Koszty komunistycznych „optymalizacji”

137

Komuniści, jak wiadomo, lubili dostosowywać wszystko do swoich potrzeb. Dostosowywali słowa — „wyzwoleniem” nazywali zakucie w kajdany, „nacjonalizacją” rabunek, a „optymalizacją” określali niszczenie. To ostatnie zresztą zostało do dziś. Zastane zaś przez siebie — bo sami żadnych nie wytworzyli — zdobycze cywilizacji „dostosowywali” do swoich potrzeb także.

Przedwojenne Wilno miało całkiem sporo cmentarzy — żydowskich, protestanckich, katolickich. Niektórych z nich można jeszcze znaleźć resztki — w Nowej Wilejce czy na Pióromoncie. Ślady po innych zaś komuniści poumieszczali w innych częściach miasta — jako schody, chodniki czy nawet poprzerabiawszy sobie na nowe nagrobki. Z jednych nagrobków pobudowany był murek nieopodal dworca, z innych — schody do szpitala, za okupacji służącego członkom partii, z jeszcze innych — schody na Górę Bouffałłową czy do kantyny oficerskiej.
Owszem, pieniężnie to taniej, wykorzystać kradzione, zamiast stworzyć własne. Zupełnie, jak z „optymalizacją”, czyli zamknięciem polskiej szkoły na Antokolu. Tylko potomni potem muszą ponosić koszty takiej „optymalizacji”…