Podwileńskie krowy „ofiarami” sporu polsko-litewskiego

536
Od tygodnia mieszkańcy bojąc się o swoje zdrowie nie piją mleka krów hodowanych w Kabiszkach Fot. Marian Paluszkiewicz

Napięcie w stosunkach narodowościowych na Wileńszczyźnie w ostatnim okresie osiągnęło taki poziom, że politykę dorabia się nawet do rzeczy zupełnie dalekich od konfliktu polsko-litewskiego.

„Litwini  trują Polakom krowy” — taka pogłoska była rozpuszczana w ostatnim czasie wśród mieszkańców wsi Kabiszki w rejonie wileńskim. W obawie przed zatruciem ludzie do ubiegłego piątku boją się pić mleko własnych krów i wylewają je na pole. Jak wyjaśnił „Kurier”, za truciznę, którą rzekomo zatruto krowy, wystraszeni ludzie przyjęli szczepionkę przeciwko wściekliźnie dla dzikich zwierząt zrzucaną przez służby sanitarne z samolotu.

Minął tydzień od wydarzeń, które sprawiły, że mieszkańcy podwileńskich Kabiszek bojąc się o swoje i bliskich zdrowie nie piją mleka hodowanych we wsi krów. Widziano nieznanych osobników, którzy w miniony czwartek w niejasnym celu z wiadrami chodzili od krowy do krowy. Poza tym, na łące została znaleziona przynęta ze szczepionką przeciwko wściekliźnie dla dzikich zwierząt. Fakt ten wywołał jeszcze większą konsternację miejscowych.

Mieszkańcy Kabiszek mają kilka zaskakujących wersji tłumaczących zaistniałą sytuację. Jedni twierdzą, że to „Litwini w taki sposób »polują« na ziemię miejscowych Polaków”, drudzy, że „bezrobotni chcąc zarobić, w taki sposób likwidując zapasy służby weterynaryjnej, trują krowy szczepionkami dla dzikich zwierząt”.

Zdaniem weterynarzy, ludzie z wiadrami po prostu zbierali odchody krowie, które są używane jako główny składnik nawozów naturalnych. Natomiast znaleziona przynęta, została zrzucona z samolotu w celach szczepienia dzikich zwierząt przeciw wściekliźnie.

— Widziałam przez okno, jak jakiś mężczyzna wyszedł z samochodu i podszedł z wiadrem do krowy, jednak pomyślałam, że to sąsiad przyjechał ją doić. Wieczorem po wsi rozeszły się plotki, że jacyś nieznajomi ludzie z wiadrami po łące chodzili. Niby czymś karmili nasze krowy. Jednak nikt nie zapamiętał numerów  tego samochodu — mówi nam Stanisława, która od ubiegłego piątku mleko po prostu wylewa.

Jak powiedziała, boi się mleko pić, a i ludzie już nie kupują, chociaż gdyby je brali, w żadnym wypadku nie sprzedałaby.

— Boję się nawet świniom dawać! A któż wie, jaką zarazą nakarmili moją krowę. Wieprza przecież hoduję dla siebie, na mięso. Takie czasy mamy, że nawet pasące się na łące krowy komuś przeszkadzają! — oburzała się rozmówczyni.

Zapytana „dlaczego nie odda mleka na badania?” Stanisława wyjaśniła, że jak mówi weterynarz, są tak drogie, że lepiej sprzedać starą i kupić nową krowę.

Jak dowiedzieliśmy się średnia cena dojnej krowy wynosi 2 600 litów. Z kolei — zgodnie z cennikiem Narodowego Instytutu Oceny Ryzyka Żywności i Weterynarii — cena odpowiednich badań nie przekracza 200 litów.

Następnego dnia zabierając krowę z pola kolejna nasza rozmówczyni, Halina, znalazła przynętę-szczepionkę w postaci kostki.

Nie można rozłamywać przynęty, gdyż znajdująca się wewnątrz szczepionka jest w stanie płynnym i może dostać się do organizmu Fot. Ewa Gedris

— Początkowo bez wielkiego namysłu podniosłam ten dziwny przedmiot. I dopiero później zrozumiałam, że jest to jakaś karma dla zwierząt z kapsułą w środku. Później z mężem oddałam ją dla miejscowego weterynarza na badania. W poniedziałek otrzymaliśmy wyniki, które tylko potwierdziły początkowe przepuszczenia weterynarza. Mówił on, że jest to szczepionka przeciwko wściekliźnie dzikich lisów — mówi nam Halina.

W rozmowie z „Kurierem” weterynarz Stanisław Gorbikow powiedział, że w ubiegłym tygodniu do niego zwróciło się pięciu właścicieli krów, które podobno były karmione przez ludzi przez nieznanych we wsi.

— Właściciele krów pytali, czy nie były prowadzone jakieś szczepienia krów, o których nie zostali poinformowani. Ale tego nie było. Co dotyczy krów, to widziałem je. Są klinicznie zdrowe. Nie ma żadnych powodów do paniki. Po pierwsze, gdyby naprawdę ktoś nakarmił je jakimś proszkiem, to zauważylibyśmy to od razu. Natomiast nie znaleziono żadnych niebezpiecznych substancji. Po drugie krowy dają mleko, mają apetyt, a więc nie ma powodów do niepokoju. Oczywiście, dla świętego spokoju zaleciłem przez parę dni nie używać mleka do jedzenia i obserwować krowy. Jednak dzisiaj można śmiało to mleko pić — powiedział Gorbikow.

Potwierdził też, że właśnie przez niego została zbadana zawartość znalezionej przez Halinę przynęty. Faktycznie jest to szczepionka dla dzikich lisów, która nie szkodzi zwierzętom domowym. Dodał, że szczepionka ta nie może mieć nic wspólnego z ludźmi, rzekomo trującymi krowy w Kabiszkach, ponieważ nie jest dostępna nawet na receptę.

„Kurier” z pytaniem na temat szczepienia dzikich zwierząt zwrócił się do Państwowej Służby Żywności i Weterynarii.

— W końcu września rozpoczęliśmy szczepienia zwierząt dzikich, które przeprowadzane są dwa razy do roku poprzez zrzucanie szczepionek z samolotu. Samolot wówczas powinien lecieć z prędkością ok. 150 km/godz. i na wysokości ok. 150 metrów. Na jednym kilometrze kwadratowym zrzuca się po co najmniej 20  przynęt, w których są umieszczone szczepionki. W tym roku do szczepienia jest używany Fuchsoral, który nie jest dostępny w aptekach. Jego wydawanie jest surowo kontrolowane przez naszą służbę. Niemożliwe jest, aby ktoś dysponował tą szczepionką, ponieważ jest przeznaczona jedynie na szczepienie dzikich zwierząt oraz tylko i wyłącznie za pomocą zrzutu — kategorycznie wyjaśniła nam Aušra Leščinskaitė-Petrauskienė, główny weterynarz działu ds. dobrobytu i zdrowotności zwierząt w Państwowej Służby Żywności i Weterynarii.

Jak powiedziała, że nie można dokładnie obliczyć, gdzie spadnie zrzucona z samolotu przynęta. Jednak nie ma powodów do niepokoju, ponieważ szczepionka zawarta w przynęcie nie jest szkodliwa dla zwierząt domowych:

— A więc mieszkańcy Kabiszek mogą spokojnie pić zdrowe i pełne witamin mleko swoich krów.

Z kolei weterynarz Stanisław Gorbikow powiedział, że gdyby jednak ktoś miał wątpliwości co do zdrowia swego bydła, to może zwrócić się do Narodowego Instytutu Oceny Ryzyka Żywności i Weterynarii, gdzie odpłatnie zostaną przeprowadzone wszelkie niezbędne badania. W instytucie badaniom poddawane są też artykuły spożywcze, a więc można też sprawdzić mleko.


WETERYNARZE RADZĄ

– Zachować ostrożność w czasie przebywania na polach i terenach przyleśnych oraz w wąwozach i jarach;

– Nie dotykać, nie podnosić, a tym bardziej nie rozłamywać przynęty, gdyż znajdująca się wewnątrz szczepionka jest w stanie płynnym i może dostać się do organizmu poprzez skaleczenia na rękach, spojówkę oka lub błonę śluzową jamy ustnej i nosa. W razie kontaktu ze szczepionką natychmiast zgłosić się do najbliższego lekarza;

– O kontakcie zwierząt domowych ze szczepionką należy zgłosić do najbliższego weterynarza, w celu poddania zwierzęcia obserwacji;

– Nie wypuszczać bez opieki psów i kotów, a w czasie spacerów psy prowadzić na smyczy i w kagańcu.