Afera goni aferę – po „Snorasie”teraz skandal wokół SBPF

276
Vitalijus Gailius (z prawa) i Vytautas Giržadas stracili możliwość pełnienia swoich funkcji, bo źle wypadli podczas kontroli na wariografie Fot. ELTA

Afera wokół dymisji szefów Służby Badań Przestępstw Finansowych (SBPF) zatacza coraz szersze kręgi.

Jej ofiarami może paść minister spraw wewnętrznych Remigijus Palaitis, który pozbawił stanowisk szefów SBPF oraz kierownictwo jego partii – Związku Liberałów i Centrum. Afera kładzie się cieniem również na rządzącą partię konserwatystów — Związek Ojczyzny/Chrześcijańskich Demokratów Litwy — oraz na prezydent Dalię Grybauskaitė, która może być manipulowana przez służby specjalne. Tego nie wyklucza poseł Saulius Stoma z frakcji konserwatystów.

Nie możemy wykluczyć, że prezydent Dalia Grybauskaitė została zmanipulowana przez służby specjalne – powiedział „Kurierowi” poseł Stoma, poproszony o skomentowanie słów szefa frakcji konserwatystów Jurgisa Razmy, który nie wykluczył, że prezydent będzie musiała stanąć przed sejmową komisją śledczą, która miałaby zbadać okoliczności zwolnienia szefa SBPF Vitalijusa Gailiusa oraz jego zastępcy Vytautasa Giržadasa.

Na razie taka komisja nie jest nawet powołana. O to właśnie zabiega poseł Stoma i grupa innych posłów z frakcji konserwatystów. Na razie inicjator powołania komisji nie wie dokładnie, na jakie pytania komisja będzie musiała odpowiedzieć.

— Wszystko zależy od tego, na jakie pytania odpowiedzą inne służby do czasu powołania komisji – wyjaśnia nam poseł Stoma. I dodaje, że pytań jest wiele.

Oprócz ustalenia, czy prezydent została zmanipulowana przez służby specjalne, zdaniem posła, należy odpowiedzieć przede wszystkim, kto zmusił ministra Palaitisa do zwolnienia szefów SBPF  i, co najważniejsze, ujawniając przy tym tajemnicę śledztwa. Chodzi o to, że minister Palaitis oświadczył przed tygodniem, że Gailius i Giržadas stracili jego zaufanie, bo źle wypadli podczas kontroli na wariografie. Test na wykrywaczu kłamstw szefowie musieli przejść w sprawie przecieku do mediów informacji o przygotowywanym przez prokuraturę zatrzymaniu szefów banku „Snoras”, który pod koniec ubiegłego roku został znacjonalizowany z powodu kłopotów finansowych. O doprowadzenie do niewypłacalności jednego z największych litewskich banków prokuratura oskarża jego właścicieli. Nie wyklucza się, że z powodu przecieków, które trafiły do dziennika „Lietuvos rytas”, w którym „Snoras” pośrednio miał 30 proc. udziałów, szefowie banku zdążyli zbiec za granicę.

— Chodzi o przeciek wart miliardy litów, dlatego musimy ustalić, kto ujawnił tę informację. Jeśli na to pytanie nie odpowie prokuratura i komisja sejmowa ds. „Snorasu”, to powinna odpowiedzieć sejmowa komisja śledcza w sprawie zwolnienia szefów Służby Badań Przestępstw Finansowych — mówi nam poseł Stoma.

Przypominamy, że komisja ds. nacjonalizacji oraz późniejszego ogłoszenia upadłości banku pracuje od stycznia tego roku. Tymczasem dopiero w tym tygodniu Prokuratura Generalna wszczęła dochodzenie w sprawie ewentualnego przecieku do mediów informacji o planowanym przejęciu banku przez skarb państwa, mimo że poseł Stoma zawiadomienie o przecieku złożył w prokuraturze jeszcze w listopadzie ubiegłego roku.

Wcześniej Prokuratura Generalna poprosiła Departament Bezpieczeństwa Narodowego o przeprowadzenie czynności operacyjnych ws. przecieku.

Później okazało się, że w toku śledztwa służby specjalne sprawdziły na wariografie szefów SBPF oraz kilku prokuratorów, którzy brali udział w naradzie w sprawie zatrzymania szefów banku „Snoras” oraz przeprowadzenia przeszukań w ich miejscach pracy i zamieszkania. Właśnie ta informacja przesączyła się do „Lietuvos rytas”. Po kontroli na wykrywaczu kłamstw najgorzej wypadli właśnie szefowie SBPF. Na ten wynik natychmiast zareagował minister Palaitis, który pozbawił szefów podległej mu służby pełnomocnictw do pracy z materiałami zawierającymi tajemnicę państwową, przez co Vitalijus Gailius i Vytautas Giržadas automatycznie stracili możliwość pełnienia swoich funkcji. Gailius i Giržadas oświadczyli, że prawdziwym powodem ich zwolnienia były śledztwa prowadzone wobec sponsorów partii ministra Palaitisa. Za ministrem wstawiła się prezydent Dalia Grybauskaitė, która zasugerowała dziennikarzom, że powodem zwolnienia szefów SBPF mogą też być postępowania służby wobec sponsorów rządzącej partii konserwatystów.

Poseł Stoma mówi, że nie zważając na to, która ewentualnie partia zainicjowała zwolnienie szefów SBPF, minister Palaitis nie może dalej pełnić funkcji.

— On sam naruszył tajemnicę państwową, jaką są materiały śledztwa prowadzonego przez służby specjalne — powiedział Stoma. I wyjaśnia, że pozbawiając Gailiusa i Giržadasa możliwości pracy z materiałami tajnymi minister ujawnił wyniki przesłuchań ich na wariografie. Co więcej, jak tłumaczy nam poseł, minister Palaitis nie tylko ujawnił materiały śledztwa, ale też podjął pochopną decyzję, bo opierał się na pierwszych wynikach na wykrywaczu kłamstw, w których Vitalijus Gailius wypadł nie najlepiej, natomiast powtórny sprawdzian szef służby przeszedł pozytywnie.

— Co więcej, mimo wyników sprawdzianu na wariografie, służby specjalne nie zabiegały o pozbawienie Gailiusa i Giržadasa upoważnień do pracy z materiałami tajnymi. Tę decyzję minister podjął samodzielnie — podkreśla Saulius Stoma. I dodaje, że nie może wykluczyć, iż minister działał pośpiesznie nie z własnej inicjatywy, lecz pod presją. Natomiast pod czyją presją, zdaniem Stomy, powinna ustalić sejmowa komisja śledcza.

Poseł oczekuje, że jednym z wniosków komisji będzie interpelacja wobec ministra Palaitisa.

— Mam nadzieję, że interpelacja ta powiedzie się, bo poprze ją nie tylko opozycja, ale też spora część koalicji rządzącej — prognozuje poseł Stoma.

Na razie jednak komisja śledcza nawet nie została jeszcze powołana.

Jeśli wniosek posła Stomy znajdzie aprobatę w Sejmie, to taka komisja będzie mogła rozpocząć pracę najwcześniej w połowie marca, bo dopiero 10 marca parlament wznowi swoje obrady po przerwie zimowej.