Nie mów „hop” przed drugą turą

173

Po pierwszej turze wyborów 9 października w sztabie młodego Landsbergisa panowała euforia. Zapowiadał, że koalicja powstanie już tej samej nocy, dzielił ministerialne teczki, rozstawiał potencjalnych koalicjantów po kątach — z tymi pójdzie, z tamtymi nie pójdzie, liberałów zaprosi. Druga tura te szumne wypowiedzi zweryfikowała.
I można odnieść wrażenie, że Gabrielius Landsbegis tej weryfikacji nie dostrzegł. W komentarzach atakował Ramūnasa Karbauskisa, jakby to była wciąż debata przedwyborcza, a nie wstęp do negocjacji. Podnosił temat nikomu naprawdę niepotrzebnych związków homoseksualnych, przeciw którym są potencjalni koalicjanci i nawet duża część jego własnej partii, z nazwy wciąż chrześcijańsko-demokratycznej. I ta postawa wywołuje zdumienie nie tylko innych graczy politycznych, ale też postronnych obserwatorów — nie tak się wchodzi do negocjacji, w których nie jest się stroną rozgrywającą. Szczególnie zaś, jeśli się osiągnęło gorszy wynik niż w poprzednich wyborach, w dodatku zaś tracąc okręgi w uważanym za tradycyjny bastion landsbergistów Kownie. Tak się raczej zachowuje rozkapryszone dziecko, a nie prezes jednej z dwóch największych partii politycznych, który jeszcze chwilę temu był realnym kandydatem na premiera.