Nic bardziej mylnego. Cytowane zdanie odnosiło się do Berlina, a nie do Warszawy. Tego dnia nowym kanclerzem Niemiec został socjaldemokrata Friedrich Ebert, a państwo niemieckie faktycznie stało się republiką. „Dziennik Wileński” podkreślał, że w obliczu zagrożenia bolszewickiego najważniejsze jest obecnie zapewnienie bezpieczeństwa, ładu i stabilności. Z ulgą odnotowywano, że mimo lewicowego charakteru nowego rządu opowiada się on za poszanowaniem prawa i „nienaruszalności własności prywatnej”, a także pozostaje daleki od „eksperymentów w guście wschodnim”.
O odzyskaniu przez Polskę niepodległości wspomniano zaledwie w kilku zdaniach ostatniego akapitu: „z podniesionem czołem powitajmy wschód dnia nowego, który i dla nas stać się winien słonecznym dniem odrodzenia narodowego”. Powściągliwość „Dziennika Wileńskiego” nie powinna dziwić. Wilno wciąż znajdowało się pod okupacją niemiecką, a otwarte pisanie o niektórych sprawach mogło sprowadzić na redakcję represje ze strony władz wojskowych.
Kiedy jednak przejrzymy kolejne numery wileńskiej gazety, zwrócimy uwagę, że niemiecka cenzura z każdym dniem słabła. Przywołałem ten fragment, ponieważ dobrze pokazuje, że odzyskiwanie niepodległości było długim procesem, a nie wydarzeniem sprowadzającym się do jednej decyzji podjętej w konkretnym dniu przez określonego człowieka.
Data 11 listopada ma w dużej mierze charakter umowny. Równie dobrze Święto Niepodległości moglibyśmy obchodzić: 7 października, kiedy Rada Regencyjna ogłosiła deklarację niepodległości; 7 listopada, gdy powstał rząd Ignacego Daszyńskiego; czy 14 listopada, kiedy Rada Regencyjna przekazała Józefowi Piłsudskiemu pełnię władzy.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 44 (128) 07-13/11/2026

