Posłowie chwalą Łukaszenkę za „porządek i dobrobyt”

Podczas swoich wizyt na Białorusi litewscy politycy widzą wyłącznie „porządek i dobrobyt”, który jest przede wszystkim „zasługą białoruskiego prezydenta” Fot. Marian Paluszkiewicz
Podczas swoich wizyt na Białorusi litewscy politycy widzą wyłącznie „porządek i dobrobyt”, który jest przede wszystkim „zasługą białoruskiego prezydenta” Fot. Marian Paluszkiewicz

Po skandalicznej wizycie sprzed 10 lat litewskich parlamentarzystów na Białorusi, przezwanych przez to „czterema komunardami” (od nazwy członków zbrojnego ramienia bolszewików — Oddziałów Specjalnego Przeznaczenia, z którego wywodzi się późniejszy OMON — specjalne oddziały milicji podlegające dowództwu Partii Komunistycznej), kolejni posłowie po wizycie w białoruskim Mołodecznie muszą tłumaczyć się ze swoich wypowiedzi.

Jak odnotowuje dziennik „Vilniaus diena”, poseł lewicy Stanislovas Gedraitis i poseł niezrzeszony (wcześniej lewicowy) Jonas Jagminas, podczas wizyty na Białorusi nie szczędzili pochwał pod adresem „nazywanego ostatnim dyktatorem Europy” Aliaksandra Łukaszenki oraz stwierdzili, że Litwa może wiele nauczyć się od swoich południowych sąsiadów.

„Byliśmy powitani serdecznie i bardzo konkretnie. Dlatego nasze dobre stosunki muszą opierać się na konkretnej pracy. Widzimy aktywną działalność ambasadora Białorusi. Widzimy wasze zasiane pola zielone. Widzimy wasz postęp i wszystko, co jest stworzone na Białorusi, jest w dużej mierze dzięki wysiłkowi waszego prezydenta. Widzieliśmy, jak to wszystko waliło się, lecz on zdołał powstrzymać ten proces i zawrócić go przeciwnym kierunku” — dziennik cytuje wypowiedź posła Stanislovasa Gedraitisa.

— Nie, nie boje się żadnych epitetów, którymi zresztą nie raz byłem już określany — odpowiada poseł Gedraitis zapytany przez „Kurier”, czy nie boi się, że od tej wypowiedzi będzie nazywany „kolejnym komunardem”, jak przed 10 laty określano jego kolegów z Partii Socjaldemokratycznej, którzy pojechali na Białoruś i wychwalali tam panowanie Łukaszenki i nie szczędzili krytyki dla Litwy. Wtedy też oskarżano ich o łamanie europejskiego bojkotu białoruskich władz, a nawet o zdradę stanu.

Tymczasem poseł Gedraitis uważa, że powiedział to, co nie on jeden widzi i odczuwa, będąc na Białorusi. Poseł uczestniczył w odbywającym się w Mołodecznie litewsko-białoruskim forum gospodarczym.

— W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele władz z 35 litewskich samorządów — merowie, zastępcy, ale też biznesmeni. Mówiliśmy o potrzebie współpracy gospodarczej, wymianie kulturowej między naszymi krajami, które łączą też więzy historyczne. Sam poseł, jak twierdzi, jest potomkiem rodu Giedrojciów, którzy kiedyś byli właścicielami wielkich majątków na Białorusi. Toteż poseł był zachwycony „troską białoruskich władz” o dziedzictwo historyczne.

— To przecież widać gołym okiem, jak też troska o dobrobyt swoich obywateli — te zadbane parki, fontanny, infrastruktura — przecież tego nie zrobiono specjalnie na potrzebę naszej wizyty, bo to wymaga wiele lat ciężkiej pracy — mówi nam poseł. Jego zdaniem, właśnie tej troski władz o swoich obywateli brakuje na Litwie i tego w pierwszej kolejności litewscy urzędnicy mogliby się pouczyć u Białorusinów. Poseł jednak zgadza się, że postawa urzędników do swoich obowiązków nie zależy od konkretnego systemu państwowego, lecz od postawy moralnej poszczególnego urzędnika.

Litewski poseł uważa jednak, że Litwa ma czego uczyć się u swojej sąsiadki, a przede wszystkim jak rozwijać współpracę gospodarczą.

— Mamy tu ogromną perspektywę, bo w ostatnich latach wymiana handlowa między naszymi krajami wyniosła ponad 1 mld USD. Rośnie też poziom inwestycji białoruskich na Litwie i litewskich na Białorusi, gdzie działalność prowadzi ponad 500 litewskich spółek. Białoruś też eksportuje swoje towary przez port w Kłajpedzie, co stanowi ponad 30 proc. obrotów tego portu — zauważa poseł. Dodaje też, że podczas spotkania w Mołodecznie otrzymał zapewnienia białoruskiej strony, że Białoruś nie wycofa się z Kłajpedy, czego obawia się litewski biznes i rzekomo zapowiadał jeden z przedstawicieli administracji prezydenta Białorusi.

— Tego Białorusini nie zrobią, bo dla nich też byłby to niekorzystny krok — zaznacza Stanislovas Gedraitis. Jego zdaniem, podczas forum w Mołodecznie rozmawiano również o litewskich obawach wobec białoruskich planów budowy elektrowni atomowej w bezpośredniej granicy z Litwą i w odległości zaledwie 50 km od Wilna.

— Powiedziałem im, że Litwa oczekuje gwarancji bezpieczeństwa tego projektu, bo na razie nie wiemy dokładnie, co na prawdę tam się dzieje — jedni mówią, że tam trwają już prace budowlane, inni zaś, że nic tam się nie dzieje. Mamy specjalistów. Moglibyśmy tam pojechać i na miejscu ustalić zakres bezpieczeństwa projektu — mówi nam poseł. I dodaje, że białoruska strona obiecała rozpatrzeć taką możliwość.