Kiedy rosyjscy żołnierze wylądują w Wenezueli?

137

Wenezuela – jeszcze nie tak dawno najbogatszy kraj Ameryki Południowej. Dziś bywa wymieniana jako państwo upadłe, narkopaństwo czy bankrut. W jej kontekście padają takie słowa, jak dyktatura, korupcja, bandytyzm, kolonizacja. Cały cywilizowany świat nie uznaje prawowitości władzy Nicolása Maduro, niegdysiejszego kierowcy autobusu, który niezgodnie z prawem ogłosił wybory, i mimo ich sfałszowania, został wybrany, a zaraz potem pozbawiony władzy przez Zgromadzenie Narodowe.

Swoją drogą – na skutek władzy socjalistów w Wenezueli nie ma już autobusów, zaś metro przestało jeździć, bo nie stać tego transportu na druk biletów. Na ulicach panuje bandytyzm, a poszczególnymi regionami kraju rządzą gangi narkotykowe i komunistyczni terroryści z sąsiedniej Kolumbii.

Jedynym krajem, który z maniakalnym uporem wspiera Nicolása Maduro, jest Rosja. Nic dziwnego – Kreml obficie dotował rządzących od ponad dwudziestu lat Wenezuelą socjalistów chavistów, w zamian za dostęp do złóż ropy i złota, których sprzedaż na rynku światowym mogła pomagać Moskwie omijać sankcje nałożone na nią za okupację części Ukrainy i Gruzji. Pytanie zatem, czy i Wenezuela zostanie uznana za „iskonno russkije ziemli”, których bronić będą musieli przed wolą miejscowej ludności żołnierze z Rosji?