Gdzie się podziały wiadomości

Przyznam — coraz mniej czytam wiadomości. Nie, wcale nie na skutek jakże szeroko omawianego zagonienia, braku czasu czy powszechniejącego trendu nieczytania, o którym też się mówi. Zwyczajnie coraz mniej wiadomości prasa publikuje.
„Jak to? — spyta szanowny Czytelnik. — Przecież portali w internecie coraz więcej, materiałów na nich też”.
I będzie miał całkowitą rację. Portali coraz więcej, coraz więcej publikują wpisów i notek, sensacji i niusów. Ale wiadomości coraz mniej. Możemy przeczytać i o największych w świecie sztucznych piersiach jakiejś Niemki, i o tym, kto z kim tańczył, co ubrał, co napisał w internecie czy że Vytautas Landsbergis kogoś „trollował” (tego nawet w kategoriach nowości nie rozpatruję). W tym jednak potoku plotek, tanich sensacji i życia celebrytów gubią się wiadomości o tym, co ma na nasze życie wpływ rzeczywisty. O prawie i jego zmianach, o wspólnotach, prawdziwej kulturze i prawdziwych bohaterach.
W czasach, gdy prasa nazwana została mianem „czwartej władzy”, była ona przede wszystkim narzędziem kontrolowania władzy przez ludzi, instrumentem rządzenia przez nich państwem, którego władza przecież w demokracji wychodzi właśnie od obywateli. Zaś w chwili, kiedy staje się instrumentem ogłupiania obywateli dla dobra władzy — sama przestaje być władzą.