Czy Litwie grozi drugi „Williams”?

192
Układ premiera Andriusa Kubiliusa z Wiktorem Uspaskichem pozwolił przeforsować projekt budowy elektrowni atomowej Fot. Marian Paluszkiewicz

Centro-prawicowy rząd Andriusa Kubiliusa we czwartek „buldożerem” przepchał przez sejmowe głosowanie pakiet ustaw energetycznych. Pakiet zawiera, m. in. ustawę atomową, otwierającą drogę budowie na Litwie nowej elektrowni atomowej oraz umowę koncesyjną na budowę atomówki. Umowa zostanie podpisana z inwestorem strategicznym japońskim koncernem „Hitachi”, planowany zaś termin podpisania zaplanowano na 28 czerwca. Podczas głosowania w parlamencie koalicji rządzącej udało się zapewnić na sali większość głosów, m. in. dzięki wsparciu opozycyjnej Partii Pracy Wiktora Uspaskicha.

Niektóre źródła twierdzą, że rządzącym udało się przekonać uwikłanego w aferę finansową lidera Partii Pracy, obiecując mu za poparcie pakietu energetycznego umorzenie sprawy dotyczącej malwersacji finansowych w księgowości jego partii. W każdym razie dziwnym zbiegiem okoliczności, w przeddzień głosowania w Sejmie sąd ogłosił przerwę do jesieni w toczącej się od kilku lat i bliskiej już terminu przedawnienia tzw. sprawie szarej księgowości Partii Pracy.

Mimo jednak przychylnego głosowania w Sejmie los przyszłej atomówki wciąż nie jest przesądzony. Wczoraj grupa 25 posłów, w tym szefowie pozostałych czterech ugrupowań opozycyjnych wystąpiła z apelem do prezydent Dali Grybauskaitė, żeby zawetowała przyjęty w czwartek pakiet ustaw energetycznych. Zdaniem autorów apelu, w tak ważnych kwestiach, jak bezpieczeństwo energetyczne kraju oraz wielomiliardowe przyszłe wydatki na budowę elektrowni, do tego konieczne jest przeprowadzenie referendum, bądź zapewnienia konstytucyjnej większości w Sejmie.

Prezydent w tej sprawie prawdopodobnie wypowie się w przyszłym tygodniu, bo obecnie jest na delegacjach zagranicznych, aczkolwiek wcześniej prezydent nie ukrywała swego poparcia dla rządowych projektów energetycznych. Ostrzegała jednak rządzących, żeby sprawę załatwili klarownie, a nie jak będąc u władzy przed kilkunastoma laty, kiedy również buldożerem przepchali przez Sejm sprzedaż rafinerii w Możejkach amerykańskiej spółce Williams International, co w przyszłości okazało się jedną z największych afer w najnowszej historii kraju.
Czwartkowa sytuacja w Sejmie przypominała właśnie tę sprawę sprzed kilkunastu laty, więc nie wiadomo, jak na to odreaguje prezydent Grybauskaitė.

Nieoczekiwana zmiana stanowiska Wiktora Uspaskicha ws. pakietu ustaw energetycznych zaskoczyła nie tylko socjaldemokratów, ale też jego najwierniejszą koleżankę partyjną Loretę Graužinienė (w centrum) Fot. Marian Paluszkiewicz

— Nie ma wyjścia, podpisze te ustawy — mówi „Kurierowi” poseł Partii Socjaldemokratów Vytenis Andriukaitis, jeden z autorów apelu do prezydent. Jego zdaniem, prezydent wcześniej popełniła zbyt wiele błędów, popierając rządowy projekt, jak też w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi (dostawcą reaktora do przyszłej litewskiej elektrowni ma być japońsko-amerykański koncern Hitachi — General Electric Nuclear Energy — przyp. red.), dlatego prezydent nie może już wycofać się. Dlatego sygnatariusze apelu traktują ten dokument przede wszystkim jako wyraźny sygnał dla prezydent, że istnieje odmienna opinia od tej, którą forsują konserwatyści premiera Andriusa Kubiliusa.

— Prezydent powinna zdawać też sprawę, że przyjęte ustawy mogą być sprzeczne z konstytucyjną zasadą suwerenności kraju — zauważa Vytenis Andriukaitis. Poseł nie wyklucza też, że jeśli pakiet energetyczny nie zostanie zawetowany, a ustawa koncesyjna zostanie podpisana, to zostanie zainicjowane postępowanie prawne przeciwko złamaniu Konstytucji. Socjaldemokraci, jako największe ugrupowanie opozycyjne i jeden z sondażowych faworytów powyborczej koalicji rządzącej, odgrażają się, że jeśli ich obecne działania nie powstrzymają realizację projektu nowej atomówki, to po ewentualnych wygranych wyborach parlamentarnych jesienią tego roku odwołają przyjęty w czwartek pakiet energetyczny.

Są jednak świadomi, że nawet jeśli po wyborach w parlamencie będą największym ugrupowaniem, to mogą być odizolowani od władzy właśnie przez układ premiera Andriusa Kubiliusa z Wiktorem Uspaskichem. O możliwości takiego scenariusza donosi gazeta „Karštas komentaras”, która w oparciu na poufne źródła w partii konserwatywnej — Związek Ojczyzny-Chrześcijańscy Demokraci Litwy, przekonuje, że konserwatyści oraz wpływowe siły stojące za nimi już dziś prowadzą nową strategię powyborczą koalicji na czele z starym-nowym premierem Andriusem Kubiliusem.

Według gazety, wespół z konserwatystami, koalicję mają tworzyć kilka drobnych ugrupowań, w tym też powstała na fali tzw. skandalu pedofilskiego partia „Szlak Odwagi” na czele z siostrą „ojca-mściciela” z Neringą Venckienė, sędzią Kowieńskiego Sądu Okręgowego.
Spoiwem tej koalicji ma być właśnie Partia Pracy, której lidera konserwatyści rzekomo trzymają krótko na uwięzi właśnie. Zdaniem posła Vytenisa Andriukaitisa, o takich relacjach między konserwatystami i Uspaskichem sugeruje jego nieoczekiwana zmiana poglądów w kwestii projektu atomówki.

Centroprawicowy rząd Andriusa Kubiliusa ma poważne kłopoty finansowe z zamknięciem starej elektrowni atomowej, a już forsuje budowę nowej Fot. Marian Paluszkiewicz

Przypominamy też, że przed ponad miesiącem Partia Pracy podpisała porozumienie z innymi ugrupowaniami opozycyjnymi — Partią Socjaldemokratów i partią „Porządek i Sprawiedliwość” o współpracy przedwyborczej i ewentualnej współpracy koalicyjnej po wyborach.

— W ciągu kilku ostatnich tygodni wiele dyskutowaliśmy w tym gronie o proponowanym pakiecie ustaw energetycznych i byliśmy zgodni, że nie może on zostać przyjęty bez wcześniejszej debaty publicznej i ocen eksperckich. Takie też stanowisko popierała Partia Pracy. Przed tygodniem jednak dotarła do nas informacja, że Andrius Kubilius rozmawia z Wiktorem Uspaskichem, po czym Partia Pracy kardynalnie zmienia zdanie w sprawie budowy elektrowni, w przeddzień zaś głosowania, sąd zaś — dziwnym zbiegiem okoliczności — ogłasza przerwę w sprawie malwersacji finansów Partii Pracy — poseł Vytenis Andriukaitis opowiada nam o zakulisowych rozgrywkach przed decydującym głosowaniem w Sejmie.

Po takim zachowaniu się Uspaskicha socjaldemokraci poczuli się zdradzeni. Ich lider, poseł Algirdas Butkevičius, oświadczył, że wcześniej zawarte z Partią Pracy porozumienie o współpracy przedwyborczej w obecnej sytuacji przestaje obowiązywać. Nie mniej, opozycję nie zaskoczyło zachowanie się Partii Pracy, która również wcześniej łamała wcześniejsze ustalenia międzypartyjne i nieoczekiwanie zmieniała stanowisko przed decydującymi głosowaniami.
— Wszyscy zdają sobie sprawę, że jest to partia jednej osoby i wszyscy jej posłowie głosują, uwzględniając interesy Uspaskicha — mówi Vytenis Andriukaitis. Zauważa jednak, że być może tym razem lider Partii Pracy przegiął, bo wielu jego posłów nie kryło zażenowania nieoczekiwaną zmianą stanowiska, a niektórzy posłowie nawet ośmielili się nie głosować zgodnie z wolą szefa.