Klakson prawdę ci powie…

135

Jedni mówią, że by kogoś poznać, trzeba z nim zjeść beczkę soli, inni, że wystarczy napić się wódki. Jeszcze inni, że razem pójść do łaźni. Mój sposób polega na obserwowaniu, jak się korzysta z samochodowego klaksonu.
Klakson, jak wiadomo, służy do używania w celu uniknięcia groźnej sytuacji. Nie da się nim rozproszyć korków ani zmienić koloru świateł na skrzyżowaniu. Do komunikacji także się słabo nadaje. A mimo to niektórzy używają go właśnie do tych celów, wbrew prawu, logice i obyczajom. Wynika to zapewne z głęboko ukrywanych kompleksów i frustracji, być może problemów emocjonalnych z samym sobą. Skoro zatem są ludzie, którzy klaksonu używają częściej niż hamulca, co można z nimi zrobić? Na pewno nie pożyczać im pieniędzy — nie tylko nie zwrócą, a jeszcze agresywnie zapomną. Nie robić z nimi interesów, mogą się w nich zachowywać tak samo, jak na drodze. Nie wydawać za nich córek, którym przecież wszyscy rodzice życzą dobrze. Nie głosować na nich na wyborach, bo tylko udają liberałów lub chadeków, a są frustratami.
Środków wychowawczych można by wymieniać wiele. Ale zacząć można od zwrócenia im uwagi, że to chamstwo. Może nie wiedzą.