Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

100

Zakończyły się ponad tygodniowe poszukiwania „zaginionego bez wieści” prezydenta Rosji Władimira Putina. W tym czasie, w litewskich mediach, Putin zdążył przejść wylew krwi, odebrać poród dziecka swojej nowej żony Kabajewoj, zachorować na ostry przypadek grypy, mieć problemy z kręgosłupem, zostać przemocą usuniętym od władzy, a nawet umrzeć. I to kilkakrotnie — na skutek kilku chorób i zamachów stanu. A jednak przeżył. Już w poniedziałek spotkał się z prezydentem Kirgizji. A przy okazji zarządził postawienie w stan gotowości bojowej zachodnio-północnych ugrupowań armii. Dla nieobeznanych z geografią, to tuż na bezpośrednim pograniczu z „pribałtyką”.
Nie wiadomo, czy to coś ma wspólnego z działaniami w Rosji, ale tymczasem nasza prezydent Dalia Grybauskaitė odwiedziła bazę wojskową w Rukli, dokąd dotarły już amerykańskie czołgi i żołnierze je obsługujący — również amerykańscy. Prezydent zwiedziła bazę, obejrzała musztrę wojskową i zjadła obiad w żołnierskiej stołówce.
„Tu karmią, smaczniej niż w Urzędzie Prezydenta” — oświadczyła po spożyciu posiłku.
Nie wiadomo, czy swoją uwagą prezydent podniosła ducha bojowego służących (jedzących) tam żołnierzy, ale kucharze w pałacu przy placu Daukantasa powinni chyba poważnie zastanowić się nad znalezieniem sobie nowej pracy.