Protesty niemal jak w 2010-2012. Niepokoje podsyca dezinformacja

Od połowy września ulice miast w kilkunastu europejskich krajach zapełniają się demonstrantami. Skala zjawiska zbliżyła się już do poziomu z najbardziej burzliwych miesięcy kryzysu strefy euro sprzed ponad dekady. Protestujących łączą wspólne postulaty.

Czytaj również...

„El Pais”: Protesty jak w czasach kryzysu

Co najmniej 177 demonstracji odbyło się między 15 września a 23 października w 12 krajach Europy — wynika z analizy hiszpańskiego dziennika „El Pais”. Udział biorą w nich przede wszystkim młodzi ludzie, którzy domagają się poprawy warunków edukacji, dostępności mieszkań i ograniczenia kosztów życia. Osiem na dziesięć protestów zorganizowano we Francji, Hiszpanii, Włoszech, Portugalii i Belgii.

Jak wyjaśnił Luka Leszić z Europejskiej Unii Studentów, cytowany przez „El Pais”, jesienią młodzi wracają na uczelnie i bezpośrednio odczuwają zmiany w opłatach, stypendiach i warunkach nauki. Demonstracje, choć odbywają się równolegle i dotyczą podobnych problemów, nie tworzą skoordynowanego ruchu.

Pierwsza iskra padła 17 września pod Paryżem, w liceum im. Antoine’a de Saint-Exupéry’ego w Créteil, gdzie nauczyciele sprzeciwiający się cięciom budżetowym na edukację pociągnęli za sobą uczniów. W ciągu tygodni protesty rozlały się po całej Francji. Kulminacja nastąpiła miesiąc później, 17 października — w ulicznych marszach wzięło udział ok. 550 tysięcy osób. Doszło do zamieszek, ponad 2 tys. osób zostało zatrzymanych, blisko tysiąc policjantów odniosło obrażenia. Paryż wprowadził ograniczenia dotyczące zgromadzeń.

Młodzi walczą o mieszkania

W Hiszpanii i Portugalii głównym motorem protestów jest kryzys mieszkaniowy. W Madrycie pod koniec września demonstrowało — według szacunków organizatorów — nawet 300 tys. osób. W Lizbonie kilkadziesiąt tysięcy ludzi wyszło na ulice z hasłami „Mieszkania dla wszystkich!” i „Dom prawem człowieka!”.

Protesty nie ominęły nawet Bałkanów. W Albanii demonstranci żądają dymisji premiera Ediego Ramy, oskarżając jego rząd o powiązania ze zorganizowaną przestępczością. W Serbii studencki ruch, który wyrósł po zawaleniu się dworca w Nowym Sadzie w 2024 r., doprowadził do przyspieszenia wyborów parlamentarnych (dotychczasowy lider przegrał, wygrała „Lista Studencka”). W Niemczech młodzi protestują głównie przeciwko planowanemu przywróceniu poboru i zwiększeniu wydatków na zbrojenia.

W socmediach jak w socmediach: kłamstwo

Równolegle z demonstracjami w sieci rozlała się fala dezinformacji. Organizacja Alliance4Europe przebadała niemal 100 tys. postów z mediów społecznościowych z okresu 11–18 października i stwierdziła, że najszerzej rozpowszechniana fałszywa narracja dotyczyła rzekomego wywołania protestów przez migrantów i wyznawców islamu. Tę nieprawdziwą tezę zawierało prawie 19 proc. anglojęzycznych i ponad 12 proc. polskojęzycznych wpisów. W języku francuskim odsetek ten wyniósł zaledwie 3 proc.

„Nie znaleziono żadnych dowodów na to, aby za wybuchem protestów stał jakiś podmiot zagraniczny” — podkreślili analitycy Alliance4Europe.

Wśród innych fałszywych narracji raport wymienia sugestie, że europejskie demonstracje to w rzeczywistości wybuch wojny domowej i upadek cywilizacji Zachodniej — takie treści dominowały w przestrzeni polsko- i niemieckojęzycznej, gdzie stanowiły 14 proc. wpisów.

Odrębną operację dezinformacyjną prowadziła sieć powiązana z Kremlem. W ciągu sześciu tygodni poprzedzających 17 października skoordynowana sieć botów w ramach kampanii Doppelganger opublikowała 639 wpisów w czterech językach — wyświetlono je łącznie ok. 7,4 miliona razy. Ich przesłanie sprowadzało się do tezy, że Zachód wywołał kryzys gospodarczy, kierując pomoc finansową i wojskową na Ukrainę.

Afisze

Więcej od autora

Wilno przebudowuje drogę w Gariunach. Minister: „To nie rozwiąże sytuacji”

Wilno przebudowuje jeden z najbardziej zatłoczonych wyjazdów z miasta, na Kowno. Pojawił się nagły element konfliktu na linii centrala—samorząd. Ministerstwo mówi wręcz, że skoro sytuacja jest winą samorządu, samorząd sam niech ją rozwiązuje.