Powrót cara Samuela po tysiącu lat. Jak Sofia powitała władcę bez tronu

Sofia przywitała go jak władcę. Był hymn, salwy armatnie, wojskowa asysta i uroczysty pochód. Nie było jednak ani tronu, ani korony. Była niewielka trumna ze szczątkami człowieka, który zmarł ponad tysiąc lat temu. A jednak tego dnia Bułgarzy mieli poczucie, że do kraju wraca nie tylko jego ciało, ale także pamięć o państwie, za które walczył.

Czytaj również...

Spotkanie teraźniejszości z odległą przeszłością

3 października 2026 r. Sofia na kilka godzin stała się miejscem niezwykłego spotkania teraźniejszości z bardzo odległą przeszłością. Na placu Kniazia Aleksandra I Bułgaria oficjalnie powitała szczątki cara Samuela. Wcześniej, w Salonikach, w Muzeum Kultury Bizantyjskiej, nastąpiło ich oficjalne przekazanie stronie bułgarskiej. Stamtąd szczątki średniowiecznego władcy przyleciały do Sofii wojskowym samolotem „Spartan”. W stolicy czekała kompania honorowa, przedstawiciele władz, duchowieństwa i tłumy mieszkańców.

To nie była zwykła ceremonia państwowa. Bułgarzy nazwali ją znamiennie: „Bułgaria wita cara Samuela”. W tych kilku słowach zawierało się właściwie wszystko. Tak, jakby wracał ktoś, kto wyjechał na chwilę, a nie władca, którego śmierć dzieli od współczesnej Bułgarii ponad tysiąc lat.

Rozległ się hymn państwowy. Oddano 21 salw artyleryjskich. Recytowano wiersz Atanasa Dałczewa „Ku ojczyźnie”. A potem rozpoczął się uroczysty pochód w stronę Bazyliki św. Zofii. I właśnie ten pochód wydaje się najbardziej przejmującym obrazem całego wydarzenia. Przez centrum współczesnej Sofii szła trumna człowieka ze świata, którego już nie ma. Mijała ulice pełne samochodów, ludzi z telefonami komórkowymi, współczesne gmachy i sklepy. A jednak przez chwilę wszystko podporządkowane było pamięci o jednym człowieku.

wyd-Car-2026-10-27-2a-PORTAL
Cerkiew św. Zofii jest jednym z najważniejszych zabytków bułgarskiej stolicy i jedną z najstarszych zachowanych świątyń w mieście. Tam złożone zostaną prochy cara Samuela | Fot. Leszek Wątróbski

Człowiek, który nie chciał oddać Bułgarii

Samuel panował w latach 997-1014. Był władcą państwa osłabionego wcześniejszymi konfliktami i nieustannie zagrożonego przez Bizancjum. Jego panowanie przypadło na czas ciężkich wojen o przetrwanie bułgarskiej państwowości. Właśnie dlatego we współczesnej Bułgarii pozostaje postacią niemal symboliczną. Nie tyle dlatego, że wygrał wszystkie wojny — bo ich nie wygrał, lecz dlatego, że walczył do końca o zachowanie państwa. Premier Rumen Radew przypomniał podczas uroczystości, że Samuelowi przypadła „ciężka dola” obrony ojczyzny w sąsiedztwie potężnego Cesarstwa Bizantyjskiego. Mówił o władcy, który bronił ziem na wschodzie i zachodzie, prowadził dyplomację, pozostawał z wojskiem i próbował zachować jedność państwa. Radew przywołał też wielkich poprzedników Samuela — Asparucha, Terwela, świętego cara Borysa I oraz Symeona Wielkiego. To ważne rozróżnienie: Symeon Wielki nie był bohaterem powrotu z 3 października. Był jednym z poprzedników Samuela, symbolem wcześniejszej potęgi Bułgarii. Premier mówił o „Wielkiej Bułgarii Symeona”, której kres przyniosły później konflikty wewnętrzne i osłabienie państwa. Samuel odziedziczył więc nie imperium u szczytu potęgi, lecz kraj, który musiał walczyć o przetrwanie. I może właśnie dlatego jego powrót po tysiącu lat ma dla Bułgarów tak szczególny wymiar.

wyd-Car-2026-10-27-2-PORTAL
Sofia — pomnik cara Samuela | Fot. archiwum

„Wraca nie tylko ciało”

Rumen Radew powiedział podczas uroczystości słowa, które w bułgarskich mediach wybrzmiały szczególnie mocno. Podkreślił, że po tysiącu lat do ojczyzny wracają nie tylko doczesne szczątki jednego z największych władców. Wraca także jego duch, nieustępliwość, bezgraniczna wiara w ojczyznę i jego testament, aby chronić Bułgarię. To już nie jest język zwykłego protokołu państwowego. To język pamięci. I trudno się dziwić, że właśnie w tym momencie polityka ustąpiła miejsca historii. Przecież przez sześćdziesiąt lat Bułgarzy starali się o odzyskanie szczątków Samuela. Zostały one odkryte w 1965 r. przez greckiego archeologa Nikolaosa Moutsopoulosa podczas wykopalisk w bazylice na wyspie św. Achillesa na jeziorze Mała Prespa. Przez dziesięciolecia pozostawały więc poza Bułgarią. Teraz wróciły Nie przez przypadek Radew nazwał to wydarzenie spełnieniem dawnego obowiązku. W Salonikach powiedział wręcz: „Wypełniamy moralny testament” — odnosząc te słowa do powrotu szczątków Samuela. Można zapytać: dlaczego szczątki człowieka, który zmarł w 1014 r., mają takie znaczenie dla współczesnego państwa? Odpowiedź jest prosta. Narody przechowują swoją historię nie tylko w książkach. Czasami przechowują ją także w kamieniu, grobach, świątyniach i szczątkach ludzi, których uznały za swoich.

W niedzielę 3 października Sofia na kilka godzin stała się miejscem niezwykłego spotkania teraźniejszości z bardzo odległą przeszłością, kiedy to oficjalnie powitano tam szczątki cara Samuela | Fot. Leszek Wątróbski

Święta Zofia czekała

Jest jeszcze jedno niezwykłe miejsce w tej historii — Bazylika św. Zofii. To właśnie tam, w centrum współczesnej Sofii, miał zostać złożony sarkofag ze szczątkami cara. Ta świątynia jest jednym z najstarszych i najcenniejszych zabytków chrześcijańskich południowo-wschodniej Europy. Jej początki sięgają IV w. To od niej miasto otrzymało nazwę Sofia. Świątynia stoi niemal w cieniu monumentalnego soboru Aleksandra Newskiego. Jest od niego znacznie mniejsza, skromniejsza i łatwa do przeoczenia przez turystów. A jednak to właśnie ona stała się tego dnia miejscem najważniejszym. W niej znalazł się marmurowy sarkofag. Po uroczystym pochodzie odprawiono nabożeństwo żałobne, któremu przewodniczył patriarcha bułgarski Daniel. To on powiedział słowa chyba najbardziej odpowiednie dla całej ceremonii: „Z czcią i synowskim szacunkiem witamy sarkofag z doczesnymi szczątkami jednego z najbardziej godnych i wielkich władców narodu bułgarskiego”. A potem padło zdanie jeszcze bardziej przejmujące: po ponad tysiącleciu Samuel „wraca do swoich, aby pozostać na zawsze w Bułgarii”. Właśnie tutaj kończy się państwowy ceremoniał, a zaczyna coś znacznie bardziej osobistego. Bo przecież każdy powrót do domu ma w sobie coś z pojednania.

wyd-Car-2026-10-27-5-PORTAL
Tego dnia Bułgarzy mieli poczucie, że do kraju wraca nie tylko ciało cara, ale także pamięć o państwie, za które walczył | Fot. Leszek Wątróbski

Historia potrafi być przewrotna

Kiedy kondukt dotarł do św. Zofii, kończyła się droga rozpoczęta jeszcze w 1965 r., gdy Moutsopoulos odkrył szczątki na Wyspie św. Achillesa. Sześćdziesiąt lat starań. Ponad tysiąc lat od śmierci. Kilka godzin ceremonii. I jeden marmurowy sarkofag. Można oczywiście patrzeć na to wszystko jak na wielką państwową inscenizację: mundury, armatnie salwy, hymn, przemówienia, polityków i dostojników. Ale pod tą warstwą oficjalności kryje się coś prostszego — potrzeba powrotu. Człowiek, który umarł daleko od współczesnej Bułgarii, wrócił do miejsca, które uznaje go za swojego. Dlatego słowa patriarchy Daniela brzmią mocniej niż wszystkie protokolarne formuły. Samuel powiedział — wraca „do swoich”. A Bułgaria odpowiedziała mu po tysiącu lat ciszą starej świątyni, modlitwą i kamiennym sarkofagiem. I być może właśnie tak wygląda prawdziwy powrót władcy.

wyd-Car-2026-10-27-6-PORTAL
Wśród witających prochy cara Samuela były całe rodziny z dziećmi na rękach | Fot. Leszek Wątróbski

Niezwykła cerkiew, która dała nazwę stolicy

Cerkiew św. Zofii jest jednym z najważniejszych zabytków bułgarskiej stolicy i jedną z najstarszych zachowanych świątyń w mieście. To właśnie od tej świątyni stolica Bułgarii otrzymała swoją nazwę. Dzisiejsza bazylika wyrasta z tradycji późnoantycznych świątyń chrześcijańskich, a jej obecna forma związana jest z architekturą wczesnego chrześcijaństwa i Bizancjum. Pod posadzką zachowała się rozległa nekropolia oraz pozostałości wcześniejszych budowli sakralnych.

Dla Bułgarów świątynia ma teraz jeszcze jedno, wyjątkowe znaczenie. Stała się miejscem ostatniego spoczynku cara Samuela, jednego z najważniejszych władców średniowiecznej Bułgarii, panującego w latach 997-1014. To symboliczny powrót władcy do kraju po ponad tysiącu lat od jego śmierci.

3 października 2026 r. trumna z jego szczątkami została przywieziona do Sofii w uroczystej procesji. Po ceremonii państwowej i wojskowej szczątki cara złożono w specjalnie przygotowanym białym marmurowym sarkofagu, ustawionym w południowej części transeptu bazyliki, w pobliżu ołtarza. Uroczystościom religijnym przewodniczył patriarcha Bułgarii Daniel.

Sarkofag ma około 2,30 m długości, niemal metr szerokości i około 90 cm wysokości. Waży około 2,5 tony. Wykonano go z białego marmuru pochodzącego z regionu Prilepu — obszaru, który w czasach Samuela znajdował się w granicach jego państwa. Na jego bokach znalazły się symbole nawiązujące do epoki cara: twierdza Samuela strzeżona przez dwa lwy, archanioł Michał, dwa pawie — symbole nieśmiertelności — oraz przedstawienie Bazyliki św. Achilliosa, gdzie pierwotnie odnaleziono szczątki władcy.

Afisze

Więcej od autora

Od Atlantyku do Pszczelnika. Historyczny lot, który trwa do dziś

Las jest cichyW Pszczelniku trudno dziś wyobrazić sobie noc z 16 na 17 lipca 1933 r. Nie ma już tamtego samolotu, tamtego huku, dymu i ognia. Nie ma dwóch pilotów,...

Między Gdańskiem a Kazachstanem. Tatarskie drogi Selima Chazbijewicza

Historia prof. Selima Chazbijewicza to opowieść o człowieku, który połączył kilka światów: tradycję polskich Tatarów, życie religijne muzułmańskiej wspólnoty w Gdańsku, pracę naukową, dyplomację i poezję. W jego biografii spotykają się pamięć kresowych przodków, współczesny islam, działalność na rzecz tatarskiej tożsamości oraz zainteresowanie historią narodów i państw Azji Centralnej.

Adas Jakubauskas o dronach, które mają otworzyć młodym drzwi do przyszłości

„Chcemy, żeby młodzi ludzie nie tylko obserwowali rozwój nowych technologii, ale sami je tworzyli”. Właśnie z myślą o nich powstał Labdaros ir paramos fondas „Dronų sąjunga” — Fundacja Charytatywna i Wsparcia „Związek Dronów” — mówi dr Adas Jakubauskas, profesor stowarzyszony z Uniwersytetu im. Michała Römera w Wilnie.