Napisy w języku polskim — kością w gardle…

Fakt, że w ubiegłą niedzielę została zerwana tablica z nazwą — ulica Warszawska — w języku polskim raz jeszcze dowodzi, że Litwini nie są narodem tolerancyjnym, co i udowodnił sondaż europejski.

Zdobyli miano najbardziej nietolerancyjnych w Europie.
Można, co prawda, takie zerwanie tłumaczyć jedynie wybrykiem chuligańskim, ale przecież tak niedawne jej zawieszenie pod okrzyki tak zwanych „gorliwych patriotów” litewskich świadczyło, że nie jest mile widziana.
Podobne szkodnictwo wydarzyło się, gdy przy ulicy Rusų (Rosyjska) zawieszono tabliczkę z nazwą w języku rosyjskim. W tym samym dniu została zamalowana.
W Wilnie nazwy ulic w językach ojczystym są jeszcze przy ulicy Islandzkiej w języku islandzkim oraz ulicy Waszyngtona w języku angielskim.
Samorząd stołeczny obiecuje, że takie tablice w językach ojczystych będą przy ulicy Żydowskiej, Niemieckiej, a w przyszłości ulicy Łotewskiej, Estońskiej, jak też innych krajów, nazwy których noszą ulice rozlokowane w stolicy litewskiej.
Piękne zamiary, ale, niestety, nie każdy to rozumie.
W tym miejscu trzeba przypomnieć słowa niedawno zmarłego znanego filozofa litewskiego Leonidasa Donskisa, który powiedział: „Do tolerancji trzeba długo szykować człowieka. Tak samo, jak i do życia małżeńskiego, żeby każdy rozumiał, co to znaczy odpowiedzialność wobec drugiego człowieka”.
Ale, czy na Litwie każdy zechce z takiej nauki skorzystać?
Bo język polski staje dla wielu Litwinów kością w gardle…