Druga strona Abu Zabi

410

O wizycie ministra komunikacji Jarosława Narkiewicza na konferencji drogowców w Abu Zabi napisano i powiedziano dużo, ale na pewno nie powiedziano wszystkiego, zwłaszcza, jeśli chodzi o wątek obiadu, który minister zjadł, a zapłaciła podwładna mu instytucja, czyli Dyrekcja Dróg Samochodowych.

O ministrze, który ostatecznie zwrócił pieniądze za obiad, trudno powiedzieć coś odkrywczego. Doświadczony polityk, jak Narkiewicz, powinien wiedzieć, że nie ma darmowych obiadów. Czemu pomija się kwestię płatnika – Dyrekcji Dróg – bo przecież ta instytucja też ponosi odpowiedzialność. Moim zdaniem, może to być próba wpływu korupcyjnego. Dyrektor Dyrekcji Dróg Samochodowych mógł mieć interes w przychylności ministra?

Dyrekcja buduje drogi według planu zatwierdzonego w czasach bardzo zamierzchłych, a potem próbuje sobie to kompensować budową radarów, w tym radarów odcinkowych, budząc tym niezadowolenie mieszkańców i marnując ogromne środki. Może należałoby zbadać, czy dyrektorowi, Vitalijusowi Andrejevasowi, zależy na zdobyciu przychylności ministra. I, przede wszystkim, w jakiej sprawie. Takie pytania trzeba stawiać.