Niczyje ulice

90

Na Litwie zima tradycyjnie zaskakuje drogowców i służby miejskie, szczególnie zaś decydentów z rządzonego przez liberałów samorządu Wilna, którzy co roku na nowo dowiadują się, że w styczniu pada śnieg.

Tak zatem, jak co roku, chodniki są zaśnieżone, a po odwilży i ponownym mrozie będą oblodzone. Technologia jednak dostarcza nowych narzędzi do walki z żywiołem. Tak oto wczoraj widziałem, jak przejście dla pieszych na alei Laisvės (Wolności) było czyszczone przez ekipę, wyposażoną nie tylko w szczotkę i wiadro, ale również w napędzaną benzynowym silnikiem dmuchawę, jakiej się używa do odgarniania liści.

I tak, jak w przypadku liści skuteczniejsze od dmuchawy są grabie i ręce, tak i śnieg nie dał sobie, nomen omen, nadmuchać – i nic sobie z dmuchania nie robił. Ile jednak przy tym zużyto sił, pracy ludzkiej i paliwa! Na pewno mer z dumą i błazeńskim uśmiechem będzie się mógł pochwalić w internecie, że wzrosły nakłady na sprzątanie, nie wspominając przy tym o wstydliwym braku efektów. A może i do czarnej kasy partyjnej coś z tego kapnie, któż to wie?

A przecież, wzorem miast lepiej zarządzanych, można by było ten śnieg po prostu wywozić, celem urządzenia atrakcji saneczkarskich. Pewnie i paliwa by się mniej spaliło, i ludziom radość sprawiło.