Więcej

    Patriota, intelektualista, artysta i arystokrata ducha. Poznajmy ten niezwykły życiorys

    Kolejny wyjątkowy patron roku ustanowiony przez Sejm RP, Józef Czapski, jest przykładem związku życiorysu osobistego z dziejami narodu.

    Czytaj również...

    Józef Maria Franciszek Czapski h. Leliwa pochodził z arystokratycznej rodziny. Przyszedł na świat w Pradze 2 kwietnia 1896 r. jako upragniony syn hrabiny Józefy Leopoldyny z Thunów-Hohenstein i hrabiego Jerzego Hutten-Czapskiego, którzy mieli także cztery córki. Wychowywał się w cieplarnianych warunkach.

    „Pewnego lata Józio zapragnął uczyć się modelarstwa. (…) Z Krakowa więc przyjechał artysta rzeźbiarz, polecony przez przyjaciela rzeźbiarza, p. Ludwika Pugeta. (…) Ojciec niczego nam nie odmawiał, zostawiał nam swobodę, przychylał się do życzeń naszych (…). Atelier rzeźby umieściliśmy w obszernym i jasnym, nie zamieszkanym, bo nie opalonym pokoju na drugim piętrze, Józio modelował w glinie, ja rysowałam węglem, a jako model służył nam kulawy dzwonnik, Mazurkiewicz” – wspominała Maria Czapska, siostra Józefa, w publikacji „Maria Czapska, Europa w rodzinie” (Warszawa 1989).

    Studiował na ASP w Krakowie, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, którą zakończył z Krzyżem Virtuti Militari i awansem do stopnia podporucznika. Wschodnie posiadłości Czapskich pozostały na sowieckiej Białorusi i przekształcono je w kołchozy. Po wojnie Józef hr. Hutten-Czapski kontynuował studia na krakowskiej ASP, po czym wyjechał wraz z grupą kapistów, której był założycielem, do Paryża (1924–1931).

    Zmobilizowany we wrześniu 1939 r., wstąpił do 8. Pułku Ułanów. 27 września został wzięty do niewoli i osadzony w obozie jenieckim w Starobielsku, cudem uniknął śmierci w Katyniu. Potem internowany, a następnie uwolniony w 1941 r. na mocy układu Sikorski-Majski z 30 lipca 1941 r. Wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS (potem Armia Andersa), przeszedł kampanię włoską, po wojnie osiadł we Francji, gdzie malował, publikował w pismach emigracyjnych i francuskich, wspierał paryską „Kulturę”. Zmarł bezdzietnie w wieku 96 lat w roku 1993.

    Jego bogaty życiorys wypełniają spektakularne wydarzenia, z których trzy zasługują na szczególne wyróżnienie.

    Cudownie ocalony

    Początkowo był internowany w Starobielsku. W marcu 1940 r. Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii ZSRS podjęło decyzję o zamordowaniu tysięcy polskich więźniów i jeńców przetrzymywanych w obozach kozielskim, starobielskim i ostaszkowskim. Przy życiu pozostawiono tylko 395 uwięzionych (ze Starobielska – 70).

    „Nasuwa się pytanie, na podstawie jakiego kryterium zostali oni wybrani. Zastanawiałem się często nad tym pytaniem i przyszedłem do przekonania, że nie było żadnej wyraźnej podstawy politycznej czy innej, aby uratować życie 70 oficerom, których ze Starobielska przewieziono do Griazowca. Jedynym kryterium była tu zupełna dowolność, która robi wrażenie przypadku. Była tam cała gama stopni i przekonań, od generała [Jerzego] Wołkowickiego do szeregowca, od ludzi, którzy zrobili sobie »krasny ugołok«, do skrajnych zwolenników ONR” – wspominał Czapski.

    Czesław Madajczyk w „Dramacie katyńskim” (Warszawa 1989) podaje kilka szczegółów, które mogą służyć wyjaśnieniu powodów zwolnienia Czapskiego: „W rubryce ujawniającej przyczynę przeniesienia widnieje odnośnik: »ambasada niemiecka«. Obok innych nazwisk widniały napisy: »wniosek V Wydziału GUGB NKWD ZSRR (wywiad)«, »misja litewska«, »polecenie Mierkułowa« oraz »Niemiec z pochodzenia«”.

    Czapski był Polakiem, więc może dziwić w tej sytuacji pomoc ambasady niemieckiej. Wydaje się, że wpływ na ocalenie życia miało arystokratyczne pochodzenie, ale tego prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.

    W 1941 r., po podpisaniu układu Sikorski-Majski i amnestii, wstąpił do formującej się w Tocku Armii Polskiej w ZSRS. Jej dowódca, gen. Władysław Anders, powierzył mu jako jednemu z nielicznych ocalonych misję odnalezienia zaginionych kolegów i mianował go kierownikiem Biura Opieki. Czapski podjął się tego odpowiedzialnego zadania. Przeprowadził setki rozmów, analizował przekazywane informacje.

    „Kiedy wszyscy zgłosiliśmy się do tej Armii, już podejrzewaliśmy, że los nasz jest w stosunku do reszty naszych kolegów uprzywilejowany. Już wtedy zaczęliśmy spisywać nazwiska z pamięci i ułożyliśmy pierwszą listę zaginionych Starobielszczan, Kozielszczan i Ostaszkowców” – wspominał Czapski.

    Mimo wnikliwych poszukiwań i wielu przeprowadzonych rozmów, m.in. z prominentnymi politykami sowieckimi, wysiłki ocalonego nie przyniosły wymiernego efektu. Swoje przeżycia z okresu sowieckiego opisał w książkach „Wspomnienia starobielskie” i „Na nieludzkiej ziemi”.

    „Między wypuszczeniem mnie z obozu i wyjściem naszej armii z ZSRR objechałem wszystkie możliwe urzędy, o których można było przypuścić, że coś wiedzą o losie moich współtowarzyszy. Nic pewnego nie mogłem się dowiedzieć. Dotarłem również do gen. Rajchmana, jednego z wyższych dygnitarzy NKWD w Moskwie. Przyjął mnie z początku z chłodną uprzejmością i obiecał sprawę wyświetlić. W kilka dni później zatelefonował jednak, że wyjeżdża i nie będzie się mógł ze mną zobaczyć. Radził zwrócić się do Wyszyńskiego (wicekomisarz spraw zagranicznych ZSRS), który ma akta tej sprawy. Do Wyszyńskiego zwracał się jednak uprzednio osiem razy ambasador Kot – bezskutecznie” – wspominał Józef Czapski.

    Józef Czapski i Jerzy Giedroyc w czasie obrad Kongresu Wolności Kultury, Berlin, czerwiec 1950 r. | Fot. ze zbiorów Instytutu Literackiego

    Przyjaźń z Giedroyciem i paryska „Kultura”

    „Józef Czapski i Jerzy Giedroyc mieli poczucie ogromnej odpowiedzialności, to przebrzmiewa w ich listach. Według nich żołnierz powinien być wyposażony w coś, co pozwoli mu zmierzyć się z rzeczywistością. Obaj byli pesymistyczni co do przyszłości Polski, powstała między nimi unikalna relacja międzyludzka, oparta na zaufaniu, wzajemnej pomocy i bezwarunkowej współpracy” – mówił w audycji II Programu Polskiego Radia prof. Rafał Habielski.

    Dwaj patroni roku 2026 po raz pierwszy spotkali się w połowie lat 30., ale dopiero drugie spotkanie w 1943 r. zapoczątkowało przyjaźń trwającą nieprzerwanie do śmierci Czapskiego w 1993 r. Choć od lat 60. była to przyjaźń „szorstka”. Giedroyc przyjął zaproszenie Czapskiego do kierowania referatem wydawnictw dla żołnierzy armii polskiej na Środkowym Wschodzie.

    „Mój kochany Jerzy, kiedy robię rachunek tego roku, co przeszedł, to spotkanie z Tobą uważam za jeden z najważniejszych dla mnie wypadków. Po pierwsze dlatego, że Ty wniosłeś do naszej roboty rozmach i poziom, którego nie było, że wprowadziłeś parę ludzi pierwszorzędnych; po drugie, że pierwszy raz od czasu kapistów poczułem się w atmosferze jakby rodzącego się nowego zespołu, a to jest bardzo ważne; po trzecie, i to jest przecie dla mnie najważniejsze, że spotkałem takiego człowieka jak Ty. Zdaje się, że nie potrzebuję Ci mówić, że wiesz bez mówienia, jak mi się zrobiłeś drogi i jak mi już się zdaje nie potrafię Ciebie wykreślić z mojego życia” – tak Józef Czapski pisał w liście do Jerzego Giedroycia z 1 stycznia 1944 r.

    „We wszystkich kieszeniach powtykane mam kartki z zaczętymi listami. Zatarte i pisane ołówkiem i nieczytelne nawet dla mnie. Nie wiem, jak siebie zobowiązać, jak siebie zakląć, że zaczęty, pisany z takiej wielkiej, wewnętrznej potrzeby – wyślę” – pisze w liście do swego życiowego partnera.

    Zacytowane fragmenty są przykładem wyjątkowej, zanikającej szybko sztuki epistolografii, którą z wielkim zamiłowaniem uprawiał Czapski, prawdopodobnie autor rekordowej liczby listów. Tylko pierwsze dwa tomy korespondencji z Giedroyciem liczą blisko 2 tys. stron, opublikowano także korespondencję ze Sławomirem Mrożkiem, Joanną Pollakówną i partnerem Czapskiego – Ludwikiem Heringiem, z którym po fizycznym rozstaniu spowodowanym wojną utrzymywał bliski kontakt listownie przez 45 lat.

    Józef Czapski był jednym z założycieli i autorów paryskiej „Kultury” i od pierwszego numeru należał do najbliższych współpracowników redaktora naczelnego. Od 1947 r. do śmierci mieszkał w domu, w którym mieściła się redakcja „Kultury”, w Maisons-Laffitte przy Avenue de Poissy 91. Jak pisał Giedroyc, Czapski był, obok Kota Jeleńskiego, ambasadorem „Kultury”, jej ministrem spraw zagranicznych.

    W latach 60. ich relacje bardzo się rozluźniły z powodów osobistych, ale do końca życia Czapski wspierał naczelnego „Kultury” w jego działaniach wydawniczych. Po śmierci zostali pochowani na tym samym cmentarzu Le Mesnil-le-Roi, blisko Maisons-Laffitte, gdzie mieściła się siedziba Instytutu Literackiego.

    Kapiści

    „Byliśmy wówczas opętani jedną ideą: jechać do Paryża! Tam dopiero odkryliśmy całą Ecole de Paris. To było dla nas czyste malarstwo” – wspominał Czapski.

    Wraz z dziesięcioma studentami z pracowni Józefa Pankiewicza założył grupę, która postanowiła kontynuować swoją karierę artystyczną w Paryżu. Aby zebrać środki na ten cel, założyli w 1923 r. Komitet Paryski, a od skrótu „KP” nazwano ich potem kapistami. W 1924 r. udało się grupie zebrać środki i wyjechać do artystycznej stolicy świata, gdzie spędzili siedem lat na studiowaniu dzieł dawnych mistrzów i podglądaniu impresjonistów oraz postimpresjonistów, z których najbardziej cenili Paula Cezanne’a i Pierre’a Bonnarda. Za najważniejszych członków grupy uznaje się: Hannę Rudzką i Jana Cybisa, Artura Nacht-Samborskiego, Zygmunta Waliszewskiego, Piotra Potworowskiego i Józefa Czapskiego.

    Kapiści uznawani są za najbardziej rozpoznawalne i wpływowe ugrupowanie artystyczne w polskiej sztuce XX w. Tworzący je studenci Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie byli w większości uczniami przybyłego wówczas z Paryża do Krakowa profesora Józefa Pankiewicza. Młodzi przeszli do jego pracowni, porzucając praktyki u tak uznanych mistrzów, jak: Wojciech Weiss, Jacek Malczewski czy Józef Mehoffer! Nieprzypadkowo ugrupowanie powstało w Krakowie, który wówczas był „wrzawą fermentów”, jak pisał Stanisław Młodożeniec.

    „Kołyska kapistów stała nie w pracowni Pankiewicza, który wówczas był jeszcze w Paryżu, ale w zadymionej kawiarni »Esplanada«, przy »Gałce Muszkatołowej« – klubie formistów (Chwistek, Witkacy, Tytus Czyżewski, Zamoyski, Pronaszkowie i inni). Tam też, w tejże kawiarni, siedział i Tadeusz Peiper ze swoją »Zwrotnicą«, Młodożeniec, i Bruno Jasieński” – wspominał Czapski.

    Kapiści to przede wszystkim koloryści. „Kolor na płótnie powstaje dopiero przez kontrast z innym kolorami. Kolor niekoncypowany z założonej gry, a tylko naśladujący kolor natury – nie działa malarsko. Im kolor będzie słuszniejszy, tym forma będzie pełniejsza (Cézanne) i tym bliższa realizacji plastycznej” – pisał Jan Cybis w katalogu do „Wystawy Malarskiej Grupy K.P.” w grudniu 1931 r.

    Polski koloryzm dwudziestolecia międzywojennego narodził się w czasie szczególnym dla kraju. Odzyskanie niepodległości zwolniło artystów z konieczności podejmowania tematyki patriotycznej i otworzyło szeroko możliwości dla powstania nowej sztuki.

    Ceny za obrazy Czapskiego zaczynają stopniowo rosnąć, ale według krytyków sztuki nie sięgają jeszcze kwot, na jakie zasługują. Najnowszym rekordem jest 120 tys. zł wylicytowane na aukcji Domu Aukcyjnego „Desa” 16 grudnia 2025 r. za obraz „Kobieta w czerwieni” (1963, olej/płótno, 81×60 cm). Na pewno rok jubileuszowy wpłynie na zainteresowanie sztuką polskiego kapisty i przyniesie kolejne wzrosty. Ważna dla europejskiej recepcji twórczości Czapskiego będzie monograficzna wystawa w Musée d’Art Moderne de Paris (marzec–sierpień 2027). Obrazy Józefa Czapskiego to coraz lepsza inwestycja!

    Kim naprawdę był Józef Czapski?

    Emeryk Ignacy Antoni Franciszek de Paula Maria, hr. Hutten-Czapski – już nazwisko ze wszystkimi imionami oraz tytułem, jak był zapisany w archiwach rosyjskich, nie ułatwia odpowiedzi na zadane pytanie. Można żartobliwie powiedzieć, że górował nad pozostałymi – na wszystkich zdjęciach jest o wiele wyższy od pozostałych, mierzył dwa metry wzrostu.

    Ze względu na swoje arystokratyczne pochodzenie miał łatwość poznawania wielkich tamtych czasów (Picasso, Camus, Bonnard). Był gorliwym katolikiem, a jednocześnie romansował z mężczyznami – dzisiaj nikt nie widzi w tym sprzeczności, ale sto lat temu było inaczej.

    Rok jubileuszowy to świetna okazja do poznania Józefa Czapskiego, najlepiej zacząć od Krakowa i kompleksu Muzeum im. Emeryka Hutten-Czapskiego Muzeum Narodowego.


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 13 (37) 04- 10/04/2026

    Afisze

    Więcej od autora