O witaminie H i imionach

49

Świat panikuje (i słusznie) z powodu koronopandemii, robiąc góry zapasów, (których to chyba może wystarczyć i na spadek), wali tłumami do aptek po wszelkie możliwe panacea – od witamin po maski. Pigułki są, ale masek to i z gromnicą tam nie znajdziesz, a tylko wywieszki – „Masek brak”. A zapomina naród, że jest cudowna witamina H – skrót od słowa humor, od wieków zalecany przez naukowców na wszelkie stresy.

O tym, że Amerykanie mają disney’owsko wybujałą fantazję w nadawaniu imion swoim „odpryskom”, wiedzą wszyscy. No, ale Hindusi „przeplunęli” wszystkich! Otóż rodzice z niejakiego Raipur nadali swoim bliźniętom – dziewczynce i chłopcu, imiona Corona i Covid. Wyjaśnili, że „antywirusowe” imiona mają symbolizować przezwyciężanie zarazy. Biedne dzieci… Już wyobrażam sobie, jaki popłoch wywołają w szkole: „Ludzie, w nogi! Wirusy idą!”.

Kataklizmy co rusz atakują Ziemię – a to dżuma, a to ospa. Ale jakoś nie było słychać, żeby wówczas rodzice wołali do swoich dzieci: „Dżumka, Osepka! Biegiem do domu!”.
Jak podali Amerykanie (znowuż oni, no bo kto, jak nie oni, wie wszystko o świecie) – w 19 krajach nie zanotowano żadnych przypadków koronawirusa. Od „żelaznej” Korei Północnej po Tuwalu, wyspiarskie państewko na Oceanie Spokojnym. W Korei jest zaklinacz wężów Kim Dzong Un, a na Tuwalu – ludzie po prostu często myją ręce w darmowej wodzie solonej z oceanu…