Wybiórcza wrażliwość

Święta Wielkanocy nie dla wszystkich były radosne i szczęśliwe. W Kenii, w mieście Garissa, uważanym dotąd za jedno z najbezpieczniejszych miejsc w regionie, w Wielki Czwartek islamiści wymordowali 148 studentów na lokalnej uczelni. Odpowiedzialność za atak wzięła na siebie islamistyczna organizacja Al Szabab, powiązana z Al Kaidą. Ogłosiła też, że spośród zakładników wypuściła tych, którzy byli muzułmanami, a mordowała tylko tych, którzy byli chrześcijanami.
Ten akt terroru, który wpisuje się w definicję ludobójstwa (a więc mordowania ludzi tylko ze względu na przynależność do określonej grupy), nie spotkał się z tak szerokim odzewem społeczności międzynarodowej, jak to miało miejsce w przypadku ataku islamistów na skrajnie lewicowy tygodnik „Charlie Hebdo”, w którym zginęło 12 osób.
Jeśli potępiamy każdy atak i cenimy każde życie, a tak przecież być powinno, po ludzku, to czy studenci z Kenii nie zasługują także na opłakanie i manifestacje z hasłem „Je suis Garissa”, jak wcześniej z „Je suis Charlie”? Czy też może ich śmierć mniej jest warta, bo zamordowano ich nie za rysowanie obraźliwych obrazków, a „jedynie” za bycie chrześcijanami?