Jak się zdanie zmienia

165

Algirdas Butkevičius nie był najgorszym premierem. Nie był nawet premierem złym. Nie wprowadził nocnych reform podatkowych, nie obcinał emerytur, nie przepchnął sprzedaży żadnych Możejek żadnemu grabieżczemu funduszowi.

Nie był może też premierem dobrym — wystarczy przypomnieć przeforsowane tuż przed wyborami poprawki Kodeksu Pracy, wyglądające jakby je pisali nie socjaldemokraci, tylko skrajni liberałowie — co było zapewne golem do własnej bramki, skutkującym kiepskim wynikiem wyborczym.
Jednak cechą, która z pewnością wpisała premiera Butkevičiusa w świadomość wyborców, była zmienność jego opinii. Jednego dnia potrafił być za, a nawet przeciw — zależało to zapewne od tego, kto pytał i o jakiej porze. Wynikała ta cecha być może z braku całości informacji, może z dobrych chęci i wsłuchiwania się w głosy doradców, a może z niekontrolowanej chęci zabierania głosu w tematach, na które się jeszcze nie wyrobiło opinii.
Cechę tę zapamiętali także politycy — i Sejm nie wybrał Algirdasa Butkevičiusa na jednego z wiceprzewodniczących. Nie byłby też pewnie złym zastępcą szefa parlamentu, ale zdanie polityków bywa zmienne.