Na front słano wielu Polaków, Litwinów, Ukraińców, Białorusinów z okupowanych terenów, co historiografia sowiecka i rosyjska podaje jako straty ZSRS. Do tego przyczynił się też słynny rozkaz nr 227 („ni szagu nazad”, „ani kroku w tył”), w ramach którego wycofujące się jednostki, a także dezerterów, zastrzeliwano na miejscu.
Opisywał to Dmitri Wołkogonow, jeden z sowieckich pułkowników generałów, który jako wierny komunista miał dostęp do najtajniejszych dokumentów. Opisywał system stalinowski jako okrutny, nieludzki. To między innymi on opisywał, jako jeden z pierwszych, ilu Rosjan zabił sam Stalin. Za błędne zrozumienie polityki „głasnosti” Gorbaczowa został zmuszony zrezygnować z pełnionych funkcji.
Wojna na Ukrainie dłuższa niż wojna Hitler-Stalin
Rosyjska pełnoskalowa inwazja rozpoczęta 24 lutego 2022 r. trwa już dłużej niż wspomniane 1 418 dni. Jeśli liczyć od 2014 r., gdy wojska rosyjskie pojawiły się w Ukrainie, bilans wygląda jeszcze gorzej, bo to dawałoby nawet 12 lat.
Coś, co miało być „trzydniową operacją wojskową”, zamieniło się w ropiejącą ranę. Rosja swoim rozmiarem przygniata Ukrainę i sytuacja Ukrainy nie jest wesoła — ale tymczasem Rosja wstrzymuje pracę rafinerii Syzrań nad Wołgą, a jeszcze 13 stycznia Ukraińcy uderzyli w 12 rafinerii w głąb Rosji.
Co łączy i co dzieli obie wojny?
Te dwie wojny jednak są różne. Także pod względem strat i osiągnięć. Już w pierwszym roku inwazji straty Rosji przewyższyły straty w Afganistanie (60 tys.) i w Czeczenii (12-14 tys.). Jednak do strat sięgających ponad 10 milionów jeszcze Putinowi daleko.
Dzisiejsza Rosja ma z kolei gorsze wyniki, gdyż wojna wciąż trwa. Chociaż Putin przyjął taktykę podobną, ponieważ na froncie potwierdzona jest — także przez samych pojmanych Rosjan — obecność tzw. oddziałów zaporowych. Mają strzelać do dezerterów i wycofujących się jednostek.
Polski portal Defence24 zajmujący się obronnością pisze, że nie jest to dobra informacja.
„Władimir Putin, zainspirowany Józefem Stalinem, wciąż wydaje rozkaz »ani kroku w tył!«. A za wojskami rosyjskimi wciąż siedzą oddziały zaporowe wyspecjalizowane w zabijaniu swoich rodaków. (…) To źle, że Putin prowadzi politykę na wzór Stalina, ale jedyny plus, że jest pozbawiony jego skuteczności” — pisze Michał „Mike” Bruszewski, reporter wojenny, który osobiście obserwował wydarzenia i jeździł na Ukrainę, by opisywać wojnę, w tym też zmagania Polaków w Ukrainie w obliczu inwazji.
Przekroczenie inwazji w Ukrainie symbolicznej granicy 1 418 dni nie jest w Litwie akcentowane. Zbiegło się to z obchodami wydarzeń styczniowych, w których ZSRS zabiło 14 obrońców wolnej Litwy. Tymczasem stanowisko Rosji jest znane: Putin już w 2005 r. mówił, że „rozpad ZSRS to największa katastrofa XX wieku”.
Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow we wstępie do rosyjskiej propagandowej monografii nt. Litwy pisze o Litwie jako państwie niesamodzielnym, tymczasowo oderwanym od Rosji. Rosja niejednokrotnie sugerowała, że kraje bałtyckie (w tym Litwa), to „błąd Lenina”.
Czytaj więcej: Czego boi się Putin



