Wojna hybrydowa Łukaszenki z Litwą. Déjà vu 2015-2016

Reżim Aleksandra Łukaszenki, zamiast walczyć z nielegalną imigracją, używa jej przeciwko sąsiadom z Unii Europejskiej. Najgorzej sytuacja wygląda na granicy litewsko-białoruskiej. Litewska Państwowa Służba Ochrony Granic (VSAT) podała 18 czerwca, że liczba nielegalnych imigrantów, którzy przedostali się na Litwę z Białorusi od początku tego roku – a są to głównie Irakijczycy – przekroczyła 400. To pięć razy więcej niż w całym 2020 r. Jeszcze mniej nielegalnych imigrantów było w 2019 r. – jedynie 46. Z kolei już w lipcu podano liczbę ponad 1500 zatrzymanych.

Granica Litwy z Białorusią tylko w 38 proc. jest objęta monitoringiem, a w niektórych miejscach nie ma nawet płotu granicznego. Litewskie służby często nie są w stanie ustalić punktów, którędy wchodzą imigranci
| Fot. Marian Paluszkiewicz

Co jednak najbardziej alarmujące, to fakt, że prawdziwy najazd na granicę litewską ruszył w ostatnich tygodniach – zaraz po tym, jak Aleksander Łukaszenka otwarcie zagroził, że Białoruś przestanie hamować nielegalną imigrację przez jej terytorium do krajów UE. Nie ma wątpliwości, że Litwa pada ofiarą celowej polityki reżimu białoruskiego, a niektóre informacje wskazują wręcz, że przemyt ludzi stał się narzędziem wojny hybrydowej Łukaszenki z krajem, który najmocniej, obok Polski, krytykuje białoruski reżim i stał się schronieniem dla opozycji.

Minister spraw wewnętrznych Agnė Bilotaitė zwróciła się do prokuratury o wszczęcie śledztwa w sprawie przemytu migrantów z Białorusi. Służby specjalne wskazują na ryzyko przedostania się na Litwę terrorystów i osób zwerbowanych przez białoruski reżim. – Nie możemy wszystkich uważać za przestępców lub szpiegów, ale to ryzyko zwiększa się wraz ze wzrostem napływu uchodźców – ostrzegł dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Państwa (VSD) Darius Jauniškis.

Czytaj więcej: Bilotaitė: „Fala nielegalnej migracji z Białorusi to element wojny hybrydowej”

Nieszczelna litewska granica

Litwa wzmocniła już ochronę granicy. VSAT jest wspomagana przez Służbę Bezpieczeństwa Publicznego, Litewski Ochotniczy Związek Strzelców, a w wielu miejscach także przez policję. Działania są koordynowane z Polską i Łotwą. Frontex, unijna agencja ochrony granic, zaoferował na razie wsparcie 30 funkcjonariuszy. W Podbrodziu powstało tymczasowe miasteczko namiotowe dla zatrzymanych imigrantów.

Władze Litwy zamierzają przyspieszyć procedury wydawania wniosków azylowych, w tym odmownych. Planowane jest także wprowadzenie zakazu przemieszczania się migrantów zakwaterowanych w specjalnych ośrodkach. Dotychczas bowiem co trzeci nielegalny imigrant umieszczony w takim ośrodku uciekał z niego już w pierwszym miesiącu pobytu. Wielu z nich próbowało następnie przedostać się do Polski.

W obliczu zagrożenia falą nielegalnej imigracji rząd litewski podjął decyzję o wzmocnieniu ochrony granicy, którą trudno nazwać szczelną. W ostatnich latach Litwa zmodernizowała zabezpieczenia jedynie na granicy z rosyjskim obwodem kaliningradzkim. Dużo dłuższa granica z Białorusią tylko w 38 proc. jest objęta monitoringiem, a w niektórych miejscach nie ma nawet płotu granicznego. Litewskie służby często nie są w stanie ustalić punktów, którędy wchodzą imigranci.

Tym bardziej że białoruscy pogranicznicy zacierają ślady po przekroczeniu granicy przez grupy nielegalnych imigrantów. Dlatego rząd szuka w budżecie środków na zainstalowanie dodatkowych kilku tysięcy kamer, doposażenie VSAT, a także rozbudowę płotu granicznego.

Czytaj więcej: Nausėda odrzuca możliwość rozmów z Białorusią nt. imigrantów. „Reżim stosuje świadome narzędzia”

Białoruski Pablo Escobar

Nielegalne przekroczenia granicy litewsko-białoruskiej nasiliły się po proteście Wilna w sprawie uprowadzenia przez reżim Łukaszenki samolotu linii Ryanair (23 maja) i po wystąpieniu dyktatora w parlamencie białoruskim (26 maja), w którym zagroził on ograniczeniem kontroli nad przemytem nielegalnych migrantów i narkotyków do UE. Przemawiając, Łukaszenka wspomniał, że Mińsk „powstrzymywał migrantów i narkotyki” w przeszłości, ale „teraz Litwa i inne kraje UE niech same ich łapią”.

Natychmiast zareagował na to litewski minister spraw zagranicznych. Gabrielius Landsbergis zasugerował, że działania Łukaszenki pokazują, że „jest nie tylko zwykłym dyktatorem, ale bardziej przemytnikiem w stylu Escobara, zapewniającym rządowe plany i pomoc nielegalnym imigrantom z Iraku i Syrii, by dotrzeć do granic europejskich”.

Nie ma wątpliwości, że reżim białoruski zdecydował się na organizację kanału przerzutowego nadzorowanego przez KGB, MSW i pograniczników. Korzysta przy tym z doświadczeń Rosji. Minister obrony narodowej Arvydas Anušauskas widzi podobieństwa między obecną sytuacją na litewsko-białoruskiej granicy a wydarzeniami z lat 2015–2016, gdy Rosja w podobny sposób kierowała imigrantów z Azji Środkowej do Finlandii i Norwegii tzw. szlakiem arktycznym.

Czytaj więcej: Rosyjskie działania — nasilenie prób przemytu nielegalnych imigrantów (2016)

Męskie wycieczki z Bagdadu

Szacuje się, że w Mińsku przebywa obecnie ok. 1,5 tys. nielegalnych migrantów, którzy do białoruskiej stolicy przybywają bezpośrednimi lotami z Bagdadu i Stambułu. Ich celem jest przedostanie się do Unii Europejskiej. Litewskie służby zauważyły związek pomiędzy lotami ze wspomnianych dwóch miast do Mińska (cztery połączenia w tygodniu) a zwiększeniem się liczby przypadków nielegalnych przekroczeń granicy.

Jak powiedział redakcji Radia Wolna Europa wiceminister spraw wewnętrznych Arnoldas Abramavičius, „główny szlak, którego używają, to Bagdad–Mińsk. Bilet na samolot kosztuje tylko 400 dolarów”. Po wylądowaniu w Mińsku imigranci – a są to wyłącznie mężczyźni – są kierowani do kilku stołecznych hoteli. Ich obsługą zajmują się dwa białoruskie biura podróży.

„Turyści” płacą duże sumy białoruskim urzędnikom, a ci kierują ich na niestrzeżone odcinki granicy z Litwą. Tam przejmują ich osoby dokonujące przerzutu migrantów, głównie w rejonie tzw. pętli Dziewieniszek.

Wielu migrantów zatrzymanych przez litewskich pograniczników mówi, że nie ma dokumentów. Większość jednak to Irakijczycy. Wilno wysłało oficjalne pismo z prośbą o pomoc i informacje do ambasady Iraku w Warszawie (Irak nie misji dyplomatycznej na Litwie), ale nie dostało odpowiedzi. Litwa będzie chciała omówić z Irakiem i Turcją możliwość zaostrzenia przez te kraje kontroli pasażerów wylatujących na Białoruś oraz kwestię repatriacji migrantów bez dokumentów.

Antoni Rybczyński


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 26(74) 26/06-02/07/2021