Koniec roku szkolnego to nie meta. Dla wielu dzieci to sprint na wyczerpanych bateriach

W poprzednim tekście pisałam o czerwcu jako czasie szczególnym: o maturzystach, którzy mierzą się z egzaminami, o nauczycielach zamykających rok szkolny, o rodzicach myślących już o wakacjach i o uczniach, którzy w ostatnich tygodniach próbują jeszcze poprawić oceny, nadrobić zaległości albo po prostu dotrwać do końca.

Czytaj również...

Warto jednak pójść o krok dalej i zatrzymać się przy pytaniu, które często umyka dorosłym: Co naprawdę dzieje się z dzieckiem pod koniec roku szkolnego? Czy ono rzeczywiście staje się leniwe, rozkojarzone i niechętne do nauki? Czy może po wielu miesiącach wysiłku jest po prostu zmęczone, przeciążone i przebodźcowane?

My, dorośli, potrafimy czasem powiedzieć: „Jestem przemęczony”, „Potrzebuję odpoczynku”, „Mam za dużo na głowie”. Dzieci rzadko używają takiego języka. Zmęczenie pokazują zachowaniem.

Młodsze dziecko może stać się bardziej płaczliwe, drażliwe, ruchliwe albo przeciwnie – apatyczne. Może wolniej odrabiać lekcje, zapominać przyborów, gubić rzeczy, mieć trudność z porannym wstawaniem. Nastolatek może reagować milczeniem, ironią, wybuchami złości, ucieczką w telefon albo całkowitym brakiem motywacji.

Nie każde takie zachowanie oznacza złą wolę. Czasem jest to sygnał, że dziecko działa już na rezerwie. Zamiast zwiększać presję, warto najpierw uważnie zobaczyć, co tak naprawdę się dzieje.

Szkolny finisz

Jak pisałam w poprzednim artykule, ostatnie tygodnie roku szkolnego są trudne, bo w krótkim czasie nakłada się na siebie wiele spraw. Nauczyciele chcą zamknąć program, zebrać brakujące oceny, dać uczniom szansę poprawy i uporządkować dokumentację. Rodzice oczekują, że dziecko „jeszcze trochę się postara”, a uczeń czuje, że wynik zostanie zapisany na świadectwie.

W takiej atmosferze łatwo wpaść w pułapkę nadrabiania wszystkiego naraz. A dziecko nie jest maszyną do kończenia zadań. Potrzebuje snu, ruchu, spokojnej rozmowy, jasnego planu i poczucia, że nawet trudna ocena nie odbiera mu wartości.

Czasem najważniejszą pomocą nie jest kolejne: „Musisz się bardziej przyłożyć”, lecz wspólne ustalenie, co jest naprawdę pilne, co można jeszcze poprawić, dlaczego nie warto dramatyzować, a gdzie trzeba po prostu przyjąć wynik i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Rok szkolny to nie tylko nauka. To także: hałas na przerwach, relacje rówieśnicze, konflikty, zajęcia dodatkowe, komunikatory klasowe, powiadomienia, krótkie filmiki, porównywanie się z innymi i ciągłe poczucie, że trzeba być dostępnym.

Dziecko po powrocie ze szkoły często nie odpoczywa naprawdę. Przechodzi tylko z jednego bodźca w drugi: z lekcji w telefon, z telefonu w zadanie domowe, z zadania w wiadomości od kolegów, z wiadomości w kolejne nagrania. Organizm nie ma czasu się wyciszyć.

Dlatego pod koniec roku tak ważne są proste rzeczy: sen, spacer, spokojny posiłek, ograniczenie ekranów przed snem, dzień bez dodatkowych zajęć, chwila ciszy. Odpoczynek nie jest nagrodą za idealne świadectwo. Jest warunkiem normalnego funkcjonowania.

Rodzic może obniżyć napięcie

Rodzice często chcą pomóc, ale czasem robią to językiem kontroli. Pytają: „Co poprawiłeś?”, „Dlaczego jeszcze tego nie umiesz?”, „Ile dostałeś?”, „Czemu tak późno się za to zabierasz?”. Intencja bywa dobra, ale dziecko słyszy przede wszystkim presję.

Tymczasem rodzic może być dla dziecka spokojnym zapleczem. Może pomóc uporządkować plan, dopilnować snu, ograniczyć chaos, porozmawiać bez oceniania. Zamiast pytać wyłącznie o stopnie, warto się dowiedzieć: „Co jest teraz dla ciebie najtrudniejsze?”, „Z czym potrzebujesz pomocy?”, „Co możemy jeszcze realnie zrobić?”, „Czego już nie będziemy zamieniać w katastrofę?”.

Takie pytania nie zwalniają dziecka z odpowiedzialności. Pokazują raczej, że odpowiedzialność można budować bez lęku, krzyku i poczucia upokorzenia.

Dużą rolę odgrywają także nauczyciele. Końcówka roku nie musi być czasem nerwowego „dociskania”. Uczniom bardzo pomaga przewidywalność: jasna informacja, co można poprawić, do kiedy, w jakiej formie i co jest naprawdę najważniejsze.

Dla uczniów z trudnościami edukacyjnymi szczególnie ważne jest dzielenie zadań na mniejsze kroki, spokojna instrukcja, możliwość skorzystania z pomocy i poczucie, że nie są pozostawieni sami sobie. Uczeń, który przestaje pracować, nie zawsze lekceważy szkołę. Czasem wycofuje się, bo jest przekonany, że i tak już nie da rady.

Mądre wymaganie nie polega na dokładaniu strachu. Polega na stawianiu jasnych granic i dawaniu uczniowi narzędzi, by mógł sobie poradzić.

Czego uczy końcówka roku?

Koniec roku szkolnego może być czymś więcej niż tylko zamknięciem dziennika. Może stać się lekcją rozpoznawania własnego zmęczenia, planowania wysiłku, proszenia o pomoc i odpoczywania bez poczucia winy.

To bardzo ważne kompetencje. Dorosłe życie również będzie przynosiło momenty intensywnej pracy, napięcia i zmęczenia. Dziecko, które uczy się, że odpowiedzialność nie oznacza niszczenia siebie, będzie lepiej przygotowane do przyszłości.

Wychowanie nie polega wyłącznie na tym, by powiedzieć: „Dasz radę”. Czasem warto dodać: „Zastanówmy się, jak masz dać radę, żeby nie zabrakło ci sił”.

Wakacje nie powinny zaczynać się od emocjonalnego upadku po ostatnim dzwonku. Dziecko nie powinno kończyć roku z poczuciem, że ledwo przetrwało. Oczywiście nie unikniemy wszystkich stresów, ocen, poprawek i trudnych rozmów. Możemy jednak zadbać o to, by końcówka roku nie była walką dorosłych z dzieckiem, lecz wspólnym przejściem przez wymagający etap.

Dlatego zanim powiemy: „Weź się w garść”, spróbujmy zapytać: „Czego teraz najbardziej potrzebujesz, żeby spokojnie dokończyć rok?”. Być może odpowiedź będzie prostsza niż myślimy: snu, ciszy, pomocy w planie, mniej krzyku, jednej spokojnej rozmowy.

Bo czasem za słowami: „Nie chce mi się” – nie kryje się lenistwo. Czasem kryje się zwykłe, głębokie zmęczenie, którego dziecko nie umie jeszcze nazwać.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 22 (62) 06-12/06/2026

Afisze

Więcej od autora