Ludzie chcą chleba, politycy — ducha…

Rządzący wolą zarzucać społeczeństwu „prymitywny materializm” niż dostrzec sedno problemu, dlaczego dla społeczeństwa dobrobyt stał się ważniejszy od wartości Fot. Marian Paluszkiewicz

Litwa w piątek cała, jak długa i szeroka, obchodziła Dzień Obrońców Wolności, aczkolwiek okolicznościowe imprezy upamiętniające ofiary tragicznych wydarzeń stycznia 1991 roku rozpoczęły się kilka dni wcześniej. Podczas tych uroczystości, spotkań i składania wieńców było wiele przemówień w duchu patriotyzmu.

Mówiono głównie o wolności i cenie życia, jaką Litwini zapłacili za wolność swojego kraju. Z kolei nie mniej wymownye okazały się wyniki sondażu opublikowanego w przeddzień uroczystości styczniowych, w którym aż 70 proc. Litwinów mówi, że dziś woleliby żyć w dostatku niż wolności…

Pierwszy przywódca niepodległej Litwy, obecnie eurodeputowany Vytautas Landsbergis uważa, że te wyniki sondażu świadczą o zmaterializowaniu się społeczeństwa, dla którego „mieć” jest ważniejsze od „być”. Nie przebierając w słowach Landsbergis krytykuje wybór społeczeństwa i uważa, że jest to „skutek sowieckiego wychowania”.

— To świadczy o niskim poziomie świadomości społeczeństwa. Sedno niepodległości musi być wyraźne. Może więc ludzie nie rozumieją, o czym jest mowa. (…) Te odpowiedzi odzwierciedlają polityczną niedojrzałość, zmaterializowanie. Prymitywny materializm. „A co ja będę z tego miał? Czy będę miał z tego korzyści, czy nie?” — taka postawa wyniszcza wszystko na Litwie i nie tylko w kontekście międzynarodowym. (…) Filozofia „co ja będę z tego miał?” jest spuścizną sowieckiego wychowania — powiedział Vytautas Landsbergis w rozmowie z portalem DELFI.

Warto tu jednak zaznaczyć, że badania przeprowadzono pod koniec listopada ubiegłego roku, czyli ponad 20 lat po odzyskaniu niepodległości. Świadomość więc sporej części respondentów sondażu formowała już wolna i niezawisła Litwa, na czele której stał miedzy innymi sam Landsbergis.

Dziś zaś krajem rządzą jego polityczni uczniowie — konserwatyści premier Andrius Kubilius, przewodnicząca Sejmu Irena Degutienė, minister spraw zagranicznych Audronius Ažubalis, czy też minister obrony kraju Rasa Juknevičienė. Nie dziwi więc to, że właśnie ze strony tych polityków posypały się pod adresem sondażu i redakcji portalu słowa krytyki, że badania przeprowadzono nieprofesjonalnie, a nawet sugestie, że wyniki badań są korzystne dla Rosji.

— W kontekście państwa demokratycznego ten sondaż jest nieprofesjonalny i absolutnie niekompetentny, bowiem tu bardziej próbowano formować opinię publiczną, niż odpowiedzieć na pytanie. Tak robi się w krajach, w których właśnie i próbuje się w tak tani i mocny sposób formować opinię — oświadczyła w programie „Ant svarstyklių” telewizji publicznej minister Rasa Juknevičienė. Okazało się jednak, że konserwatyści nie tylko publicznie zaatakowali organizatorów sondażu, ale też robili naciski, oskarżając ich o działanie na korzyść „nieprzyjaznych” Litwie państw.

Oznajmiła o tym redaktor naczelna portalu Monika Garbačiauskaitė-Budrienė.

— Nie będę ukrywała, że wyniki sondażu zaszokowały zarówno redakcję DELFI, jak też „Spinter tyrimai”. Nie od razu odważyliśmy się publikować ten wynik, więc dokładnie szukaliśmy, kto mógłby nam fachowo skomentować te wyniki. Obawy okazały się niebezpodstawne, bo po ukazaniu się publikacji doczekaliśmy się zarówno otwartej krytyki, jak też niebezpośrednich nacisków, że próbujemy nieodpowiedzialnie przeciwstawiać aktualne pytania oraz formujemy opinię przychylną nieprzyjaznym nam państwom (czyli Rosji). Co poniektórzy wrażliwi i sympatyzujący konserwatywnym wartościom dziennikarze również wcześniej czepiali się metodyki sondażowej DELFI i „Spinter tyrimai”, szczególnie gdy wyniki nie zgadzały się z ich przekonaniami. Jednak nigdy wcześniej nie zarzucano nam, że świadomie działamy na szkodę państwa — przyznała Monika Garbačiauskaitė-Budrienė. Redaktorka odpiera te zarzuty i twierdzi, że niezadowoleni z wyników sondażu politycy i politolodzy po prostu nie chcą dostrzec sedna problemu, że dla zawiedzionych państwem Litwinów dobrobyt stał się ważniejszy od wartości. Na co wskazują również wyniki innych sondaży przeprowadzonych przez niezależne organizacje Stanów Zjednoczonych, które — jak słusznie zauważa redaktorka DELFI — trudno posądzać o sympatie wobec Rosji.

Rozczarowanie krajem zmusza Litwinów szukać dobrobytu na emigracji, gdzie, ku zaskoczeniu litewskich polityków, znajdują również patriotyczne wartości Fot. Marian Paluszkiewicz

O rozczarowaniu Litwinów swoim państwem, rządzonym — między innymi właśnie przez najbardziej krytycznie oceniającą sondaż minister Rasę Juknevičienė — konserwatystów świadczy również poziom emigracji z Litwy. O tym mówią również wyniki danych statystycznych europejskich agencji, które obliczyły, że w 2011 roku z Litwy wyemigrowało prawie 2 proc. ludności. Jest to jeden z najwyższych wskaźników wśród krajów Unii Europejskiej. Warto też zauważyć, że pod względem poziomu emigracji, rok 2011 był dla Litwy kolejnym rekordowym rokiem. I na razie nic nie wskazuje, że sytuacja odmieni się w tym roku, bo — jak podała w piątek Giełda Pracy — od początku roku liczba bezrobotnych stale rośnie. W ubiegłym tygodniu padł kolejny rekord — prawie 9 tys. nowych bezrobotnych. Po tyle osób tygodniowo Giełda rejestrowała w najgorszym dla kraju 2009 roku.